Ten doskonały

Obejrzałam niedawno piękną baśń o miłości. Jak wiecie lubię kino fantasy, a ten gatunek oprócz magii, czarów i smoków zawiera zwykle sporo psychologii, żeby nie znudzić dorosłego widza. Tym razem pewna niezdecydowana księżniczka miała do wyboru trzech zakochanych w niej panów. I to, co mnie zafascynowało – jeden z nich okazał się moim zdaniem absolutnie doskonałym partnerem.

Pisałam kiedyś o tym, że całkowity ideał nie istnieje. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy różni i mamy różne oczekiwania. Jasna rzeczą jest więc, że ten pan i jego działanie czy jego decyzje nie muszą podobać się każdemu. Pomijam kwestię urody, chociaż aktor jest dość przystojnym mężczyzną. Jednak zwróciłam uwagę na jego ogromne oddanie i całkowitą akceptację ukochanej. Cokolwiek ta kobieta nie wyczyniała, on nigdy jej nie krytykował. Stale kochał ją z taką samą siłą i wiernością. Oglądając ten film doszłam do wniosku, że za taką miłością tęskni chyba każda kobieta.

Jak łatwo się domyślić, fabuła została naszpikowana trudnymi przygodami i stawiała przed tym związkiem wiele wyzwań. Gdyby było inaczej, serial zakończyłby się po kwadransie – to jasne. Ale co znamienne – pan zdawał każdy egzamin, wiernie kochając i znosząc różne fochy głównej bohaterki. Pani natomiast zrywała związek, wracała, znowu zrywała i radośnie flirtowała sobie z innymi. Nie wiedziała czego chce, chociaż finalnie doceniła to szlachetne głębokie uczucie.

Zainspirowała mnie ta historia do pewnego podsumowania rzeczywistości. Większość kobiet marzy o idealnej miłości, ale kiedy taką spotkają, nie widzą jej. Jeśli zauważą, nie doceniają. Kochający, wierny mężczyzna jest dla przeciętnej pani zwyczajnie nudny. Kobiety szukają zatem „pieczonego lodu” i flirtują z „narcyzami” albo damskimi bokserami. Szukają ekscytacji, a potem płaczą na forach internetowych, że są krzywdzone przez partnerów. Jestem więcej niż pewna, że każda skrzywdzona kobieta ma za sobą spotkanie z dobrym uczciwym człowiekiem, któremu złamała serce, bo nie był jej zdaniem dość męski.

To nie krytyka. Nie można się zmuszać do kochania kogoś, kogo pokochać nie chcemy. Ale warto zauważyć, że my kobiety same pożądamy drani i wchodzimy świadomie w toksyczne związki, odpychając dobrych, łagodnych mężczyzn. Drań ma w sobie to coś, co nas niemożebnie podnieca. Sztuka szczęścia polega jednak na tym, by umieć wyłapać, gdzie kończy się fascynujące, lecz niegroźne draństwo, a gdzie zaczyna obsesja, dewiacja, patologia i skrzywienie. Przekroczenie tej granicy to jazda bez trzymanki równią pochyłą prosto do dramatu i całej kolekcji traum.

Czasem warto zwyczajnie pomyśleć i rozważyć wszystkie za i przeciw. Czy chwila ekscytującej przygody jest warta późniejszych cierpień? A czy nie można w łagodnym mężczyźnie odnaleźć podniecającego partnera, który ma ten sam błysk w oku, co największy macho? Odpowiem tak: można, tylko trzeba umieć patrzeć. Moim zdaniem kobiety nawet nie próbują. Im mniej w kobiecie kobiecości, a więcej cech męskich, tym bardziej szuka ona przygód, wyzwań i trudności w życiu. Im bardziej kobieca jest kobieta, tym bardziej otwiera serce na tego, który kocha bez fajerwerków i popisywania się przed publicznością.

Z poziomu dojrzałej osoby przypomnę też, że często zakochujemy się nie w żywym mężczyźnie, tylko w jakimś jego obrazie. Dobra muzyka, kieliszek wina i on grający na gitarze albo ratujący przed upadkiem. Czasem wystarczy to czarujące spojrzenie i już jesteśmy gotowe iść za nim na kraj świata. A ten cicho kochający, spokojny i łagodny mężczyzna wydaje się przy nim taki szary, taki nudny i nijaki. Zadurzamy się w migawkach. Kiedy zamieszkamy z takim czarującym przystojniakiem, to on okazuje się leniwy, marudny i niewierny. A młoda kobieta nadal pielęgnuje w sobie tę zapamiętaną niegdyś chwilkę i traci czas na marzenie o tym, że cud powróci. Zapominając przy tym, że owa chwilka nie jest żadną miłością, tylko zaczarowanym obrazkiem, który nijak ma się do życia.

Tymczasem ten dobry i kochający łagodny mężczyzna też nosi w sobie czarującego zawadiakę, tylko czasem trzeba to z niego wydobyć. Często udaje się to na pełnych uczucia spotkaniach we dwoje, a jeszcze częściej w sypialni. I nagle okazuje się, że ten „nudny facet” ma w swoich oczach niesamowity błysk, kiedy patrzy na tę, którą naprawdę kocha. Jest coś niewiarygodnie fascynującego w związku, w którym nasz partner niezmiennie patrzy na nas z taką miłością, jak wtedy, kiedy się w sobie zakochaliśmy. Ogólnie uważam, że mężczyzna kochający prawdziwie i z oddaniem jest szalenie podniecający. A może po prostu upaja mnie moc takiego uczucia? Tak czy owak uważam, że warto się w tym zanurzyć po uszy.

Znam też historie, w których kobiety wyszły za mąż za tych dobrych i łagodnych, za ten ideał miłości i doczekały się z nimi dzieci. A kilka lat później przyprawiały mężom rogi, płacząc, że „on taki dobry i kochany, ona nie chce go porzucać, ale…”. No właśnie, to „ale” jest najczęściej tęsknotą za ekscytacją, podnieceniem, szczyptą pieprzu w łagodnym związku z „ciepłymi kluchami”. A przecież nie każdy kochający mężczyzna jest mdły. To tylko kwestia podejścia i pewnej rzekłabym „ślepoty”. Nawet pewne znudzenie to tylko pogląd, który można zmienić i świadomie poszukać czegoś ciekawego.

Związek jest tworzony przez dwoje ludzi i zawsze można go ożywić, rozjaśnić. Jeśli przed ślubem była miłość, a nie wyrachowanie, to po kilku latach małżeństwa można to uczucie odnaleźć. Jeśli partner jest dobry, uważny, kochający, to poczucie znudzenia jest raczej zaniedbaniem ze strony tej osoby, którą nudzi dobro i uczciwość. Jakkolwiek to zabrzmi – nie można mieć roszczeniowej postawy wobec świata i czekać, że będzie nas zabawiał. Nie można też skreślać kogoś, kto zapracowany nie ma czasu i ochoty na sprawianie nam rozrywki. Zamiast szukać na lewo i prawo przygód, warto zainwestować czas i energię w odświeżenie związku. Można zorganizować wspólny wyjazd lub wybrać się razem na randkę. To my kreujemy swoje życie.

O ile z toksycznym partnerem trudno szukać rozwiązań, o tyle o dobrego, kochającego męża czy żonę warto zadbać w swoim sercu. Kiedy miłość się wypala, podsycamy płomień. Szukamy sposobów, nie oglądając się przez ramię na nikogo i nie wykręcamy się słowami: „bo on się nie stara”. Skoro ktoś o tym nie myśli, to my myślimy, bo to nasze życie i nasz związek. A pomysłów są setki, poczynając od pięknych wspomnień. Ucieczka w związki „na boku” to ślepa uliczka, bo życie udowadnia, że poza chwilową emocjonującą rozrywką nie mają żadnej wartości.

Warto pamiętać, że wszystko kiedyś powszednieje – nawet największe cuda i smakołyki. Powiem szczerze, że gdyby moim mężem był fantastyczny ekranowy przystojniak typu Henry Cavill, to jeśli nie zadbałabym o uczucia w związku, to również z czasem jego piękna twarz przestałaby mnie zachwycać. Kocham mojego męża niezmiennie od czterdziestu lat, bo dbam o to uczucie i kiedy przygasa, kiedy zaczynam za bardzo zwracać uwagę na jego zmarszczki i dokuczliwe nawyki, to natychmiast wyliczam to wszystko, co sprawia, że jest dla mnie tym jedynym, niepowtarzalnym i ukochanym. Łączy nas tak wiele cudownych rzeczy i pięknych chwil, że nie mam z tym kochaniem problemu. Ludzie przegrywają swoje związki, bo wydaje im się, że nie mają wpływu na swoje uczucia. A to błąd w myśleniu.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu