Zacznę niezbyt pozytywnie, ale nie dajcie się zwieść. Od jedenastu dni nie miałam wolnego. Każdego dnia, włącznie z niedzielami pracuję. Dzisiaj też. Najbliższy czas dla siebie, jeśli nic się nie zmieni będę miała dopiero za tydzień. W wieku emerytalnym, to może przytłaczać. Jestem ostatnio bardzo zmęczona. A czasem takie zapracowanie zwyczajnie utrudnia codzienność, bo chciałoby się tak po prostu pójść do sklepu i kupić sobie coś innego do jedzenia niż chleb i ser. O wybraniu prezentów gwiazdkowych dla najbliższych jeszcze nie miałam czasu pomyśleć. Ratuję się zakupami w sieci, które robię pomiędzy kolejnymi szkoleniami.
Ale – jak wspomniałam na początku – widzę w swoim życiu wiele dobra i nie skupiam się na zmęczeniu. Przede wszystkim dlatego, że kocham swoja pracę. Lubię to, co robię i często sama dodaję sobie roboty, wyszukując nowe rzeczy do napisania, przygotowując nowe skrypty i materiały gratisowe. Zatem uczciwie mówiąc – bywa i tak, że patrzę w okno i zastanawiam się nad wyjściem na większe zakupy, bo mam godzinę dla siebie. A potem z powrotem pochylam się nad pracą, bo chcę jeszcze poprawić kilka aspektów.
Zauważam, że wszechświat bardzo ładnie mi pokazuje, że twórcza pasja jest więcej warta niż konsumpcjonizm. Jak każda kobieta lubię ładne rzeczy. Nie tylko odzież czy kosmetyki, ale też ciekawe gadżety i książki. Kiedy wejdę do galerii, to spędzam tam dużo czasu. Mój mąż, który zwykle mi towarzyszy, zawsze ma przy sobie coś do czytania i z nosem w lekturze cierpliwie czeka na mnie, aż pobuszuję w nowościach. Sama zauważam uczciwie, że za dużo wydaję na rzeczy, których wcale nie potrzebuję. Dlatego nie ubolewam nad brakiem czasu na zrobienie zakupów. To, co jest w lodówce musi wystarczyć. A reszta nie ma wielkiego znaczenia, kiedy człowiek czuje się szczęśliwy.
Nie ukrywam, że pomimo zmęczenia jestem szczęśliwa. Od dawna doceniam swoje życie i to, że mogę robić to, co mnie ogromnie cieszy. Podoba mi się także to, że sama układam plan dnia i mogę realizować wiele swoich marzeń. Pisałam wielokrotnie, że realizacja pasji daje nam skrzydła u ramion. Czuję te skrzydła. Każdy nowy dzień niesie mi szansę zrobienia, napisania, opracowania czegoś fajnego, spotkania się z kimś wyjątkowym, przeczytania czegoś fascynującego, doświadczenia miłości męża. Lubię swoje życie.
Szczególnie doceniam w nim też to, że nie muszę wstawać bladym świtem, zanim wzejdzie słońce. Uważam, że wstawanie przed słońcem jest niezgodne z naturą i czuję to całą sobą. Zimą to jest dla mnie szczególnie przykre. Dzień podnosi się ciężki, mroczny i chłodny, a za oknem złowieszczo kraczą wrony. Trudno lubić tę porę roku. Inaczej jest latem. Już wczesnym rankiem zachwycam jasnymi, ciepłymi promieniami. Kocham wiosenny śpiew ptaków o brzasku i często leżę słuchając tych najpiękniejszych na świecie koncertów. Nie potrzebuję wtedy snu, jakby sama jasność wstającego dnia i te cudowne ptasie trele napełniały moja duszę wszystkim czego potrzebuję. Zima nas tego pozbawia. Jest niemiła. Ale znalazłam na to sposób – skupiam się na tym, co mnie cieszy i cierpliwie czekam, aż przyjdzie ciepły, jasny czas.
Jeśli miałabym wypisać Wam jakąś receptę na szczęście, to obok radości, kochania siebie czy stanu zakochania, polecam właśnie rozwijanie pasji. Robienie tego, co kochamy, zmienia cały ogląd świata. Życie nabiera sensu i zabarwia się wyjątkowymi kolorami. I chociaż jak każdy doświadczamy mniejszych lub większych trudności, to one wszystkie nikną w blasku satysfakcji i poczuciu zadowolenia z tego, czemu dajemy swoja uwagę. Człowiek jest nade wszystko istota twórczą i ta twórczość napełnia jego serce światłem. Nie mniejszym niż miłość.
Pamiętajcie też, że pasją może być wszystko, co Was cieszy. To dla wielu z nas oczywiste, ale niektórzy czasem są zdziwieni, że to nie tylko twórczość artystyczna, szkoleniowa czy naukowa. Jeśli ktoś kocha piec ciasta, uprawiać ogród, pracować z ludźmi czy wymyślać nowe stylizacje paznokci, to w tym może doświadczać realizacji. Nie ma zawodów lepszych i gorszych. Ważne, by odczuwać radość. Ważne, by cieszyć się tym, że wstaje nowy dzień i można znowu robić to „coś”, co sprawia, że wyrastają nam skrzydła u ramion.
Zaczęłam od ogromnego zmęczenia. Ale chcę Wam przede wszystkim pokazać, że to czasem tylko test na pozytywne myślenie. Uśmiecham się do wszechświata, który przekornie próbuje mnie nabrać na jakiś dyskomfort i sprawdza, czy zacznę narzekać, skarżyć się na swój los i porównywać do tych, którym żyje się lepiej i którzy maja wolne weekendy. Bo pod spodem pozorów życia jest druga warstwa, pełna zachwytu, spełnienia, dobrych wydarzeń, fajnych ludzi i poczucia szczęścia. Spada na nią warstwa śniegu, który trzeba zwyczajnie zdmuchnąć albo odgarnąć łopatą. Da się. A wtedy wracamy do swojej prawdziwej natury i do tego Kim W Istocie Jesteśmy.
I jeszcze dwa słowa o samym zmęczeniu. Zaczęłam je rozumieć, odkąd opracowałam numerologiczną metodę analizy karmicznej. Wreszcie odnalazłam logiczne odpowiedzi na wiele pytań. W tym także to, dotyczące problemów z ciałem i zmęczeniem. Wszystko stało się klarowne. Samą metodę pokazuję na kursie numerologii drugiego stopnia, ale zapewne przygotuję niezależne szkolenie na ten temat, bo jest wart uwagi. Myślę, że każdy chciałby wiedzieć, dlaczego musi się z czymś zmagać, chociaż nie zrobił nikomu nic złego. Nauka o karmie wyjaśnia pozorne niesprawiedliwości. Pod spodem każdej trudności ukryte są dobro i mądrość.
Nasza Dusza schodzi na Ziemię z planem nauki. Rzeczy nie wydarzają się losowo i bezładnie. Każda sytuacja jest dla nas i niesie cenną lekcję do odrobienia. Kiedy pojawia się dyskomfort, można zapytać: „dlaczego znowu ja?” albo „czemu ciągle tak mam?”. A można też zwyczajnie zastanowić się: „co mi to pokazuje?” Na to ostatnie pytanie zwykle znajduje się logiczną odpowiedź. A finalnie okazuje się, że życie wcale nas nie męczy, tylko prowadzi w piękną i szczęśliwą stronę.







