Dobre związki to te, w których mężczyzna odnajduje spokój, a kobieta bezpieczeństwo. Oboje mają prawo do szczęścia i spełnienia. Rozumienie odmienności oczekiwań pomaga odnaleźć najlepszy sposób na pełną miłości relację. Nikt nikomu nie służy. Każdy każdego wspiera. Każdy rozumiejąc – respektuje potrzeby partnera. Udany związek to cudowny układ dwojga mądrych i dojrzałych ludzi, którzy wyraźnie widzą i akceptują różnice pomiędzy płciami, dbając o dobro zarówno swoje, jak i drugiej osoby.
Mężczyźni w głębi serca szukają kobiet, przy których nie muszą o nic walczyć. To moim zdaniem taka biologiczna pamięć komórkowa. Od dawien dawna mężczyźni pełnili rolę ochronną. Kiedy omawiamy różnice między męskością a kobiecością, często sięgam w tym tłumaczeniu do prehistorii, kiedy mężczyzna po wielogodzinnym polowaniu wracał do jaskini, aby wreszcie w spokoju odpocząć. Nie uciekać. Nie bić. Nie szarpać się. Odczuwać ciszę.
Prawda jest taka, że przez tysiąclecia rycerze i żołnierze walczyli z wrogami w rozmaitych konfiguracjach. Dom to była zawsze spokojna przystań, gdzie w cieple kobiecych ramion mogli wreszcie odczuwać ukojenie i spokojnie zasnąć. Dzisiejsze czasy, chociaż nie zmuszają nikogo, by dobywał miecza, niczym się nie różnią. Mężczyzna aktywny zawodowo często walczy – o klienta, z klientem, z konkurencją. Czasem polem walki jest zmaganie się z fizycznym wysiłkiem, który nie tworząc zagrożenia – zwyczajnie jednak wyczerpuje.
Dlatego zasada szukania przez mężczyznę spokoju jest ponadczasowa. Dom to miejsce, które z założenia ma koić. Czasem jest to potrzeba zwyczajnie poleżenia czy posiedzenia przed telewizorem albo z książką. Dla nielicznych to przestrzeń w zamkniętym pokoju na medytację. Dla innych po prostu koszenie trawnika. Takie miejsce i czas, w którym nikt nic nie musi. Jest sam ze sobą i swoimi myślami. Oglądanie filmów czy wiadomości w telewizji jest dla mnie odpowiednikiem patrzenia w ogień po powrocie do jaskini z męczącego polowania – wycisza, odpręża, przynosi spokój.
W moim wieloletnim związku zawsze o to dbam, aby mój mąż po pracy zjadł ciepły posiłek i wyłączył się ze wszelkiej aktywności. Zwykle kładzie się na pół godziny. Czasem przegląda wiadomości, czasem zasypia. Kiedy był młodszy zajmował się tym, co lubi – czytał, robił drobne porządki. Niedługo potem jest znowu aktywny i wtedy jest czas na wszystko, co wymaga jego działania. Przecież nikt nie leży cały dzień. Bardziej chodzi tutaj o poczucie spokojnego miejsca, do którego chce się wracać.
Dom powinien być takim właśnie miejscem. To nie tylko kwestia ciepłego posiłku, ale też poczucia bycia akceptowanym. Rozpadają się te związki, w których od wejścia człowiek jest zasypywany wrzaskiem, pretensjami i oczekiwaniami. Albo obojętnością. Kiedy kobieta ma niskie poczucie wartości, czeka na partnera po to, aby wreszcie pojawił się pełen komplementów, prezentów i ochoczej pasji do obsługiwania lub zachwycania się nią. Jest niezadowolona w byciu sama ze sobą i potrzebuje wiecznej adoracji. Dopada więc partnera i zasypuje słowami, potrzebami, pytaniami.
Ale bywa też inaczej. Znam kobiety, które nie umieją dawać spokoju, bo same w sobie są pełne gniewu na cały świat. Niosą zapisy wielu rozczarowań, bycia nie dość dobrą. Czasem nawet potrzebę walki o wszystko. Taka osoba nie stworzy dobrego domu, ponieważ wniesie do niego energię wojny, niezadowolenia i tysięcy roszczeń. Tych słusznych i tych wydumanych, które pozornie mają dać jej bezpieczeństwo. Bywa w tym też schowany głęboko lęk przed zranieniem lub porzuceniem. Takie przekonanie, że jeśli opuści miecz, to straci wszystko, więc dźga tym mieczem, dźga słowami i powoduje spustoszenie wokół siebie.
Mężczyźni chcą spokoju. Jeśli ktoś ciągle się awanturuje – odchodzą. Albo sami włączają na powrót tryb walki i wtedy nie ma już domu. Jest poligon, na którym świszczą kule i padają ciosy z każdej strony. Czasem wystarczy, że kobieta poczuje się dobra i ważna taka, jaka jest w tej chwili. Wystarczy, że zrozumie swoje ciepłe i bezpieczne miejsce, tworząc dla „zmęczonego rycerza” ukojenie. Nie musi być silna. Nie musi dźwigać wszystkich ciężarów. Kiedy stworzy oazę dla partnera, on w zamian otoczy ją opieką.
Można nauczyć partnera odpowiedzialności dającej nam kobietom poczucie bezpieczeństwa. Można, nie robiąc z domu pola walki. Kiedy tworzymy taką przestrzeń, w której mężczyzna czuje się ukojony, to on do tej przestrzeni będzie wracał. Mężczyzna zawsze idzie tam, gdzie jest doceniany i chwalony, ale i tam, gdzie może odnaleźć tak upragniony przez niego spokój. Jeśli połączy to z określoną kobietą i domem, który dla niego zbudowała, to będzie o to dbał i chronił. Jego działania będą jednoznaczne i przyniosą kobiecie zaspokojenie jej prawdziwych potrzeb.
Jest takie piękne powiedzenie: „jeśli chcesz słuchać śpiewu ptaków, nie biegaj za nimi po lesie i nie próbuj ich łapać. Posadź drzewo, a one uwiją na nim swoje gniazda”. To ładnie pokazuje skuteczne strategie w związku. Jeśli chcemy być pewne, że partner wróci do nas, że nie zostaniemy porzucone, wystarczy stworzyć takie miejsce, do którego on zawsze chętnie przyjdzie. Być może to dom pachnący świeżo upieczoną szarlotką, ale z mojej praktyki wynika, że nawet szarlotka z czasem może się przejeść, a bycie szanowanym i podziwianym zawsze doładowuje akumulatory. I ten spokój – ta przestrzeń, w której mężczyzna może się zregenerować, wydaje się być równie ważna.
Aby kobieta była szczęśliwa, nie może matkować partnerowi. Nie może być terapeutką dla niego. Nie może brać na siebie wszystkich ciężarów, także tych z przeszłości. Dlatego kiedy tworzy przestrzeń spokoju, zaprasza jego dojrzałość. Pokazuje: „tu możesz odpocząć po walce”. Jeśli on nadal się spina i nie odkłada miecza, to oznacza, że nie wierzy w siebie i nie kocha siebie. Być może potrzebuje fachowej pomocy, by oczyścić trudne zapisy. Czasem karmiczne. Czasem rodowe. Negatywne zapisy, które sugerują, że nie jest bezpiecznie, że nie można przestać walczyć, że nie jest dość dobry, że musi coś udowodnić.
Natomiast uzdrowiony partner korzysta z tej oazy, ładuje baterie i po chwili staje gotowy do kochania, chronienia i tego wszystkiego, co tworzy dla kobiety piękną pełną miłości przestrzeń. Często sama się chwalę, jak to umiem zadbać o swojego mężczyznę, jakaż jestem pewna tego, że nigdy nie znajdzie lepszej ode mnie kobiety. Ale prawda jest też taka, że mój mąż bardzo troskliwie się mną opiekuje i wyręcza niemal we wszystkim. Chroni mnie. Rozpieszcza mnie. Tworzy dla mnie dom, w którym mogę poczuć się zwyczajnie spokojna i kochana. Po tylu latach wspólnego bycia razem podzieliliśmy się zadaniami, by tworzyć równowagę w dawaniu i braniu. Ale mam takie poczucie, że gdybym przez kilka dni nic kompletnie nie robiła, to mój mąż zajmie się wszystkim – zakupami, gotowaniem, sprzątaniem, praniem i zarabianiem pieniędzy.
To moje prywatne życie. Piszę o tym w zasadzie tylko po to, aby pokazać, że nie jestem teoretykiem. Mądrość dobrego związku to jest coś, czego nauczyły mnie lata praktyki. Napisać można wszystko, a jeśli ktoś ma lekkie pióro to dodatkowo można z tego zrobić niemal poemat. Ale dopiero realne dotykanie życia daje nam prawdziwie wartościową wiedzę. Taką, która się sprawdza. Mam dobry związek, w którym nadal się przytulamy, kochamy i wspieramy. W którym ja dostaję stale kwiaty, a mój mąż ciepłe pyszności. Ale to efekt długiej pracy, metodą prób i błędów. Jesteśmy mozaiką cierpliwie układaną latami.







