Ostatnio dużo się mówi o tym, że kobiety wolą drani od dobrych mężczyzn. Panowie zauważają to z pewną goryczą – szczególnie ci, którzy włożyli dużo serca, by zdobyć uczucie ukochanej, a ta odrzuciła ich dla pewnego siebie macho, który okazał się finalnie nieodpowiedzialnym chamem, nawykłym do rękoczynów i zostawił kobietę z dzieckiem, nie poczuwając się do żadnej odpowiedzialności. Tacy panowie z żalem przypominają: „a ja mogłem dać jej nawet gwiazdkę z nieba i bez wahania zrobiłbym dla niej wszystko. Miałaby ze mną dobre, szczęśliwe życie”.
Psychologowie rozwijają temat bazując na wzorcach z dzieciństwa. Udowadniają, że kobiety dokonują wyborów w oparciu o zapisy, które czasem są takie, że każą im zachwycać się lamusami, pijakami, damskimi bokserami, a w najlepszym wypadku nieodpowiedzialnymi obibokami. Brzmi wiarygodnie, ale moje doświadczenie wskazuje, że to nie zawsze tak działa. Znam kobiety w toksycznych związkach, które miały dobre dzieciństwo i przyzwoitego, pracowitego, odpowiedzialnego ojca. Skąd zatem taki zapis?
Kolejna teoria bazuje na tym, co nazywamy znudzeniem lub wypaleniem. Kobieta po przejściach marzy o stabilnym mężczyźnie, ale kiedy go poznaje i tworzy z nim relację, to po pewnym czasie wszystko w niej wygasa i czuje się takim partnerem znużona. Albo znudzona. Psychologia podpowiada, że w takim układzie zabrakło ekscytacji, że był zbyt spokojny i przewidywalny. Większość ludzi potrzebuje odrobinki adrenaliny – innymi słowy musi się coś dziać, coś poruszającego, podniecającego. Bo okazuje się, że ta wymarzona przez większość kobiet bezpieczna stabilizacja nie daje im odpowiedniej stymulacji emocjonalnej. Po krótkim czasie taka relacja daje objawy podobne do wypalenia. Wieje zwyczajnie nudą, która przekłada się na brak chemii.
Z jednej strony można zadbać o związek i o to, żeby było ciekawie. Można rozwijać wspólnie pasje, jeździć na wycieczki czy spotykać się z ludźmi. To my kreujemy swoje życie i jeśli potrzebujemy ruchu czy tańca, to zwyczajnie powinniśmy zapewnić sobie ten ruch i taniec. Jeśli w związku jest nudno, to nie z winy partnera, ale dlatego, że oboje zaniedbali wspólny układ żyjąc z dnia na dzień. Z drugiej strony – zawsze pełna ekscytacji fascynacja z czasem przeradza się w spokojne dojrzałe uczucie. Dojrzałe osoby płynnie wchodzą w ten stan i cieszą się nim. A niedojrzałe chciałyby zawsze być zakochane – może więc czas dojrzeć?
Znam skuteczny sposób na szczęście w relacji i radzenie sobie z poczuciem wypalenia czy nudy. To umiejętność bycia szczęśliwym. Człowiek, który jest szczęśliwy sam ze sobą, będzie też szczęśliwy z partnerem – to najprostszy sposób na udany związek. Zakładam, że weszliśmy w ten związek z miłości i partner budził w nas cudowne uczucia. Nie mówię tutaj też o toksycznych typach, tylko o normalnych stabilnych osobach. Wypalenie, o którym pisałam wyżej, wynika ze znudzenia życiem w ogóle. Czasem z rozczarowania. Wiele związków rozpada się z powodu czynników zewnętrznych: przemęczenia, przepracowania, poczucia bezsilności.
Człowiek nieszczęśliwy chce coś zmienić, aby poczuć się lepiej – najłatwiej wystawić partnera za drzwi, zamiast samemu popracować nad poczuciem zadowolenia i spełnienia. Ludziom błędnie się wydaje, że jeśli zaczną od nowa z kimś innym, to zmieni się wszystko i będą znowu usatysfakcjonowani. Podobnie wierzą, że jeśli zmienią miejsce zamieszkania, to poczują się szczęśliwi. To nieprawda. Kiedy wyjeżdżamy w inne miejsce zabieramy tam siebie i wszystkie swoje rozczarowania, żale, niechęci i cała swoją bezsilność. Jeśli zmienimy partnera/partnerkę na kogoś innego, to do nowego związku wniesiemy wszystkie swoje wzorce, paskudne wymagania i całą nieudolność cieszenia się relacją. To w nas jest wszystko, co tworzy szczęście – nie w partnerze.
Jak zatem być szczęśliwym? Najprościej: kochać siebie i mieć pasje. Ten pierwszy warunek sprawia, że jest nam dobrze wszędzie, gdziekolwiek pójdziemy, a partner odzwierciedla nasze kochanie i daje nam mnóstwo dobrych rzeczy, słów, gestów. Kiedy kochamy siebie, mamy w sobie dużo spokoju, zadowolenia i potrafimy cieszyć się chwilą. Nie potrzebujemy dodatkowych ekscytacji, bo sami dla siebie jesteśmy ekscytujący, a wokół siebie widzimy mnóstwo piękna. Także w oczach tego spokojnego, pozornie nudnego partnera, który nie stawia nam wyzwań, lecz zawsze z uśmiechem podaje nam kubek kawy.
Nie fantazjuję. Wiem, doświadczam. Kiedyś szukałam ekscytacji, musiało się dużo dziać, żeby było ciekawie. Spokój był nudny. Stabilność była nudna. Kiedy nauczyłam się kochać siebie, świat nabrał kolorów. Ludzie też. To działa tak, jakby zmieniła nam się optyka. Nagle niczego nie potrzebuję, niczego nie szukam, cieszę się ciszą. Patrzę w oczy mojego męża i czuję ciepło w sercu. On nic nie musi – wystarczy, że jest. Niczego nie oczekuję, bo kochając sama siebie, staje się pełnią z całym wszechświatem. Mam tę miłość całą w dłoniach, nikt mi jej nie może zabrać. Nic nie zależy od partnera, wszystko ode mnie, a ja wybieram spokojne radowanie się chwilą. Przy tym wcale nie zapadamy się w nudę, bo uwielbiamy wspólne wycieczki i jeździmy po Polsce i Europie od lutego do listopada.
I tutaj ten drugi warunek – trzeba mieć pasje. Te wspólne ładnie ożywiają związek i pozwalają razem cieszyć się chwilą. Kiedy trafiam w takie miejsce, z którego rozpościera się cudowny widok na góry, to moje serce tańczy ze szczęścia. I wtedy przytulam się do męża, bo to szczęście domaga się dzielenia i kochania. Wzmacnia uczucia do drugiej osoby. Podobnie działają te pasje indywidualne, które są tylko nasze. Mam ich więcej niż jedną i wiem, że to właśnie one płynnie unoszą mnie w stan flow. Pisałam o tym wielokrotnie. Wyrastają mi skrzydła u ramion, kiedy robię to, co kocham. Kocham wtedy też cały świat i z miłością patrzę na mojego partnera. Nie trzeba żadnych dopalaczy, by być szczęśliwym.
Na koniec chcę napisać jeszcze o jednym aspekcie, o którym inni zapomnieli, a który również odgrywa ważną rolę w naszych wyborach. To kontrakt dusz. Kiedy kobieta zamiast dobrego mężczyzny wybiera nieodpowiedzialnego acz przystojnego bawidamka, wszyscy mówią, że jest głupia. Albo szukają w niej chorych wzorców z dzieciństwa. Zapominają, że schodzimy na Ziemię po to, by się rozwijać i uczyć, a nie po to, by żyć łatwo, miło i przewidywalnie. Ziemia to poligon dla dusz. Na poligonie nie siedzi się w fotelu z miską popcornu, tylko ćwiczy umiejętności. Kobieta, która wybiera trudnego partnera ma się czegoś od niego nauczyć – np. samodzielności, asertywności, kochania siebie, wybaczania, tolerancji, ponadczasowych duchowych zasad.
Kontrakty dusz nie są uwzględniane przez psychologię, a odgrywają rolę kluczową w naszych związkach. Oznacza to, że jeśli schodząc na Ziemię moja dusza umówiła się z duszą nieodpowiedzialnego bawidamka, to żaden przyzwoity, zakochany we mnie kolega nie odciągnie mnie od realizacji tego kontraktu. Będę czuła chemię i przyciąganie do tej duszy, z którą mam swoją umowę. Choćby mnie rodzice chcieli wydziedziczyć, a wszystkie wróżki straszyły tragedią w dwóch aktach, to i tak pójdę za tą wielką energetyczną siłą, która pcha mnie w ramiona duszy, z którą mam kontrakt. Nazywamy tę siłę miłością lub pożądaniem, lub magnetyzmem – ona jest tak potężna, że trudno sobie wyobrazić. Jeśli zdrowo rozsądkowo chcemy być z kimś innym, to tamta dusza nam się śni, a kiedy się budzimy rano, to ciężko nam oddychać i łzy płyną same. Wielkie poczucie niespełnienia i bezsensu tak przytłacza, że na kolanach powędrujemy prosto w sidła związku, który ma nas czegoś nauczyć.
Ludzie tyle mówią i piszą o karmie, ale zupełnie nie umieją jej zrozumieć i wykorzystać w życiu dla swojego dobra. Czasem trzeba po prostu przeżyć pewne doświadczenia z konkretną osobą i żadna psychologia tego nie wytłumaczy. Zrobią z nas idiotkę lub dziwaka, a tymczasem to kontrakt dusz przesądził o ważnych relacjach w tym wcieleniu. I co istotne – to wcale nie jest skazywaniem nas na cierpienie, ponieważ kontrakt nie oznacza nieskończonego emocjonalnego bólu, to zawsze tylko i aż lekcja. Kiedy zostanie ogarnięta, przerobiona, przyjęta – życie staje się dobre i proste. Inna dusza to nauczyciel, który idzie na urlop, kiedy odrobimy zadanie domowe. Wtedy miłość otula nas swoimi skrzydłami przynosząc spełnienie.







