Refugium

Każdy z nas potrzebuje swojego „refugium”, takiego miejsca, w którym ładuje baterie wyczerpane codziennością. To miejsce zakotwicza się pod powiekami i zostaje z nami, aby wzmacniać serce i duszę, kiedykolwiek tego zapragniemy. Odnajdujemy je poprzez zachwyt i odkrywamy jego cudowne działanie, kiedy zauważymy, jak wspaniale buduje na powrót nasze siły. Wystarczy się nim nasycić nawet raz na żywo, a w późniejszym czasie nie musimy być w nim realnie. Wystarczy zamknąć oczy i poczuć w sobie jego magię, a na twarzy dotyk delikatnych promieni słońca i zapach wiatru. Nasz umysł bezbłędnie odtworzy ścieżki wspomnień i pozwoli, by uniosła nas magia.

Refugium to miejsce wewnętrznej ciszy. Koi i przywraca nam kawałek naszej prawdziwej natury. Pozwala poczuć się sobą i ułatwia każdą medytację. W tej przestrzeni odzyskujemy swoją własna harmonię i dostęp do mocy, o której na chwilę zapomnieliśmy. Bezcenny wymiar uzdrawiania, możliwy dla każdego niezależnie od stopnia zaawansowania na duchowej ścieżce. Ale też dla tych, którzy zwyczajnie potrzebują powrotu do sił po burzy, jakiej zmuszeni byli stawić czoła. Każdy musi czasem odpocząć, a kanapa przed telewizorem rzadko kiedy przynosi oczekiwane ukojenie. Potrzebujemy ciszy i potężnej mocy naturalnego piękna.

Rzecz jasna – najlepiej móc być i bywać na żywo w urokliwych miejscach, sycić oczy i serce bajecznymi widokami. Nic tak nie koi duszy, jak moc natury i słodycz zieleni. Jesteśmy różni. Zachwycają nas rozmaite rzeczy. Czasem muzyka, czasem obraz w galerii albo szczególnie udany wiersz. Urzekać może nas architektura, biżuteria, taniec, a nawet dobrze zrobiona grafika. Ale jest coś wyjątkowego w naturze, czym – w moim odczuciu – przewyższa ona wszystkie inne cuda świata: otwiera serce i pozwala poczuć się jednością z całym wszechświatem. I co ciekawe – nie potrzebuje do tego nadzwyczajności. Zielona łąka, refleksy słońca na wodzie, panorama gór, które stoją od lat takie same – nic oryginalnego, a jednocześnie wszystko, czego potrzebujemy do zachwytu.

Warto podróżować zawsze, kiedy tylko można sobie na to pozwolić. Dlatego podróżowanie jest dla mnie takie bezcenne, bo zachwyt, którym napełniam siebie, jest o wiele istotniejszy od tego, czym zapełniam półki w szafie. Kiedy zakończymy swoją ziemską podróż, zostawimy tutaj wszystkie przedmioty, ale zabierzemy ze sobą to, co rozgrzewało nasze serca swoim pięknem i całe dobro, które zasialiśmy w sercach innych ludzi. Kiedy podziwiam górskie widoki, to napełniam się najcenniejszymi skarbami. One zakotwiczają się we mnie na długo. Czasem na zawsze, choć pamięć bywa zawodna.

Piękno jest wszędzie wokół nas. Zwykły, codzienny spacer wypełnia duszę czarownymi widokami, jeśli potrafimy nie tylko patrzeć, ale i widzieć. Mnie wzruszają nawet drzewa za oknem – chociaż słowo „nawet” jest kompletnie nie na miejscu. Te drzewa są absolutnie boskie i pełne magii. Często przysiadają na nich Smoki i Dewy, a one same kołyszą się w ciężkim miejskim powietrzu i transformują je w lekką ożywczą bryzę. Cudowność świata jest w zasięgu ręki. Życie jest bajecznie cudowne właśnie dlatego, że jest nam dane doświadczać takiej niewyobrażalnej magii. Jestem tak ogromnie wdzięczna za każdy dzień, który dostaję, by móc patrzeć z podziwem na wszystko wokół siebie.

Myślę czasem, że to wielki dar dostrzegać cuda w rzeczach, obok których inni przechodzą obojętnie. Bywa, że siedzę sobie na ławce w parku i rozpływam z zachwytu nad mozaiką liści układających się na tle błękitu nieba. Utkana cała z „achów” ze zdziwieniem patrzę na ludzi, którzy obojętnie mijają te wszystkie wspaniałości. Spieszą się gdzieś i nie zadzierają z uśmiechem głowy, by oglądać drzewa. Dla wielu drzewo, to tylko drzewo – zwykła rzecz, której nie zauważa się w codziennej drodze do pracy. A ja widzę tęcze i światła wokół liści i to zjawisko aż zapiera mi dech z zachwytu.

Kiedy odkryłam japońskie słowo „komorebi”, zrozumiałam, że nie jestem w swoim oczarowaniu sama, bo ktoś je wymyślił i uznał za potrzebne. Po Ziemi chodzą ludzie, którzy mają podobną do mnie wrażliwość i umieją w środku dnia, w zwykłym miejscu wpaść po uszy w ocean zachwytu i unosić się na jego powierzchni bez opamiętania. To słowo oznacza „blask słonecznych promieni przenikający między gałęziami”. Absolutnie bajeczne zjawisko, które urzekło mnie po raz pierwszy, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Niosę teraz w sercu to oczarowanie z głęboką wdzięcznością do życia.

Kocham Światło, więc szukam „komorebi”, gdziekolwiek się udam i znajduję je w miejscach najzwyklejszych, bo przecież wystarczy drzewo i słońce. Jest też w tym pewna magia, bo kolory refleksów pozwalają rozpoznać jakość wibracyjną takiego miejsca. Czasem pojawiają się w tych pasmach duchy natury, czasem wyższe energie. A bywa i tak, że zdradzają one mroczne kąty istnienia. Za każdym razem to jednak fantastyczne doświadczenie, bo każdy dotyk Światła głaszcze serce i pozwala poczuć się bliżej Wszystkiego, co Jest.

Życie jest cudem, pomimo wielu trudności. Wierzę, że wszystkie wspaniałości Ziemi zostały nam dane po to, byśmy rozkochali się w istnieniu nawet wtedy, kiedy nasz los przynosi nam wiele problemów i napełnia rozmaitym bólem. Na wszystko, cokolwiek jest trudne, życie daje uzdrowienie. Zielarze twierdzą, że na każdą chorobę istnieje roślina, która może ją uzdrowić. Myślę, że na każdy emocjonalny ból istnieje w przyrodzie takie zachwycające zjawisko, które może nas uwolnić od cierpienia. Oto prawdziwa harmonia istnienia.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu