Uzdrawianie samego siebie

Niektórzy twierdzą, że znajomość takich wspaniałych metod jak praca z Aniołami, Kroniki Akaszy, Reiki, Dwupunkt, hipnoza i inne ciekawe rzeczy nie wystarczą do uzdrowienia, bo czasem coś nas może zablokować. Praca nad sobą zawsze jest najtrudniejsza, bo nie wszystko widzimy – to w pewien sposób oczywiste. Widziałam i takie teorie, że w ogóle nic nie działa i całe to duchowe uzdrawianie jest tylko stratą czasu. Nie jest. Chcę rozwinąć temat uzdrawiania siebie i pokazać, jak to wygląda. Opowiem o własnym doświadczeniu, w którym w moim odbiorze całkiem świadomie pracowałam ze zdrowiem, ale nie zrobiłam wszystkiego należycie. Bywa tak, że wiedza rozjeżdża się z praktyką.

Rzecz nie w metodach oczywiście. Z całą pewnością chcę powiedzieć, że praca z Aniołami i z Reiki absolutnie wystarczą, aczkolwiek jeśli dodamy do tego jeszcze inne metody, to tym lepiej. Każdy z nas jest inny – często to powtarzam – powinien zatem dobrać sobie takie techniki, które są skuteczne w jego rzeczywistości. U mnie te dwie rzeczy czynią cuda na wszystkich poziomach. Ale równie ważne jest, by wiedzieć i rozumieć co i dlaczego. Nie zadziała intencja wyzdrowienia, jeśli nie ruszymy psychosomatycznych przyczyn choroby. A z tym już jest trochę trudniej. Tymczasem dyskomfort jest lekcją, która wymaga pewnej zmiany oglądu świata. Nie wystarczy pracować z usunięciem bólu głowy, ale trzeba zrozumieć, dlaczego ona boli i zmienić podejście, które ten ból wywołuje. Nieważne, co myślimy – dopóki powoduje to ból głowy nie jest dla nas dobre i tyle.

Jednak zapewniam, że Mistrzowie w Kronikach Akaszy pomogą w tej kwestii niezawodnie. Jeśli umiemy czytać Kroniki dla siebie i swobodnie rozmawiamy z Mistrzami, to zawsze dostaniemy sensowną podpowiedź. Nie wszystko jest nam podane na tacy – życie wymaga od nas samodzielnego myślenia i suwerennych decyzji. Kiedy jednak umiemy słuchać, usłyszymy wszystko, co nam pokaże nasze lekcje do odrobienia. Problem pojawia się wtedy, kiedy słyszymy, rozumiemy i zamiatamy wszystko pod dywan. Nieświadomie. Bo w istocie pracujemy bardzo intensywnie, tylko nie w tym kierunku, w którym trzeba. To trochę tak, jak malować ściany na kolorowo, zamiast pozamiatać sterty śmieci z podłogi. To fajnie mieć kolorowe ściany, ale dopóki potykamy się o brud pod nogami, nie zmienia to stanu naszej energetyki na lepsze.

Żyjemy w czasach, kiedy na każdej stronie społecznościowych portali kolorowe reklamy zapewniają, że tak łatwo i szybko wszystko można uzdrowić. Rzucamy się w pracę nad sobą i po wielu tygodniach odkrywamy, że problem jest nadal w nas i ma się dobrze. Przenosimy się wówczas do grup pod nazwą: „po co komu ten rozwój?” albo „metody nie działają”. Albo co gorsza: wpadamy w bolesne konsekwencje swojego nieumiejętnego sprzątania i szeroko otwieramy oczy ze zdziwienia. Ja takich rewelacji doświadczyłam i dzisiaj chyba jestem gotowa, by o tym opowiedzieć od innej strony. Od tej strony, którą odkrywałam na nowo przez wiele tygodni.

Jak większość z Was wie, w ubiegłym roku wylądowałam w szpitalu. Szokujące było to dla mnie przy mojej niekwestionowanej wiedzy, dzięki której pomogłam tak wielu osobom. Miałam w trakcie choroby mnóstwo czasu, żeby zapytać: „czym to wykreowałam? Czym tak siebie skrzywdziłam?”. Odpowiedzi przychodziły powoli. Jedna po drugiej w odstępie tygodni. Kiedy odważyłam się skonfrontować z przekazami z Kronik Akaszy, uświadomiłam sobie, że wszystko, czego potrzebowałam zostało mi powiedziane. To ja dyskutowałam zawzięcie z Mistrzami i nie chciałam puścić toksycznej energii, którą oblepiłam się ze wszystkich stron. Nagrywam na dyktafon przekazy z Kronik, mogę dzisiaj jeszcze raz usłyszeć, co mi pokazano i czego nie wykorzystałam dla siebie. Nieświadomie.

To słowo jest kluczowe. Bo to nie jest tak, że nie wierzyłam. Usłyszałam, uwierzyłam, przytaknęłam. Ba, nawet wzięłam się za pracę nad sobą. Problem polegał u mnie na tym, że pracowałam tylko nad niektórymi wątkami. Innych rzeczy nie widziałam, bo nie chciałam ich zobaczyć. Mistrzowie pokazywali mi i mówili wprost – „tego nie warto robić, spójrz na to inaczej”. Czego nie dostrzegłam? Że cały czas pojawiały się sytuacje i emocje dotyczące innych ludzi i zjawisk, ale w swojej prawdziwej istocie oparte na tym samym wzorcu, który ledwo z wierzchu pogłaskałam. Kiedy zostajemy skrzywdzeni, wybaczenie „katu” jest tylko jednym z wątków. Ważnym, jasne. Ale obok tego są też prawdziwe przyczyny dysharmonii. Na przykład nieumiejętność zaakceptowania jakiegoś działania czy zachowania, czy jakiegoś zjawiska.

Dopiero, kiedy zachorowałam, usłyszałam w ciszy pytanie Mistrzów: „czy chcesz nadal żyć na tym świecie, na którym jest tyle niesprawiedliwości?”. Dotarło do mnie wówczas, że to, co pojmowałam jako niesprawiedliwość, nieprawidłowość, czy nawet wprost zło – jest tylko częścią wielkiej ziemskiej gry. Moje tupanie nóżkami na krzywdę ludzką, na wszelkie oszustwa i okrucieństwa jest sprzeciwem wobec wielkiego boskiego planu, w którym dusze grają nie tylko białymi pionkami. Moje oburzenie na to, co pojmowałam jako głupotę, jest próbą podważenia potęgi ludzkich wyborów i suwerenności decyzji. A prawda przecież jest taka, że nic nie jest dobre ani złe. Z gleby nawożonej gnojem wyrastają najpiękniejsze i najbardziej dorodne rośliny. Z ludzkich łez rodzą się mistrzowie współczucia i uzdrawiania. Z czerni węgla wyłaniają się prawdziwe diamenty. Z błota wynurza się lotos.

Każdy z nas przeżywa i doświadcza inaczej. Czasem proces uzdrawiania nie przynosi efektów nie dlatego, że zabrakło nam wytrwałości i pracowitości. Czasem nieświadomie uciekamy od tematów, na które nie ma w nas zgody. Pierwszy warunek uzdrowienia, kiedy już odnajdziemy swój negatywny wzorzec, polega na zaakceptowaniu tego, co nam się nie podoba. To zrozumienie i uznanie, że kat nie jest katem tylko przyjazną duszą. Że błoto nie jest błotem, tylko żyznym podkładem dla kwiatów. I to dzieje się nieświadomie, bo świadomie wybaczamy, odpuszczamy, błogosławimy jakiemuś człowiekowi. A w głębi duszy trzymamy kurczowo poczucie traumatycznego bólu i żalu – już nie do tego, kto nas skrzywdził – tylko tak ogólnie do życia, do świata, do losu. Pozostajemy w przekonaniu, że to, co się zadziało było niewłaściwe. A przecież wszystko jest w harmonii. Takie jakie jest w tej chwili. Kiedy uznajemy tę harmonię, otwieramy drzwi do uzdrowienia.

Na koniec powtórzę zatem: Reiki i Praca z Aniołami plus umiejętność korzystania z mądrości Kronik Akaszy wystarczą. Moim zdaniem – całkowicie wystarczą, jeśli umiemy zauważać to, co się w nas dzieje.  Metody, które wymieniłam odkorkują każdy energetyczny problem. Ale trzeba go rozpoznać i odpowiednio ułożyć intencję. Mamy w sobie Moc, dzięki której możemy wszystko. A jeśli znajdziemy się w sytuacji ekstremalnej, to ktoś inny może nam pomóc. Wiele lat temu doświadczyłam zamrożenia tak silnego, że nie byłam w stanie sama zrobić sobie zabiegu. Zadzwoniłam do przyjaciół i poprosiłam, aby zrobili dla mnie przekaz na odległość. Zadziałało. Pomogło. Potem już sama pracowałam. Energia Reiki jest uniwersalna i w tej uniwersalności doskonała.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 763
0
0
Twój koszyk
Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu