Każda z nas może być królową, a na swój sposób każda z nas jest nią dokładnie tak samo, jak każdy jest w swojej prawdziwej istocie buddą. To potencjał naszej natury, która manifestuje się wówczas, kiedy podejmiemy taką decyzję. Bycie królową jest o wiele łatwiejsze niż oświecenie, które urzeczywistnia zamknięty w nas stan buddy. Nigdy nie zgadzałam się z popularnym stwierdzeniem, że „królowa jest tylko jedna”. Pobrzmiewa w tym kompleks niższości i natarczywe domaganie się uznania. W moim odbiorze bycie królową nie polega na zadzieraniu nosa powyżej własnej twarzy, ale na odkrywaniu wewnętrznej mocy i mądrości.
Jedną z najważniejszych cech prawdziwej królowej jest wysokie poczucie wartości. To świadomość swojego wewnętrznego – a czasem również zewnętrznego – piękna, które nie oczekuje potwierdzeń od innych. To kobieta, która stawia kroki z wysoko podniesioną głową i nie zwraca uwagi ani na pochlebstwa tłumu, ani na produkowaną przez zawiść krytykę. Wie, ile jest warta, ufa własnej ocenie i skupia się na tym, co ją wspiera i umacnia. Sama wybiera uznanie dla siebie i poprzez to prawdziwe uznanie dla innych. Nie potrzebuje, by ktoś inny oceniał ją poprzez filtr własnych doświadczeń – czasem pozytywnych, ale częściej traumatycznych. Nie potrzebuje umniejszać siebie przez cudze lęki. To jej życie, jej ścieżka, jej wybory i jej moc, a nie wypadkowa cudzych oglądów rzeczywistości.
To naturalne, że zazdrość zawsze będzie próbowała nas zdewaluować. Im więcej w nas wspaniałych cech, im bardziej lśnimy, tym bardziej prowokujemy niedojrzałe i zakompleksione osoby do ataku. Nie każdy rozumie, że szczere i życzliwe podziwianie drugiej osoby wzmacnia nas energetycznie i podnosi nasze wibracje oraz rozwija w nas najlepsze jakości. Większość osób działa według przestarzałego i niekorzystnego schematu: „niszczyć to, co lśni mocniej niż ja, aby utorować sobie drogę”. Stąd też mądrość wymaga, aby nie słuchać nigdy cudzej krytyki budowanej na niechęci i lękach. Konstruktywna krytyka też istnieje, ale ona nigdy nas nie umniejsza, lecz z życzliwością podpowiada, jak naprawić to, co tej naprawy wymaga.
Prawdziwa królowa to liderka, która wykorzystuje swoją praktykę dla innych, by im podpowiadać szczęśliwe ścieżki. Nie boi się mówić do grupy ludzi, bo nie boi się krytyki. Daje swoją wiedzę jak kanapki – niech się mądrzy częstują dla własnej korzyści. A komu to nie odpowiada, niech idzie swoją drogą. Królowa nie zmusza i nie przekonuje, bo wie, że każde nakłanianie wbrew woli drugiego człowieka jest wyłącznie utratą energii. Na tym polega mądra władza, by pomagać tylko tym, którzy chcą tej pomocy. Nie wolno uszczęśliwiać nikogo na siłę, to zresztą jest logicznie niemożliwe. Królowa podaje rozwiązania, tłumaczy, wspiera i zostawia każdemu decyzję. Bez gotowości nie ma korzyści, zatem każdy sam powinien wybierać to, co postrzega jako coś dobrego dla siebie.
Królowa nie obraża się, kiedy ktoś ją wyśmiewa, bo wie, że prześmiewca sam sobie strzela w stopę. Każda drwina i każda próba poniżania jest głosem, którego słucha podświadomość błazna, wierząc, że mowa jest o niej. Im więcej złośliwości wypływa z człowieka, tym bardziej staje się on tym, z czego drwi. Królowa świadomie odcina się od złych słów, zwyczajnie ich nie przyjmując. „To twoje, nie moje, nie chcę tego” – mówi. Każdy przecież opowiada o sobie. Im więcej w to wkłada emocji, tym bardziej rani samego siebie. Jednak dla każdego przyjdzie taki dzień, kiedy zaczyna rozumieć, że lepiej mówić dobrze niż źle i lepiej śmiać się nić płakać. Dobro cierpliwie jak kropla drąży swoje ścieżki w polu energetycznymi najbardziej nawet zagubionego człowieka.
Królowa to nie roszczeniowa księżniczka, domagająca się prezentów od wszechświata. Królowa wie, że tu i teraz ma wszystko, więc niczego specjalnie nie potrzebuje. A jeśli czegoś zapragnie dotknąć, to manifestuje dokładnie tę rzecz albo konkretną ilość pieniędzy. Królowa nie marzy o wakacjach na Malediwach, bo zanim coś takiego wymyśli, zadaje sobie pytanie: „po co mi to?” Jeśli odpowiedzią jest głównie wstawienie ładnych zdjęć na Instagramie, to ponownie zadaje pytanie: „po co?” Dla zazdrości innych, których na to nie stać? Po co? Jaka z tego korzyść dla mnie, czy dla świata? Czy cudza zazdrość mnie wzbogaci wewnętrznie? Czy bycie podziwianą jest mi do czegoś potrzebne, skoro znam swoją wartość lepiej niż wszyscy inni?
Oczywiście królowa ma marzenia. Czasem chce w zimie wyjechać gdzieś, gdzie można się zagrzać w słońcu. Czasem chce popływać w ciepłym morzu. Czasem chce wydać własną książkę albo zorganizować webinar czy rozwojowe spotkanie dla ludzi. Czasem chce lepszy samochód czy większe mieszkanie z pełnym kwiatów ogródkiem. Czym byłoby życie bez marzeń? Zatem one są, ale jest w nich poszukiwanie dobra, komfortu lub piękna. Nie ma w nich natomiast potrzeby dokuczenia innym. Każde marzenie, którego esencją bywa konieczność „pokazania komuś czegoś” jest pozbawione sensu. Królowa wie, że żyje tutaj dla siebie. Liczy się jej komfort, a nie ucieranie komuś nosa. Nic nikomu nie musimy udowadniać.
Siła władzy królowej przejawia się przez jej pozytywny wpływ na świat. Może pisać i prowadzić spotkania motywacyjne. Może uczyć radości, zdrowia, pozytywnego oglądu rzeczywistości. Może prowadzić fundacje, które zapewniają wodę w obszarach objętych suszą i ratować ludzkie życie. Może dokarmiać zwierzęta i pracować w hospicjum. To jest najczęściej zaskakujące dla ludzi, którzy postrzegają królową jako kogoś, kto sobie nie chce ubrudzić rąk. A prawdziwa władza płynie z kochającego serca, które nie brzydzi się zmienianiem pieluch. W moim odbiorze najpiękniejsza władza to taka, która może promieniować z pielęgniarki, wycierającej choremu pupę i z uśmiechem pocieszającej znękaną ludzką istotę: „wyzdrowiejesz, będzie dobrze”.
Dopóki człowiek jest zdrowy i silny żadna władza nie robi na nim wrażenia. Dopiero wtedy, kiedy jest całkowicie zależny od dłoni, które myją najintymniejsze części jego ciała, w pełni odczuwa, jak bardzo jest zdany na łaskawość drugiej osoby. Dobra królowa nie nadużywa władzy przeciwko temu, który jest od niej zależny. Wykorzystuje swoją przewagę, by kodować w człowieku nadzieję i wiarę w dobro. Robi wszystko, by człowiek uwierzył w piękno świata, sens życia i zapragnął być w tej rzeczywistości jak najdłużej. Dla mnie prawdziwa królowa to nie ta, która mości się na tronie, tylko właśnie ta, która czyni dobro w dowolny sposób. Na Ziemi jest mnóstwo takich miejsc, ludzi i zwierząt, które wołają o naszą uwagę. Królowa słyszy ten głos i działa, jak może najlepiej.
Królowa jest kobietą, która szanuje swoją kobiecość, ale potrafi tez uszanować męskość, dostrzegając dobro wszędzie tam, gdzie tylko można. Tworzy równowagę pomiędzy dawaniem i braniem, budując uczciwe relacje z mądrymi ludźmi. Potrafi rozpoznać swojego króla w zwykłym człowieku, który tak jak i ona czasem popełnia błędy. Ale umie też wybaczać, bo tylko człowiek wielki duchem potrafi odpuścić. Rozumie, że ona sama również chwilami potrzebuje wybaczenia, bo nie jest nieomylna. Bez wahania umie przyznać się do błędu i nie czuje się z tego powodu gorsza. Jej największa moc spoczywa w łagodności, naturalności i pięknie człowieczeństwa.







