„Kocham swoje życie” –  to pierwsza myśl, jaka pojawia się, kiedy tylko otwieram rano oczy. Uwielbiam te krótkie chwile, kiedy słońce wślizguje się przez okno i wyzłacając firankę ogrzewa mi twarz. Czuję się jak na rajskiej plaży i błogosławię fakt, że okna mojej sypialni wychodzą na wschód. Błogosławię też fakt, że to słoneczne promienie łaskoczą moje policzki, informując o początku dnia, a nie na przykład dzwonek budzika. Błogosławię też wszystkie radosne myśli i plany na nadchodzący czas. Jeszcze chwila wtulenia w ciepłe ramiona męża i zaczynam dzień. To moje cudowne życie. Poukładałam je tak, jak chcę i lubię. Nic nie muszę. Wszystko mogę.

Piszę o tym, aby uświadomić innym, że każdy może być szczęśliwy, jeśli tylko zechce. Po pierwsze to zawsze nasz wybór, poczynając od ustawienia łóżka, poprzez udany związek, a na wykonywaniu ulubionej pracy kończąc. Wszystko, co nas otacza, może sprawiać nam przyjemność. Nie dlatego, że jesteśmy pozytywni i lubimy, cokolwiek tam mamy –  tak też przecież można. Ale właśnie dlatego, że świadomie kreujemy swoje życie: pracę, związek, dom –  to wszystko, co tworzy nasze codzienne istnienie. Jeśli zamiast mieszkania w ciepłym blokowisku wybieramy własny domek, to musimy lubić odgarnianie śniegu, niską temperaturę w zimie i ciągłe remonty. Jeśli wybieramy etat w korporacji, to trzeba pokochać budzik i pracę pod dyktando. To zawsze my kreujemy swoją codzienność – tworząc określone wyobrażenia, myśli, a następnie wykonując konkretne działania. Trzeba przede wszystkim poznać siebie i to, co dla nas ważne. Ja lubię leniwe poranne wstawanie w promieniach słońca i świadomość, że nigdzie nie muszę się spieszyć. Ten luz czyni mnie szczęśliwą.

Po drugie –  warto nauczyć się radości życia i zauważania wokół siebie piękna. Znam ludzi, którzy mając dużo pieniędzy, zapewnili sobie piękne, ciepłe domy, z wygodnymi sypialniami, są zdrowi i nadal są nieszczęśliwi. Będąc na ich miejscu, przez całe 24 godziny byłabym jedną wielką ekstazą, dlaczego więc oni cierpią? Bo nie umieją się cieszyć życiem. Bo śpiąc w luksusowym łóżku, nie czują jego miękkości. Bo mając wielkie okna, przez które wpada słońce, nie rozkoszują się jego światłem. Bo mając piękne, puchate dywany, nie umieją odczuwać zmysłowej przyjemności, kiedy dotykają ich stopami. Sztuka zachwytu nie jest nam dana od ręki. To coś, co trzeba w sobie rozwijać i pielęgnować. To prawdziwa medytacja dobrobytu i szczęśliwości. Mamy to w sobie jako dzieci, a potem gdzieś gubimy w pogoni za mniej ważnymi rzeczami…

Zachwyt jest kluczem do szczęścia. Nie wystarczy być bogatym i posiadać luksusowe rzeczy. O wiele ważniejsza jest umiejętność cieszenia się przyjemnością dostarczaną przez te wszystkie przedmioty i sytuacje. W tym miejscu sprawdza się stara prawda, że czasem bardzo ubogi człowiek będzie bardziej szczęśliwy od milionera… Wystarczy, że nosi w sobie dar zachwytu. W ciepły letni dzień usiądzie na łące pod drzewem i będzie rozkoszował się zapachem nagrzanej słońcem trawy, błękitem nieba, szelestem liści… Będzie szczęśliwy. Doświadczy więcej błogości niż bogacz w swoim zamku na jedwabiach i wśród złota. Wiemy o tym od dawna, powtarzają to wszystkie baśnie.

A pomimo tego nadal obserwujemy, że więcej ludzi chce zdobywać pieniądze niż nauczyć się szczęścia. Kurs: „jak zarabiać?” niezmiennie przyciąga więcej chętnych niż szkolenie: „jak być szczęśliwym?”. To duży błąd, bo same pieniądze nie dają szczęścia. Nie mam nic przeciwko zarabianiu i na swoich szkoleniach zawsze pokazuję, jak pracować z energią pieniądza, by żyć w dostatku. Ale najpierw uczę bycia w zachwycie, bo to jest o wiele ważniejsze. Żeby cieszyć się tym, co za pieniądze kupimy, trzeba umieć przeżywać zachwyt. Tym bardziej, że to poczucie szczęścia kreuje dobre zarobki, a nie odwrotnie. Warto powtórzyć to jeszcze raz, bo chyba ciągle do wielu osób to wcale nie dociera: pieniądze nie dają szczęścia, ale szczęście rodzi pieniądze.

Zachwyt to przejawianie radości i szczęścia. Sprawia, że jest nam dobrze i błogo. Jest otwieraniem serca na piękno i moc Wszechświata. Powoduje podniesienie energii i natychmiastowe poprawienie nastroju. Działa też na głębszych poziomach, ponieważ uczy nasz umysł pozytywnego nastawienia. W naszym mózgu układają się specjalne ścieżki, które ułatwiają nam odczuwanie zachwytu następnym razem. Można to w przybliżeniu porównać do wyrobienia w umyśle pewnego nawyku, który ułatwia skupianie się na tym, co dobre i piękne. Tym samym pomaga też w pozytywnym myśleniu, które kreuje dla nas dobre rzeczy.

Odkrywam tę magiczną siłę od lat i można mi wierzyć –  jestem specem od zachwytu. Niezmiennie podziwia mnie za to moja przyjaciółka, z którą jeździmy razem na wycieczki. Ponieważ to ona siedzi za kierownicą, ja mogę swobodnie rozglądać się po okolicy i podziwiać widoki. Skutkuje to ciągłymi okrzykami zachwytu: a to pejzaż, a to tęcza, a to cudownie poukładane chmury na niebie, a to kolory łąk, a to magia zimy w górach… Zawsze jest coś do kochania, świat jest przecież tak niewiarygodnie piękny! Przyznaję, że w tej kwestii pozostałam na poziomie małego dziecka, które nawet w błocie zobaczy tęczę. Ale też mogę sobie dopowiedzieć, że tylko z poziomu dziecka można wejść do królestwa niebieskiego. Czymkolwiek owo królestwo jest – dla mnie istnieje na Ziemi – tu i teraz w moim życiu.

Czasem zdarza mi się wywołać radość w innych, szczególnie wtedy, kiedy idąc ulicą uśmiecham się od ucha do ucha, a ludzie patrzą na mnie dziwnym wzrokiem. Ale jak się nie uśmiechać, kiedy kocham swoje życie? Kiedyś, kiedy latem pływałam w jeziorze, jakiś pan podpłynął do mnie i zapytał, jak to jest, że mam na twarzy taki uśmiech i taką minę, jakbym przeżywała ekstazę. No cóż… odpowiedź jest prosta: uwielbiam pływać i to jest dla mnie prawdziwa rozkosz. Domyślam się, że wiele osób lubi pływać, spacerować czy podziwiać górskie widoki. Sztuka polega jednak na tym, aby dopuścić zachwyt do swojego umysłu. Samo lubienie pływania nic nie da, jeśli w trakcie nie skupiamy uwagi na odczuwaniu przyjemności. Liczenie metrów, oddechów czy rozmyślanie o tym, co ugotować na obiad nie jest zachwytem.

W buddyzmie istnieje pojęcie „uważności”. Polega ona na skupianiu uwagi na tym, co dokładnie robimy. Jeśli zmywamy naczynia, jesteśmy całą swoją świadomością w tym zmywaniu. Jeśli spacerujemy, skupiamy się na stawianiu stóp. W odniesieniu do zachwytu uważność oznacza, że w danej chwili przeżywamy zachwyt i rozkosz. Moje pływanie tak właśnie wygląda – nie interesuję się czy prawidłowo oddycham i jak ruszam nogami, ale skupiam na odczuwaniu zachwytu nad pięknem wody, nad cudem słonecznego światła tańczącego na powierzchni, nad zmysłową wspaniałością tego doświadczenia.

Nawet ludzie, którzy poświęcają czas na rozwój osobisty zapominają o tym, jak ważne jest odczuwanie. Ciągła praca nad sobą także może działać przeciwko nam, bo tracimy blask życia i czas na doświadczanie. Zachwyt jest jedną z najlepszych medytacji. Rozwijanie w sobie radości i podziwu dla otaczającego nas piękna działa uzdrawiająco. Koi i wzmacnia serce, które przecież zarządza naszą energetyką. Warto się tego nauczyć, także dla poprawienia samopoczucia i stanu zdrowia.

W tym miejscu przypomnę słynną książkę J. Redfielda „Niebiańska przepowiednia”. Tym, którzy ją czytali, nie muszę mówić, jak działa zachwyt… Pozostałym podpowiem, że warto sięgnąć po tę lekturę i zdradzę piękną tajemnicę. Wg Redfielda wejście w stan silnego zachwytu nad otaczającym nas urokiem natury uzdrawia komórki i tkanki w naszym ciele, a nawet pozwala wykorzystać nieużywane części umysłu do tego, by stać się… niewidzialnym. Oczywiście na chwilę obecną proponuję pozostawić cudowne historie w książce i na początek nauczyć się doświadczać radosnego uniesienia nad pięknem otaczającego nas świata. To na pewno zmieni nasze życie na lepsze i bardziej szczęśliwe.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 621
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu