Kobiecość jest naprawdę niezwykłą jakością, ale dzieje się tak dzięki temu, co tworzą same kobiety. Także dzięki temu, czym promieniują i co manifestują każdego dnia poprzez najpiękniejsze uczucia i emocje. W marcu, kiedy zakwitają pierwsze kwiaty, temat kobiecości ożywa na nowo, łącząc się z pięknem wiosennego świata. Ale w istocie doświadczamy tego cudu każdego dnia. Nie ma w tym żadnego feminizmu, mówimy bowiem o tym, co urzeka w kobiecości zarówno panie jak i panów. O tych wszystkich darach, które z takim wdziękiem rozjaśniają świat.
Nie będę tym razem wymieniać tego, co archetypowo wiąże się z kobiecością. Chcę raczej pokazać – zapewne nie po raz pierwszy – drogę do bycia prawdziwą kobietą. Dla wszystkich kobiet. Wierzę, że także dla niektórych mężczyzn, którzy odnajdą w tym dla siebie cenne wskazówki. Pomimo wielu różnic i pomimo tego, że każda płeć wnosi do świata zupełnie inne bezcenne dary – w głębi duszy, niezależnie od bycia kobietą albo mężczyzną, wszyscy pragniemy tego samego. Pragniemy miłości, która rozświetli nasze serce radością. Pragniemy zachwytu, który nada sens istnieniu. Pragniemy twórczego spełnienia. Pragniemy pokoju i komfortu oraz poczucia, że jesteśmy ważni i doceniani.
Powszechnie rządzi iluzja, która utożsamia kobiecość z atrakcyjnością fizyczną, czyli jeśli ona jest ładna to kobieca. Ale to nie jest prawda. Sama fizyczność może mieć znaczenie dla seksualnego zbliżenia. Może. Dla związku, dla uczuć, dla czerpania z relacji ważne jest to, co jest czymś więcej niż tylko zewnętrzną powłoką. Prawdziwa kobiecość nie jest zatem mierzona ilością adoratorów, chociaż wielu mężczyzn często bezbłędnie czuje tę cudowną kobiecą energię i podąża za takimi paniami z niekłamanym zachwytem. Kiedy jednak mówimy o autentycznej mocy Boskiej Kobiecości, to rodzi się ona z innych czynników. Czasem towarzyszy jej uroda, a czasem nie.
Po pierwsze to świadomość własnej pięknej energii. Taka kobieta spontanicznie pozwala się jej prowadzić. Działa to w każdym geście, ruchu, sposobie odrzucania włosów za plecy, w tańcu, w uśmiechu, w spojrzeniu znad ramienia. Jest w tym miękkość i ciepło. To nie zalotność, chociaż i ona może czasem zabłysnąć – to sposób poruszania się, kiedy nikt nie patrzy. Kiedy nie ma obok żadnego mężczyzny. To naturalne, robione autentycznie dla siebie, dla życia. Nie na pokaz. To nie wystudiowane ruchy rodem z wybiegu dla modelek, tylko coś spontanicznego, nieświadomego wręcz. Kiedyś takie poruszanie się nazywano wdziękiem. Albo kobiecym czarem. Nie każda osoba płci żeńskiej to posiada. Ale oczywiste jest, że jeśli się pojawia, to nie jako coś wyuczonego, tylko jako naturalny dar.
Powiedziałabym też, że jest to taki sposób zachowania, który nie pojawia się u mężczyzn, którzy – moim zdaniem – mają coś swojego, charakterystycznego tylko dla nich. Mężczyźni też bywają męscy w bardzo wyjątkowy sposób. Wcale nie przez walkę na miecze lub pięści, nie przez wysportowanie czy „sześciopak” na brzuchu. Niektórzy panowie mają „to coś” w głosie, w spojrzeniu, w mimice. Widzę to. Wyłapuję z zachwytem. To dla mnie energia męskości, która potrafi emanować w lekkim uśmiechu samym kącikiem ust. Od razu mam ciarki na całym ciele – tak reaguje moja kobiecość.
W moim rozumieniu świadomość własnej energii – męskiej lub kobiecej – prowadzi do takiej subtelnej i spontanicznej manifestacji, która jest wyłapywana przez płeć przeciwną. Działa to w sposób oczywisty – kiedy coś istnieje, to się po prostu przejawia. Ponieważ każdy człowiek posiada w sobie obie jakości, wiele osób nie rozwija świadomie tylko jednej. Najczęściej ludzie podnoszą sobie poczucie wartości popularnymi metodami – panie zmieniając wygląd makijażem i ubraniem, panowie kształtując sylwetkę na siłowni. To jest w porządku na poprawę humoru i budowanie seksualnej atrakcyjności, a zwykle przeciętna osoba nic więcej nie potrzebuje. Jeśli jednak mówimy o prawdziwej kobiecej energii, to jest ona zawarta w tym właśnie ulotnym wdzięku, niezależnym kompletnie od makijażu.
Po drugie – obok świadomości ważna jest akceptacja siebie i swojej kobiecości. Człowiek, który kocha siebie – lśni. Aby emanować kobiecością, trzeba traktować ten dar z miłością. Jeśli kobieta na przykład wstydzi się swoich piersi i garbi się, aby je ukryć, to w sposób oczywisty blokuje kobiecość. Wyprostowanie się i pozwolenie, aby piersi odnalazły swoje miejsce, odblokowuje kobiecość. Ale uwaga – jest tutaj też pewna pułapka, bo to, co kochamy i to w co wierzymy, traktujemy naturalnie, jak oddychanie. Nie eksponujemy tego nadmiernie, nie podtykamy tego innym pod nos. Jeśli czymś wymachujemy, jeśli krzyczymy wyglądem, jeśli obnażamy się za bardzo, to zawsze pokazuje brak wiary w siebie.
To bardzo ważne, aby zrozumieć, że kiedy kobieta jest półnaga – poza plażą – i podąża środkiem ulicy z dekoltem do pępka i w spódniczce odsłaniającej bieliznę, to nie ma w tym w ogóle żadnej kobiecości. Jest tu zaproszenie do seksu – to oczywiste. Jest manifestacja typu „jestem towarem do wzięcia, bierz mnie”. Żadna prawdziwa kobieta nie traktuje siebie jak towaru. Prawdziwa kobiecość nie ukrywa tego, co kobiece, ale również nie eksponuje nadmiernie ciała w żadnej sytuacji. Jej wartość nie zawiera się bowiem w ciele i nie musi go wystawiać, jak handlarz owoców na środku straganu. Stąd też w wyglądzie najbardziej kobiece są nieprzejrzyste długie suknie, które nie odkrywają ani dekoltu, ani nóg, a jednocześnie zmysłowo opływają ciało.
Po trzecie – prawdziwa kobieta wspiera inną kobietę. Zgodnie z kosmicznymi zasadami to co wspieramy, zasilamy w sobie. Zatem w temacie kobiecości najsilniej działa umiejętność mówienia dobrych słów i prawienia komplementów koleżance, siostrze, matce, szefowej, bratowej. Im częściej doceniamy szczerze piękno i elegancję u innej pani, tym mocniej promieniuje ono w nas samych. Jeśli umiemy okazać bezinteresowne wsparcie zamiast rywalizacji, energetycznie wspieramy tym także siebie i zasilamy moc kobiecości w ogóle, we wszystkich jej przejawach.
Prawdziwa kobieta nie intryguje, nie obgaduje, nie szczuje przeciwko innej kobiecie. Może bronić się asertywnie, to jasne, ale sama nie działa przeciwko drugiej pani. Prawdziwa kobieta nie pomyśli nawet o tym, by świadomie wejść do łóżka żonatego mężczyzny, ponieważ nie umiałaby skrzywdzić i okraść z uczuć innej kobiety. Prawdziwa kobieta nie rozbija rodziny i nie rywalizuje w żaden sposób z inną, ponieważ rozumie, że zadając cierpienie innej kobiecie, krzywdzi samą siebie, zabijając w sobie kobiece wibracje. Dotyczy to zresztą wszystkich form świadomego poniżania i ranienia innej pani. To jak strzelanie sobie w stopę. Kobieta atakująca drugą kobietę atakuje energetycznie własną prawdziwą naturę.
Podsumowując – prawdziwa kobiecość to nieuchwytny, ale i niezaprzeczalny wdzięk, z którym niektóre panie przychodzą na świat. Inne to rozwijają w sobie z biegiem czasu. To, co wzmacnia kobiecość to wysoka samoocena, akceptacja siebie i swojej płci oraz świadomość niezwykłej mocy tej pięknej energii. Najmocniej wspiera rzeczywiste działanie, w którym kobieta poprawia drugiej kobiecie koronę i okazuje jej takie wsparcie, jakiej tamta najbardziej potrzebuje. Stąd też siostrzane i kobiece kręgi od wieków wzmacniają w nas najpiękniejsze kobiece wibracje. Im więcej miłości dajemy innym kobietom, tym mocniejsza i piękniejsza jest nasza kobieca wibracja.







