Szczerość i otwartość

Jedną z najcenniejszych ludzkich umiejętności jest dar komunikacji. To wydaje się takie oczywiste, szczególnie dla tych osób, które lubią rozmawiać, lubią opowiadać, lubią dzielić się werbalnie tym wszystkim, czego doświadczają. Natomiast praktyka pokazuje, że my wcale nie umiemy korzystać z daru komunikacji. To jest takie trochę dziwne, trochę śmieszne, trochę nawet przerażające. Obserwuję to i jestem zaskoczona tym, że ludzie nie chcą mówić tego, co jest dla nich ważne. A przecież szczerość i otwartość zawsze wszystko ułatwia – nie mam co do tego wątpliwości.

Przyczyny niepotrzebnego milczenia są głęboko poukrywane w naszej ludzkiej psychice. Mamy różne lęki, mamy wątpliwości, mamy swoje własne wizje, iluzje, przekonania, które blokują w nas otwarte mówienie swojej prawdy. I już od dawna powtarza się, że szczerość to luksus, na który mogą pozwolić sobie tylko nieliczni. Nie ma w tym sensu, jeśli chcemy mieć dobre życie. Bo uczciwa, szczęśliwa relacja wymaga otwartości. Nie dla zasady, ale dla pozytywnego tworzenia porozumienia. Im więcej szczerości, tym lepszy związek – to oczywiste. Łączmy głowę z sercem – naprawdę warto.

Kiedy nie ma szczerości, powstaje tysiące nieporozumień. Wyobraźmy sobie dwoje zakochanych ludzi. Czyli on kocha, ona kocha. Idealna para. Natomiast bywa czasem tak, że ona usłyszy jakąś plotkę i potem cały czas myśli: „nie, on mnie nie kocha, on pewnie jest ze mną tylko z tamtego powodu”. A on dla odmiany myśli: „no nie, ona mnie chyba nie kocha, ona nadal kocha swojego byłego, bo się do niego uśmiechnęła, więc ja tu nie mogę otwarcie mówić o uczuciach, bo ona pewnie wcale mnie nie chce”. Tacy ludzie, którzy naprawdę się kochają i mogliby cieszyć się tą swoją miłością, cały czas się rozmijają. Tracą nawet wiele cennych miesięcy, zanim odważą się poznać prawdę. Tę piękną i dobrą.

To jest z mojego punktu widzenia w stu procentach zmarnowany czas. Bo zamiast cieszyć się swoją bliskością, zamiast cieszyć się swoją miłością, to ludzie żyją według swoich iluzji, czyli według nieprawdziwych wyobrażeń i przekonań, że jest inaczej niż w rzeczywistości. Śmieszne. Ale i żałosne. Prawdziwa komedia pomyłek. Życie jest naszpikowane takimi sytuacjami, aby nauczyć nas zaufania w dobro i świadomego kreowania dobra. Ale nade wszystko uczy nas kochania siebie i otwartego mówienia o uczuciach. Bo to nie jest wstyd kochać kogoś – nawet, jeśli nie mamy wzajemności, to nam w żaden sposób nie odbiera godności.

Czy to tak trudno zatem zadać pytanie: „Czy jestem dla ciebie ważna, czy coś do mnie czujesz?” Albo wprost powiedzieć o swoich uczuciach: „Jesteś dla mnie ważny, zależy mi na tobie”. Nie ma nic prostszego pod słońcem, przecież mamy buzię. Dlaczego ludzie tego nie mówią? Dlaczego ludzie nie zadają takich pytań? Dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe, ponieważ ja zawsze przez całe życie otwarcie mówiłam to, co myślę i co czuję. I uważam, że dar komunikacji jest jednym z najważniejszych darów ludzkości, tylko jest niewłaściwie wykorzystywany albo jest niewykorzystywany w ogóle. Pomińmy same komedie pomyłek, w których rzeczywiście tworzy się fabułę, żeby się trochę pośmiać. Jednak w życiu rzeczywiście w związkach ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać. Trudno jest mi zrozumieć, dlaczego ktoś nie potrafi powiedzieć drugiej osobie: „kocham cię”, a znam wiele takich przypadków. Albo dlaczego ktoś nie potrafi powiedzieć: „Zależy mi na tobie”. Niezależnie od tego, jak długo te osoby się znają, zawsze można to powiedzieć.

W tym przypadku usprawiedliwianie się, że sparzyłam się, bo mam za sobą kilka nieudanych związków, więc teraz boję się powiedzieć, że kocham, nie jest dla mnie żadnym wytłumaczeniem. To, że się ktoś sparzy, czasem się zdarza. Można potem obawiać się, że ten związek też nie wypali. Ale to nie zmienia faktu, że można otwarcie mówić o tym, co się czuje. To nawet lepsze, ponieważ uwalnia nas od obaw i daje nam konkretną wiedzę, w jakim miejscu jesteśmy. Kiedy mówimy otwarcie, nic nie tracimy. Jedyne, co może się zdarzyć, to ewentualność, że ta osoba powie: „Przepraszam, ale mam kogoś innego w sercu i z tobą chcę być tylko w przyjaźni”. Przynajmniej wiemy, na czym stoimy. Czy to takie trudne?

Właśnie dlatego uważam, że nie ma takiego powodu, dla którego nie powinniśmy mówić otwarcie o tym, co czujemy i co jest dla nas ważne. Aby wiedzieć, w jakim miejscu jesteśmy i móc rzetelnie zdecydować, co dalej. Ale też tylko wtedy, kiedy mówimy o uczuciach otwarcie, pozwalamy tej drugiej stronie, żeby też tworzyła z nami uczciwą relację i żeby uczciwie pokazała bądź powiedziała, jak ta relacja wygląda, kim dla tej osoby jesteśmy. Dotyczy to oczywiście nie tylko związków miłosnych, ale wszystkich relacji, które są dla nas ważne. Dlatego też zachęcam do otwartości. Otwartość zawsze procentuje, zawsze. Nie ma takiej sytuacji, w której otwarte i szczere mówienie o tym, co się czuje, nie przynosi konkretnych profitów. Nawet jeśli tym profitem jest właśnie świadomość tego, w jakim miejscu się znajdujemy i co dalej możemy z tym zrobić w swoim życiu.

Po co nam iluzje? Po co nam domysły, skoro mamy buzię i możemy zapytać wprost lub samemu szczerze powiedzieć o tym, co ważne? Dlaczego mamy martwić się lub domyślać, lub zastanawiać całymi tygodniami nad czymś, co może zostać jasno powiedziane? Literatura jest pełna poruszających historii, w której ludzie rozstawali się na całe lata w wyniku jednego niedopowiedzenia. W ekscytującej fabule zwykle jest jakiś czarny charakter, który rzuca naiwne kłamstwo, a główny bohater zamiast uczciwie zapytać o prawdę, po prostu odwraca się plecami i wyjeżdża na wiele lat na drugi koniec świata.

Czasem nie wiadomo czy się wzruszać, czy zwyczajnie zadrwić z ludzkiej głupoty. Bo skoro mamy dar mowy, to zawsze możemy zapytać. Jeśli ktoś dąży do prawdy, to ją znajduje. Jeśli ktoś uwierzy w kłamstwo, to blokuje wszechświat. Zwróćcie proszę uwagę, że jeśli zwątpimy w uczciwość drugiej osoby i uwierzymy, że nas oszukała, to wszystkie okoliczności układają się tak, żeby utwierdzić nas w tym, w co wierzymy. Natomiast jeśli kochamy i ufamy, to nawet największy wróg nie jest w stanie nas rozdzielić, bo prawda „jak oliwa na wierzch wypływa”. Wystarczy połączyć głowę z sercem.

Działa tutaj niezawodne prawo przyciągania, które przynosi do naszego życia to, w co wierzymy, a nie to, czego pragniemy. Nawet jeśli bardzo chcę, by coś złego było tylko pomyłką, to dopóki skupiam się na tej negatywności i boję się jej i wierzę w nią, to przyciągam wszystkie siły wszechświata, by potwierdziły to, czego się boję. Prawda jest tutaj drugorzędna, pamiętajcie. Czasem dopiero po latach odkrywamy, że zaufaliśmy kłamstwu. Ale też swoim lękiem zablokowaliśmy przepływ czystej energii, która pokazałaby nam, jak jest w istocie.

Na koniec przypomnę, że jest wiele metod, aby utorować prawdzie drogę. Na pierwszym miejscu jest dla mnie zawsze Reiki na poziomie drugiego stopnia. Można tak ułożyć intencję, aby odkryć wszystkie kłamstwa i poznać rzeczywistość. Na drugim miejscu – praca z Archaniołami, a szczególnie Złoto Fioletowy Płomień, który oczyszcza wszystkie iluzje i wszystkie bzdury, w jakie odważyliśmy się uwierzyć. Ale przede wszystkim pamiętajmy, że mamy buzię i umiemy mówić. Pytajmy. Odpowiadajmy. Słuchajmy. I zawsze dawajmy przestrzeń drugiej osobie, aby powiedziała to, co ma do powiedzenia.

 

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 729
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu