Imieninowe

Bardzo lubię dzień swoich Imienin. Kiedy rano otwieram oczy, to od razu się uśmiecham i czuję niesamowitą ekscytację. Czasem sama się temu dziwię, ale czuję się w tej dacie jakoś tak bardzo szczególnie, jakby czekało na mnie coś niesamowitego. Przez cały dzień towarzyszy mi taka magia, jakbym stąpała po Księżycu. Wieczorem sama się śmieję z siebie, bo czasem to dzień całkiem zwyczajny, który wyróżnia się tylko tym, że najbliżsi przyjaciele składają mi życzenia. Bywa oczywiście i tak, że rzeczywiście robię przyjęcie dla moich kochanych i częstuję ich pysznościami. Ale nie zawsze. Pomimo tego dreszcz magii czuję na skórze przez cały dzień, jakbym wędrowała skrajem kosmicznego portalu.

I oczywiście ten portal jest otwarty. Płynie z niego niesamowita duchowa moc – jedna z tych najbardziej poruszających, ponieważ liczba 29 to Liczba Feniksa odradzającego się z popiołów. I chociaż mamy w numerologii mocniejsze wibracje – na przykład 22 i 44, które dotykają władzy nad materią – to w liczbie 29 zamknięta jest ogromna siła. Obejmuje ona wzrost duchowy i rozumienie sensu istnienia, podobnie jak liczba 33 nazywana czasem mocą Chrystusowej Miłości. Wibracja ta reprezentuje tak piękne i potężne jakości, jak dar podnoszenia się z nicości oraz dar zaufania i wiary wtedy, kiedy spadamy na samo dno otchłani w złudnym poczuciu całkowitego oddzielenia.

Co roku na nowo czuję magię tego dnia, która jest głęboko ukryta w tej duchowej warstwie naszego istnienia. Właśnie wtedy, a nie w urodziny. Urodziny to dla mnie zwykły dzień, który w ludzkim systemie staje się odświętny, więc i ja jakoś go celebruję. Jak wszyscy. Imieniny to dzień bardzo wyjątkowy dla mnie, kiedy celebracja zadziewa się w moim sercu i duszy. Czuję wtedy, że każdy promień słońca jest magiczny. I każdy dźwięk. I każde słowo. Jakbym nagle dostrzegała wnikliwiej niż zwykle wielowarstwowość wszechświata. Jakby piękne i wysoko energetyczne istoty cieszyły się razem ze mną i tańczyły wokół mnie.

Obecnie imieniny to mniej popularne święto, ponieważ ludzie chętniej obchodzą urodziny. O dniu imienia rzadko się wspomina, za wyjątkiem tych powszechnie znanych jak Jan czy Barbara. A moje imię należy do rzadszych. Kiedy byłam małą dziewczynką dziwiłam się, że nie znam żadnej innej Bogusławy. Sporadycznie trafiałam jedynie na Bogumiłę. Wokół mnie były Ewy, Lucynki, Małgosie, Danusie i oczywiście Anie. A ja nie rozumiałam wtedy, jakim przywilejem jest bycie osobą wyjątkową. Z pewnością nie jest to łatwe, ale jednak fascynujące.

Swoje tak bardzo „inne” imię polubiłam dopiero wtedy, kiedy polubiłam samą siebie. Tak to działa, ponieważ pierwsze imię, to nadane nam przy urodzeniu, jest szeptem naszej duszy, który wskazuje matce dziecka jeszcze przed urodzeniem kod istoty, która ma się pojawić. Im bardziej magiczny ten kod, tym bardziej niezwykła istota przychodzi na świat. Ale imiona tak popularne jak Anna czy Piotr zawierają w sobie również piękny potencjał, który daje człowiekowi przestrzeń do wypełnienia. Nie ma znaczenia, jak wiele osób nosi to samo imię, ponieważ i tak każdy człowiek jest wyjątkowy i może w unikalny sposób ten kod zrealizować.

Numerologia odkrywa te kody i podpowiada, co może być misją duszy człowieka. Oczywiście to data urodzenia wydaje się być kluczowa, chociaż znowu – w dowolnej dacie rodzą się setki osób, a więc mamy mnóstwo form realizacji jednej określonej wibracji. Nawet bliźnięta różnią się od siebie marzeniami i spełnieniem, chociaż poza tym są tak bardzo do siebie podobne. Imię jest tylko jednym elementem intrygującej numerologicznej układanki. Niezwykle ciekawym, bo takim bardzo osobistym. W moim odbiorze imię jest bliższe człowiekowi niż sama data przyjścia na świat. Imię oznacza nas samych, podczas kiedy nazwisko symbolizuje ród – nasz własny po mieczu albo mężowski, jeśli po ślubie przyjmujemy nazwisko małżonka.

Bardzo lubię swoje imię. Jest niesamowicie trafione i widać od razu, że moja dusza doskonale wiedziała, czego chce. Można je oczywiście interpretować rozmaicie, ale najbliższe jest dla mnie „sławienie Boga”, czyli droga duchowego nauczyciela, która nieustająco mnie zachwyca i daje mi prawdziwe spełnienie. Moja praca mnie fascynuje i w pewien sposób jest bardziej pasją i realizacją hobby niż tym, co ludzie nazywają obowiązkiem. Czasem bywam zmęczona, bo każda praca to jakiś fizyczny wysiłek, ale przede wszystkim to dla mnie prawdziwy ogród inspiracji, w którym każdego dnia odkrywam coś nowego, unikalnego, niezwykle interesującego.

Drugim atutem jest naturalna słowiańskość mojego imienia, która sprawia, że jego znaczenia nie trzeba szukać w słownikach. Jestem Kim Jestem – jak Kryształ, który niczego nie ukrywa. Obecnie przeżywamy pewną modę powrotu do korzeni i widzę mnóstwo tekstów, piosenek, mantr, zaklęć i opowieści o mocy i potędze Słowian. Obserwuję ten trend z sympatyczną ciekawością, bo to zawsze miło poznać, skąd się wywodzimy, chociaż gdzieś tam w mrokach dziejów przodkowie nas wszystkich żyli w jaskiniach. Ale nie angażuję się w to jakoś specjalnie. Dla mnie wszystkie plemiona, wszystkie narodowości są godne szacunku. Nigdy nie wpadnę w pułapkę przekonania, że Słowianie byli lepsi od kogokolwiek. W każdym narodzie są dobrzy, serdeczni ludzie i są tacy, których lepiej nie znać w ogóle.

I wreszcie magia tego cudownego dnia. Jestem numerologiczną Jedenastką z Dwudziestu Dziewięciu. Najogólniej to duchowy nauczyciel o dużym karmicznym doświadczeniu. Czuję radość każdego 29 dnia miesiąca, bo to „moje” wibracje. Bardzo ze mną harmonizują. Imię „Bogusława” ma taką samą częstotliwość, z ukrytą w samogłoskach Jedenastką, a w spółgłoskach dziewiątką. Czyli nauczyciel i nauczyciel albo – czasem to może być bardziej zrozumiałe – nauczyciel nauczycieli. Z głębokim rozumieniem duchowości i doświadczeniem Starej Duszy – to jasne. Wszystko tutaj ze sobą rezonuje i współgra z moją datą urodzenia i całym numerologicznym portretem.

Imieniny Bogusławy wypadają parę razy w roku, ale moja Mama wybrała 29 maja. I znowu nieprzypadkowa przecież magia, bo urodziłam się piątego dnia miesiąca. Moje najważniejsze numerologiczne wibracje to 11 z 29 i oczywiście 5. A dzień Imienin co roku to 29 i 5. Aż trudno się nie uśmiechnąć, jak to wszystko bajecznie wprost się układa, jak bardzo wzajemnie wzmacnia się i pomnaża. Jakby ktoś pisząc scenariusz mojego życia chciał, aby wszystko tworzyło piękną i spójną opowieść. Taką, w której wszystko do siebie pasuje kolorami, kształtami i wibracjami. Czuję się przez to niezwykle magiczną istotą w ogromnie magicznym świecie.

Jest wiele fascynujących imion, aż warto je opisać wszystkie po kolei. Zapewne nie starczyłoby tutaj miejsca, ale może pokuszę się o napisanie książki. Taki jest plan i mam nadzieję, że to będzie dobry pomysł, ponieważ w imionach zamknięta jest niesamowita siła. A tymczasem – jeśli kogoś temat własnego imienia interesuje – zapraszam do zamówienia numerologicznego portretu, w którym zawsze piszę trochę ciekawych rzeczy o pierwszym imieniu.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu