Harmonia śmiechu

Śmiech jest piękną uzdrawiającą mocą. Śmiejąc się z serca, podnosimy sobie energię i pozwalamy, by wysokie wibracje odnawiały nasze ciało. Jest to już nawet dopracowane naukowo w formie gelotologii, nauki uzdrawiania fizycznego ciała z pomocą szczerego śmiania się z komedii, żartów i innych zabawnych rzeczy. Niektóre kliniki na Zachodzie odważnie pozwalają, by wesoły klaun odwiedzał chore dzieci i rozbawiał je do łez. Dorośli też coraz chętniej próbują cudu, jakim jest radość.

Każdy z nas lubi się śmiać, jest to zatem niejako odczuwalne i potwierdzalne przez każdego człowieka. Kiedy towarzyszy nam radość, czujemy się lepiej, a nasze samopoczucie psychiczne przekłada się na stan ciała utrzymując je w zdrowiu lub przywracając do prawidłowego funkcjonowania. Zapewne śmiech warto łączyć z innymi technikami i szanować przy tym także zdobycze współczesnej medycyny, ale dobrze jest korzystać z jego niezaprzeczalnej mocy.

Niektóre poradniki pozytywnego myślenia zachęcają wręcz do tego, aby każdy dzień zaczynać od 5 minut radosnego śmiechu. Jeśli nie ma z czego się śmiać, można zacząć trochę “na siłę”, aby już po chwili śmiać się z samego siebie i z dźwięku swojego śmiechu. Śmiech jest “zaraźliwy” – jeśli go usłyszymy, to sami zaczynamy się śmiać. W sieci krążą cudne filmiki o mądrych uzdrowicielach, którzy zaczynają śmiać się głośno w pełnym ludzi metrze czy autobusie. Już po chwili śmieją się wszyscy. Cudowna uzdrawiająca sesja.

Jednak zdarza się też czasem śmiech zły. Śmiech podły. Śmiech okrutny. Jest nim pełna pogardy dla drugiego człowieka drwina. Niesie ona w sobie niskie emocje, którego nikogo i niczego nie uzdrawiają. Każdy kto kiedykolwiek został publicznie wyśmiany, wypełnia się cierpieniem, które niezwykle trudno wyleczyć. Drwina boli nawet wtedy, kiedy okrutne słowa padają na spotkaniu w cztery oczy. Dzieje się tak, ponieważ drwiący śmiech ma w sobie bardzo złą wibrację. I też nie odkrywam przed Wami Ameryki, każdy kto usłyszał taki śmiech, nigdy go nie zapomni.

Myślę, że czym innym jest złośliwość w ocenianiu kogoś, kto tego nie słyszy. To paskudne, ale to nic nadzwyczajnego i prawdopodobnie każdy z nas roześmiał się kiedyś drwiąco na wieść o tym, że ktoś inny zrobił coś głupiego. Mnie się zdarzyło być złośliwą niejeden raz, natomiast szybko zamykałam wtedy buzię ze świadomością, że to po prostu niegodne i zmieniałam temat. Bo nie warto dotykać takich wibracji. Nie warto trwać w niskiej energii złośliwości, nawet jeśli się odruchowo wyrwie. A czasem się wyrwie i to nie jest tragedia. Jesteśmy pełni emocji, więc zdarza się nam palnąć czasem coś złego. Ważne, by szybko się z tego wycofać. Krótka chwila to nie problem, ale rozdmuchiwanie takiej energii nie służy nam. Dla wyśmiewanej na odległość osoby jest bez znaczenia, ale nas energetycznie uszkadza. Warto pamiętać, że to jest jak strzelanie sobie w stopę.

Dlaczego piszę o rzeczach tak oczywistych? Bo okazuje się, że wcale oczywistymi nie są. Przeczytałam niedawno wypowiedź pewnej znajomej osoby, która organizuje rozmaite “rozwojowe” spotkania dla kobiet. Niestety nie zaprasza tam żadnego nauczyciela duchowego, więc w istocie nie ma tam też żadnej rozwojowej wiedzy. Napisała ona o “pozytywnej mocy” drwiącego śmiechu w grupie. W jednym aspekcie bez wątpienia miała rację: grupa to moc i multiplikuje energię. Także negatywną.

Na opisanym spotkaniu kobiety negatywnie oceniły jakąś osobę – co nie jest niczym nadzwyczajnym. Ludzie robią różne rzeczy i podzielenie się krytycznymi uwagami o tym jest normalne. Natomiast potem w pełni świadomie w grupie wyśmiały tę osobę. I też mają do tego prawo. Nic mi do tego, kto kogo wyśmiewa poza plecami. Czasem śmiech może rozładować złość, jeśli nie ma w nim pogardy i drwiny. Nie oceniam tutaj nikogo. Chcę napisać o samej pogardzie.

Jak zwykle poruszyło mnie samo zjawisko. Bo drwiący śmiech jest bardzo złą energią. Jeśli świadomie go prowokujemy w grupie i jeszcze się tym chwalimy, to chyba nie odróżniamy dobra od zła. Kompletnie. Czym innym jest nawykowy emocjonalny odruch, z którego jak najszybciej się wycofujemy, a czym innym świadome produkowanie złej energii i rozprzestrzenianie jej na zewnątrz. A jakby tego było mało – opisywanie tego patetycznie, jako czegoś świetnego. Niestety. Nie jest to świetne.

Najbardziej zaskakująca jest dla mnie racjonalizacja zjawiska, jako działania specyficznej obronnej mocy. Stąd mój artykuł. Drwiący śmiech nie daje śmiejącemu się żadnej mocy. Jest niebezpieczny i niszczący. Wcale nie dla wyśmiewanej osoby, która – załóżmy – jest zła i niebezpieczna, więc chcemy się chronić. Od dawna wiadomo, że drwina i pogarda, podobnie jak agresja energetycznie prowokują przeciwnika. Tylko rozumienie i akceptacja bądź uzdrowienie własnych wzorców, jeśli jest taka potrzeba, daje nam pełne bezpieczeństwo.

Można wykorzystać energetycznie rozśmieszenie przeciwnika, aby pozbawić go agresji. Taka rola śmiechu też jest bardzo ciekawa i niesie w sobie fantastyczną pozytywną moc. Ale w opisywanej sytuacji wszystko działo się poza plecami wyśmiewanej osoby. Nie chodziło zatem o obezwładnienie jej śmiechem. Chodziło o poniżenie, wydrwienie i pogardę – bez wiedzy zainteresowanej osoby, a jedynie dla wzmocnienia siebie. No cóż… pogarda nikogo nie wzmacnia, warto o tym wiedzieć.

Nie chcę produkować tutaj równie paskudnej energii, więc tylko krótko przypomnę, że pycha, pogarda i drwina to lucyferyczne jakości. I od razu też wyjaśnię, że w anielskich kręgach Lucyfer nie jest zbawcą niosącym ludzkości światło, jak opowiada jedna z legend, tylko symbolem wywyższania się nad innych. W poszukiwaniu sposobu na dowartościowanie siebie zdarza się pozowanie na władcę, lidera, artystę, przewodnika, który jest “wyjątkową duszą”, a innych traktuje jak podnóżek, służący jego wspaniałości. Oto Lucyfer.

Mówi on najczęściej do swojej ofiary: “jesteś niezwykły. Jesteś wspanialszy niż inni. Oni powinni ci służyć. Powinni podziwiać, bo są słabsi i gorsi od ciebie”. Kiedy ofiara ma niskie poczucie wartości i rozpaczliwie chce zabłysnąć przed innymi, wchodzi na ścieżkę udowadniania ludziom, że jest od nich lepsza i mądrzejsza. Jeśli ma dar elokwencji i zdolność manipulacji, to z łatwością znajdzie rzesze fanów, którzy nie słuchają własnego serca, lecz pozwalają, by to ona mówiła im, co mają robić i jak myśleć, najczęściej zgodnie z jej interesem.

Jestem pewna, że każdy chociaż raz w życiu spotkał taką osobę, każdy chociaż z daleka widział takiego człowieka. Jeśli mamy w sobie dużo miłości dla siebie, nie dajemy się uwieść takim manipulacjom. To ogólnie przykre, bo bardzo trudno uwolnić się od lucyferycznej energii. Wymaga ona zwrotu o 180 stopni i uznania, że wszyscy jesteśmy tym samym Światłem. Wszyscy mamy takie same prawa. Wszyscy zasługujemy na miłość i szacunek. Jesteśmy różni, ale nikt nie jest lepszy ani gorszy.

Jesteśmy Jednością. Kiedy drwimy z innych, drwimy z siebie. Kiedy okrutnie osądzamy innych, osądzamy siebie. Ten okrutny śmiech uderzył swoją energią w te śmiejące się kobiety. Tak działa wszechświat. Czy pamiętacie słowa jednego z Największych Nauczycieli ludzkości, który mówił: “nie osądzaj, byś nie był sądzony”? Rzecz nie w tym, by nabierać wody w usta, kiedy ktoś działa nieetycznie. Mamy prawo rozmawiać, dzielić się ze spokojem uwagami. Mamy nawet prawo do złośliwości i drwiny, ale miejmy przy tym świadomość, że to czyni wyłom w naszej energetyce. Drobna złośliwość, to drobny wyłom. Zbiorowa drwina… Sami sobie dopowiedzcie.

Wielu duchowych nauczycieli zachęca, by nie oceniać. Ale jesteśmy ludźmi. Postrzegamy świat dualnie, niesiemy w sobie mnóstwo rozmaitych emocji. Zatem oceniamy i ja nie widzę w tym tragedii, dopóki zachowujemy umiar, nie zasilamy tego osądzania energią, pozostawiając dyskusję o czymś lub o kimś na poziomie umysłu. Jeśli jednak zaczynamy się głupio bawić i szukać w sile grupy “zabójczych” mocy, to mocno ryzykujemy.

Moc grupy jest znana od wieków. Po to właśnie powstawały kobiece kręgi, by jedna wzmacniała drugą. Kiedy kilka kobiet wspólnie wyrazi życzenie, to ono się sprawdza. Kiedy medytujemy w grupie, zasięg naszej medytacji oczyszcza przestrzeń wokół nas na wiele kilometrów. Po więcej informacji odsyłam do opracowań Gregga Bradena, który bardzo dokładnie opisał to zjawisko. Myślę, że nie warto wykorzystywać mocy grupy do drwiącego śmiechu skierowanego przeciwko innej osobie.

Nie oceniam nikogo, a z całą pewnością nie ośmieliłabym się oceniać grupy kobiet, które po prostu nie posiadają żadnej wiedzy o energetyce. Tego niestety w szkole nas nie uczą. Skąd miały wiedzieć, że to wcale nie jest dobre? Napisałam ten artykuł, by Wam cząstkę takiej wiedzy dać. By zachęcić Was do zapraszania na rozwojowe spotkania jakiegoś mądrego nauczyciela czy nauczycielki, bo duchowość to nie jest zabawa. Powinien w takiej grupie być jakiś mentor, który chroni wszystkich uczestników. W tej grupie nikogo takiego widać nie było.

Napisałam to też po to, by podpowiedzieć Wam, że zawsze warto słuchać serca i zawsze warto zadać sobie jakże popularne pytanie: “co zrobiłaby miłość?” Kochający człowiek to człowiek duchowy. Kochający człowiek może zażartować, ale rzadko w sposób złośliwy. A już z całą pewnością nie pozwala sobie na pogardę i drwinę, rozpoznając w nich niskie energie. A czasem wystarczy położyć rękę na sercu i zadać sobie pytanie, czy takie działanie jest rzeczywiście pełne harmonijnej mocy? Nie trzeba być jasnowidzem, by poznać odpowiedź.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 604
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu