Dojrzałość

Dojrzałość w sensie psychologicznym jest interpretowana na wiele sposobów. Najczęściej to umiejętność reagowania na stres, samowystarczalność ekonomiczna, wybaczenie rodzicom poprzez rozumienie, że są ludźmi z krwi i kości, pełnymi własnych lęków i problemów – a wreszcie: branie odpowiedzialności za własne wybory, a szczególnie za własne słowa. Także za te, które mogą ranić innych.

Moim zdaniem z tą odpowiedzialnością u ludzi jest bardzo krucho. Ludzie nauczyli się żyć w wirtualnym świecie, w którym można drugiemu bezkarnie naurągać, a potem szybko zablokować, żeby oskarżony słusznie lub niesłusznie nie mógł odpowiedzieć. Nazywa się to błędnie „asertywnością” lub „odwagą”, a jest w istocie bardzo dziecinne, egoistyczne i nieodpowiedzialne.

Wyobraźcie sobie przez chwilę dwie dobre znajome, które od lat siebie wzajemnie wspierają i zwierzają się sobie z kłopotów. Dajmy im na imię Ala i Ola. Mają wspólną znajomą Ulę. Kiedy Ala wchodzi w konflikt z Ulą, Ola bez słowa wyrzuca Alę ze znajomych. Kiedy Ala pyta jak dorosły człowiek: „co się stało? czym cię uraziłam?” – Ola blokuje Alę, żeby nie musiała odpowiadać na jakże trudne pytanie. W wirtualnym świecie nie musi, a że mieszkają w różnych miastach prawdopodobnie nigdy nie wpadną na siebie na ulicy.

Zapewne myślicie od razu: „to wina Uli, coś nagadała złego” albo: „żadna strata, nie warto płakać po ludziach, którzy nas odrzucają”. Ale to bez znaczenia. Znaczenie ma tylko kompletny brak odpowiedzialności u Oli. Bo zażyłość, która łączy obie kobiety wymaga, aby Ola uczciwie powiedziała: „przestałam ci ufać, ponieważ…” albo „nie mogę zaakceptować, że zrobiłaś… powiedziałaś…” Powtórzę, że kwestia machnięcia ręką na nieodpowiedzialnego człowieka nie jest treścią tego materiału. Pisałam już o tym, że nie jesteśmy jak zupa pomidorowa i nie każdy musi nas lubić. Ludzie mają prawo się od nas odsuwać, ale my mamy prawo wiedzieć dlaczego.

Jeśli to krótka wirtualna znajomość, to nie ma znaczenia. Ludzie pojawiają się i odchodzą. Nikt nikomu nie musi się tłumaczyć. Ale jeśli to bliska emocjonalna relacja, to właśnie zwykła odpowiedzialność nakazuje, aby pokazać, co jest nie tak. Nie dla ciekawości. Dla uczciwości. Być może dla Ali z naszego przykładu powody Oli będą irracjonalne, ale nie będzie mogła Oli niczego zarzucić. Ola ma prawo nie spełniać Ali oczekiwań. Jeśli jednak nic nie mówi i chowa się za blokadą, to pokazuje wyraźnie, że jest tylko nieodpowiedzialnym dzieciakiem, który tkwi w piaskownicy i sypie ludziom po oczach piaskiem. Który nigdy nie dorósł do dojrzałych relacji.

Bliskie relacje to inwestycje. Wkładamy w nie serce i mnóstwo energii. Czasem więcej niż widzi druga osoba. To oczywiście nasz wybór, ale relacja jest połączeniem związkiem, więc nikt nie może powiedzieć, że nie widzi czy nie czuje zaangażowania drugiej strony. Albo braku tego zaangażowania. O wiele bardziej uczciwa jest kłótnia, ponieważ daje jasność rozbieżności oczekiwań. Kiedyś ludzie toczyli spory, stawiali sobie otwarcie zarzuty, teraz – po prostu blokują kontakt i chowają za blokadą jak za tarczą.

A warto dodać, że większość kłótni w prawdziwym życiu kończy się jednak pojednaniem. Bywa, że kiedy emocje opadną, ktoś przychodzi i mówi: „masz rację, nie pomyślałem, przepraszam”. Dorośli ludzie rozmawiają ze sobą. Stawiają sobie zarzuty i wyjaśniają. Tłumaczą się albo oskarżają. Jednak zawsze podstawą jest dialog, ponieważ tylko dialog prowadzi do jakiegoś konsensusu. A do czego prowadzi blokada w sieci? Do niczego. Nie pozwala zrozumieć winy, nie pozwala więc nawet przeprosić. Rodzi tylko żal, gniew, pretensje i niedobre energie.

Urażona duma zwykle udaje, że ma to w nosie. Internet jest pełen hasełek o tym, że jeśli ktoś nas wyrzucił, zablokował, to nie potrzebujemy jego łaski. Zgoda, nie potrzebujemy i nie zmusimy nikogo, by nas polubił. Ale nie powinniśmy niemo przyglądać się, jak upadają wartości. Takie chociażby jak odpowiedzialność. Ludzie przestają dorastać psychicznie, przestają liczyć się z innymi. W wirtualnym świecie bezkarnie gnębi się i poniża innych dla żartu. A częściej, by zaspokoić swoje kompleksy i poczuć władzę. Nie ma we mnie na to zgody. Nie chcę takiego świata i takiego społeczeństwa. Tworzymy relacje po to, by wzajemnie uczyć się szacunku, życzliwości, wsparcia i empatii. Internet nas tego pozbawia.

Tu dygresja, że internet sam w sobie nie jest oczywiście niczym złym. Natomiast daje anonimowość, co wzmacnia w ludziach podłość, tchórzostwo i nieodpowiedzialność. Żyłam w czasach bez internetu ludzie byli dla siebie bardziej uprzejmi, bardziej wyrozumiali, bardziej empatyczni. Spotykali się na ulicy i ponosili konsekwencje swoich wyborów, ponieważ stawali twarzą w twarz z tym, którego ewentualnie obrazili. Teraz można bezkarnie opluć drugiego człowieka i „zniknąć”. Moim zdaniem w relacjach międzyludzkich zaczyna dominować piaskownica.

Obecnie wszędzie pełno „rozwijających się duchowo” osób, które wypisują mądrości na temat wybaczania. Nie umieją jednak tego przełożyć na życie. A jak ma się blokowanie do wybaczania? Gdzie w tym jakiekolwiek człowieczeństwo, skoro to podejście na poziomie obsypywania się piaskiem? Nie muszę nikomu wierzyć, nie muszę nikogo lubić, ale mam moralny obowiązek wysłuchać człowieka, którego znam blisko np. 5 lat. Ktoś, kto kiedykolwiek zablokował inną osobę bez wysłuchania jej zdania, bez dania jej możliwości obrony, jest o wiele dalej od duchowości niż można sobie wyobrazić. Wśród moich znajomych, którzy opowiadają dużo o duchowości, a nawet mają czelność prowadzić duchowe szkolenia, są ludzie, którzy obrażają innych bez powodu, potem blokują i szybko obmawiają poza plecami, aby nikt tamtym nie wierzył, nikt tamtych nie słuchał. Porównują innych do śmieci. To nie jest ani duchowe ani dojrzałe. To dziecinne i nieodpowiedzialne.

Piszę teksty na tym blogu od dwudziestu lat. Nie podoba mi się wiele ludzkich zachowań, ale czy potraficie na podstawie moich artykułów wymienić chociaż jedno nazwisko, na które rzuciłam cień? Nie możecie. Pokazuję sytuacje. Nie oceniam i nie oczerniam ludzi. Jestem osobą bezkonfliktową. Jeśli kogoś nie lubię, to omijam szerokim łukiem, ale nie zaczepiam, nie krytykuję publicznie, nie obmawiam poza plecami. Pozwalam ludziom być takimi, jacy są. Każdy jest we właściwym dla siebie punkcie rozwoju, a rozumienie tego sprawia, że nie strzelam focha. Przyjmuję drugiego człowieka z całym dobrodziejstwem inwentarza lub odrzucam i idę w swoją stronę, nie próbując go obrażać ani przekonywać do swojej racji. Wiem, że nie muszę kochać wszystkich. Nie wszyscy ze mną rezonują.

Czasem otwarcie przeciwstawiam się „złu” i staję w obronie kogoś innego, ale robię to spokojnie i rzeczowo. Kiedy wyartykułuję zarzuty, słucham usprawiedliwienia, bo zawsze jest jakiś powód. A dla mnie ludzie są ciekawi sami w sobie i lubię wiedzieć, dlaczego ktoś postępuje inaczej niż powinien. To przecież moja ulubiona psychologia. Nie ma lepszego poligonu od życia. Staram się nikogo nie potępiać. Staram się każdego rozumieć. A kiedy opisuję zjawiska, to fascynuje mnie tok myślenia, program karmiczny czy lęki, które kładą się u podłoża danego działania. Mogłabym rzec, że nie mam wrogów, ale oczywiście są tacy, którzy mnie nie znoszą z sobie tylko wiadomych powodów. Mają do tego prawo.

Uważam, że dojrzałość to przede wszystkim branie odpowiedzialności za swoje emocje i reakcje. Nic mi do tego, co ktoś inny robi czy mówi, ale jeśli nie umiem zaakceptować, że nie spełnia moich oczekiwań, to jestem jak dziecko w piaskownicy, które tupie nogami, wrzeszczy i rzuca wiaderkiem. Obecnie coraz więcej takich wrzeszczących dzieci wokół mnie i myślę czasami, że to wpływ wirtualnego świata właśnie. Kiedy nie było internetu, to swój foch trzeba było uzasadnić przy spotkaniu oko w oko. Teraz się drugiego człowieka blokuje. To jak rzucenie w kogoś wiadereczkiem, by natychmiast uciec jak najdalej od piaskownicy. Bez odpowiedzialności za swoją dziecinną złość.

Przypomnę zatem na koniec, że złość mija, zawsze mija. Człowiek jest w swojej prawdziwej istocie dobry i kochający. Zostaje w nim często bolesna tęsknota za starą kumpelą czy przyjacielem. Serce chce wybaczyć i znowu spotkać się na kawie, pogadać, pojednać poszło przecież o jakiś nieistotny drobiazg… Ale jak się dogadać, kiedy nie ma kontaktu, bo zostały pozakładane blokady? Głupio… Nie ma jak… Zwycięża wstyd i niedojrzałość. Umierają: przyjaźń, miłość, wybaczenie, rozumienie, tolerancja, empatia, wrażliwość, dobroć, życzliwość. Rodzi się brzydki świat oparty na dziecinnym gniewie, poczuciu winy i samotności. Przykre…

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 627
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu