Uznanie błędu

Jestem Starą Duszą i wiele rozumiem. Mam jednak w sobie też wzorzec duchowego nauczyciela, który nade wszystko domaga się od siebie i innych odrobienia lekcji. Nie miewam problemu z wybaczaniem, ale czasem – pisałam już też o tym kiedyś – oczekuję, że człowiek, który wyrządził zło, zauważy swój błąd. Bo w istocie po to właśnie dzieją się trudne rzeczy, aby czegoś się nauczyć, a przy odrobinie szczęścia coś urzeczywistnić. Zakotwiczyć w sobie pozytywne jakości.

Od razu dodam – nie oczekuję od złoczyńcy kajania się, przepraszania i bicia w piersi. Może i skrucha jest cenna, ale najczęściej do nieciekawych czynów popychają ludzi rozmaite życiowe problemy i wzorce. Jeśli ktoś kradnie z głodu, to wolałabym go nakarmić i dać mu możliwość zarobienia pieniędzy, niż karać lub oczekiwać przeprosin. Na życiowych zakrętach trudno zostać ideałem. Potrafię to zauważyć. I mam w sobie wiele wyrozumiałości.

Ale to, co dla mnie ważne, to uznanie przez takiego człowieka, że popełnił błąd. Ważne, by zrozumiał: „kraść nie należy, to niewłaściwe, więcej tak nie zrobię”. Nie warto przy tym wchodzić w poczucie winy, bo to niczemu nie służy. Im więcej tego poczucia winy w człowieku, tym trudniej mu podnieść samoocenę na tyle wysoko, aby mądrze poukładać swoje życie. Wstyd zapętla człowieka w kolejnych aktach niegodnych działań i wpycha w niskie wibracje smutku, żalu, a często także agresji.

Dlatego właśnie piszę tu o uznaniu, czyli uświadomieniu sobie, że skomplikowana sytuacja życiowa lub trudne emocje skierowały nas w niewłaściwą stronę i zrobiliśmy coś złego, czego robić nie należy. To uznanie prawdy jest dla nas ogromnie ważne, ponieważ pozwala uzdrowić wewnętrzne rany. Człowiek, który zauważy, że postąpił źle, szuka w sobie przyczyny. Często okazuje się, że sam był stale okradany lub poniżany. Takie odkrycie otwiera możliwość uzdrowienia swojego życia. Pamiętajmy, że człowiek kochany i szczęśliwy nikogo nie krzywdzi. Jeśli ktoś jest okrutny i zachowuje się egoistycznie i podle, to na sto procent doświadczył wcześniej bólu i cierpienia. Najprawdopodobniej w dzieciństwie. Te wzorce aż krzyczą o to, by je uleczyć i móc doświadczać życia z radością.

To takie oczywiste, że zadziwia mnie niezmiennie, z jaką łatwością ludzie odwracają kota ogonem, aby tylko nie przyznać się do popełnionego błędu. Często wszechświat dodatkowo próbuje pokazać, co jest do zrobienia i uderza złoczyńcę boleśnie po plecach, aby ten zatrzymał się i powiedział wreszcie: „źle zrobiłem, tak nie należy postępować”. Ale złoczyńca jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi mówi: „o, jaki ten świat zły, ja jestem taki dobry i taki biedny”.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której złodziej włamuje się do Waszego domu, aby Was okraść i stając nieostrożnie na schodach, przewraca się i łamie nogę. Świadomy człowiek powiedziałby: „nie należało się włamywać, to znak i ostrzeżenie od wszechświata (Boga, Anioła Stróża)”. Ale który złodziej jest świadomy? Zwykle słyszymy od złodzieja: „to ty jesteś zły, to ty podstępnie wybudowałeś schody i naraziłeś mnie na złamanie nogi”. To jest nagminne. Ludzie nie umieją uznać swojego błędu, obwiniając wszystkich dookoła i odwracając uwagę od swoich czynów.

Jak wspomniałam – rzecz nie w kajaniu się. Rzecz w tym, że kiedy wypieramy się niewłaściwego działania, wypieramy się swojego wzorca i odcinamy od całego uzdrawiającego procesu. Jeśli uważamy, że jesteśmy w porządku, chociaż niesiemy w plecaku zabrane innym pieniądze i kosztowności, to nie dajemy sobie żadnej szansy na zmianę losu. To tak, jakby udawać, że się nie widzi krwawiącej na stopie rany, a z każdym krokiem rana jątrzy coraz bardziej. Dostaje się do niej brud, piasek, błoto i rozpoczyna się zakażenie.

Dlatego poruszam ten temat. Nie po to, by ludzie ze wstydem bili się w piersi i czuli źle sami ze sobą. Ale po to, by każdy mógł ze spokojem wypisać na kartce wszystkie swoje podłe zachowania wobec innych, a następnie – po pierwsze wybaczyć je sobie, dając samemu sobie prawo do błędów i po drugie: znaleźć przyczynę takiego zachowania. Ta przyczyna to rana, która prosi o uleczenie. Odnalezienie jej i zmiana wzorca na pozytywny zmienia życie na lepsze.

Przykład złodzieja jest czytelny, ale daleki od naszych realiów. Podam zatem jeszcze inny, częściej spotykany. Obserwowałam jako nastolatka taką dziwną sytuację. Moja znajoma, bardzo pospolitej urody dziewczyna, zaatakowała publicznie inną naszą koleżankę – ładną i lubianą. Byłam świadkiem sytuacji, kiedy na jakimś wyjeździe klasowym ta „brzydka” osoba głośno przy nas wszystkich mówiła z pretensją do „ładnej”: „kompletnie nie rozumiem, co chłopcy w tobie widzą, wcale nie jesteś ładna, jesteś przeciętna, nie masz wcale piersi i nogi masz byle jakie”. Rozżalony krzyk zazdrości, nic odkrywczego.

Ale sensem jest tutaj zrozumienie, skąd wzięła się ta pełna pogardy przemowa. „Brzydka” dziewczyna powinna uznać, że to zachowanie nie było w porządku. Tylko wtedy odkryje także, że problemem w jej życiu nie są ładne koleżanki, tylko wzorce, które w sobie nosi. Zapewne w dzieciństwie słyszała od rodziców lub innych dzieci, że jest nieciekawa. Niskie poczucie wartości zrodziło żal i zazdrość. A wystarczy podnieść samoocenę, pokochać siebie i stajemy się atrakcyjne dla innych i lubiane. Proste, ale tylko wtedy, kiedy zobaczymy, że nasze reakcje i zaczepki są niewłaściwe.

A co, jeśli taka osoba nie widzi u siebie problemu? A co, jeśli inni jej przytakną i utwierdzą w przekonaniu, że rzeczywiście tamta „ładna” jest w istocie nieciekawa, wstrętna i zarozumiała i zupełnie nie wiadomo, co chłopcy w niej widzą? „Brzydka” dziewczyna może wmawiać sobie całe życie, że nie ma żadnego problemu, że to wszechświat jest niesprawiedliwy, a bezczelne ładne kobiety wykorzystują sytuacje i podstępnie uwodzą mężczyzn. Okłamywanie samej siebie nic dobrego nie przyniesie niestety. Ale przecież łatwiej wmawiać sobie, że mamy rację, niż uznać, że popełniło się błąd i zaatakowało niewinną koleżankę. Zaklęty krąg, który często widzę wśród całkiem dorosłych osób. Wiele zachowań dojrzałych pań niczym nie różni się od tamtej historii wśród nastolatek. Tymczasem w ten sposób strzelamy sobie sami w stopę, bo nieumiejętność uznania swojego błędu zwraca się finalnie przeciwko nam.

Przy okazji zauważcie proszę podwójne lustro tej sytuacji. „Ładna” dziewczyna, która została publicznie zaatakowana, także nie miała wysokiej samooceny. Kiedy doceniamy siebie, szanujemy i kochamy siebie, takie rzeczy się nie zdarzają. Zazdrosna oponentka będzie mamrotała pod nosem inwektywy, ale nie zaatakuje i nie ośmieszy publicznie. W opisanej sytuacji stanęły naprzeciw siebie dwie osoby z podobnym wzorcem niskiego poczucia wartości. U jednej był on trochę mniejszy, więc była przez nas lubiana i adorowana przez chłopców. Jednak ten atak pokazał jej, że nie kocha siebie wystarczająco. Coś tam zostało jeszcze do zrobienia.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 627
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu