Cisza karmi duszę. Doświadczam. Potwierdzam to w sobie każdego dnia. To ten czas, kiedy można poukładać siebie i znaleźć w sobie tyle harmonii, ile to tylko możliwe. Czuję w sobie równowagę tylko dlatego, że na co dzień zapewniam sobie dużą dawkę ciszy, w której mam przestrzeń na wejście w Kroniki Akaszy, na zabiegi Reiki, na spokojną medytację. Od tygodnia jestem na urlopie w cudownym miejscu w górach. Nasz apartament jest położony za miasteczkiem, w dolinie górskiego potoku. Nie dociera tutaj żaden hałas. Kiedy leżę na leżaku w cieniu kochanego drzewa, słyszę tylko pojedyncze głosy ptaków i cykanie świerszczy, które zapowiadają kolejny upalny dzień. W tym roku mamy wyjątkowe szczęście, bo nie ma tutaj rodzin z hałaśliwymi dziećmi. Są tylko osoby, które tak, jak my, w milczącym zachwycie patrzą na otaczającą zieleń i głęboko wdychają zapach lasu.

Ostatnio przeczytałam wyrazy dezaprobaty skierowane do osób szukających takich miejsc, do których nie wpuszcza się dzieci. Przyznaję się, że najchętniej takie właśnie hotele z mężem wybieramy, bo chcemy naprawdę odpocząć. Nie potrzebujemy hałasu. Argument, że wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi i dlatego należy je wszędzie bezwzględnie akceptować jest nielogiczny. Wszyscy bez wyjątku musimy jeść. To nie oznacza, że trzeba cały dzień siedzieć w restauracji albo w kuchni nad talerzem. Nasze życie jest wielowątkowe. Składa się z wielu potrzeb i z wielu wartości. Jedną z nich jest cisza.

Nie mam nic przeciwko dzieciom, bo sama wychowałam dwie córki, które też czasem hałasowały. Nie poluję na dzieci i nie zjadam ich. Jest ich pełno wszędzie. W każdym sklepie, na każdej ulicy, w każdym niemal domu. Są częścią rzeczywistości. Ale to nie oznacza, że nie mogę szukać takiego miejsca, w którym chociaż przez dwa tygodnie ich nie będzie, a za to będzie cisza. Kiedy szukam ciszy, to hałaśliwe dzieci są jak muzyka disco polo puszczona w środku lasu. Tam, gdzie najpiękniej śpiewają ptaki i szumią drzewa. Od czasu do czasu możemy przecież odejść od tego, co nas nie wzmacnia i wybrać to, co nas uzdrawia. Dlatego takie miejsca „bez dzieci” są wyjątkowo atrakcyjne.

Ale dzieci to tylko przykład, bo bywa i tak, że dorośli też zaburzają ciszę. Każdy z nas doświadczył co najmniej kilka razy takiej sytuacji, kiedy hałas wywołany przez innych ludzi przeszkodził mu w odpoczynku. Wiertarki, kosiarki, głośna muzyka lub pokrzykiwania to stały element współczesności. Nauczyłam się żyć w tym świecie i medytować pomimo wszystkich drażniących dźwięków. Nauczyłam się je akceptować. Ale tym bardziej doceniam takie miejsca, gdzie cisza aż „dźwięczy w uszach”. To mój raj. Coraz bardziej bezcenny, bo coraz rzadziej spotykany. Wszędzie są ludzie, którzy koniecznie muszą kosić trawniki, słuchać za głośno muzyki, remontować coś.

Czasem mam wrażenie, że to kompulsywne robienie czegoś na siłę, bo człowiek nie umie odpoczywać. Takie powszechne ADHD, które zmusza do biegania, działania, zajmowania się czymś, paplania byle czego. Byle się działo, byle brzmiało. Ale odkrywam też, że na poziomie energetycznym ludzie celowo chcą napełniać się hałasem, bo boją się usłyszeć prawdziwych siebie. Cisza ich przeraża. Spotykam takie dziwne sytuacje, kiedy ktoś mając to szczęście doświadczenia ciszy we własnym pustym domu, celowo włącza telewizor albo radio. „Byle coś gadało”. Lęk przed ciszą jest lękiem przed boskością w nas samych. Przez poznaniem i zrozumieniem swojej prawdziwej natury. Być może wielu z nas zwyczajnie nie jest jeszcze na to gotowych.

Rozkosz płynąca z ciszy to tylko jeden aspekt rzeczywistości. Nie umniejsza cudownej wartości muzyki, która także nas wzmacnia i oczyszcza, ale przede wszystkim dostarcza mnóstwo niezaprzeczalnej przyjemności. Kocham dobrą muzykę, jak wielu z Was. Często z niej korzystam i polecam jako jedną z cennych form terapeutycznych. Nie umniejsza też potrzeby rozmowy, bezpośredniej wymiany myśli między ludźmi. Jako istoty społeczne spotykamy się, rozmawiamy, śmiejemy, tańczymy. Wszystko ma swoją ważną rolę. Wszystko ma sens. Czasem ten sens znajduje się w rzeczach brzmiących, głośnych, wibrujących dźwiękami jak kryształowe misy. A czasem w śpiewie i tańcu. Wszystko ma swoje miejsce i czas.

Uważam natomiast, że cisza jest potrzebna wszystkim ludziom. Jest jak woda, która gasi pragnienie i która oczyszcza nas ze wszystkiego, co nam nie służy. Z każdego brudu, kurzu i potu. Nie stale, ale od czasu do czasu. To metaforyczna kąpiel duszy. Nikt nie siedzi w wannie 24 godziny, ale wchodzi do niej wtedy, kiedy potrzebuje. Czasem częściej, kiedy upały dają się we znaki. My też powinniśmy korzystać z uzdrawiającego prysznica ciszy, kiedy czujmy się zmęczeni i przytłoczeni. To sposób na odprężenie, uwolnienie napięcia, uleczenie samych siebie z wewnętrznego zgiełku i gonitwy myśli.

Medytacja jest jedną z form pozytywnego korzystania z ciszy. Bo jakoś tak się składa, że niewiele osób potrafi medytować w hałasie, wymaga to pewnej wprawy. Szukamy zatem najlepszych warunków, aby bez przeszkód się skupić. A kiedy znajdziemy miejsce lub sposób na odnalezienie cichej przestrzeni i siadamy do medytacji, to już sam fakt zanurzenia się w ciszy układa naszą energię na nowo. Pozwala też sięgnąć do naszej prawdziwej natury, do usłyszenia tego prawdziwego wewnętrznego głosu, który prowadzi nas zawsze do tego, co dla nas najlepsze.

Kiedy cisza mnie otula, czuję absolutną błogość. To moje niebo – móc każdą komórką odczuwać obecność natury – delikatny powiew wiatru, brzęczenie pszczoły, odległy szum potoku, zapach sosen, zieleń trawy i migoczące złotem jaskry. Być może każdy ma inną definicję szczęścia i szuka czegoś innego. Ja żyję na tyle intensywnie, że w czasie lata najwyżej cenię sobie właśnie tę przestrzeń, z której wyłaniają się tylko naturalne subtelne dźwięki. Staję się wówczas jeszcze bardziej częścią czegoś większego, co mnie unosi w samo serce zachwytu pięknem życia.

Cisza karmi moją duszę. Bez niej nie byłabym tym, kim jestem. Nie dostrzegałabym piękna w najmniejszym skrawku istnienia ani radości w roztańczonych nad kwiatami motylach. Nie umiałabym tworzyć poezji ani zauważać cudu życia pulsującego w każdym oddechu. Nie umiałabym też przenikać wzrokiem tych warstw wszechświata, w których migoczą barwne anielskie pasma i zachwycać się smokami odpoczywających w subtelnym wymiarze. Ale przede wszystkim to właśnie cisza pozwala nam odżywiać duszę i ładować nasze wewnętrzne akumulatory, aby każdego poranka z prawdziwym entuzjazmem wchodzić w nowy dzień.

 

 

 

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu