Niedawno dwa razy pod rząd spotkałam się z dziwną dla mnie sytuacją. Ktoś zapytał o termin szkolenia Reiki i oznajmił, że planuje je podjąć w grudniu lub styczniu. To dopiero za pół roku – piszę te słowa na początku sierpnia. Poruszyło mnie to tak mocno, że zdecydowałam się o tym napisać. Odkładanie takiej ważnej i cennej rzeczy na później to jeden z tych błędów, których się potem bardzo żałuje. Bo Reiki – w moim trzydziestopięcioletnim doświadczeniu – to najpiękniejsze, co mnie spotkało. Aż żal każdego dnia bez Reiki. Żal każdego dnia przed tym punktem, w którym zostałam zainicjowana na pierwszy stopień. To wtedy zaczęło się moje nowe życie. Życie na zupełni innym piękniejszym, jaśniejszym poziomie niż wcześniej. Wielu moich klientów mówi podobnie: „jak mogłam tyle lat istnieć bez Reiki?”.
Nie ma niczego dziwnego w rozsądnym planowaniu i umawianiu się na jakieś szkolenie za miesiąc lub po wakacjach. Mamy różne sprawy do załatwienia, kończymy inne kursy, a czasem musimy również starannie rozkładać wydatki. Ale odwlekanie o pół roku tego, co poprawia jakość życia jest zarówno śmieszne, jak i zwyczajnie nierozsądne. To jak odkładanie kupna niezbędnych leków lub wygodnego łóżka i powtarzanie sobie czegoś w rodzaju: „a tam, pochoruję sobie jeszcze przez pół roku” albo „oj tam, pomęczę się przez kilka miesięcy”. Uwierzcie mi na słowo: życie jest za krótkie na to, by odwlekać to, co dobre i piękne.
To nie jest artykuł o prokrastynacji. Jeśli ktoś nie ma dzisiaj ochoty na sprzątanie piwnicy czy mycie okien albo napisanie projektu, to jest zupełnie inny temat. Chcę zwrócić uwagę na niepotrzebne spychanie w czasie rzeczy ważnych i dobrych, które znacząco podnoszą jakość naszego życia. Można to porównać raczej z odwlekaniem zrobienia sobie jedzenia, kiedy czujemy głód. Nikt przy zdrowych zmysłach tego nie robi, bo dlaczego krzywdzić samego siebie? Jeśli zatem czujemy gotowość i chęć, by zaprzyjaźnić się z czymś dobrym, to czemu odpychać to w czasie? Skąd ta pozorna gotowość, która mówi: „jestem zdecydowana, ale … za kilka miesięcy”.
Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko, co jest przed „ale” jest kłamstwem. Może i tak? Może wcale nie ma gotowości, a za to jest lęk i odkładanie w czasie z nadzieją, że przez kilka miesięcy poukłada się w sobie kwestię tego, czy się czegoś naprawdę chce? Moim zdaniem dzieje się to często z powodu braku poczucia własnej wartości. Człowiek, który odkłada dobro dla siebie o pół roku w czasie, nie docenia i nie szanuje siebie. Uważa, że na nic dobrego nie zasługuje. To dosyć oczywiste. Dlatego o tym piszę. Dla mnie nie ma znaczenia, kiedy pojawia się klient, bo w każdym miesiącu pracuję. Ale niepokoi mnie osoba, która odkłada realizację ważnych rzeczy na wiele miesięcy. Co ona czuje w stosunku do siebie? Dlaczego sama siebie pozbawia czegoś dobrego na tak długi czas? I dodam przy tym, że akurat nauka Reiki to niewielka kwota i niewiele czasu. Można to zrobić pomiędzy tysiącem innych spraw. Tak robi większość moich klientów. Ale czasem zjawia się ktoś, kto mówi do mnie: „chyba dzisiaj jeszcze nie zasługuję na dobro, poczekam pół roku, może będę lepszym człowiekiem?” Porusza mnie ta analiza wypowiedzi.
Warto zadać sobie pytanie: dlaczego nie chcę dzisiaj? Dlaczego nie chcę jak najszybciej? Dlaczego nie chcę zaraz po powrocie z urlopu? Dlaczego nie chcę, jak tylko skończę inny kurs czy projekt? Przecież wybieramy ciekawe rzeczy dla swojej korzyści. One nas wzbogacają. To nasze życie rozjaśniają. Szkoda każdego dnia. I potwierdzam to własnym doświadczeniem. Kiedy ja znajduję ciekawy dla mnie kurs, webinar czy książkę, to nie waham się wejść w temat jak najszybciej. Marzenia są po to, by je spełniać. Ja się cieszę całą sobą, kiedy mogę przyswoić nową wiedzę czy umiejętność. Nie robię tego z przymusu, tylko dla siebie. A skoro to jest coś wspaniałego dla mnie, to chcę tego doświadczać jak najszybciej. Nie do pomyślenia byłoby dla mnie umawiać się z nauczycielem za pół roku. Nie wiem zresztą, co będzie za pół roku. Mogą sto razy zmienić się okoliczności, dlatego rzeczy ważnych nigdy-przenigdy nie odkładamy!
Nie ukrywam, że bywam niecierpliwa, bo czasem jest tak, że szkolenie, które sobie wybieram odbywa się dopiero za jakiś czas. Muszę poczekać. I to czekanie nie sprawia mi przyjemności. Przyjemnością jest dopiero realizacja czegoś dla siebie. Dlaczego ludzie nie cieszą się na tyle z cudownych rzeczy, by pragnąc ich w miarę możliwości jak najszybciej? Jak napisałam wcześniej – można odsunąć marzenie na parę tygodni, kiedy trzeba odłożyć pieniądze z wypłaty albo wrócić z urlopu. Ale na pół roku? Nigdy w życiu! Moje życie jest dla mnie! Chcę z niego czerpać pełnymi garściami. I nie rozumiem ludzi, którzy tego nie robią.
Jest to zatem artykuł nie o prokrastynacji, ale o kochaniu siebie. O realizacji marzeń. O działaniu dla siebie. O wybieraniu dla siebie. O dbaniu o siebie. O dokonywaniu wyborów, które przynoszą nam konkretne profity. O priorytetach, w których wielu osobom – jak się okazuje – brakuje uszanowania samych siebie i własnych potrzeb. O mądrym, odważnym decydowaniu, że jesteśmy na pierwszym miejscu. O rozumieniu inwestowania w siebie i swój rozwój. O świadomości, czym jest duchowe wzrastanie i wsparcie doświadczonego nauczyciela. O pojmowaniu prostej i nieoczywistej prawdy, że nic nie jest ważniejsze od metod, dzięki którym możemy zbudować swój dobrobyt i dobrobyt naszych dzieci i tych, których kochamy.
Bo przypomnę, że nie piszę tutaj o decyzji w zakresie kupienia nowej sukienki czy butów. Można się wahać przez pół roku, zanim kupimy nowy mebel, nowy ciuszek czy nawet nową książkę, kiedy obok leży stos tych nieprzeczytanych. Nic materialnego nie musimy mieć od razu. Ale kiedy odkrywamy coś takiego jak Reiki czy numerologia, czy Dwupunkt czy jakaś inna metoda wewnętrznego wzrastania, to odkładanie w czasie jest zawsze strzelaniem sobie w stopę. Jeśli poczujemy, że to coś dla nas, kiedy nasza dusza szepcze, że warto taką technikę poznać, to zawija się rękawy i wchodzi w to z impetem. Dusza będzie nam wdzięczna, a nasze życiowe ścieżki szybko się prostują. Doświadczyłam. Stąd też wiem, jak sobie potem człowiek wyrzuca, że zwlekał niepotrzebnie.
Jest w tym też prowadzenie, bo mówimy tu o metodach duchowych. W swojej ciekawości Duchowej Poszukiwaczki trafiałam czasem na coś fascynująco kolorowego. I pomimo starań, nie udawało mi się dostać na szkolenie. A potem okazywało się, że nauczyciel nie był rzetelny albo sama metoda nie była odpowiednia dla mnie. Ufam temu prowadzeniu. Ominęłam dzięki niemu wiele pułapek i nawiedzonych guru. Ale prowadzenie działa też w drugą stronę. Kiedy trafiam na informację o szkoleniu i ono mi się podoba, to idę za tym. Nie odkładam go na jakiś odległy termin za pół roku. W swojej książce „Czas na Reiki” napisałam historię o tym, jak trafiłam na Reiki. Nie wiedziałam nawet dobrze, co to jest. Przeczytałam na ulotce kilka informacji, ale podobało mi się. I chciałam jak najszybciej doświadczyć. A potem zakochałam się w tej energii i ta miłość trwa do dzisiaj.
Dla jasności napiszę, że nie każdy musi chcieć i mieć Reiki czy Dwupunkt, czy kończyć jakieś inne duchowe albo rozwojowe kursy. Znam wiele osób, których to w ogóle nie interesuje. Często potrzebujemy też sporo czasu do namysłu, ale nie o tym dzisiaj mówię. Mówię o tym, by nie odkładać czegoś, co już wybraliśmy i uznaliśmy za inspirujące dla nas. Kiedy ktoś pyta mnie, czy mogę go zapisać na kurs na przyszły rok, to mam ochotę odpowiedzieć jak moja Babcia: „ależ ja nie wiem, czy dożyję”. Przypomnę też moim sympatykom, że skończyłam już 60 lat i rozważam przejście na emeryturę. Nie wiem dokładnie, kiedy to nastąpi. Ale jeśli chcecie jeszcze skorzystać z mojej wiedzy, energii, empatii i mocy – to nie odkładajcie szkoleń ze mną na kolejne lata. Bo któregoś dnia zakończę pracę, by mieć więcej czasu dla tych których kocham.







