W poświątecznej atmosferze napiszę nieco krytycznie. Ale tylko troszkę. Będzie za to o rozumieniu tego, czego ludzie nie rozumieją. Czasem nie da się inaczej, kiedy obserwuje się niepotrzebne dramatyzowanie. Z drugiej strony – być może nie jest ono do końca niepotrzebne, lecz jest świadomą manipulacją w świadomym celu. Zapraszam Was do wspólnego przyjrzenia się, w jaki sposób niektóre popularne osoby zabiegają o tę swoją popularność. W jaki sposób zdobywają Waszą sympatię… niestety Waszym kosztem, bo robią Wam wodę z mózgu.
Pewien bardzo znany trener rozwoju wstawił krytyczny tekst dotyczący św. Mikołaja reklamującego piwo. Zgadzam się z tym o tyle, że nie powinno się reklamować alkoholu w ogóle. Ludzie nie umieją z niego korzystać i wszelki alkohol dawany ludziom jest jak brzytwa w rękach małpy. To widać i to bezsporne. Tylko człowiek świadomy może mieć dostęp do płynów z procentem. Ja jestem świadoma. U mnie butelki z winem, whisky czyi likierem nabierają mocy latami nie będąc otwierane. Nie piję. Nie muszę. Nawet nie lubię. Umiem żyć bez tej trucizny.
Wracając do tekstu o reklamie – był histerycznym krzykiem na temat retraumatyzacji biednych dzieci, których ojcowie pili zamiast w czerwonej czapeczce wkładać im paczki pod poduszkę. Manipulacja wymodzona tylko po to, by zyskać setki lajków od wszystkich DDA i rzekomo w ich interesie. Ale to nie jest prawda. To tylko reklamowy PR, ponieważ według mojego doświadczenia to głównie matki szykują prezenty mikołajkowe dla dzieci i kiedy ojciec zawodzi, to one dopilnują, by paczka trafiła pod poduszkę. Po drugie – jeśli się zamawia przebranego w kostium św. Mikołaja, to on z reguły jest trzeźwy, bo jest studentem dorabiającym do stypendium.
I po trzecie – najważniejsze – jeśli ktoś miał ojca alkoholika, to cierpiał 360 dni w roku, a nie tylko w święta. Dlaczego zatem św. Mikołaj pijący piwo miałby mu się kojarzyć z ojcem? Jeden na sto tysięcy pijanych ojców uchlewa się w stroju św. Mikołaja. A może nawet żaden. Tekst kompletnie nie trafiony, ale sprawnie napisany i rewelacyjnie zdobywający setki lajków od kompletnie pozbawionych samodzielnego myślenia ludzi. Bo przecież mądry pan trener tak mądrze pisze. Tak oto manipuluje się nieświadomymi ludźmi. Nie dajcie się nabierać tylko dlatego, że ktoś ma lekkie pióro.
I tyle krytyki na temat cudzej manipulacji. A teraz uczciwie napiszę Wam to, co powinno być napisane zamiast takiego czegoś – otóż pokazanie pozytywów. Poprowadzenie w stronę właściwego myślenia, uwolnienia się z traumy, uzdrowienia żalu, wybaczenia, a wreszcie w stronę świadomego tworzenia szczęśliwego życia. Jeśli chcemy nieść Dobro, to pokazujemy Dobro, a nie wyszukujmy pijanego św. Mikołaja. Niestety niewielu ma odwagę pokazywać to, co jasne i piękne, bo to się nie sprzedaje tak dobrze, jak narzekanie i marudzenie.
Zauważam od dawna, że największą popularnością cieszą się teksty smutne, marudne, użalające się nad ludźmi. Każdy chce, by nad nim „pojojczono”, jakiż to był nieszczęśliwy. Takie artykuły mają najwięcej polubień. I to mnie przeraża. Nie dlatego, że moja zachęta do radości nie jest tak ochoczo doceniania. Ja piszę dla garstki świadomych osób, które rozumieją, że mogą pięknie kształtować swoje własne życie. Innymi słowy piszę dla pewnego elitarnego duchowego grona odbiorców. Nie dla publiczności, która nie rozumie podstaw prawa przyciągania, ponieważ nade wszystko kocha użalanie się nad sobą. Wiem to i nie piszę dla polubień. Znając zasady PR, analizę wypowiedzi i kilka innych metod, mogłabym owinąć sobie Czytelnika wokół każdego paluszka z osobna. Ale nie przyszłam na Ziemię dla lajków i popularności. Przyszłam, by tym, którzy są gotowi pokazywać prawdę o życiu i kreowaniu rzeczywistości.
Bo przecież nie trzeba wcale zatrzymywać się nad reklamą piwa i robić z niej dramatu. Tym bardziej, że aktor grający w reklamie, odegrał też bardzo wątpliwej moralności postać w znanym polskim filmie i także przez cały czas biegał po ekranie w stroju św. Mikołaja – o ile pamiętam zarówno on, jak i jego pomocnicy cały czas byli mocno „napruci”. I to nikogo nie poruszyło? Nie wywołało traumy? Bo co – bo wszyscy chętniej oglądamy reklamy niż filmy? Cóż za nonsens. Po prostu reklama to fajny pretekst do chwytliwego tekstu, który poruszy emocje nieświadomych czytelników.
Rzecz w tym, że to co warto i to co należy robić zawsze i wszędzie – to zwracać uwagę na to, co dobre i piękne. W święta jest tyle powodów do radości – bliskość, spotkanie z kochanymi osobami, wigilijne przysmaki, prezenty, piękne ozdoby, czas wolny dla siebie. Dziwnym trafem od połowy grudnia wszędzie pełno marudnych, negatywnych tekstów – a to o zmęczeniu przygotowaniami, a to o głupich pytaniach przy stole, a to o tych, co odeszli. A to wszystko tylko preteksty. Preteksty! – chciałabym krzyknąć na cały głos. Bo te wszystkie powody zdarzają się przez cały rok, ale w święta dają manipulantom tematy, dzięki którym mogą nakręcać negatywną energię i zdobyć polubienia od uwielbiających narzekanie osób.
Zmęczenie szykowaniem świąt? A kto nam każe gotować jak dla pułku wojska sto potraw tylko po to, by je potem zamrażać lub wyrzucać? Od dawna gotuję tylko tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść, ale przede wszystkim podzieliłam się z córkami gotowaniem. Jeśli ktoś narzeka, że ma na święta tak dużo roboty, że pada na nos, to tylko przyznaje się do fatalnej logistyki. Okna można umyć dwa tygodnie wcześniej. W domu sprzątanym systematycznie nie ma więcej pracy. A ugotować można 2-3 potrawy i wystarczy. Wiele osób stać na to, aby kupić gotowe ciasta i potrawy, chociaż rozumiem, że własne smakują bardziej. Ale to zawsze Wasz suwerenny wybór – poleżeć wreszcie z dobrą książką, czy stać przy garach. Każdy sam wybiera.
Głupie pytania przy rodzinnym stole? A kto każe nam siadać do wigilii z obleśnym wujaszkiem pijakiem czy wścibską ciotką? Wiele lat temu zdecydowałam, że wigilię spędzam tylko z mężem i córkami. Nikt mnie za to nie zlinczował, a gdyby nawet ktoś chciał – to moje życie i ja ustalam zasady gry. Nie siadam z pijusami i wrednymi babami do stołu. Po co mi to? Każdy może spędzić święta tak, jak chce – można pojechać z najbliższymi gdzieś w góry lub pod palmy. To teraz coraz częściej spotykane. I to też jest w porządku. Zamiast narzekać, lepiej tak zaplanować wszystko, żeby było po prostu przyjemnie. A że ktoś się obrazi? To jego problem, nie mój. Nie wolno się poświęcać dla nikogo!
Żałoba po najbliższych to czasem smutek, który może pojawić się w sercu na same święta. Tylko warto pamiętać, że w żałobie nie wolno tkwić cały czas. Dojrzałość to umiejętność zaakceptowania, że każdy odchodzi z tego świata. Pisałam już kiedyś, że mój tato zmarł zaraz po świętach i nieuchronnie, ilekroć ubieram choinkę, myślę o nim. Ale też nie pozwalam, by żałoba zdominowała moje życie. Bo ono toczy się dalej, a ja mam świadomość, że moi bliscy chcieliby, abym żyła dobrze i cieszyła się tym życiem. Oni nie chcą i nie potrzebują moich łez. Chwila zadumy, świeca zapalona w domu, znicz na cmentarzu i to wystarczy, by oddać im hołd. A wspomnienia mogą być też pełne wzruszenia i ciepłych uśmiechów. Wcale nie muszą być dramatycznym wyciem do pustego krzesła.
Wszyscy ci manipulujący emocjami autorzy tekstów w stylu: „masz prawo cierpieć i płakać w święta, to oznacza, że jesteś normalna” robią krzywdę swoim czytelnikom. Każdy z nas ma prawo poczuć smutek i żal czy tęsknotę, ale cierpienie nie jest naszym naturalnym stanem i nie służy niczemu poza rozwojem chorób w ciele. Cierpienie jest sygnałem do podjęcia uzdrowienia. Nie jest normalne zakotwiczanie w sobie rozpaczy. Świadome życie polega właśnie na tym, by umieć sobie powiedzieć: „Stop! Koniec płaczu, koniec bólu – od tej chwili szukam dla siebie powodów do radości. Od tej chwili wypełniam się zachwytem i miłością. Na przekór wszystkiemu pokażę całemu światu, że umiem być szczęśliwa”.







