Wierzyć i tworzyć

W moim doświadczeniu Prawo Przyciągania to nie teoria, tylko rzeczywistość, która w ostatnich latach stała się dosłownie namacalna. Ciągle jeszcze mnie to zdumiewa i zarazem zachwyca, chociaż zajmuję się tym tematem już wiele lat. Efekty określonych emocji i nasyconych tymi emocjami myśli pojawiają się w ciągu godzin. Obserwacja logicznych konsekwencji tego, co sama tworzę we własnych rozważaniach lub reakcjach jest czymś niesamowitym. Chociaż czasem na własne życzenie obrywam po głowie, kiedy pozwalam sobie na niewłaściwe myślenie, to z drugiej strony coraz dobitniej odczuwam moc tworzenia swojej pozytywnej rzeczywistości i umiejętność poprawiania energii, która mnie dotyka.

Dla wielu osób stwierdzenie, że „myśl kreuje rzeczywistość” może wydawać się jednocześnie magiczne i absurdalne. Bo gdyby tak było, to przecież każdy z nas powinien być zdrowy szczęśliwy i bogaty, a przecież tak nie jest. Tymczasem to ludzkie rozumienie bywa czasem zbyt płaskie i ograniczone. Ta magia działa, ale nie tak, jak przedstawiają ją bajki, w których czarodziej wyciąga dłoń i pojawia się na niej na przykład jabłko czy złota korona. Ale już film „Uczeń czarnoksiężnika” pięknie opisuje czary jako świadomość praw fizyki i umiejętność ich wykorzystania. A Prawo Przyciągania to nawet coś więcej niż fizyka.

Jak to zatem działa? Podam prosty przykład sprzed paru tygodni. Pewnego dnia z samego rana przeczytałam jakąś negatywna informację i pozwoliłam sobie wejść w przykre emocje. Trochę sama nakręcałam energię w niewłaściwy sposób, bo temat mnie interesował, więc rozmyślałam o nim dłużej niż powinnam, krytykując w myślach pewne zjawiska. Zaraz potem zepsuła mi się drukarka. Chwilę później narobiłam sobie sama wstydu upominając się o coś, co już dostałam, tylko nie zauważyłam. Potem straciłam kilkanaście złotych z powodu pomyłki. Potem zgubiłam kolczyk. Potem kolejne gafy i straty – jedna za drugą, jakby prowadziła mnie negatywna energia porannych emocji. Zauważyłam to i powiedział sobie „stop”.

W pierwszej chwili chciałam wykorzystać jedno z wielu narzędzi do oczyszczania, ale doszłam do wniosku, że chcę obejrzeć to doświadczenie z innej strony. Po prostu skupiłam się na zmianie emocjonalnej. Zajęłam się pozytywnymi tekstami, obejrzałam kawałek komedii, napisałam pozytywny artykuł i obserwowałam, jak towarzyszący mi od rana „pech” zwyczajnie się zatrzymał. Prze resztę dnia pilnowałam radosnej strony życia, robiłam rzeczy piękne i pozytywne, uśmiechałam się do moich ukochanych drzew za oknem i niemal namacalnie poczułam, jak energia się zmieniła. Wszystko było dobrze, a na koniec dnia nawet odzyskałam bez wysiłku tę niewielką kwotę, która wcześniej straciłam. Odnalazłam też zgubiony kolczyk.

Dzielę się tym z Wami, żeby pokazać taką prostą zasadę, która także jest częścią Prawa Przyciągania. Nasze nastawienie, nasze emocje działają tu i teraz w naszej rzeczywistości. Mamy na to zjawisko wpływ, bo zmieniając nasze myśli i nasze podejście, zmieniamy to, co przyciągamy i co nas dotyka. Jak wspomniałam wcześniej – zachwyca mnie to, że mamy taki oczywisty wpływ na swoje życie. Kiedy mamy zły dzień, wystarczy zmienić myślenie i odpowiednio uporządkować emocje, a on przestaje być zły. Nie potrzebujemy do tego żadnych czarodziejskich metod. Wystarcza moc naszego umysłu. Warto to wykorzystywać dla swojego dobra i dbać o to, aby każdy dzień był dobry i szczęśliwy. To takie proste.

Jest to też dla mnie potwierdzenie, że wpływ naszych myśli ma wielką moc. Przykład podałam codzienny, dotyczący drobiazgów. Ale przecież to, co działa na rzeczach mniejszych, zadziała na większych również, jeśli tylko odpowiednio się postaramy. Trzeba zapewne nieco dłużej popracować i być w tym konsekwentnym. Być może trudniejsze do zdobycia rzeczy potrzebują też więcej czasu. Materia jest wymagająca. O wiele łatwiej wyczarować pozytywne okoliczności czy obudzić życzliwość w drugim człowieku, o wiele trudniej uzdrowić ciało czy wybudować dom. Ale nie jest to niemożliwe.

Dla oponentów to pewnie śmieszne, ponieważ umieją bez cienia wątpliwości pokazać mi takie sytuacje, które rzekomo udowadniają niespójność lub nieskuteczność kreowania myślą. Żyjemy w czasach, kiedy można z pomocą sofistyki uzasadnić wszystko. Sama uwielbiam zabawę słowem, więc wiem doskonale, że to możliwe i w zasadzie nie mam nic przeciwko temu. Każdy ma prawo wierzyć w co chce i znaleźć na to tysiące argumentów. To jest też kwintesencja zasady samostanowienia i nasza człowiecza wolność polega między innymi na tym, że możemy wierzyć w co chcemy i widzieć to, co chcemy. Mamy też prawo nie dostrzegać tego, co dla kogoś innego jest rzeczywistością.

Paradoks polega na tym, że Prawo Przyciągania opiera się na tym, w co wierzymy. Jeśli uwierzę, że mogę mocą słowa przyciągnąć do siebie coś dobrego, to z całą pewnością głębokie przekonanie, że moje pozytywne afirmacje zadziałają całkiem odwrotnie – też się spełni bez wahania. Co oznacza, że w odpowiednich warunkach afirmowanie bogactwa może przynosić straty i biedę. Inaczej mówiąc wszechświat działa w ten sposób: w cokolwiek wierzysz, to się dzieje. A brak wiary w zasadę to przecież również wiara, tylko w coś przeciwnego, czy też w odmienne funkcjonowanie określonego założenia.

Zwróćcie proszę uwagę, że to może być pułapka albo dar. Jeśli ktoś wierzy, że praca ze słowem – afirmacje, dekrety newilizacje – nie przynoszą nic dobrego, to będzie tego właśnie doświadczał: przeciwności w różnych obszarach. Jeśli jednak zrozumie, że za wszystkim stoi umysł, to wykorzysta te narzędzia do tego, by jednak uzyskać to, czego pragnie. Afirmując biedę, zdobędzie bogactwo. Afirmując samotność – zyska miłość lub przyjaźń. Tak też bywa, że wszystko działa odwrotnie. Mówią o tym sufijskie legendy, ponieważ ludzie już dawno odkryli moc umysłu. W cokolwiek wierzymy – zasilamy to. Warto zatem zasilać to, czego pragniemy. Ogólnie – sądzę, że to jest łatwe do zrozumienia.

Gdybym chciała popisać się elokwencją, bez trudu udowodniłabym, że Prawo Przyciągania działa zawsze i wszędzie. Ale nie chcę, bo zasadniczo nie warto nikogo do niczego przekonywać. Wiele razy porównywałam mądrość kosmiczną do pysznych kanapek, które smakują tylko wtedy, kiedy mamy na nie ochotę. Kiedy ktoś jest najedzony, to wpychanie mu na siłę jedzenia do buzi może wywołać odruch wymiotny. Dzisiaj zauważyłam też inne ciekawe porównanie. Mówi się, że nie wolno otwierać kokonu przed czasem, bo motyl nie będzie w stanie rozwinąć skrzydełek. Nie wolno też rozłupywać nasion, zanim nie wykiełkują. I na tej samej zasadzie nie powinniśmy pozbawiać człowieka czasu, który potrzebuje, by uwierzyć w coś. Wszystko przychodzi w najlepszym momencie. A czasem nie przychodzi w ogóle, bo to nie ta ścieżka i nie ten program. Myślę chwilami, że pozostawienie człowiekowi wolnego wyboru jest sztuką równie ważną, co trudną.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu