Sztuka dostrzegania piękna

Świadomość własnych myśli i mądre kierowanie ich we właściwą stronę to sztuka, której każdy może się nauczyć. Obserwuję przy tej praktyce, że wystarczy być jak dziecko, które uśmiecha się do czegoś pięknego, zanim łzy z powodu rozczarowania czy rozbitego kolanka wyschną na buzi. Uwielbiam tak uzdrawiająco przywoływać swoje wewnętrzne dziecko i bawić się pięknem życia. Chociaż nie ukrywam, że często pomagają mi w tym Mistrzowie i Archaniołowie. Być może sama z siebie wcale nie byłabym taka mądra?

W czasie jednej z ostatnich podróży dostałam przykrą wiadomość i było mi trochę smutno. Wiedziałam, że ten smutek trzeba jak najszybciej uwolnić, bo niczemu nie służy. A sprawa nie warta zdrowia. Kiedy tylko zadałam sobie pytanie, co z tym fantem zrobić, moją uwagę przykuł cudny wielki księżyc, który unosił się nad górami jak złota lampa. Widok był tak zachwycający, że mimowolnie zaczęłam się uśmiechać. I w tym momencie uświadomiłam sobie, że wokół nas jest zawsze jakiś powód do zachwytu. Wystarczy się rozejrzeć.

Poczułam się wówczas jak małe dziecko, którego buzia rozjaśnia się na widok lizaka. To jest właśnie sztuka dobrego życia – być jak dziecko, któremu wystarcza księżyc i już zapomina o całym smutku. Dorosłość i dojrzałość – także ważne i potrzebne – tutaj nie zawsze zdają egzamin. Bo dorosłość lubi zasłaniać się pojęciem: „to nie wypada” albo „to dziecinne”. A tylko nasze wewnętrzne dziecko ma nieograniczony dostęp do radości i potrafi cieszyć się drobiazgami. Nie czekając na awans, nagrody czy wygraną na loterii po prostu śmieje się uradowane, kiedy zobaczy piękny kwiat, tęczę na niebie, ładny obrazek czy księżyc, który wschodzi nad górami.

Tymczasem ludzka natura skłania do pełnego zaangażowania w to, co człowiek aktualnie przeżywa. Jeśli zatem pojawia się problem, to należy zachować powagę i smutek. Odpowiednio zmarszczyć czoło i nie rozpraszać się drobiazgami. Rzecz jasna to dzieje się spontanicznie, nikt nie układa specjalnego scenariusza jak się martwić. Praktyka wskazuje, że jesteśmy mistrzami zamartwiania się. Wchodzimy jak w masło w każdą ciężką emocję, aby dopasować się logicznie do zewnętrznej sytuacji. To daje nam poczucie logiki, dojrzałości i nawet czasem harmonii. Bo czyż nie jest harmonią martwienie się problemem? Przecież nie można się śmiać, kiedy coś idzie źle.

Małe dzieci mają nad dorosłymi tę przewagę, że nie rozumieją powagi wydarzeń i potrafią bawić się i śmiać nawet wtedy, kiedy dookoła wszyscy załamują ręce z jakiejś ważnej przyczyny. To czasem dar – nie wiedzieć i nie widzieć powodu do zmartwienia. Jednak rzecz nie w tym, żeby udawać, że nic się nie stało. My dorośli nie możemy zakłamywać rzeczywistości. Ale możemy świadomie wybierać sposób reagowania. Problemy należy rozwiązywać, ale nie musimy do rozwiązania dokładać ogromnej ilości rozpaczy. Życie jest jakie jest i dojrzałość to między innymi umiejętność wybierania spokoju w trudnych momentach. Działanie z poziomu spokoju jest zresztą zwykle bardziej efektywne.

Emocje nie przynoszą nam nic dobrego. Oczywiście są, bo mają prawo pojawiać się w naszej rzeczywistości i to też jest w porządku, ale jeśli można nie poddawać się smutkom, to warto. Bo czym innym jest konstruktywne działanie i spokojne szukanie rozwiązania czegoś skomplikowanego, a czym innym niepotrzebne załamywanie rąk, użalanie się i narzekanie. Ta druga opcja zabiera nam energię, siły i zdrowie. I właśnie umiejętność dostrzegania piękna życia jest dla nas najlepszym sposobem na uwolnienie takich niechcianych emocji. Pozwolenie sobie na zachwyt, na drobne radości, na rozmaite przyjemności to najprostszy sposób, żeby poczuć się lepiej, odzyskać nadzieję i dobry nastrój. To ważne. To nawet moim zdaniem bezcenne.

Kiedy rozglądam się wokół siebie i widzę tyle piękna z każdej strony, mam takie głębokie poczucie nieprzypadkowości tych wszystkich cudownych obrazów, które same wpadają nam w oczy. Życie na Ziemi nie jest ani proste, ani lekkie, ani beztroskie. Każdy z nas musi się z czymś zmagać. Cudowność świata, który nas otacza jest dla mnie czymś w rodzaju swoistego wyrównania trudnych energii. Po wielu dniach ciężkiej pracy możliwość poleżenia na trawie nad wodą i słuchanie śpiewu ptaków, to nie tylko ukojenie i odpoczynek, ale też wprowadzenie równowagi. To także – moim zdaniem – element uzdrowienia i przywrócenia naszej energii do prawidłowej częstotliwości. Natura potrafi pięknie zresetować to, co zostaje uszkodzone przez stres.

Wszechświat stale nam przypomina, że obok wysiłku czy trudnych doświadczeń istnieje też mnóstwo przyjemności, lekkości i słodyczy, które zawsze są dostępne dla nas. To tylko kwestia umiejętności otworzenia oczu i dostrzegania tego, co działa na nasze serce i dusze jak balsam i co może pozostać niezauważone, jeśli nasze myśli są zapchane i zatkane smutnymi analizami czegoś, na co poza tym i tak nie mamy żadnego wpływu. Wielką sztuką jest umieć podnieść głowę i zobaczyć obok siebie piękno. To, które mamy na wyciagnięcie ręki i które przypomina, że w życiu zawsze są dobre rzeczy i cudne zjawiska, a naszym zadaniem jest jedynie dopuścić je do swojej świadomości. Pozwolić im nas wypełnić jasną energią.

Według moich obserwacji ludzie nie mają problemu z poszukiwaniem błogości, lekkości i przyjemności. Zdecydowanie dobrze sobie radzimy w wyszukiwaniu tego, co może napełnić nasze zmysły najlepszymi doznaniami. Czasem tylko zapominamy, że wiele tych rzeczy to proste smaki, proste zapachy i łatwo dostępne widoki, za które nie trzeba wcale płacić wielkich pieniędzy. A przede wszystkim zapominamy o nich właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebujemy ich kojącego wpływu. Kiedy pojawia się problem, wchodzimy w niego całym sobą i nie pozostawiamy miejsca na ukojenie czy uzdrowienie. Szamoczemy się w zmartwieniu tak długo, dopóki nie znajdziemy satysfakcjonującego rozwiązania. A przecież podążanie za rozwiązaniem nie wyklucza lekkości i pozytywnego nastawienia.

Sztuka życia to umiejętność czerpania z każdego urokliwego momentu naszego istnienia. Z każdego niewielkiego zjawiska, w którym dopatrujemy się wyjątkowego piękna. To codzienne zauważanie, jaki cudowny może być świat. To zauważanie baśniowości życia nawet wtedy, kiedy scenariusze bywają smutne i trudne. A przede wszystkim to dar stawiania znaku równości pomiędzy widokiem księżyca czy zapachem kwiatów a poważnymi zmartwieniami, którym człowiek nadaje wielką – czasem zbyt wielką – rangę. Nie ma rzeczy za małych na to, by się nimi cieszyć. Nie ma rzeczy zbyt ważnej, by przez nią nie dać sobie prawa do dziecięcej ufnej radości.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 748
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu