Szczerość w związku

W tym temacie inspiracją dla mnie okazał się pewien film, a dokładnie serial historyczny. Tę opowieść rzeczywiście dobrze się ogląda, jeśli ktoś lubi dramaty, jednak mnie zainteresowało to, co dzieje się między dwojgiem ludzi. Niezależnie od czasów i całej kostiumowo historycznej otoczki, uczucia wyglądają podobnie i spontaniczne ludzkie zachowania także nie zmieniają się przez całe wieki. Niby mamy dostęp do psychologicznej wiedzy, niby przeprowadzono setki badań, a temat, na który zwróciłam uwagę, wydaje mi się stale aktualny. Obserwuję to także dzisiaj.

W filmie para głównych bohaterów to wrogowie mimo woli, ponieważ należą do dwóch wrogich krajów. Zakochują się w sobie, ale wkrótce on atakuje i zabija jej rodzinę oraz przyjaciół, ona zostaje zakładniczką pokojową między dwoma państwami, a finalnie jego żoną. Nie ma tu moim zdaniem miejsca do kochania. Ale autor scenariusza próbuje nas przekonać, że ta miłość istnieje. I teraz to, co najważniejsze – przez cały długi wieloodcinkowy serial nie pada z ich strony ani jedno słowo o miłości. Kłócą się, walczą ze sobą, biją się i wykrzykują o wzajemnej nienawiści. Niestety wzajemnie bardzo siebie krzywdzą. A wieczorami wzdychają do siebie.

Bardzo to pokrętne, dlatego zdecydowałam się o tym napisać. Moim zdaniem miłość nie polega na wzdychaniu i rozmyślaniu, tylko na tym, co się robi i mówi. Miłość to nie marzenia, tylko konkretne traktowanie drugiej osoby. Pominę tu scenariusz filmu, bo w moim odczuciu trudno kochać kogoś, kto zgładził całą rodzinę i połowę kraju, autor fabuły zatem mocno odjechał. Ale też czasy kiedyś były inne, a mordowanie oraz wszelkie intrygi były na porządku dziennym. Kobiety wydawano za mąż do wrogich państw i one musiały sobie jakoś radzić z byciem żoną i potem matką w takich okolicznościach. Nie ukrywam, że to dla mnie ciekawy proces, jak kobieta radzi sobie w takiej sytuacji i układa życie poza nienawiścią, a nawet wybacza, co jest w moim odczuciu ze wszech miar lepszym rozwiązaniem niż zemsta.

Wracając do meritum – miłość to działanie i słowa. Szczerość polega na tym, że mówimy i wyrażamy to, co czujemy. Jeśli kochamy kogoś, z kim tworzymy związek, to koniecznie powinniśmy o tym mu powiedzieć. Jeśli mamy żal o coś, także o tym mówimy. Nie wolno oczekiwać, że partner domyśli się, że nasz foch jest dla jego dobra. To zwyczajna hipokryzja. Szczerość, to wyrażanie uczuć, które dają partnerowi poczucie bezpieczeństwa i wiedzę, do której ma pełne prawo. Zatajanie tego, o co mamy pretensję, to nieuczciwość. Zatajanie prawdziwych uczuć też jest kłamstwem. Nie jest szczerością spowiadanie się z przeszłości i opisywanie byłych kochanków i kochanek. Nie jest nią wypluwanie z siebie rozmaitych tajemnic. Można je spokojnie dla siebie zachować, jeśli nie dotyczą związku. Nie musimy się obnażać. Szczerość to bycie w zgodzie ze sobą. To spójność i harmonia. To działanie płynące z serca. Jeśli kochamy – troszczymy się o kochaną osobę, mówimy jej dobre słowa, robimy dla niej dobre rzeczy, pomagamy jej i dbamy, by przy nas była szczęśliwa, spokojna i bezpieczna. Tak buduje się dobry związek, dając partnerowi jasny obraz tego, kim jesteśmy i czego może przy nas oczekiwać.

Mam taka refleksję, że ludziom często brakuje odwagi, by być zwyczajnie w zgodzie ze swoim sercem. Ludzie wchodzą w jakieś fochy, udają kogoś kim nie są, grają w jakieś gry. A ja uważam, że w związku z kochaną osobą powinniśmy mieć odwagę zdjąć wszystkie maski i otwierać serce. Wbrew pozorom to wcale nie jest niebezpieczne. To zwyczajna uczciwość, aby mówić „kocham” jeśli się kocha i mówić: „zabolało mnie to, kiedy ty…” Partner ma prawo wiedzieć, bo czasem zwyczajnie o tym nie pomyślał. Ludzie mają różne priorytety i nikt nie ma prawa wymagać od nikogo, żeby domyślał się, co jest ważne dla innej osoby.

W najlepszych związkach zdarzają się kłótnie. To normalne. Mamy prawo czasem pokrzyczeć i potupać we własnym domu. Jednak warto zwracać uwagę, by nie przekroczyć pewnej granicy okrucieństwa. Złych słów nie da się cofnąć. Jeśli przesadzimy w złości i powiemy coś bardzo podłego, partner może to pamiętać do końca życia. Powiem więcej – takie słowa mogą być jak ostrze, które wyryje w sercu ranę, a ta rana nigdy się nie zagoi. To także szczerość – pilnowanie jęzora, kiedy się kocha. Bo można kogoś zbesztać, zrugać, ale jeśli tę osobę kocham, to jej nie ranię. Uważność w tym względzie to tez spójność z sercem.

Ja też się czasem kłócę z moim mężem. Teraz już bardzo rzadko, ale kiedyś to nie było nic nadzwyczajnego. Przeszliśmy w życiu przez swoje piekło i najciemniejszą noc. Zdarzało się nawet, że w strasznej kłótni rzucałam w męża rzeczami – np. poduszką. Nigdy nie rzuciłabym niczym niebezpiecznym. Nazywałam go delikatnie „głupkiem”, z czego on się oczywiście śmiał. Nigdy nie posunęłabym się do nazwania go w sposób upokarzający czy raniący, ponieważ nawet w największym gniewie, nadal go kochałam. Nigdy nie straciłam kontroli. Byłam spójna z sercem, a nie z rozzłoszczonym ego. To jest szczerość.

Nie jest szczerością całkowite wyłączenie hamulców i lżenie w niewybredny sposób kogoś na kim nam zależy. Warto pamiętać, że emocje opadają, a miłość zostaje. Jeśli przekraczamy granice, to po wszystkim zbieramy owoce całej swojej wylanej wściekłości. Czasem związek nie wytrzymuje i ktoś, kto usłyszał za dużo, odchodzi. A ten, kto niepotrzebnie pokrzyczał, zostaje i cierpi powtarzając w kółko: „ja wcale tak nie myślałem”. To właśnie brak szczerości – wykrzykiwanie czegoś, czego się nie czuje tylko po to, by kogoś zranić. Zdecydowanie lepiej nawet w kłótni mówić tylko to, co się naprawdę czuje. A z całą pewnością – nie warto nawet w największej wściekłości ranić kogoś, kogo nadal się kocha.

Równie ważna jest codzienność i ten czas, kiedy panuje zgoda i spokój. To też okazja do bycia uczciwym i dawania partnerowi dobra w postaci pełnych miłości słów oraz codziennej troski. To zapewnianie mu swojej uwagi i w miarę możliwości czasu na bycie razem. Związek buduje się komunikacją, informowaniem o tym, co dla nas ważne, czego nie lubimy, o co prosimy i z czym nie chcemy się konfrontować. Szczerość działa zawsze dla nas, nigdy przeciwko nam. Nie trzeba obawiać się wykorzystania samej szczerości. Jeśli ktoś zamierza nas zdradzić, to zrobi to o wiele szybciej, kiedy nie jest pewny naszych uczuć. Sama szczerość i ujawnienie swoich oczekiwań nie mają wpływu na ewentualną nieuczciwość partnera.

Na koniec jeszcze jeden wątek z filmu. Główny bohater bardzo podle traktuje swoją partnerkę i zadaje jej mnóstwo cierpienia, by zwieść wrogów, którzy go śledzą – przypomnę: akcja rozgrywa się w pałacu, kilku synów króla walczy o to, by być następcą tronu. Wieczorem główny bohater opowiada przyjacielowi o tym, jak bardzo kocha żonę i jak jej wszystko wynagrodzi, kiedy skończy się rozgrywka. A ja jako zwykły widz mam ochotę popukać się w czoło. Jeśli naprawdę się kogoś kocha, można mu przecież w tajemnicy ujawnić intrygę i wyraźnie powiedzieć: „kocham cię, ale musimy udawać nienawiść…”. Można wszystko, jeśli człowiek umie być szczery. Jak łatwo było się domyślić, ten pan przekracza granice i żona odchodzi od niego na zawsze. Nie pomaga przepraszanie i zapewnianie, że to było tylko na pokaz, aby wygrać prawo do tronu. Zabrakło szczerości.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 750
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu