Różnorodność

Piszę ten tekst w czasie, kiedy Wrocław odwiedziła prawdziwa zima. To rzadkość, aby moje miasto było przysypane śniegiem. Pod białą warstwą schowały się wszystkie kolory. Jest zimno, ślisko, buro i ponuro. Nie chce się nosa wystawiać na zewnątrz. Ludzie ślizgają się na chodnikach, przemykają pozawijani szczelnie w szaliki i od rana pracowicie wydobywają spod śniegu zamarznięte samochody. Nie lubię zimy. To pora roku, w której zaszywam się jak niedźwiedź w jaskini, piszę, maluję, pracuję i odliczam dni do wiosny, jak zresztą przystało na gorącą czerwcowa dziewczynę.

Mam jednak koleżanki, które odnajdują w tej paskudnej porze roku coś miłego dla siebie. Jeżdżą z zapałem na nartach i sankach, zachwycają białym puchem i opowiadają mi o urokach spadających na ziemię białych iskierek.  Nie otwieram szeroko oczu ze zdziwienia i nie powtarzam nikomu, że tego nie rozumiem. Oczywiście – nie umiem sobie wyobrazić odczuwania radości na widok sypiącego śniegu, to zjawisko zawsze marszczy moje czoło. Ale nie tracę czasu na rozumienie drugiego człowieka, przyjmuję go i po prostu akceptuję, że czuje coś, czego ja odczuwać nie umiem.

Niektóre moje znajome odkryły morsowanie i zanurzają w lodowatej wodzie, aby potem pochwalić się odwagą na społecznościowym portalu. Znam to uczucie, próbowałam i nie spodobało mi się. Pływam w otwartych akwenach maksymalnie w październiku lub wczesną wiosną w kwietniu. Zimno powoduje u mnie dyskomfort, po co mam robić coś, co nie sprawia mi przyjemności, skoro jest tyle rzeczy, które mnie cieszą? Nie mam potrzeby popisywania się przed nikim ani udowadniania sobie czy komuś czegokolwiek. Kocham siebie taką, jaką jestem i wybieram wyłącznie działania, które mają dla mnie sens.

Ale doskonale rozumiem, że komuś zimno może sprawiać frajdę. Nie wyobrażam sobie tego, ale przyjmuję i akceptuję, jako oczywistość. Ponieważ ludzie dzielą się między innymi na Foki i Smoki, a ja należę do tych drugich, to oznacza, że uwielbiam ciepło, lato, plażę i chętniej smażę się w trzydziestu stopniach skwaru, niż spaceruję, kiedy temperatura spada poniżej zera. I doskonale wiem, że kiedy ja radośnie biegam bez kropli potu w upalnych promieniach słoneczka, to ktoś inny cierpi i wzdycha, szukając skrawka cienia. Wówczas on właśnie może na mnie patrzeć ze zdziwieniem i zastanawiać się, jak można cieszyć się z gorąca. Można. Zapewniam.

Różnorodność. To właśnie ona sprawia, że to co ja kocham, dla kogoś innego może być okropne. A ja niekoniecznie polubię coś, czym fascynuje się inna osoba. To nie oznacza, że któreś z nas źle myśli lub czegoś nie pojmuje właściwie. To nie jest też żadnym wyznacznikiem, że ktoś jest lepszy czy gorszy, głupszy lub mądrzejszy. Jesteśmy różni. Na tym polega podstawowy konstrukt wszechświata. Na rozmaitości i wyborze. Nie musimy żyć w jednej szufladce. Możemy wybierać mroźną zimę, upalne lato lub pachnącą kwiatami wiosnę. Możemy wybierać kolory, dźwięki i aromaty. Możemy wszystko, nie patrząc na to, co woli ktoś inny.

Nie przeszkadza mi zupełnie, że ludzie wybierają coś kompletnie dla mnie dziwnego i nie do przyjęcia, bo rozumiem tę różnorodność i dostrzegam w niej harmonię. Dzięki temu właśnie wszechświat jest fascynujący, że nie jesteśmy identyczni. Natomiast nie podoba mi się sytuacja, kiedy ktoś próbuje zmusić inną osobę, aby działała zgodnie z jej wyborami, a nie ze swoimi. To paskudne postępowanie jest znamienne dla ludzi wypełnionych lękiem i najniższymi energiami. Patrząc z boku, bez emocji, widzę w tym źródło wielu ludzkich problemów, od drobnych kłótni zaczynając, przez mobbing, a na rewolucjach i wojnach kończąc.

Czy wiecie, że od dziecka nie jem pomidorów, bo ich nie lubię? Jak by to było, gdybym miała władzę i zabroniła innym jeść pomidory? Jak byście się czuli? Kim ja bym była, gdybym wywierała na innych ludzi presję, by wybierali tak, jak ja wybieram? Jak wszyscy wiemy, obecnie właśnie w tym kraju jesteśmy pozbawiani prawa wyboru w wielu sprawach. Zmusza nas się do działania zgodnie z zasadami „jedynej słusznej” religii. Trudny to czas dla normalnych, szlachetnych ludzi. Jednak wszystko ma swoje przyczyny i ta trudna dla naszego kraju lekcja również prowadzi do ważnej dla nas nauki. Ale dziś nie o tym.

Różnimy się między sobą, jak płatki śniegu. Pozornie wszystkie takie same – maleńkie, bialutkie kryształki zamarzniętej wody, a kiedy przyjrzymy się z bliska, to okazuje się, że każdy ma odmienny kształt. Ludzie też są rozmaici – grubi i szczupli, niscy i wysocy, masywni i drobni, o ciemnej i jasnej skórze, o różnych włosach… Nawet dłonie i stopy mamy w innych kształtach, proporcjach, wielkości, smukłości. Nic dziwnego, że podobają nam się różne rzeczy, różne pory roku i rozmaite temperatury.

A przecież w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy podobni. Chcemy kochać i być kochani. Chcemy być ważni dla innych i podziwiani przez tych, na których nam zależy. Chcemy śmiać się i wzruszać, przytulać i obrzucać śnieżkami. Chcemy jeść pyszne rzeczy, zwiedzać piękne kraje i pachnieć dobrym mydłem lub świetnymi perfumami. Chcemy mieć wygodne domy i mieszkania, chcemy głaskać koty lub psy i spotykać się z sympatycznymi ludźmi, którzy mają podobne poglądy i których rozbawia to samo, co nas śmieszy.

Teoretycznie wszyscy moglibyśmy znaleźć wspólny język i żyć w jednej wielkiej komunie. Ale to złudzenie, bo jednak różnimy się upodobaniami i priorytetami. Lubimy różną muzykę, różne lektury, różne zajęcia, różne krajobrazy, a nawet rożne kolory. Co gorsza chcemy innym narzucać swoje wybory, by lubili tych samych polityków, te same religie, te same życiowe zasady. Tupiemy nogami lub uderzamy pięściami, kiedy ktoś nie chce podzielać naszych poglądów. Chcemy rządzić tymi, którzy myślą inaczej, bo rządzenie, to kontrola, a kontrola uwalnia od lęku, że nagle wszystko odwróci się do góry nogami i obudzimy się w świecie o innych kolorach, niż sobie wybraliśmy…

A przecież wystarczy pozwolić każdemu, by był sobą i sam o sobie decydował. Wystarczy zaakceptować różnorodność w kolorze skóry, religii, polityki, ubrania, kochania, lektury, zabawy, muzyki. Świat jest taki duży. Dla każdego jest w nim dobre miejsce. Dla każdego są przyjaciele, którzy myślą tak jak on i czytają te same książki. Wszystkie walki są całkiem zbędne. Świat może być pięknym wielobarwnym miejscem. Życie może być cudowne i pełne miłości.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 627
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu