Temat wprowadzanej ustawy, która ma karać szarlatanów wydaje mi się bardzo kontrowersyjny, ale przede wszystkim – w moim odbiorze – wcale nie chroni ludzi, tylko nakłada bezzasadne ograniczenia. Bo powiedzmy sobie szczerze – każdy ma prawo wyboru sposobu uzdrawiania, a szczególnie w kraju, w którym na wizytę u specjalisty czeka się latami. W tym względzie jestem całkowicie przeciwna takiej ustawie, bo chcę mieć prawo wybierać sobie swój sposób dojścia do zdrowia. Jestem dorosła i wykształcona. Mam prawo decydować o sobie, nawet jeśli zechcę jeść muchomory. A prawda jest taka, że od dziecka wiem, że muchomory są trujące i nawet ich nie dotykam. Czy naprawdę potrzebna jest ustawa, która zakazuje mnie i innym ludziom jeść muchomory? To trochę tak, jak byśmy wszyscy byli idiotami.
Z jednej strony za każde oszustwo można domagać się kary i dotyczy to wszystkich obszarów życia. Jeśli zatem ktoś nie ma dyplomu lekarza, a udaje, że go posiada, to bezspornie łamie prawo. Ale to samo dotyczy prawnika czy nauczyciela albo architekta. Są pewne zasady i są paragrafy, które je chronią. Nie ma potrzeby wprowadzania kolejnej ustawy. Jeśli natomiast ktoś obiecuje pełne wyzdrowienie, a wyzdrowienie nie następuje, to czy jest to oszukiwanie? Rzecz w tym, że w klasycznej akademickiej medycynie też nigdy nie mamy gwarancji wyzdrowienia. W pewien sposób problem polega niejako na tym, co mówimy. Mądry lekarz powie: „wybierzemy najlepszą strategię leczenia i miejmy nadzieję, że pana organizm zareaguje i poczuje się pan lepiej”. Człowiek bezmyślny powie natomiast: „jak tego użyjesz, to na pewno wyzdrowiejesz”. Kłamie czy pociesza?
Jeśli chce komuś wydrenować portfel to oczywiście łże, aby zarobić. Ale może też dawać nadzieję i to nie jest dla mnie jednoznaczne, bo pracując od wielu lat z mocą umysłu rozumiem, ile znaczy przekonanie, że coś naprawdę pomaga. Istnieje przecież pojęcie „placebo”, które powstało właśnie dlatego, że moc umysłu okazała się silniejsza niż chemiczny specyfik. Dlaczego zatem chcemy karać ludzi za to, że próbują wykorzystać moc pozytywnego nastawienia dla dobra chorego człowieka? I to jest ta druga strona, która pokazuje, że trudno będzie bezspornie odróżnić cynicznego naciągacza od kogoś, kto zna zasady mocy umysłu.
Powtórzę, że nasze prawo ma odpowiednie paragrafy dla oszustów oraz dla nieetycznych uzdrowicieli. Pamiętam z mediów kilka takich spraw, gdzie rozmaici pokręceni ludzi wykorzystywali kobiety pod pretekstem zabiegu terapeutycznego. Pamiętam głośną sprawę dotyczącą zachęcania przez znachora do odstawienie insuliny, co skończyło się tragicznie dla chorej. To są incydenty, które nie zdarzają się w obszarze terapeutycznym wcale tak często, za to zdarzają się wszędzie, nie tylko w obszarze zdrowia. Wiemy doskonale, że kobiety bywają molestowane także w biurach korporacji, na zapleczu marketów i w wielu innych miejscach. Zalecanie odstawiania leków przez znachora też umiemy ukarać. Prawnie radzimy sobie z tym dobrze, mamy w kodeksie karnym odpowiednie punkty. Nie są nam potrzebne nowe ustawy. Po co robić dodatkowe zamieszanie i utrącać przy okazji to, co korzystne dla chorych ludzi?
Wracając do kłamliwych zapewnień o wyzdrowieniu przypomnę, że każdego dnia widzę w sieci reklamy odzywek do włosów, które obiecują mi cudownie gęstą czuprynę. A to przecież bzdura – czy zatem nie należało by tych ludzi także karać za kłamstwo? Nie tylko tych. Widzę pełno kłamliwych reklam, które obiecują mi, że schudnę, jeśli będę łykać określony suplement. Widziałam nawet film, który gwarantował likwidację „chomików” na twarzy po 8 minutach ćwiczeń. Jeśli chcemy karać uzdrowiciela, który obiecuje zdrowie, to uczciwe i logiczne byłoby karanie wszystkich twórców takich reklam. Wszystkie te łgarstwa są takie same – obiecują gruszki na wierzbie. Jeśli dobrze rozumiem – planowana ustawa ma to właśnie na celu: karać za obiecywanie tych gruszek.
Nie jest dla mnie argumentem, że istnieje różnica pomiędzy zdrowiem, a bujnymi włosami, twarzą bez zmarszczek czy szczupła figurą. W sensie logicznym kłamstwo i oszustwo są zawsze kłamstwem i oszustwem. Nie można za jedne karać, a na inne pozwalać. Jednak jestem za pozwalaniem. Chociaż nie chcę widzieć takich reklam, to i tak moim zdaniem – nie wydaje mi się właściwe regulowanie tego jakąkolwiek ustawą. Taka ustawa brzmi dla mnie jak kaganiec, który chce karać za swobodne mówienie tego, co się myśli. Ale to przecież ludzkie prawo mówić prawdę czy nieprawdę. Jakoś nie wyobrażam sobie świata, w którym wszyscy są idealnie prawdomówni. Czy jesteśmy w stanie ustawą zmienić świat i ludzi w takim ogromnym zakresie? I co jest prawdą w świecie tak wielowątkowym, że każdy postrzega pewne rzeczy inaczej? Takie ograniczanie to wielka przesada. Wielka. I chociaż nie jestem kłamczuchem, to czuję, że jest to ograniczanie wolności na podstawowym poziomie człowieka. Wolności słowa. Kłamstwo to niestety też słowo. Jeśli chcemy karać za kłamstwa, to nie ma wolności.
Jesteśmy tu na Ziemi dla własnego rozwoju. Wzrastamy dzięki myśleniu i podejmowaniu decyzji. Nie można ograniczać naszych decyzji ustawami – nie w tym zakresie, w którym człowiek powinien mieć prawo wyboru. I znowu posłużę się przykładem. Widuję w sklepie damskie torebki w cenie 20 tysięcy złotych. Wartość wytworzenia takiej torebki to maksymalnie 100 zł. Dodając wszystkie inne koszty i zysk sprzedawcy, cena torebki nie powinna przekraczać 500 zł. Jednak każdy handlowiec ma prawo ustalić taką cenę, jaką zechce. A ja mam prawo nie kupować. Jeśli wejdzie ustawa, która chce karać za wysokie ceny specyfików leczniczych lub rzekomo leczniczych, to należy karać wszystkich, którzy sprzedają drogie rzeczy. Zatem z całą pewnością wszystkich, którzy sprzedają torebki powyżej 500 zł, a bluzki i sukienki powyżej 400 zl. To chyba logiczne?
I znowu powtórzę, że obszar zdrowia niczym nie różni się od innych obszarów: kosmetycznego, odzieżowego, papierniczego. Po to mamy rozum, by decydować i wybierać. Nikt nam nie każe kupować leków i terapii po zawyżonych cenach. To popyt kształtuje ceny. Jeśli coś się nie sprzedaje, to sprzedawca obniża ceny tak długo, aż znajdzie nabywców. Ustawa, która chce karać za cennik nie jest mądrym wyborem, ponieważ oducza ludzi myślenia. Człowiek ma umieć odróżniać dobro od zła. Ma też umieć dostrzegać nieadekwatność cen. Ma myśleć – po to został obdarzony mózgiem. Myślenie nie boli – gwarantuję na podstawie własnej praktyki. Nie można wyręczać ludzi w myśleniu przepisami. I to samo dotyczy jedzenia muchomorów – jeśli ktoś chce je jadać dla zdrowotności, to i tak będzie je jadał. Należy mu kupić „Atlas grzybów”, a nie karać. Zabranianie nie pomaga. Pomaga uświadamianie.
Nie wiemy jeszcze, jaki kształt przybierze ostatecznie ustawa. Nie chcę zatem rozwijać tematu wolnego wyboru formy uzdrawiania. Jak wspomniałam wcześniej – nie tykam muchomorów, nie znam się też na wielu innych wynalazkach alternatywnej medycyny. Ale jest sporo świetnych naturalnych metod, nie zweryfikowanych w Polsce naukowo, ale takich, po których ludzie czują się lepiej. Korzystałam na przykład wielokrotnie z komory normobarycznej – zawsze po sesjach czułam się dużo lepiej. Rozmawiałam z innymi osobami, które korzystały z tego urządzenia i słyszałam to samo: odczuwalna poprawa samopoczucia, szybsze gojenie ran i inne pozytywne efekty. Poprawa komfortu życia to dla mnie wystarczający powód, by korzystać z takiej metody. Sama wspieram siebie psychosomatyką i energią Reiki. Widzę realne pozytywne efekty w swoim zdrowiu i samopoczuciu. Żadna ustawa nie powinna nam tego odbierać.
Na koniec przypomnę, że mamy prawo decydować o sobie. Dorosły człowiek powinien mieć odpowiednią wiedzę, aby dokonywać suwerennego wyboru, w jaki sposób chce być leczony. Nie wolno – absolutnie nie wolno – zmuszać człowieka do jednej jedynej terapii. Z całym szacunkiem dla lekarzy, mamy prawo korzystać z ziołolecznictwa, tlenoterapii i wielu innych korzystnych metod. Zapewne najlepiej komplementarnie, ale też i wyłącznie, jeśli ktoś tak zdecyduje. Mamy prawo korzystać z metod naturalnych, tak jak mamy prawo wybierać sobie produkty spożywcze, buty i ubrania, które nam się podobają. Mamy też prawo odmawiać leczenia w ogóle, bo to nasze życie i nasze ciało. Dlatego nie wolno nas zmuszać ustawami do tego, by leczyć się tylko w jeden określony sposób. To zwyczajnie nieludzkie.







