Ścieżka duchowego wzrastania podstępnie się rozwidliła i mnóstwo ludzi zafascynowanych rozwojem weszło w ślepą uliczkę. Widzi to wyraźnie każdy, kto w ogóle czuje energie i odróżnia wibracje, umiejąc też rzetelnie, bezstronnie dostrzegać, co jest Światłem, a co pochodzi z mroku. W pewien sposób to wszystko jest harmonijne, bo nie jesteśmy w przedszkolu. Dusze nie schodzą na Ziemię, by bawić się w piasku, ale by nauczyć się odczuwać istotę rzeczy i zgrabnie omijać pułapki. Nie jest to łatwe. Zresztą życie nigdy proste nie było, a duchowość tym bardziej.
Niektórym wydaje się, że wystarczy wyrzucić telewizor, odstawić mięsko, ubierać bluzki z kwiatem lotosu, pluć jadem na tych, co myślą inaczej i ośmielają się zarabiać pieniądze. Do tego warto tropić chemtrails, buntować się przeciwko wszelkim przejawom cywilizacji, przestać używać detergentów i widzieć gady w każdym, kto ma dużo kasy . Tak jawi się współczesny „duchowy rozwijacz”. Proste, łatwe i… bezwartościowe. A raczej poukładane sprytnie przez kogoś, kto chce, żeby ludzie cofali się w rozwoju wewnętrznym. Paradoksem jest, że większość tych „pseudo-ezoteryków” próbuje walczyć z systemem i działa zgodnie z tym, co ten system sprytnie im podsuwa.
Duchowość jako ścieżka pracy nad sobą, funkcjonuje w dwóch formach: zewnętrznej i wewnętrznej. Zewnętrzna jest jak kostium założony na scenie przez aktora. Można grać króla, milionera lub czarodzieja, ale kiedy kurtyna opada, zdejmuje się haftowane szaty, ubiera zwykłe ubranie i wraca do domu, by przed telewizorem jeść kukurydziane chrupki. Taka jest właśnie duchowość zewnętrzna, oparta na głośnym kłapaniu dziobem, zamieszczaniu wzniosłych cytatów i wykonywaniu mnóstwa zbędnych działań. Jest dla mnie sensowne odstawienie mięsa czy zaprzestanie oglądania telewizji – rzeczywiście TV karmi nas negatywna energią. Ale w tym zewnętrznym pseudo duchowym blichtrze jest tyle iluzji, że strach się bać.
Myślę też, że widać wyraźnie efekty tego iluzorycznego rozwoju po tym, co ludzie robią. „Po owocach ich poznacie” – mówił jeden z największych Nauczycieli. Jeśli ktoś patrząc na osobę publiczną nazywa ją mesjaszem, nie dostrzegając kompletnie, że ten konkretny człowiek to demon – to ja tracę wiarę w ludzi. Bo rzecz w tym, że demon nie ma skrzydeł i aureoli, tylko jest obrzydliwie zachowującym się chamem, który poniża innych ludzi i nie kryje się z rasistowskimi zapędami. Czy rasista może być mesjaszem? Czy cham może być zbawcą świata? Koń jaki jest każdy widzi – podobno. W świecie ezoterycznym wszystko staje na głowie.
Na stronach rzekomo duchowych, ludzie rzekomo duchowo wzrastający popisują się antysemityzmem, nienawiścią, pogardą dla innych czujących istot. Z jednej strony nie jedzą mięska z miłości do zwierząt, a z drugiej chcą w łyżce wody utopić kogoś, kto myśli inaczej. Gdzie tu duchowość? Rzekomo duchowe osoby zachwycają się faszystami, ludźmi nieetycznymi, złymi, krzywdzącymi innych. Gdzie tu duchowość? Fascynacja oszustem i naciągaczem, zachwyt wobec przemocy – gdzie tu duchowość? Uważam, że to właśnie efekt ścieżki zewnętrznej, która wcale nie prowadzi do miłości i Światła, tylko na manowce.
Niektórzy powołują się na przekazy od przodków, polecających nienawidzić innych ludzi, poniżać ich i ogólnie rzecz biorąc propagują nacjonalizm. To ja odcinam się od takich przodków i nie zamierzam dawać im uwagi. To nie moi przodkowie! Duchowość to miłość, rozumienie, współczucie, tolerancja i dobro, a nie nacjonalizm. Niech nacjonalistyczni przodkowie wracają, skąd przyszli! Oczywiście prawda jest taka, że żadni to przodkowie. Takie osoby łączą się z niskimi demonicznymi energiami i namawiają ludzi do nienawiści, nazywając to miłością. Posypywanie psiej kupy cukrem. Nawoływanie do zlikwidowania podziału w narodzie na zasadzie: „nie kłóćmy się, zrób, co ci każę i kochajmy się”. Przypomnę, że zgoda jest budowana na kompromisie, a nie na wymuszaniu uległości.
Manipulacja nigdy nie jest duchowością. Pomijając poglądy, którymi zawsze można się różnić, duchowy człowiek wie, co jest życzliwością, miłością, a co jest przemocą. Duchowość nie przekonuje i nie okłamuje tylko po to, aby siebie dowartościować. I nigdy nie nazwie błota złotem. Pewne rzeczy są takie oczywiste i czasem trudno mi pojąć, że ludzie nie widzą rzeczy tak klarownie, jak je naprawdę widać. Jeśli ktoś kogoś krzywdzi, to oczywiście można mu wybaczyć i dać mu szansę na poprawę. Ale nie można mówić, że to Anioł we własnej osobie. Nie można go wychwalać pod niebiosa tylko dlatego, że nagle stał się sławny. Wszechobecne zakłamywanie rzeczywistości jest znakiem rozpoznawczym fałszywej duchowości.
Prawdziwa duchowość jest osiągana wyłącznie dzięki formie wewnętrznej. To praca nad sobą, uwalnianie swoich negatywnych wzorców, to duchowa praktyka, skupienie na sercu, praca z koherencją, z Kronikami Akaszy i dawanie posłuchu temu, co mówią w tych Kronikach Mistrzowie. Oni nigdy nie nakłaniają do nacjonalizmu, nienawiści czy potępiania kogokolwiek. Ale też nie manipulują słowem. Nie namawiają do iluzji, nazywając to miłością. Prawda jest taka, że nie istnieją narody, tylko ludzie. To człowiek jest dobry albo niedobry. To człowiek kocha albo nienawidzi. To człowiek pomaga albo rani. Nie ma żadnego znaczenia, czy jest w tym wcieleniu Francuzem, Żydem, Ukraińcem, Niemcem czy Polakiem. Jest zawsze i przede wszystkim człowiekiem. Możemy przyjaźnić się z dobrymi ludźmi i chronić się przed niedobrymi. Nigdy nie będzie to kwestia nacji. Nigdy.
Od dziecka uczono mnie odróżniania dobra od zła. Jako Stara Dusza, czuję to każda komórką siebie i ciężko mi czytać te wszystkie bełkotliwe teksty, w których wmawia się ludziom, że czarne to białe. Rzecz nie w poglądach, bo każdy ma swoje spojrzenie na świat, swoje lęki i swoje priorytety. Ale zło – czytaj: poniżanie, pogarda, nacjonalizm, faszyzm – jest bezspornie złem. Człowiek, który jest na duchowej ścieżce nie może być obrońcą zła. Zawsze myślałam, że bycie dobrym jest takie oczywiste, ale okazuje się, że wcale nie jest to jednoznaczne dla ludzi. Jeśli ktoś rozumie czyjeś lęki, to może być mordercą, potworem, demonem we własnej postaci, a i tak dla tej osoby staje się bóstwem. Przerażające.
Prawdziwa duchowość wychodzi poza lęki. W wielu tekstach oświeconych mistrzów odnajdujemy podpowiedź, by odłączyć się od ego. To właśnie ego jest napakowane lękiem, a lęk jest przeciwieństwem miłości. Kiedy kierujemy się lękiem, zaprzedajemy diabłu duszę, byle tylko nas obronił. Kiedy stawiamy swoim lękom czoła, przyjmując je za iluzję, wybieramy obiektywnie dobro. I chociaż diabeł krzyczy: „pomogę ci!”, a Anioł milczy, to my wybieramy Anioła. Rozumiemy, gdzie jest prawda i Światło.







