Przebudzenie 10

Jestem Światłem. I Ty jesteś Światłem. I ona. Wszyscy jesteśmy boskim Światłem z Najwyższego Źródła. Problem polega na tym, że nie wszyscy to widzą, nie wszyscy sobie uświadamiają swoją własną Moc. A im niższa samoocena, im mniej miłości do siebie, tym większe oburzenie, kiedy słyszą coś takiego. No, bo jak można mówić o sobie takie piękne rzeczy?! Przesadna zakłamana skromność jest jak atawizm biologiczny – wrośnięta mocno w skorupę zaprzeczania swojej boskiej naturze.

Kiedy mówię o sobie z poziomu miłości o tym, jaka jestem dobra i wartościowa, jakie dobre jest moje życie, widzę niemal gołym okiem, jak w głowach słuchających jeżą się stare wzorce i zaczynają wymachiwać pięściami: „Ale zarozumialstwo! Ale zadziera nosa!”. A potem zaczyna się perorowanie o skromności i o tym, by w pokorze spuścić głowę, bo rzekomo na tym polega duchowość. Rzekomo. Moim zdaniem prawdziwy rozwój to odkrywanie swojego Światła i oświetlanie innym drogi.

W jakiś sposób przywykłam już do tego pouczania mnie o potrzebie skromności i do historii o tym, że każdy ma prawo do własnej ścieżki. Oczywiście, że każdy ma prawo wyboru. Nikogo nie zmuszam, by odkrywał swoje Światło, ale odważnie powtarzam ciągle, że ono istnieje. Kto jest gotowy, kto odrzucił atawistyczne uprzedzenia, otworzy serce i powtórzy za mną: „Jestem Światłem. Zasługuję na wszystko, co najlepsze”.

Dla kogo jeszcze nie czas, będzie mnie pouczał, że nie mam racji, że doświadczam pychy i że powinnam ową pychę uzdrowić. Tymczasem pycha bierze się z kompleksów i towarzyszy ludziom, którzy nie urzeczywistnili niczego, czują się gorsi od innych, więc głośno krzyczą: „Patrz na mnie! Jestem jasnowidzem najlepszym na świecie! Nigdy się nie mylę! Podziwiaj mnie i chwal”. Charakterystyczne jest tu zawsze wywyższanie się ponad innych.

Nie jestem ani najlepsza, ani nieomylna, ani nie oczekuję pochwał. Jestem Światłem, takim samym jak każdy inny. Jestem szczęśliwa i dumna ze swojej boskiej natury. Różnica między mną a innymi polega wyłącznie na tym, że ja to wiem, a niektórzy nie wiedzą. Nie widzą. Nie domyślają się nawet. Częścią przebudzenia jest dostrzeganie swojej prawdziwej istoty, a nie wywyższanie się nad innych. Różnica nie jest wcale subtelna. Jest mocna i ważna. Ale dziś nie o tych, którzy grzęzną w pysze, usidleni przekonaniem, że są marnością.

Dzisiaj o tym, że ważne jest dostrzeganie swojej Mocy, swojego blasku, swojej potęgi, swojej prawdziwej natury. Swojego bycia Światłem. To jest piękny fundament szczęścia, spełnienia i kochania innych ludzi. Kiedy czujesz się Boskim Światłem, automatycznie w innych widzisz Boskość. Kiedy czujesz się Boskim Światłem, przyciągasz blask od wszechświata. Będąc miłością – kochasz i jesteś kochany. To się dzieje samo.

Największą przeszkodą na drodze do uświadomienia sobie własnej Mocy i bycia Światłem są najbliżsi. Ludzie, których kochamy, którym ufamy, dla których chcemy jak najlepiej. Zazwyczaj są najtrudniejszym lustrem do pokonania, ponieważ ujawniają przed nami wszystkie skrzętnie pochowane w szufladach lęki i wątpliwości. Nasze lęki i wątpliwości, o których zdążyliśmy zapomnieć. Albo o których pamiętać nie chcemy. Pięknie pokazuje to przysłowie, że „nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”. Ani tym bardziej we własnym domu. Jakie z Ciebie Boskie Światło, skoro nie schowałaś zupy do lodówki i się zepsuła?

Aby przejść zwycięsko przez przeszkody ustawione pracowicie przez najbliższych, trzeba uświadomić sobie rzeczy dwie. Po pierwsze i najważniejsze – jesteśmy Boskim Światłem, chociaż przypalamy garnki, gubimy klucze, kłócimy się, denerwujemy i zapominamy kupić pieczywo na niedzielę. Bycie Światłem nie oznacza bycia guru czy bycia ideałem. Każdy człowiek jest Światłem, a im szybciej sobie o tym przypomni, tym mniej błędów będzie popełniał. Warto jednak pamiętać, że uczymy się całe życie. Co najmniej do oświecenia. Na próżno więc szukać w sobie wcześniej jakiejś wymarzonej perfekcji. Rzecz nie w perfekcji, a przynajmniej nie w tym, co ludzie uważają za perfekcję.

Po drugie – bliscy są po to, by pokazywać nam to wszystko, co głęboko w sobie ukryliśmy. To mąż lub żona pokażą nam wszystkie nasze lęki. To rodzice wyciągną na powierzchnię wszystkie wątpliwości. To dzieci podważą nie umocnione teorie, a przyjaciele sprowadzą z obłoków na ziemię. Po to są. Po to umówiliśmy się z nimi przed tym wcieleniem. Na tym polega ich rola.

Warto o tym pamiętać, bo często reagujemy emocjonalnie, kiedy obcy spijają z naszych ust każde słowo, a bliscy kpią i nie chcą nas słuchać. Jest to przykre doświadczenie, bo każdy z nas chce, by to właśnie najbliżsi byli z nas dumni, podziwiali nas za nasze osiągnięcia. Pochwała z ust męża, żony czy rodziców wydaje się być ważniejsza niż zachwyty klientów i kontrahentów. Tymczasem to niewłaściwe podejście. Zeszliśmy tu na Ziemię, by działać – pracować dla tych, którzy są naszymi klientami, studentami, współpracownikami. Rodzina i przyjaciele natomiast to grupa specjalnych dusz, które umawiają się z nami, że będą surowym lustrem obnażającym wszystkie nasze lęki.

Kiedy sobie to uświadomimy, zrozumiemy, że mamy być prorokiem dla tych, co żyją gdzieś indziej. Oni czekają na nas i na nasze słowa, na nasze dzieła. Nie żyjemy dla zachwytu najbliższych i to jest logiczne, bo gdybyśmy z ust rodziny spijali nektar zachwytu, nigdy nie ruszylibyśmy nigdzie dalej, poza granice własnego ogródka. Kręcilibyśmy się w kółko, pisali do szuflady i świat nigdy nie zobaczyłby tego, co mamy do zaoferowania. Wielcy twórcy, artyści ruszyli w świat tylko dlatego, że nikt ich na miejscu nie doceniał. Silna motywacja, która w efekcie przynosi popularność.

Wracając do samego bycia Światłem – jesteśmy nim. Każdy z nas. Warto to sobie codziennie powtarzać, bez względu na wszystkich, którzy nas wyśmiewają lub strofują. Kiedy umocnimy w sobie tę świadomość, kiedy urzeczywistnimy w sobie to Światło, ludzie przestaną nas krytykować. A to będzie oznaczać, że nasza podświadomość przyjęła nowy wzorzec. Dopóki ktoś zarzuca nam, że zadzieramy nosa, dopóty w głębi duszy nosimy lęk przed oceną innych, przed naruszeniem wbitego mocno wzorca skromności i siedzenia w ciemnym kącie. Każde wyjście ku jasności powoduje strach przed tym, że zostaniemy zobaczeni. Może skrzywdzeni? Może zawstydzeni?

Przebudzenie wymaga miłości do siebie tak wielkiej i tak silnej, by pokonać te wszystkie lęki i wątpliwości. By nie udawać skromnej, szarej myszki i nie powtarzać, że nie wolno się wychylać spod szafy. Naszą rolą jest zobaczenie w sobie potężnego Światła i wyjście z nim na scenę, aby rozświetlić życie innych ludzi, aby podzielić się swoim blaskiem z całym światem. Każdy jest Światłem, którego jasność dokłada ważną cegiełkę do budowy wszechświata.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 609
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu