Miłość jest największym i najpiękniejszym cudem wszechświata. Dotyka swoją magią każdego, także tych, którzy pozostają w końcu sami, a nawet samotni. Bo miłość to moc, którą nosimy w sobie. Wyrasta z naszych serc i otula nas rozkoszą choćby na jedną chwilę, abyśmy umieli rozpoznać Kim i Czym Jesteśmy w Istocie. Prawda jest taka, że każdy człowiek jest Miłością i doświadcza jej, by sobie przypomnieć swoją prawdziwą naturę
Kochamy nie tylko romantycznie. Kochamy przyjaciół, dzieci, rodziców, koty i psy. Uczymy się cierpliwie kochać samych siebie, bo po to tu na Ziemię schodzimy. Śmiem twierdzić, że jesteśmy tu dla miłości właśnie. Wszystko, czego oprócz kochania doświadczamy, to scenerie i sposobności, w których rozpoznajemy to najpiękniejsze uczucie. To wibracja mająca zdolność stwarzania światów, uzdrawiania tego, co wymaga transformacji, a także energia sublimująca każdą inną. Moc i możliwości prawdziwej miłości są niemal nieograniczone i wychodzą daleko ponad ludzkie skromne wyobrażenie. Romantyczne motylki w brzuszku to ledwie nieśmiała zapowiedź tego, co jest możliwe, kiedy uruchamiamy tę potężna zdolność.
Jednak ludzie rzadko kiedy są tego świadomi, ponieważ często mylą z miłością zwykły popęd. Kiedy potem czytają o mocy miłości, to sprowadzają ją do działania hormonów. Dla innych miłość romantyczna, pełna serduszek, trzepotania rzęsami i słodkich wyznań jawi się dziecinną zabawą odpowiednią dla nastoletnich panienek. Nawet ci, którzy kochają głęboko i mocno, ukrywają tę potężną siłę pod słowami: troska, przyjaźń, dbałość, sympatia, szacunek. A bywa i tak, że nie chcą zauważyć i w pełni używać tego, co jest im dane i co spływa na nich przez portal serca z Najwyższego Źródła.
Czerpanie z mocy miłości wymaga świadomości. Wymaga rozumienia, jaką ogromną potęgą jest odczuwanie w pełni otwartego serca uczuć, ukrywanych skrzętnie za pluszowymi serduszkami i zakochanymi spojrzeniami. Wymaga odwagi dysponowania siłą przekraczającą najśmielsze marzenia. Wymaga dostrzeżenia, że tęsknota, którą próbujemy ulokować w drugim człowieku, jest w istocie tęsknotą za dotknięciem Boskości – za naszym prawdziwym domem, znajdującym się poza materialnym skrawkiem Ziemi. Tę przemożną tęsknotę odczuwa każdy Lightworker i rozpoznaje miłość jako najważniejszy drogowskaz do prawdziwego siebie.
Dzień 14 lutego jest w moim odczuciu najistotniejszym dniem w roku, ponieważ przypomina człowiekowi jego najważniejsze inkarnacyjne zadanie. Nie ma znaczenia, czy nazwiemy go Walentynkami, Dniem Wszystkich Serc, Świętem Miłości. Jest jedyną – oprócz wesela – celebracją największej ludzkiej mocy i najpotężniejszej dostępnej na Ziemi wibracji. Jedynie celebracja związku – ślub i wesele – dają jeszcze możliwość świętowania kochania. W tym na wielką uwagę zasługuje cudowny hymn o miłości. Poczytajcie proszę, posłuchajcie, bo to bezcenne słowa. Wszystkie inne święta są przy tym tylko zabawą bez większego znaczenia. I dodam oczywiście, że każda zabawa jest wspaniałym wyborem i każde święto jest cenne, bo jesteśmy tutaj także dla radości. Nie potrzebuję powodu i nazwy w kalendarzu, by celebrować życie, ale inni potrzebują, więc świąt niech będzie jak najwięcej, aby ludzie chętnie się bawili.
Wiem, że wiele osób boi się swojej mocy, dlatego istnieje tak dużo nagonki na święto miłości. Ogólnie istnieje też fala potępiania samej miłości i sprowadzania jej do nic niewartej bzdury. Wynika to z braku świadomości. Oczywistym jest też, że niektórzy samotni nie rozumieją, że do kochania nie potrzebujemy wcale partnera, więc w zazdrości i złości plują jadem na tych, którzy mają przywilej być w związku. Taki już jest ludzki świat – pełen bezrozumnej zawiści o coś, co się w istocie samemu posiada. Każdy człowiek nosi w sobie miłość. Im bardziej otwiera swoje serce, tym bardziej czuje się kochany i nie potrzebuje do tego ani męża, ani chłopaka, ani żony czy dziewczyny. Moc jest w nas. Kochanie jest w nas. Możemy z niego czerpać rozkosz pełnymi garściami.
Sypią się też stale niedojrzałe argumenty o tym, że trzeba kochać cały rok, więc Walentynki są niepotrzebne. Zostawiam te protesty małym nadąsanym dzieciom, które nie widzą, że nasze Matki i Babcie szanujemy przecież codziennie, a i tak raz w roku dajmy im więcej celebracji. O Strażakach czy Górnikach nawet nie wspomnę. Ten dzień to ważne przypomnienie o tym, co jest tu najistotniejsze. Komercyjny Zachód zalał go kiczem plastikowych serduszek, ale to przecież nie zmienia sensu i wagi kochania. Dostaję od mojego męża kwiaty wiele razy w roku bez żadnej okazji. Ale dzisiaj też dostałam. I cieszę się nimi z ogromnym wzruszeniem, bo kiedy rano otworzyłam oczy, to one już czekały na mnie. Poczułam miłość. Taki gest to dla mnie jak otwarcie okna i wpuszczenie pachnącego kwiatami wiosennego powietrza. Ten gest nie tworzy powietrza, tylko je udostępnia. Święto walentynkowe nie powoduje kochania, tylko otwiera nasze serca jak okna. Za to je kocham.
Mój związek to też efekt mojej wieloletniej pracy. Kochanie w małżeństwie to przede wszystkim rozumienie, wybaczanie i jeszcze raz tolerancja i wybaczanie. Także samemu sobie. To kochanie siebie nade wszystko, ale też łagodność i umiejętność przyjmowania drugiego człowieka takiego jakim jest – ze wszystkimi słabościami. Życie w związku jest stokroć trudniejsze niż prowadzenie samochodu, dlatego nie każdemu się udaje, bo nie każdemu wystarcza cierpliwości. I to też jest w porządku, bo każdy ma tutaj własne ścieżki do przejścia. Nasze dusze mają różne programy. Ale moc kochania i prawo doświadczania miłości posiada każdy.
Ważne, by pojąć, że wcale nie potrzebujemy do tego bycia w związku, ponieważ kochać możemy wiele osób, rzeczy, zjawisk i – jak wspomniałam – nasze zwierzątka. To ostatnie to prawdziwy majstersztyk wszechświata, który obdarował nas przepotężnym bezwarunkowym kochaniem na czterech łapkach. Nikt nas lepiej nie nauczy prawdziwej miłości niż kot czy pies. Mój Największy i Najmądrzejszy Nauczyciel odszedł niestety za Tęczowy Most, ale wystarczy, że o nim pomyślę i natychmiast zalewa mnie fala potężnych uczuć, a moja wibracja rośnie. To jest magia, za którą możemy być wdzięczni, ale z której przede wszystkim powinniśmy korzystać.
Bo zwierzęta są obok nas nie tylko o po to, byśmy o nie walczyli, ale przede wszystkim, byśmy pozwalali sobie kochać. W ostatnim czasie dużo przykrych kwestii w tym temacie wypełniło internet. Powtarzam zawsze: róbmy to, co możemy, ratujmy, uzdrawiajmy, wpłacajmy na zwierzęta, ale nie zapominajmy o miłości. Nie pomstujmy. Nie przeklinajmy. Nie wypełniajmy się nienawiścią do tych, którzy krzywdzą zwierzęta. Ratujmy, ustanawiajmy prawa i przepisy, ale przede wszystkim wypełniajmy się miłością. Zwierzęta czują. Czują nasze kochanie i to jest najcenniejsze, co możemy im dać oprócz ciepłej miski i kocyka. To je uzdrawia i wzmacnia. Przychodzą na Ziemię nie po to byśmy przeklinali, ale byśmy każdą chwilę wypełniali miłością.
Bycie w stanie kochania, to manifestacja naszej boskiej natury. Naszej prawdziwej natury. To stan wielkiej mocy i potęga uzdrawiania. To siła, która przewyższa wszystkie inne. Gdyby to zależało ode mnie, taką celebrację ustanowiłabym co najmniej raz w miesiącu. A najchętniej raz w tygodniu ustanowiłabym dzień, w którym każdy na świecie – duży czy mały – ma za zadanie dziesięciu osobom powiedzieć, że je kocha i wypisać 60 rzeczy, które kocha oprócz tego. I na koniec jeszcze 60 rzeczy, które kocha w sobie. Gdybym rządziła światem, tak bym zdecydowała. Ale wtedy świat stałby się rajem i już nie byłoby dla dusz doświadczalnego poligonu pełnego wojen i chorób. Nie byłoby dobra i zła. Nie byłoby wyzwań. Życie stałoby się jedną wielką błogością.







