Wokół litery „Y”

Co jakiś czas wraca jak bumerang kwestia numerologicznego liczenia litery Y. Jedni liczą ją jako samogłoskę u góry, inni jako spółgłoskę u dołu. W obu przypadkach pojawią się oczywiście inne wyniki w Kombinacji. Moim zdaniem każdy powinien wybrać sobie taką wersję, jaka mu bardziej odpowiada. Wszelkie awantury i obelżywe słowa w tym zakresie są dla mnie tylko cenną wskazówka, kogo warto omijać z daleka. Bo przy okazji numerologicznego tematu, wszechświat pokazuje nam jakże cenną rzecz: pokazuje poziom duchowy człowieka, który zabiera głos w dyskusji.

We wszystkich obszarach wiedzy duchowej pojawiają się rozbieżności, bo jesteśmy zwyczajnie różni. Są zatem rozmaite linie Reiki, które stosują inne znaki i sposoby pracy. Są inne formy liczenia w numerologii. Są inne metody oczyszczania i uzdrawiania. Postrzegam to jako wielowątkowość wszechświata i nigdy mi to nie przeszkadzało. Ucząc się podstaw astrologii dowiedziałam się, że różne osoby inaczej reagują na określone metody. To, co jednych uzdrawia od ręki, na innych w ogóle nie działa. Pokazuje to jeden wyznacznik w horoskopie i potwierdza, że jako ludzkość potrzebujemy tej różnorodności.

Kiedy trzydzieści lat temu uczyłam się numerologii, skończyłam cztery szkolenia u czterech numerologów. Dwoje z nich liczyło literę „Y” jako samogłoskę, a dwoje jako spółgłoskę. Nauczyłam się czterech różnych systemów numerologicznych, spomiędzy których wybrałam jeden: system Gladys Lobos. Wzbogaciłam go dodatkową wiedzą dopiero po wielu latach własnej praktyki. Jednak rdzeń liczenia pozostał niezmieniony. Dokonując wyboru kierowałam się dwoma czynnikami.

Pierwszy aspekt to moja wysoko rozwinięta duchowa intuicja. W tamtych czasach już bardzo mocno czułam poziomy energetyczne u ludzi i bez trudu rozpoznawałam stopień duchowego wzrostu u dowolnej osoby. Gladys Lobos reprezentowała najwyższy level ze wszystkich moich nauczycieli. Jej energia mnie zachwyciła i kiedy tylko rozpoznałam jakość tej wibracji zdecydowałam, że przyjmę wszystko, cokolwiek powie, ponieważ czerpie ona duchową wiedzę z najwyższych płaszczyzn. A numerologia zawsze była dla mnie nauką duchową.

To mój subiektywny odbiór, ale nigdy go nie ukrywałam. Jednak co uważam za szczególnie istotne: nigdy nie oceniam krytycznie innych systemów i sposobów liczenia. Nigdy. Moim zdaniem wszystkie są dobre i każdy powinien wybrać ten, który najbardziej mu odpowiada. Ja akurat nie wybierałam systemu, tylko nauczyciela. To wysoki poziom duchowy nauczyciela zdecydował, że pracuję dzisiaj w taki, a nie inny sposób, chociaż znam podstawy innego liczenia i analizowania z kursów u innych znanych i cenionych numerologów. Jednak co ważne: po trzydziestu latach praktyki potwierdzam, że wybrałam dobrze, bo wszystko działa. Jestem zadowolona z efektów swojej pracy z numerologią.

Chcę jednak bardzo wyraźnie podkreślić, że w świecie duchowym z wielką uwagą przyglądam się ludziom i temu, jak się zachowują. Obserwuję w tym zaskakujące zjawisko deprecjonowania „konkurencji”, co jest charakterystyczne dla niskich wibracji i niskich pobudek. Nie jestem nieomylna, ale daję ludziom prawo do wyborów innych niż moje. Szanuję innych nauczycieli bez względu na to, w jakim systemie pracują. Przychodzą do mnie uczniowie od innych mistrzów Reiki, czasem z zupełnie innej linii przekazu. Nigdy nie usłyszeli ode mnie, że „tamten system jest be”. Dzielę się swoją wiedzą i mówię: „działaj tak, jak czujesz”. Nauczyciel, który poniża innych nauczycieli tylko dlatego, że oni pracują inaczej, to duchowy prostak i wielkie czerwone światło, które warto omijać szerokim łukiem. Kiedy pobierzecie od takiej osoby nauki i staniecie się samodzielni – Was też będzie deprecjonował, bo „zabieracie mu klientów”. To tylko walka o kasę i o nadwątlone poczucie wartości. Aż dziw bierze, że wśród ludzi zajmujących się duchowością toczą się takie nisko wibracyjne gierki. Nie bierzcie w tym udziału, nie warto.

Wracając do kwestii numerologii: liczę literę „Y” jako spółgłoskę, ale nigdy nie zdarzyło mi się powiedzieć, że liczenie jej jako samogłoski jest błędem. Bo nie jest. Uczyłam się takiej wersji numerologii. Ona też działa, chociaż są w niej pewne interpretacyjne różnice. Niewielkie, ponieważ dotyczą tylko jednego wyznacznika: Kombinacji. Niezależnie od tego, czy liczymy „Y” jako samogłoskę czy jako spółgłoskę, nie zmieni się analiza Drogi Życia, Liczby Psychiki, Potencjału, Liczby Mocy, Diamentu Życia, Cykli Życia. O co ten cały szum? O jeden wyznacznik? Może warto zastanowić się nad sobą, zanim zacznie się awanturować i tupać nóżkami, że „tylko moje jest najlepsze”? Wszechświat sprytnie zastawia pułapki na duchowych ścieżkach, aby odsiać ziarno od plew i pokazać, kto naprawdę czuje całym sobą sens numerologii, a kto przyczepia się do nieistotnych drobiazgów.

Kombinacja jest kluczowym wyznacznikiem tylko w jednym obszarze: w temacie Harmonizacji Portretu przez dodawanie nowych imion. Jest to metoda opracowana od podstaw przez Gladys Lobos. Rzeczą bezsporną jest zatem, że aby ją stosować, musimy korzystać z warunków obliczeniowych z jakich korzystała zawsze Gladys Lobos. Nie można zmieniać zasad obliczania wartości Kombinacji przesuwając litery ze spółgłosek w samogłoski lub odwrotnie. Jeśli zmienimy dane wyjściowe – metoda przestanie działać, ponieważ została stworzona do określonych warunków wyliczeniowych. To przecież oczywiste.

Harmonizacja Portretu jest drugim czynnikiem, który sprawił, że wybrałam pracę w systemie Lobos. Jestem Polką i w moim ojczystym języku „Y” jest samogłoską. Ale jeśli tak bym liczyła portrety (co robiłam u innych nauczycieli), nie mogłabym stosować metody zmian numerologicznych. Miałam do wyboru: przyjąć „Y” jako spółgłoskę i robić ludziom skuteczne uzdrawiające harmonizacje lub liczyć jako samogłoskę i kończyć swoje numerologiczne działanie na analizie portretu. Powtórzę raz jeszcze: nie można i nie wolno stosować metody zmian wg Gladys Lobos przy innym zliczaniu liter, niż robiła to autorka. Spójność i skuteczność metody opierają się na ścisłym przestrzeganiu danych wyjściowych.

W tych danych wyjściowych zawiera się też kwestia korzystania ze wszystkich imion i nazwisk, jakie kiedykolwiek mieliśmy nadane. Ileż to razy ludzie buntują się, bo przecież nie używają w ogóle imion od bierzmowania. Proszę zwrócić uwagę, że sens Harmonizacji Portretu i jej działanie zostałoby naruszone także wtedy, gdyby ktoś jako dane wyjściowe podał wyłącznie obecnie noszone pierwsze imię i nazwisko z pominięciem nazwiska rodowego czy drugiego imienia. A w innych systemach tak się pracuje. Niektórzy numerolodzy uwzględniają wyłącznie to, co figuruje w dowodzie. Żadnych imion od bierzmowania, żadnych nazwisk po byłych mężach.  I to też jest w porządku. Ale z takimi danymi nie wolno robić zmian numerologicznych. Po prostu nie wolno. Każdy system jest spójny tylko wtedy, kiedy przestrzega się zasad dotyczących danych wyjściowych do obliczeń.

Moim zdaniem to logiczne i nie wymaga tłumaczenia, ponieważ zmiana sposobu liczenia to takie działanie, jakbyśmy chcieli stosować wyższą matematykę, ignorując całkowicie tabliczkę mnożenia. Podstawa jest zawsze istotna, bo na niej budujemy to, co chcemy stworzyć. Inne podstawy to inny wynik. Warto o tym pamiętać. Każda metoda powinna być ułożona i sprawdzona od początku do końca. Gladys to zrobiła. Opracowała, testowała, sprawdzała, dopiero potem zaczęła dzielić się swoją metodą ze światem. Była odważną pionierką i spotykała się z oburzeniem innych numerologów, którzy krytykowali jej odkrycie. Dzisiaj po wielu latach, kiedy po świecie chodzą ludzie uszczęśliwieni i uzdrowieni Harmonizacją Portretu, sytuacja uległa zmianie. Dzisiaj już nikt nie krytykuje samej metody, ale próbuje ją „uszkodzić”, namawiając do zmiany liczenia literki „Y”, jakby nie rozumiał, że to zniszczy metodę.

„Lepsze” jest wrogiem dobrego Kochani Moi. Nie próbujmy naprawiać i poprawiać tego, co dobre i sprawdzone. Dodam zatem przy okazji, że nie tylko ja pracuję z metodą Gladys Lobos, ale też wiele innych osób w Polsce. Mamy swoje doświadczenie, mamy praktykę, która potwierdza pozytywne działania takiej wersji liczenia. Moi najbliżsi także korzystają z dobrodziejstwa Harmonizacji Portretu obliczanego metodą Lobos. Czy naraziłabym tych, których kocham na problemy? Czy raczej zrobiłam to dla nich, ponieważ sama na sobie doświadczyłam, że to fenomenalnie działa i zmienia życie na lepsze? Czy zajmowałabym się tym prawie trzydzieści lat, gdyby to nie działało?

W czasach, kiedy świat staje się globalną wioską, a Polacy są rozsiani po wszystkich kontynentach, absolutnie nie widzę sensu, by tworzyć jakąś tylko „polską” numerologię, uwzgledniającą nasze znaki diakrytyczne czy „Y” jako samogłoskę. Natomiast wiem, że istnieją w Polsce takie systemy numerologiczne, które powstały kilka czy nawet kilkanaście lat po metodzie Lobos, a w których także robi się zmiany. Nie znam ich, ale w niczym mi nie przeszkadza, że istnieją i – według mojej wiedzy – liczy się w nich literę „Y” jako samogłoskę. Pozytywnie zakładam, że są opracowane w sposób spójny do danych wyjściowych. To jednak inna metoda niż ta, z której korzystam. Każdy niech wybiera to, z czym mu po drodze. Jak wspomniałam wcześniej – każda metoda i każdy system jest dobry, jeśli przynosi ludziom uzdrowienie.

 

 

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 729
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu