Nie wystarczy samemu nazywać się jasnowidzem, aby nim rzeczywiście być. Jak wiecie doskonale, mój stosunek do tej „profesji” jest więcej niż ostrożny – jestem dość krytyczna, ponieważ wiem, na czym energetycznie polega. Niektórzy ludzie widzą nieco więcej, jednak to widzenie nie jest nigdy czyste i stuprocentowe. Największą sztuką w profesji wróżki jest umiejętna interpretacja obrazu, dźwięku, czy słów, które wyrwały się zza zasłony. To trudne. I oczywistym jest, że można łatwo kogoś skrzywdzić. Warto być ostrożnym i nie powierzać swojego życia czy zdrowia byle komu, kto chełpi się na lewo i prawo swoim „widzeniem”. Wnikliwy umysł rozbiera takie manipulacje czystą logiką. Uważam, że wystarczy inteligencja, aby nie dać się zwieść byle komu.
Z odrobiną wstydu przyznaję, że ja też widzę i czuję więcej, a moi klienci nierzadko nazywają mnie jasnowidzem, bo umiem zobaczyć i ocenić prawidłowo sprawy niewidzialne dla innych. Ale na swoją obronę dodam, że otwarcie zaprzeczam, jakobym była jasnowidzącą i nie podejmuję takich zleceń, w których miałabym popisywać się swoimi zdolnościami. Nawet w Kronikach Akaszy – które same w sobie są nieomylne, bo informacji nie podaje ułomny w swojej naturze człowiek, tylko Istoty Wyższe – nigdy nie dostajemy „kawy na ławę”, tylko pewne oczywiste sugestie. Bo mamy myśleć samodzielnie. Nie można uzależniać się od kogokolwiek, nawet od Mistrzów Oświeconych, w podejmowaniu codziennych decyzji. Można i warto się powierzać, ale to zupełnie coś innego.
Ostatnio obserwuję też z uśmiechem pewne manipulacje publiką, które są czytelne dla mnie, bo od lat pracuje z NAO, w tym z Analizą Wypowiedzi. Chcę Wam pokazać tylko jeden przykład – może zaciekawi osoby, które chciałyby umieć rozpoznać manipulacje. Pewna pani opisała bardzo pozytywnie – negatywną osobę publiczną. Każdy ma prawo lubić, kogo chce – nawet zbrodniarza, a nie o zbrodniarzu tu mówimy, lecz o zwykłym niekaranym człowieku, który ma tylko brzydką przeszłość. Sam się do tej przeszłości przyznaje i to nie podlega dyskusji. Nie jest problemem sam człowiek. Jest jaki jest i nic mi do tego. Rzecz nie leży w niepotrzebnym krytykowaniu tej osoby. Bo nawet morderca wypuszczony z więzienia zasługuje na drugą szansę – moim zdaniem należy tę szansę dać i zapewnić takiej osobie pracę, mieszkanie czy jedzenie. To jest w porządku. Nie jest w porządku, kiedy taką osobę opisuje się jak mesjasza. Bo czym innym jest powiedzieć: „nie krytykujmy, dajmy szansę”, a czym innym autorytarne poparte astrologią stwierdzenie: „tu jest moc i dobro”.
Jestem astrologiem i numerologiem od ponad trzydziestu lat. Nie ma w tych metodach niczego jednoznacznego – nigdy. Jest potencjał. Oznacza to, że osoba z danym horoskopem i danymi aspektami może być zarówno mordercą jak i policjantem, który tych morderców ściga. Tak w skrócie. To zawsze człowiek wybiera. Identyczne horoskopy może mieć król i pan spod budki z piwem. Zatem od człowieka zależy, jak wykorzysta moc swoich planet. Moim zdaniem jest wielkim nadużyciem pokazanie nie znającym astrologii odbiorcom tylko jednej strony medalu i autorytarne stwierdzenie, że to dobry człowiek. Uczciwy astrolog pokazuje plusy i minusy, mówi: „może być tak lub tak, zależy jak ta osoba zrealizuje dany aspekt”. Kiedy znamy osobę, której robimy horoskop, tych „może” jest mniej, bo wiemy w jaką stronę zmierza taki człowiek, w jakim środowisku się obraca, kto lub co go wspiera w wyborze określonej drogi życiowej.
Dodam – nie oceniam omawianej osoby, tylko nieuczciwy przekaz jasnowidzącej pani. Pewne rzeczy są bezsporne – jeśli omawialibyśmy horoskop pana, który właśnie zakończył odsiadywanie wymierzonej mu kary, dajemy mu szansę i mówimy: „mam nadzieję”, ale nie wykorzystujemy swojego autorytetu, by przedstawić go jako Anioła i obrońcę uciśnionych, których okradał przez wszystkie lata życia. Jeśli lubię taką osobę, napiszę: „lubię go i subiektywnie wierzę, że teraz się zmieni, że od teraz będzie uczciwy”. Mam prawo wierzyć. Mam prawo mieć własne subiektywne zdanie. Ale powoływanie się na astrologię, aby zakłamać rzeczywistość – bo kwestia dotyczy osoby publicznej i chcę zapunktować – jest nie w porządku wobec ludzi.
Drugi manipulacyjny „myk” powszechnie stosowany przez wielu, którzy chwalą się tym, że wiedzą i widza więcej, to zmuszanie ludzi do „pozytywnych kłamstw”. Kiedy logicznie myśląca osoba nie daje się nabrać na bajki o kimś, kto zdążył udowodnić, jak postępuje i głośno powie: „to nieprawda, bo on zrobił to i to”, manipulant rzuca ostre: „nie zgadzam się na hejt”. I dodaje szybko: „trzeba myśleć pozytywnie i wierzyć w dobro w człowieku”. To nieczysta gra. Po pierwsze słowo „hejt” działa jak bicz i blokuje każdą krytykę – nawet tę uzasadnioną. Jeśli ośmielamy się ocenić surowo jakiegoś nieetycznie działającego człowieka, zarzut hejtowania zamyka nam usta.
Po drugie – pozytywne myślenie nie polega na kłamstwie. Nie ukrywam, że nie pisałabym o tym całym brudzie stosowanym przez innych, gdyby nie potrzeba sprostowania przekłamania o pozytywności. Jestem w temacie pozytywnego myślenia specjalistką od ponad trzydziestu lat. Prosperująca świadomość nie kłamie. Nie przytakuje kłamstwom dla świętego spokoju. Jedynie nie wylewa z siebie przekleństw i złych słów. Czasem w milczeniu odwraca się i odchodzi, jeśli wie, że nic nie może zmienić. Pozytywny człowiek to nie ten, który wbrew temu co widzi i czuje, zakłamuje rzeczywistość i lajkuje nieprawdziwe teksty. To nie ten, który wbrew prawdzie napisze: „tak, tak, to dobry człowiek, wspierajmy go dobrymi myślami”. Pozytywny człowiek wierzy w to, co czuje i rozwija pracę z polem serca, aby odczuwać rzetelnie.
Jeśli naprawdę wierzycie, że Wasze myśli mają wpływ na innych ludzi, to dlaczego wsadzacie do więzień złodziei, zamiast myśleć o nich, że są dobrzy? Dlaczego nie zapraszacie gwałcicieli do stołu z dobra myślą, że staną się fajni? Czy naprawdę nikt nie widzi w takim toku rozumowania kolejnej manipulacji naiwnymi czytelnikami? Z Analizy Wypowiedzi płynie tu jednoznaczny przekaz: „macie myśleć tak, jak ja, bo dobrzy ludzie wszędzie i zawsze widzą dobro, a ja jestem tu od tego, żeby wam mówić, jak macie myśleć. On mnie się podoba i koniec! Wam też ma się podobać”. To zwyczajnie nie jest fajne i tyle.
I dla jasności powtórzę to, co napisałam wcześniej: zawsze mamy prawo napisać o każdym: „lubię go, podoba mi się i nie chcę zwracać uwagi na to, co robił w przeszłości, daję mu czystą kartę i wierzę, że okaże się cudem świata”. Ale w takim przypadku nie wolno pokazywać jego horoskopu, jako dowodu na poparcie swojego zdania. Jeśli coś jest subiektywne, nie wymaga żadnego tłumaczenia i żadnych dowodów. „Tak sądzę, bo mam prawo, lubię, bo mam prawo i nikomu nic do tego” – czyż nie tak? Publikowanie wygładzonej, niepełnej i tym samym nieprawdziwej analizy człowieka jest oszukiwaniem tych, którzy nie znają astrologii i siłą rzeczy mogą jedynie uwierzyć na słowo wróżce. A takich ludzi jest dużo niestety.
Ogólnie podsumowując – nic mi do tego, kto co sobie pisze i jak manipuluje. Energia prowadzi. Ludzie inteligentni nie uwierzą w żaden horoskop, który zaprzecza temu, co wiedzą i widzą własnymi oczami. A ci, którzy wierzą i tak by uwierzyli, bo są karmicznie powiązani z taką lekcją, z nieprawdą i zakłamanym pseudo odczuwaniem. Przy takich postach dużo się mówi o tym, że „też się tak czuje”. Tylko zwykły zjadacz chleba nie rozumie, że czuje to, co chce poczuć. Czuje to, co chce, żeby było. Prawdziwy wgląd to zupełnie coś innego. W moim doświadczeniu bardzo często wgląd, który się pojawia wcale mnie nie cieszy – zaprzecza temu, co bym chciała, żeby było i każe z pokorą pochylić głowę przed mądrością wszechświata. Każdy coś „czuje”, bo na tym polega człowieczeństwo. Ale do obiektywnej prawdy temu „czuciu” bywa czasem daleko.
Ja stale weryfikuję to, co do mnie przychodzi jako wgląd. Mam wiele sprawdzonych technik, a nierzadko korzystam też z pomocy innych osób. Jeśli czuję coś negatywnego, to szczególnie wtedy właśnie sprawdzam. Bo nie chciałabym skrzywdzić kogoś złym postrzeganiem. Jak dotąd, jeśli widzę demona albo oszusta w człowieku, to wszystkie weryfikatory potwierdzają, że tak jest w istocie. I jak wiadomo wszystkim, którzy czytają moje teksty – nie biegam po sieci z takimi informacjami. Zostawiam je dla siebie. Uważam, że narzucanie ludziom, co mają myśleć o znanej publicznej osobie, jest nie w porządku. Każdy ma uczyć się logicznego myślenia. Koń jaki jest – każdy widzi. Ale niech tam sobie ludzie piszą… To nie problem.
Problem jest w tym, że przekłamywanie horoskopu i naginanie go wedle upodobań, to nieuczciwość. To uderza w wiarygodność astrologii i numerologii, z którymi od lat pracuję. Kiedy czytam, jak panie wróżki na siłę naginają wskaźniki do tego, żeby popierały ich subiektywny ogląd człowieka, czuję sprzeciw. Bo inteligentny człowiek powie wówczas: „ta cała astrologia to manipulacja”. A to nieprawda. Są tylko sprytne manipulantki, które chcą rządzić ludzkimi duszami i decydować o tym, jak inni mają myśleć. Fe! Nie podoba mi się też zmuszanie ludzi rzekomo w ramach „pozytywnego myślenia” do klaskania temu, co negatywne. Pozytywność tak nie działa i takie manipulacje uderzają w to, czym się zajmuję od lat. Nie dajcie się wpuszczać w takie bajorko. Najlepiej trzymać się z daleka od manipulantów.







