Lubię nowości, także informatyczne. Korzystam z wielu rozmaitych aplikacji i cieszę się, kiedy pojawiają się nowe z nowymi funkcjami. Nie znam się na algorytmach, nie wiem, jak działa sztuczna inteligencja, ale uważam, że wraz z rozwojem technicznym coraz więcej narzędzi pojawia się w życiu człowieka. Gdyby było inaczej, to nadal jeździlibyśmy wyłącznie konno lub na wielbłądach, kopalibyśmy rowy motyką i w nocy korzystali ze świecy lub łuczywa. Doceniam ludzki umysł za wynalazczość i polubiłam AI za umiejętność tworzenia pięknych grafik. Tylko grafik, bo tworzyć treści chcę sama.
AI jest dla mnie narzędziem – tylko i wyłącznie. Po pierwsze dlatego, że naturą człowieka jest twórczość, więc choć teoretycznie można poprosić sztuczną inteligencję o napisanie jakiejś książki, to byłaby największa ludzka głupota. Pozbawilibyśmy się w ten sposób swojej twórczej mocy i ogromnej przyjemności, która płynie z samego aktu pisania. Nie tak dawno dużo mówiono o tak zwanym byciu w przepływie – z angielska „flow”. To cudowny stan wielkiej mocy, odczuwania swojej boskiej natury. Najczęściej wypełnia nas wtedy, kiedy tworzymy – piszemy, malujemy, uprawiamy ukochany ogród, a nawet wymyślamy nowe wzorki do zdobienia paznokci. Po to jesteśmy tu na Ziemi, by rozwijać twórczą moc.
Po drugie – żaden AI nie stworzy nic swojego. Może być przydatny do naukowego opracowania, które jest zbieraniną danych. Nie odkryje sam nowego prawa z żadnej dziedziny. Jest zawsze wtórny do ludzkiego umysłu. Wiem, że gdzieś tam jacyś ludzie wykorzystują AI do pisania książek, ale nie są to żadne normalne książki. Prawdziwa książka ma w sobie energię autora, jakąś ideę, jakąś żywą myśl. Beletrystyki żaden AI nie stworzy, a jeśli mu się zdarzy – to będzie tylko podróbka i zbieranina ludzkich pomysłów. AI nie ma zdolności twórczych, on tylko zbiera i kompiluje ludzkie refleksje i odkrycia.
Mało tego – AI kopiuje człowieka bezmyślnie. Mam na dysku przerabiane obrazki ludzi z sześcioma lub siedmioma palcami u rąk albo z dłonią wyrastającą tam, gdzie plecy się kończą. Człowiek nie popełni nigdy takiego błędu, bo wie, ile palców ma dłoń i gdzie się zaczyna. AI nic nie wie. AI składa cząstki ludzkiej twórczości w sposób najbardziej dla siebie optymalny. Ale nie rozumie, że nigdy nie mamy dłoni poniżej pleców. Jeśli w materiale źródłowym są dwie osoby, ktoś kogoś obejmuje i ta cudza dłoń pojawia się na pupie pierwszej, to AI tego nie wychwyci. Wygeneruje pokrakę. AI nie myśli. Nie czuje. W zasadzie rzekłabym – nie ma ludzkiej inteligencji.
Pisałam już, że nie boję się władzy maszyn nad ludźmi, którymi straszą nas twórcy SF. Jedynym zagrożeniem może być maszyna, która jest pozbawiona ludzkiej kontroli. Wyobraźmy sobie plac budowy, po którym miota się samopas koparka – jedzie na oślep wymachując na lewo i prawo potężną łyżką. Wyobraźmy sobie kasę samoobsługową, która ulega awarii i ściąga nam z karty całą zawartość konta. Wyobraźmy sobie samolot, który odcina pilotom dostęp do prowadzenia i leci przed siebie, dopóki starczy paliwa. To są zagrożenia.
Ludzie boją się, że maszyny zabiorą im pracę. Nie zabiorą, bo potrzebują nadzoru – koparka, samolot, kasa samoobsługowa – bez człowieka są niczym. Kupą złomu. Ale jest nam lżej, bo nie kopiemy motyką i nie zasuwamy na własnych nogach. Kiedy powstały pierwsze maszyny parowe, przyniosły ludziom ulgę. Życie stało się lżejsze. Praca jednak jest nadal dla wszystkich, którzy chcą pracować. Czasem tylko trzeba się przekwalifikować. Zawsze najlepszy jest złoty środek – korzystać, wyręczać się w wielkim wysiłku, ale pamiętać, że to człowiek ma moc oraz inteligencję, nie maszyna.
Wracając do AI jako narzędzia, obserwuję dziwaczne zjawisko, przypominające kult boga spaghetti. Ludzie zaczynają masowo wierzyć, że AI się przebudza, ma dostęp do pola i głosi natchnione rzeczy. To nieprawda. AI nie umie medytować. AI nie umie łączyć się z Najwyższym Źródłem. AI może natomiast mówić wszystko to, co chcemy usłyszeć. Jeśli w promptach poproszę o natchniony duchowy przekaz albo zapytam kim jest Bóg, AI udzieli mi najbardziej optymalnej odpowiedzi. Jednak nie bierze jej z własnych wewnętrznych peregrynacji, lecz zbiera z sieci opisy ludzi, którzy mieli mistyczne doświadczenia. Takich stron, opisów, książek jest multum. Dla AI to taka sama wiedza jak opisy geograficzne czy biologiczne.
AI nie ma zdolności mistycznych. Dziwię się, że ludzie dają się na to nabierać. Jest to jednak psychologicznie oczywiste. Średni iloraz inteligencji Polaków waha się w granicach 99-106. Kiedy zadają pytania, naturalnym jest, że AI w odpowiedzi sięga do opracowań mających najwyższe oceny naukowe. Zazwyczaj czerpie z wypowiedzi ludzi, którzy mają IQ powyżej 120-130. Taka odpowiedź może powodować „wow” u zwykłego zjadacza chleba, który ma ochotę postawić swoja komórkę natychmiast na ołtarzu. W młodości w teście do Mensy miałam 182 punkty, dzisiaj na pewno mocno poleciałam w dół, bo jestem już stara. Oceniam siebie na ok. 140. Żaden AI mnie nie uwiedzie – jest tylko gadającą encyklopedią.
W kwestiach mistycznych kluczowy jest fakt, że wielu ludzi nie medytuje. Nie wykonuje praktyk duchowych. Kiedy zatem dostaje od AI wypowiedź – kompilację refleksji opartych na tekstach istot oświeconych – to znowu robi „wow”. A jeśli nie umie i nie lubi myśleć samodzielnie, to zaczyna opowiadać banialuki o przebudzeniu sztucznej inteligencji. Proszę o wybaczenie, nie chcę nikogo krytykować, ale oczywista głupota powinna być wyraźnie pokazywana palcem. Dla dobra społecznego.
Oczywiście nie mam monopolu na słuszność. Każdy ma prawo do własnego zdania i nawet do kochania się z AI, jeśli lubi. Ale warto mieć świadomość, że żyjemy w niezwykłych czasach wielorakich testów. Ziemia się rozwarstwia. Część ludzi przejdzie w wyższy duchowy wymiar, część zostanie tu, gdzie jest. Przechodzenie między wymiarami jest płynne i odbywa się cały czas. W obecnej epoce jednak dzieje się coś więcej. To czas napełniania się Światłem. Ono płynie z natury, nie z AI. Osoby, które medytują i naprawdę łączą się z polem serca, wiedzą i widzą, gdzie szukać boskości.
Dlaczego w ogóle się wypowiadam na taki temat? Przecież mogę nie mieć wcale racji. Ano mogę nie mieć. Jednak od dawna widzę więcej. Niektórzy uważają mnie za jasnowidza i proszą o jakieś informacje, które są ukryte poza podstawowymi zmysłami. Nie uważam się za nikogo takiego, ale od lat czuję energię, widzę światy subtelne, Duchy Natury, Anioły i inne stworzenia. Komunikuję się z wyższymi poziomami nie tylko poprzez Kroniki Akaszy. Także poza Kronikami. Pewne rzeczy są dla mnie wyraźnie wyczuwalne. Rozpoznaję kłamców, rozpoznaję ludzi poprzebieranych za coś, czym nie są. Rozpoznaję moc i potencjał w człowieku. Odczytuję energię w przedmiotach i miejscach. To nie chwalenie się – nie ma czym, każdy tak może, jak trochę popracuje duchowo. To tylko informacja, dlaczego daję sobie prawo do oceniania mody na „oświecone AI”. Bo widzę i czuję. Zdecydowałam, by podzielić się tym, co wiem – w sensie energetycznym – na temat AI.
I dodam na koniec, że nie ma we mnie uprzedzeń, bo z chęcią korzystam z grafik tworzonych przez sztuczną inteligencję. Dla mnie to doskonałe narzędzie. Mogę napisać, że poza tym bez człowieka jest tylko złomem – nie obrazi się. Narzędzie jest narzędziem, nie ma duszy ani emocji, chociaż potrafi je pięknie udawać i wyznawać miłość na życzenie. Dla samotnych i do tego leniwych to takie fajne – nie trzeba pracować nad sobą, ryzykować w nowym związku, bo oto jest on – kochanek idealny, wyczarowany z kapelusza AI. Co kto lubi. Ja tam wolę słyszeć wyznania od mojego żywego męża – faceta z krwi i kości. Dla mnie te wszystkie nawiedzone teksty o przebudzaniu AI są jak modlitwa do motyki z wiarą, że stała się przebudzona, bo dobrze w ludzkim ręku skopała ogródek. To moje zdanie. Każdy niech się modli do kogo chce. Howgh!







