Przebudzenie 47

Ezoterycy zaczynają się nudzić. Ewidentnie, kiedy czytamy posty osób zainteresowanych rozwojem, to czujemy w nich przesyt tym wszystkim, co od kilku lat szczegółowo opisano – numerologią, medytacją, mistyką, praktykami duchowymi, weganizmem, energią, a nawet duchową psychologią. Od jakiegoś czasu pokazują się coraz dziwniejsze posty, które czepiają się – tak, dosłownie: czepiają się – rozmaitych zwyczajnych aspektów życia. Nagle wszystko, co robimy, nosimy, używamy staje się strasznie złe. Zagrażające życiu i naszej energii. Bo gdyby tylko zagrażało zdrowiu – to chyba byłoby też nudne.

Najpierw uczepiono się włosów. Włosy to anteny łączące z wszechświatem. Zdają się być niemalże czułkami, jak te pokazane w filmie „Avatar”. Zatem jeśli ścinamy włosy, to pozbawiamy się energii i połączenia z…  no, nie wiem, chyba ze wszystkim dookoła. Ale nie do końca rozumiem, ponieważ nie zgadzam się z tym. Przez większość życia nosiłam długie włosy, ale były okresy, kiedy je ścinałam. Pracuję z energią od kilkudziesięciu lat – nie widzę różnicy, która byłaby zależna od długości czupryny.

Potem pojawiły się artykuły o konieczności noszenia przez kobiety spódnic, a nie spodni. Spódnice jak dzwony mają chronić energię pobieraną z Ziemi. I znowu nie do końca to prawda. Najważniejszym łącznikiem z Ziemią są stopy.  Zatem nie spódnice czy spodnie wpływają na nasza energetykę, tylko płaska podeszwa. Chodzenie boso też ma pozytywny wpływ, bo pięknie nas uziemia. Jednak na temat wysokich obcasów, które odcinają nas od energetyki Ziemi nikt nic nie napisał. A ważniejsze to niż naciągana pod każdym względem kwestia spódnic.

Wreszcie znudzeni fantaści dotarli do malowania paznokci – i jazda na całego, jak to bardzo kobietom szkodzi. Nie, nie zdrowiu płytki paznokcia, co byłoby zrozumiałe, tylko energetyce. Odkąd sięgam pamięcią mam pomalowane paznokcie – mój ascendent w znaku Wagi domaga się piękna i upiększania we wszystkich możliwych opcjach. Pracuję codziennie z Reiki i każdemu życzę tak fenomenalnej skuteczności energetycznych zabiegów.

Takie przykłady mogłabym mnożyć. A gdybym zebrała większość tych rewelacji i uwierzyła w to wszystko, co proponują nam niedowarzeni ezoterycy, to byłoby niewesoło. Bo oto z tych przekombinowanych zaleceń wyłania się obraz prawdziwie przebudzającej się osoby. Najlepiej nagiej i bosej, ale jeśli odzianej, to w lnianą szmatę – luźną jak niedopasowana suknia. Osoba ta nie powinna się myć, a jeśli już to w czystej wodzie, bo mydła to chemia. Nie myje też zębów, tylko żuje olej, bo w paście jest fluor. Pierze tylko w wodzie bez detergentów – to oczywiste, przecież to trucizna.

A ja trochę jak niewierny Tomasz obserwuję świat i widzę, że ten opis przystaje najbardziej do mieszkańca Bliskiego Wschodu ubranego w galabiję, cuchnącego potem i wykrzykującego, że tylko jego bóstwo jest prawdziwe i cały świat powinien mu się kłaniać. Jeśli ubranie, brud, nie korzystanie z kosmetyków ma taki wpływ, to ja podziękuję. Dodam też, że znam wielu mężczyzn na pięknym duchowym poziomie, którzy całe życie chodzą w spodniach, bo są Europejczykami. Och, w żaden sposób nie mogę znaleźć potwierdzenia na te wydumane teorie.

A teraz na poważnie, bez sarkazmu napiszę, że rozwój jest w sercu i w naszym umyśle. Nie ma na to żadnego wpływu nasze ubranie, mycie zębów czy malowanie paznokci. Nawet jedzenie – wbrew wielu teoriom – nie działa w takim stopniu, jak niektórzy sobie życzą. Szanuję wegetarianizm, jako wyraz współczucia dla innych istot żyjących i nie polemizuję z tym. Jednak obecna moda na niejedzenie mięsa pozwala to sprawdzić empirycznie.

Obserwuję wiele osób, które głośno deklarują wegetarianizm i weganizm, ale ich wibracje są przerażająco niskie. To ludzie wypełnieni złością, jadem, agresją. Ludzie, którzy nie wykonują żadnych duchowych praktyk. Oczywiście wśród mięsożerców też są takie osoby, co oznacza, że spożywanie martwych zwierząt nie wpływa w żaden sposób na poziom duchowy człowieka. Ale – co warto pamiętać – wzrost wibracji powoduje, że odstawiamy jedzenie mięsa. To się dzieje samo, bo wyższe wibracje wymuszają bardziej wysublimowany pokarm.

Niestety w drugą stronę to nie działa. Weganie złoszczą się na mnie, kiedy piszę wprost, że odstawienie mięsa nie powoduje oświecenia. Do tego potrzebne są duchowe praktyki. Bez pracy nad sobą, bez zrozumienia i miłości nic się samo nie stanie. Wśród wegan są osoby o wysokich wibracjach. Wśród mięsożerców też. Pisałam o tym, ale przypomnę – mój cudowny oświecony Rinpocze jadał mięso w niewielkiej ilości. Błogosławił je przy tym, bo oświecona istota ma taką możliwość.

Tatuaże to też ciekawy temat. Nie mam tatuaży, bo dla mnie to wyraz emocjonalnego bólu, ale też wprowadzanie tuszu do skóry. Nie muszę tego lubić. Ale nie przeszkadza mi to u innych osób i nie mam takiego odczucia, że jeśli ktoś ma tatuaż, to jego wibracja jest niższa. Zdecydowanie nie. Myślę, że to pewien stereotyp, który nam pozostał z okresu w historii, kiedy tatuaże robił sobie głównie margines społeczny. Ale te czasy już minęły. Teraz warto tylko zwracać uwagę na symbole, bo to akurat działa. I lepiej nie umieszczać sobie na ciele czegoś, co ma negatywny wydźwięk, bo to będzie rzeczywiście obniżać wibrację w polu energetycznym. Ale pozytywny obraz będzie ją podnosił. Wiwat Anioły i Smoki w tatuażach.

Oczywiście w pełni rozumiem, że tatuaże czy malowanie paznokci mogą komuś przeszkadzać, bo to jednak nakładanie na część ciała jakiegoś środka chemicznego. To samo dotyczy makijażu i chodzenia przez cały dzień z pudrem czy szminką na twarzy. Idąc dalej – możemy nie chcieć używać dezodorantów, szamponów i innych środków chemicznych. Niektórych to nawet uczula, co oznacza, że lęk przez „chemią” stworzył wzorzec psychosomatyczny. Każdy ma prawo wybierać, co lubi, co mu odpowiada, a czego nie chce. Nie widzę w tym problemu, że jedni lubią tatuaże, a inni nie. Ani w tym, że ktoś maluje paznokcie, a ktoś inny nigdy tego nie zrobi. Wszystkie wersje są w porządku. Proszę jednak nie dorabiać do tego filozofii rozwojowej, bo to nieuczciwe.

Warto pamiętać, że wzrost duchowy to życie w miłości i polu serca. To życzliwość i współczucie. Człowiek wtedy nie zajmuje się krytykowaniem innych. Nie ma dla niego znaczenia, czy ktoś ma pomalowane paznokcie czy nie, bo wie, że w każdym jest Światło. Ważniejsze jest zawsze jak dana osoba reaguje na to, co jej przynosi życie. Czy odpowiada agresją, wściekłością i potrzebą poniżenia drugiego, czy zawsze dostrzega skrawki dobra w każdej ludzkiej istocie. Ziemia jest trudnym poligonem i to nasze działania, nasze reakcje są wyznacznikiem naszych wibracji, a nie pomalowane włosy, paznokcie czy wytatuowane ciało. Albo co gorsza fakt noszenia spodni i krótkich włosów. Nie dajmy się zwariować i nie zatraćmy tego, co jest prawdziwym sensem duchowego wzrastania.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 750
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu