Przyjaźń ze Światłem

W czasie warsztatów, na których wprowadziłyśmy grupę w Kroniki Akaszy, okazało się, że parę osób bywa w tej przestrzeni od dawna, tylko nie nazywa tego w ten sposób. Być może nawet nigdy tego nie nazywali, po prostu korzystali ze wsparcia wysoko wibracyjnych istot oraz z informacji, które otrzymywali. Niektórzy ludzie rodzą się z darem uzdrawiania energią i robią to bez żadnych kursów i dostrojeń. Podobnie jest z Językiem Światła – możecie z niego korzystać, nie wiedząc, że jacyś ludzie tak to nazywają.

Moja historia wydaje mi się nawet dość zabawna, głównie dlatego, że dopiero teraz wszystkie zagadkowe wydarzenia poukładały się w całość. Opisuję ją, abyście mogli przyjrzeć się swoim własnym doświadczeniom i sprawdzić, czy podobnie jak ja, nie dostrajacie się od dawna do Języka Światła. To moim zdaniem naturalny proces związany w wewnętrznym rozwojem. Sprawdźcie, jak to jest u Was.

Wiele lat temu zaobserwowałam w sobie wewnątrz dziwne gesty, które pojawiały się w wyciszeniu, kiedy weszłam w Pole Serca. Zamykałam oczy i widziałam, jak moje dłonie tańczą. Przyjęłam, że to jakaś pozostałość z innego wcielenia i szukałam znaczenia tych gestów w różnych miejscach, np. w buddyjskich mudrach, a nawet u indonezyjskich tancerzy. Nie znalazłam nic.

Od dawna w wyciszeniu rysuję dziwne wzory. Najczęściej takie, które przypominają unalome. Ale nie tylko takie. Przychodzą też inne. To rysowanie przychodzi z ciszy, jakby chciało ją przerwać. Czasami rysuję fizycznie na papierze, ale częściej pozostają wewnątrz mnie. Każdy ma swoje ulubione gryzmołki, które robi np. kiedy ze znudzeniem uczestniczy w jakimś wykładzie. Jego umysł jest wtedy w stanie alfa – prawie zasypia z nudów. W psychografologii nawet próbujemy je interpretować. Zobaczcie, co malujecie? Czy nie przypomina to glifów Języka Światła?

Kilka lat temu zafascynowały mnie kryształowe misy. Długo były poza moim zasięgiem ze względu na wysoką cenę. Miałam wiele ważniejszych wydatków niż instrument, z którego nie planowałam korzystać zawodowo. Dopiero kiedy odkryłam miejsce, w którym mogłam misy kupić pojedynczo, pozwoliłam sobie na to, aby kompletować je przez wiele miesięcy. Co ciekawe – o wiele bardziej podoba mi się handpan, ale wcale nie chcę go posiadać. Jestem świadoma, że trzeba nauczyć się na nim grać, a nie mam zamiaru zawodowo zajmować się muzyką. Podoba mi się też kalimba, ale nie czuję przy niej takiej magii, jak przy misach.

Misy to jedno z moich największych marzeń, które wiele lat trwało we mnie bez żadnego logicznego uzasadnienia. Jakby wołały mnie do siebie, a ja ze zdziwieniem tłumaczyłam: “po co? Nie jestem muzykiem, nie chcę na niczym grać, wolę słuchać tych, którzy grać umieją”. Poddałam się, ponieważ moje kryształy odnajdują w misach swoje własne wibracje. Kiedy gram, ustawiam dookoła moje piękne kamienie. Energia mis jest niesamowita, mają ogromną moc uzdrawiania. To też Język Światła – dzisiaj to rozumiem.

Najzabawniejsza i jednocześnie najbardziej pokręcona przeze mnie samą jest historia malowania obrazów. Malowanie przyszło do mnie po 50 roku życia, zapowiadane wieloma znaczącymi snami, wizjami i przepowiedniami innych osób. Rzuciłam się na to malowanie ze świadomością, że nie umiem nawet trzymać pędzla. To, co tworzyłam, przypominało malunki małych dzieci w przedszkolu. Nie umiałam i nadal nie umiem malować. Nigdy nie ćwiczyłam tej sztuki. Ale skoro wszechświat mnie tak mocno popychał w tym kierunku, to znaczy, że coś miałam z tym zrobić.

Okazało się, że moje nieporadne bazgroły niosły w sobie moc uzdrawiania. Zmieniały ludzką rzeczywistość. Osoby, które dostały ode mnie dedykowany dla siebie obraz, doświadczyły cudów – dostały pracę, o którą ubiegały się latami, zaczęły zarabiać, awansowały albo weszły w upragniony związek. Sama byłam zaskoczona, że moje malowanki miały taką moc. Ale nie reklamowałam się z malowaniem, bo nadal uważam, że malować nie umiem. Jednak dzisiaj widzę w moich pierwszych obrazach elementy Języka Światła. Wówczas go nie znałam, więc nie miałam pojęcia, że posługuję się takim darem. Przyjęłam, że to energia i kryształy, z których korzystam w trakcie malowania oraz mantry, które wtedy nucę.

Wówczas przyszła do mnie informacja o Języku Światła. Zaczęłam wertować internet, by czegoś się dowiedzieć. Jednak zamiast konsekwentnie podążać w tym kierunku i słuchać tego, co do mnie przychodzi, wymyśliłam sobie, że pójdę na kurs terapii malowaniem. Chciałam, by ktoś inny mnie nauczył, bo tak jest łatwiej niż zaufać sobie i robić to, co się robi. Kurs był fajny, ale oparty na czymś zupełnie innym. Nie było tam Światła. Zmieniłam styl – jeśli to można nazwać stylem – i wszystko się od razu zmieniło. Coś zgubiłam. Moje obrazy przestały mieć moc uzdrawiania.

Wszechświat mocno mną wtedy potrząsnął. Ponieważ patrzyłam w swoją nauczycielkę malowania jak w obrazek, zadziało się coś przykrego i finalnie ta pani przestała się do mnie odzywać, chociaż nic złego jej nie zrobiłam. Poczułam się rozczarowana i przestałam malować tak, jak mnie nauczyła, dostrzegając, że nie ma w niej tego, czego próbuje uczyć innych. Całkiem zaniechałam malowania, chociaż Mistrzowie w Kronikach Akaszy stale mnie do tego namawiali. “Po co mam malować? Nie umiem” mówiłam im. A Oni cierpliwie podsuwali mi nowe wizje abstrakcyjnych obrazów i zachęcali “maluj dla siebie, to przyniesie ci radość.” Dopiero dzisiaj rozumiem, co widzieli moi Mistrzowie. Zapewne któregoś dnia ich posłucham. Ponieważ wszystko przychodzi we właściwym czasie – to będzie na pewno najlepszy dla mnie czas.

Światło kocham od zawsze. Ciągle się z nim fotografuję i uwielbiam te wszystkie prześwietlone zdjęcia. Być może to naturalna cecha starej duszy, która schodząc na Ziemię pamięta najważniejsze klucze do Złotej Ery, takie właśnie jak miłość bezwarunkowa i Światło. Stara Dusza musi pamiętać, bo prowadzi tych wszystkich, którzy nigdy nie byli w takiej rzeczywistości, nie mają więc czego pamiętać. Obecnie jest na Ziemi mnóstwo Starych Dusz – zauważyliście? Być może do nich należycie i właśnie dlatego to czytacie, szukając jak ja brakujących klocków do Waszej indywidualnej układanki.

Kiedy na nowo odnalazłam wiedzę o Języku Światła, wszystko połączyło się w całość. Dzisiaj mogę wreszcie powiedzieć, że rozumiem. To nie oznacza, że natychmiast znowu zacznę malować albo zajmę się channelingiem. Raczej nie. Mam swoje ulubione metody uzdrawiania i rozwoju, które dobrze mi służą. Natomiast lubię wiedzieć i rozumieć, co robię. A przecież cały czas gram na misach, a moje dłonie tańczą, kiedy jestem w Polu Serca. Cały czas też dostaję w Kronikach nowe propozycje obrazów do namalowania. Pozwalam się prowadzić. Niczego nie planuję. Otwieram się na to, co przychodzi.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 607
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu