Wiele lat temu założyłam, że szukanie sensu życia jest stratą czasu, bo to przecież oczywiste – jesteśmy tu dla oświecenia. I moim zdaniem każdy powinien to wiedzieć lub odczuwać na poziomie intuicji. Wszak nie ma nic ważniejszego niż rozwój duchowy. Byłam wtedy młoda. Znajdowałam się na początku ścieżki wewnętrznego wzrastania i wszystko wydawało mi się wtedy proste i jasne jak budowa przeciętnego kija. Uśmiechałam się czytając lub słuchając, jak ludzie zastanawiają się nad celem życia. Bo i po co, skoro to oczywiste.
Wówczas kompletnie nie brałam pod uwagę, że nawet rozwój duchowy ma tyle form i odmian, ile ludzkich istnień. Nie każda dusza w danym wcieleniu jest na ścieżce oświecenie – z prostego powodu: ma inne plany. Chce doświadczyć czegoś, co jest dalekie od duchowych olśnień. Bo tak wybiera i tego właśnie w tym momencie jest ciekawa. To wcale nie oznacza gorszej ścieżki ani żadnych opóźnień. Mamy tu na Ziemi tak wiele ciekawych doświadczeń, że sama nie wiem, czy istnieje jakaś logiczna kolejność albo sposób uporządkowania pod względem ważności. Wszystkie są istotne.
Subiektywnie na pierwszym miejscu stawiam zawsze naukę miłości do siebie i naukę wybaczania. To wiedza zaczerpnięta z Kronik Akaszy. Uważam, że to niezwykle ważne lekcje, które pozwalają nam uwolnić się z kołowrotka wcieleń. Ale też mam świadomość, że to tylko kawałek ponadczasowej mądrości, który jak wierzchołek góry lodowej skrywa o wiele więcej nierozpoznanych skarbów. To pewne podstawa. Czasem jednak schodzimy tutaj na Ziemię po mnóstwo innych jakości.
Kiedy zastanawiamy się nad sensem życia i próbujemy zdefiniować drogę swojego rozwoju, to odnajdujemy dużo rozmaitych sposobów realizacji. To może być potrzeba nauczenia się jak najwięcej, ile tylko jest dla nas możliwe. W ślad za miłością i wybaczaniem idzie tolerancja, łagodność, poszukiwanie swojej pasji, odwaga płynąca z autoprezentacji, odpowiedzialność, panowanie nad gniewem. Czasem to asertywność i stawianie siebie na pierwszym miejscu a czasem wręcz przeciwnie – altruistyczne działanie dla innych.
Odkąd zajmuję się Numerologią Karmiczną zdumiewa mnie niezwykła trafność wibracyjnych opowieści o ludzkich losach. Wędrując przez kolejne żywoty dotykamy wieloaspektowości istnienia poprzez cały wachlarz uczuć, lęków, niepewności i trudnych decyzji. Czasem programy karmiczne są tak skomplikowane i zarazem fascynujące, że nawet oświecenie wydaje się tylko bajką dla grzecznych dzieci.
Co ciekawe – poczułam się w tym temacie niesamowicie Starą Duszą. Podobnie jak studenci medycyny, kiedy uczą się o objawach chorób i wszystkie w sobie odnajdują, to ja odnalazłam w sobie większość programów. Chociaż ewidentnie, jak każdy człowiek, mam swój jeden kod karmiczny przypisany do mojej daty urodzenia, to niemal przy każdym pojawiły się wspomnienia określonych doznań, dążeń i lęków. Tak jakbym w młodości przeżywała po kolei wszystkie zapisy, by ostatecznie być tym, kim jestem dzisiaj. I zdaję sobie sprawę, że te krótkotrwałe przeżycia i szybko znikające tematy były echem tych licznych wcieleń, które mam za sobą.
To jest takie niezwykłe uczucie, w którym czuję więź ze Wszystkim Co Jest. Mam wtedy takie poczucie, że byłam wszystkimi tymi istnieniami, które szamoczą się w skomplikowanych karmicznych zapisach. To nie jest tak, jakbym tego po prostu doświadczyła, ale tak, jakby była każdym człowiekiem na świecie. Nawet tymi, którzy żyją współcześnie ze mną, bo poza ramami ziemskiego wcielenia czas nie istnieje. Jestem teraz jednością z każdym na świecie. Czasem to trudne, kiedy uzmysłowię sobie, jak bardzo nie zgadzam się z działaniem i wyborami niektórych osób. To największy paradoks istnienia.
Myślę, że wszystkie Stare Dusze czują w sobie wspomnienia rozmaitych wyzwań, których nie doświadczyły naprawdę w obecnym wcieleniu, ale które w jakiś sposób rozpoznają jako swoje. Jak sen, który wydaje się niesamowicie realny. I czasem – przyznaję – mam też takie sny, w których żyję i działam z bardzo mocnym oczywistym wspomnieniem konkretnego doświadczenia. A kiedy się budzę uświadamiam sobie, że ono nigdy nie miało miejsca. Dodam, że to, co nazywam wspomnieniem, to przecież nie tylko wydarzenie, ale też silne emocje, które tworzą trwały zapis w ludzkiej duszy. Stare Dusze mają tych zapisów po prostu bardzo dużo, jakby dotykały prawie wszystkiego, co możliwe. I także tego, co wydaje się niemożliwe.
Wśród wielu pięknych teorii o sensie życia jedna jest szczególnie fascynująca. To doświadczanie. Tak po prostu – bycie w chwili i przeżywanie tego, co przynosi życie ze wszystkimi blaskami i cieniami. To ścieżka, która nie wymaga niczego – ani bycia pracowitym, ani bycia mądrym, ani troskliwym. Ona wymaga jednego: bycia w tu i teraz i odczuwania całym sobą tego, co jest. To pozwalanie sobie na wszystkie emocje i wnikliwą obserwację. To życie wszystkimi zmysłami.
Bez wątpienia nikt nie stoi bez ruchu, zatem jest to też zachęta do tego, aby być sobą i działać w zgodzie ze sobą. Jest w tym głęboka mądrość, która wie, że w każdym człowieku istnieje wewnątrz Światło, które go prowadzi. Nie potrzebujemy szkół ani książek, aby spontanicznie czynić dobro i odczuwać miłość. Ale możemy z radością czerpać z książkowej wiedzy, by doświadczać przyjemności czytania, poznawania, dowiadywania się, rozumienia. Zawsze za głosem serca i zawsze doświadczając wnikliwie wszystkiego, co jest nam dane.
Ta ścieżka pozwala wyjść poza poczucie winy, ponieważ przyjmuje, że każda decyzja jest najlepsza na dany moment. Nie ma złych i dobrych wyborów – jest tylko chwila, która swoją ciężkością zabarwia nasze emocje i skłania do wykonania określonego działania lub wypowiedzenia pewnych słów. Nie ma piekła i nieba, nie ma kary i nagrody. Jest tylko bycie w chwili i doświadczanie. Jako doskonałe z założenia istoty, uczymy się poprzez przeżywanie wydarzeń i z upływającym czasem podejmujemy decyzje coraz bliższe Światła i piękna.
A zatem wystarczy być – bez presji i wyrzutów sumienia, za to z wiarą, że cokolwiek jest, jest zawsze właściwe. Z zaufaniem, że harmonia wszechświata nas prowadzi i pokazuje wszystkie karmiczne powiązania i wszystkie skomplikowane lekcje. A my mamy po prostu żyć i wchodzić w te lekcje jak w masełko. Zapewne najprostsza to ścieżka. Jako duchowy poszukiwacz akceptuję ją tylko jedną częścią siebie, bo inna część mnie chce wiedzieć i rozumieć jak najwięcej, łącząc doświadczenie z intelektualnym pojmowaniem wszechświata. Myślę też, że to tylko zachęta do tego, by każdy sam poszukał odpowiedzi na pytanie o własny sens istnienia na Ziemi.







