Po kobiecemu

Jest taka zabawna historyjka. Do pewnego nauczyciela religii przyszedł ateista i powiedział:

– Nawrócę się, jeśli wyrecytujesz mi wszystkie zasady stojąc na jednej nodze.

Nauczyciel posłusznie stanął na jednej nodze i powiedział:

– Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. To wszystko, reszta to komentarz.

Dla mnie to jedna z najmądrzejszych opowieści i kwintesencja tego wszystkiego, co mówimy i piszemy o duchowych peregrynacjach. Żadna najbardziej skomplikowana filozofia nie może tego ukryć. Jest tylko komentarzem. Patrząc z tego poziomu możemy dostrzec, że pewne religie, które rozpanoszyły się (trudno tu o inne słowo) na świecie, tak mocno skupiły się na rozmaitych fałszywych komentarzach, że zapomniały o tym, co jest esencją wiary. Zapomniały o miłości. Jak można modlić się do jakiegokolwiek Boga i jednocześnie krzywdzić, ranić, skazywać na cierpienie inną istotę? Ktoś, kto naucza o Bogu, powinien kochać najmocniej i bez względu na wszystko. Jeśli ktoś niszczy innych ludzi, lży ich, atakuje, bo myślą inaczej, wyglądają inaczej, kochają inaczej niż on by sobie życzył, to nigdy nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek boskością. Jest na usługach mroku.

Nikogo nie atakuję. Logicznie rozważam rzeczywistość. Tego typu kapłanów i rozmaitych religii jest na świecie sporo. Pewne grupy ludzi (na przykład kobiety) są zgodnie z religijnymi zasadami traktowane jak niewolnice. Takie zjawiska istniały zresztą zawsze, a składanie krwawych ofiar z ludzi nazywano dowodem wiary. Zachęcam, by czasem zatrzymać się na chwilę i zastanowić, tak zupełnie logicznie pochylić się nad tym, co promuje dana religia, do czego nakłania. To pozwoli dostrzec, czy w określonej świątyni panuje Światło czy mrok. I to rozróżnienie jest całkiem oczywiste.

W naszym kraju od lat dominuje katolicka filozofia promująca marność człowieka, w szczególności kobiety. Kościół każe posypywać głowy popiołem, każe bić się w piersi co najmniej raz w tygodniu i w każdy możliwy sposób pozbawia ludzi poczucia wartości i wiary w siebie. W efekcie doprowadza do tego, czego chce: kobiety czują się śmieciami, niewolnicami, służącymi, reproduktorkami rodzącymi cokolwiek (nie zawsze zdrowe dzieci) tylko po to, by kościół mógł zarobić na ochrzczeniu i pochówku tego czegoś, co jest tylko kłębuszkiem cierpienia.

To afirmowane latami przekonanie wydaje dzisiaj takie owoce, jakie widzimy. Dlaczego w innych krajach przepisy aborcyjne są logicznie dopasowane do poziomu kultury i zdrowia kobiet? Bo tam kobietom nie wkłada się programów myślowych, które zaniżają ich wartość. Oto kolejny przykład na to, jak działa Prawo Przyciągania. I kolejny dowód, że to co nas spotyka, jest zawsze przyciągnięte przez nas samych, przez programy włożone w naszą podświadomość. To całe pokolenia kobiet bijących się w piersi na kolanach przed facetem ubranym w czarną kieckę wykreowały taką sytuację, jaka ma miejsce obecnie.

Są ludzie, którzy uważają, że znajdujący się w łonie kobiety cierpiący płód ma prawo do przeżycia kilku godzin lub nawet dni czy tygodni, by potem konać w mękach. Moim zdaniem jest to filozofia spójna z poglądami średniowiecznej inkwizycji, która to zgodnie twierdziła, że tortury i palenie na stosie są odkupieniem grzechów, więc należy dla zbawienia duszy poddawać ludzi cierpieniu. Oczywiście każdy ma prawo do swoich poglądów i postępowania zgodnie z nimi. Oczekuję jednak, że inni także dadzą mi prawo wyboru zgodnie z moim poglądem.

W moim odczuciu miłość – a tym samym prawdziwa duchowość –  przejawia się uwalnianiem od bólu, przynoszeniem ulgi, wsparciem w cierpieniu, a nie syceniem oczu męką. Dlatego też nie docierają do mnie naciągane argumenty obrońców życia poczętego. Jeśli można urodzić niepełnosprawne dziecko, które na przykład nie ma jednej ręki, ale może żyć i czerpać z tego życia radość – jasne, zasługuje na ochronę i wsparcie. Jeśli jednak ma urodzić się tylko po to, by na oczach zrozpaczonej matki konać tygodniami… Nie. Nie ma mojej zgody na bezzasadne cierpienie innej czującej istoty. Nie jestem zwolenniczką aborcji. Jednak popieram usunięcie ciąży w tak skrajnych przypadkach, jak ciężko upośledzony płód. Nie wolno tego zabraniać kobietom, również dla ich zdrowia.

Wczoraj po raz pierwszy od lat usunęłam ze znajomych na FB osobę, która „świętowała prawo do życia”, tańcząc na trupach kalekich dzieci i cierpieniu tysięcy kobiet. Bo niegdyś urodziła dziecko z zespołem Downa i teraz cieszyła się, że inne kobiety będą zmuszone rodzić tak jak ona. Zawiść. Podła radość, że innym nie będzie lepiej. Nie mam takiej osobie niczego do powiedzenia. Jest po prostu głęboko nieszczęśliwą i przez to bardzo złą osobą. Pamiętajmy, że autorami największego okrucieństwa w dziejach ludzkości są właśnie ci, którzy są wypełnieni cierpieniem i boli ich, że innym może być lepiej.

Paskudne to… ale tak czasem działa ludzka psychika. Jedni życzą innym szczęścia, inni – „aby nikomu nie było lepiej niż mi”. Nawiasem mówiąc przypomnę, że czołowa działaczka i autorka najbardziej okrutnych restrykcji wobec polskich kobiet jest także osobą ogromnie skrzywdzoną. Wiele razy powtarzam, że człowiek szczęśliwy, który kocha siebie, nie ma potrzeby ranić innych. Odwetu za swoje krzywdy szukają ci, dla których jedyną motywacją do życia, jest zemsta za własny ból. Dlatego w kółko powtarzam: kochajcie siebie, cieszcie się każdą chwilą, budujcie prosperująca świadomość, byście byli szczęśliwi dla siebie, ale i dla innych. Byście nie stali się katem dla drugiego człowieka.

Z poziomu duchowego – zmuszanie innych do cierpienia w imię swojej religii jest charakterystyczne dla demonów.  Zasady religijne nie powinny być mieszane do medycyny i przepisów prawnych. Jeśli ktoś nie jest katolikiem, to płód jest dla niego tylko płodem. W wielu kulturach wierzy się, że dusza wchodzi w ciało dopiero w momencie urodzenia, zatem w wielu kulturach ciężarna nosi w brzuchu tylko płód. Nie wolno zatem narzucać komuś, kto katolikiem nie jest, katolickich zasad. To kobieta decyduje w co wierzy. Jeśli chce urodzić, bo jest katoliczką, niech urodzi. Jeśli jest buddystką, ateistką, rastafarianką – niech zdecyduje sama zgodnie ze swoją wiarą.

Nie zabraniamy innowiercom ubojów rytualnych, a zabraniamy kobietom rodzić zgodnie z własnym wyznaniem? Świadkowie Jehowy nie uznają przetaczania krwi. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że ze wszystkich szpitali w naszym kraju usuwa się transfuzje… Wyobraźmy sobie, ile ludzi umrze bez podania krwi. Dlaczego tego nie robimy, przecież to ważna zasada religijna? I proszę nie argumentować, że Świadków Jehowy jest mało, a katolików dużo. Najwięcej na świecie jest wyznawców Islamu, w którym dwunastoletnia dziewczynka jest gotowa do ślubu i współżycia z mężczyzną. Dlaczego u nas taki związek byłby obwołany pedofilią, a mężczyzna ukarany? Jeśli to religia decyduje o przepisach prawnych, to bądźmy konsekwentni! Nie wybierajmy z jednej, odrzucając drugą.

Możemy dodać inne fascynujące religijne ciekawostki, jak chociażby to, że w Imperium Inkaskim zgodnie z wiarą cudzołożnice wieszano za włosy nad przepaścią. My nie wieszamy? Dlaczego? Dlaczego zabraniamy aborcji, a zezwalamy na transfuzje? Dlaczego chronimy nasze córki do osiemnastego roku życia, a nie chronimy dorosłych kobiet przed dramatem patologicznej ciąży? Dlaczego płód (może być przecież bez duszy) jest ważniejszy niż dobro kobiety, która duszę ma?

Bo w tym wszystkim nie ma w istocie żadnej wiary ani żadnej religii. To tylko demoniczne zabawy wyrachowanych ludzi, którzy manipulują ciemnym ludem dla zysku. Z powodów politycznych i finansowych. Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że Dobry Bóg życzy sobie ratowania zdeformowanych płodów kosztem zdrowia kobiety, to jest w błędzie. Bóg jest tam, gdzie jest miłość i współczucie. Stawia takie doświadczenia na naszej drodze właśnie po to, byśmy mogli określić samych siebie – Kim W Istocie Jesteśmy, sługami mroku czy Światła. Światło płynie tam, gdzie uwalniamy inną istotę od cierpienia otulając ją miłością i zrozumieniem dla jej potrzeb. Mrok jest zawsze tam, gdzie wygrywa religijny fanatyzm.

Jestem przeciwna usuwaniu ciąży zdrowego dziecka. Dziecko jest błogosławieństwem – jeśli nie może być dla mnie, bo nie mam warunków, by je wychować, może być dla kogoś innego, kto je zaadoptuje. Nigdy nie usunęłam ciąży. Udało mi się natomiast uratować przed usunięciem dziecko mojej koleżanki, która nie była gotowa na macierzyństwo. Śmiem twierdzić, że to dzięki mojej łagodnej perswazji i serdecznemu wsparciu urodziła się zdrowa dziewczynka, która dzisiaj ma trzydzieści kilka lat. Dlatego mój głos mocniej wibruje energią niż głos tych, którzy wychodzą z poziomu lęku i poczucia winy. I tym głosem wyraźnie powtarzam: KAŻDY MA PRAWO WYBORU, KAŻDY MA PRAWO DECYDOWANIA O SOBIE. W kwestii aborcji to MATKA decyduje, czy chce podjąć się takiego trudu, jak urodzenie chorego dziecka, bo to jej trud. Nikogo innego.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 627
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu