Istnieje stary i mądry biblijny przekaz o nadstawianiu drugiego policzka. Wydaje się absurdalny, kiedy interpretujemy go dosłownie, ponieważ zasada asertywności oparta na kochaniu siebie wyklucza świadome przyzwalanie na bycie krzywdzonym. Jeśli jednak zrozumiemy, że jest to metafora dawania drugiej szansy człowiekowi, który nas zranił, wówczas przesłanie nabiera głębokiego sensu, który dotyka najcenniejszych energetycznych pasm naszego wewnętrznego wzrastania. Pozwala dostrzec, że wszyscy jesteśmy jednością, a rachunki bólu i krzywd są automatycznie wyrównywane przez wszechświat, jeśli tylko pozwolimy sobie wejść w nurt Światła i miłości, zamiast stawiać opór wszystkiemu, co nam się nie podoba.
Zacznę jednak od tego, że nie można dawać drugiej szansy zawsze i wszędzie. To nie jest nic uniwersalnego. Jeśli kat krzywdzi nas z premedytacją i odnajduje w tym satysfakcję, to nawet tysiąc szans tego nie zmieni. Podkładanie się do bicia nie ma w sobie ani grama mądrości. Jesteśmy tu na Ziemi, by kochać siebie i dbać o swoje dobro. Jednak zdarza się, że człowiek, który nas zranił, przychodzi po jakimś czasie i mówi: „myliłem się, przepraszam”. Kluczowa jest tutaj skrucha, ponieważ dostrzeżenie własnego błędu przynosi pozytywne rokowania obiecujące autentyczną poprawę. Warto umieć to zobaczyć i docenić, aczkolwiek sami musimy umieć rozpoznać, czy jest to szczere czy też jest tylko grą na emocjach, aby odzyskać coś, co się straciło.
Wiele osób ostrzega, by nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Nie zgadzam się z tym – dosłownie lubię pływać w nurcie, który zdążyłam dobrze poznać. Z wielu względów uważam, że druga szansa jest cenną decyzją. Po pierwsze dlatego, że wszyscy popełniamy błędy. Wszyscy bez wyjątku. Każdy z nas chciałby dostać drugą szansę wtedy, kiedy przez własną bezmyślność lub emocje zniszczy coś bardzo istotnego. Kiedy stajemy w obliczu destrukcji, którą sami spowodowaliśmy, oprócz wstydu mamy tylko jedno pragnienie: cofnąć czas i zrobić coś całkiem inaczej, podjąć lepsze decyzje. Życie uczy na bolesnych przykładach. Dlatego jeśli to tylko możliwe, daję innym drugą szansę, aby i mnie ją ktoś zaofiarował, kiedy będzie taka potrzeba.
Dla jasności powtórzę – nie każdy na tę szansę zasługuje. Na przykład alkoholik, który zarzeka się, że nigdy więcej nie wypije i wytrzymuje w tym dwa tygodnie. To jest choroba. Trudno oczekiwać tutaj cudów. Ale warto uczciwie wspomnieć, że raz na sto przypadków zdarza się ktoś, kto po piętnastu latach dumnie przyznaje, że jest czysty i nie wypił ani kieliszka. Nie namawiam do ślepej wiary ludziom uzależnionym od alkoholu, narkotyków, kłamstwa czy przemocy. Absolutnie nie o tym jest dzisiejszy artykuł.
Inaczej jest w relacjach. Moja obserwacja pokazuje, że partner, który skrzywdził, zdradził, porzucił – po otrzymaniu drugiej szansy, potrafi dać z siebie bardzo dużo, by odbudować związek i nadrobić stracony czas. Dzieje się tak wtedy, kiedy pojawia się element skruchy i zrozumienia błędu. Ktoś wraca i prosi o drugą szansę. To zawsze od nas zależy, jaką decyzję podejmiemy. Czasem jest już za późno, by zacząć od nowa, więc nic na siłę nie zrobimy. Ale bywa, że miłość wcale nie wygasła i można naprawdę wiele uratować. Warto wtedy zacząć na nowych zasadach, które zostają jasno i jednoznacznie ustalone. Znam wiele takich par, które wróciły do siebie po kryzysie. Wybaczenie i pozwolenie na odkupienie sprawiło, że trwają ze sobą po piętnaście i dwadzieścia lat. Trudności umocniły ten związek. Widzę, że stał się lepszy, trwalszy, dojrzalszy.
Robimy to także dla siebie, aby mieć pewność, że nie skreśliliśmy czegoś, co mogło być w naszym życiu bardzo cenne. Niektórzy palą za sobą mosty kierując się emocjonalnym zranieniem, ale bardziej gniewem i upokorzeniem. Tymczasem emocje nigdy nie są dobrym doradcą. Potem przez wiele lat wraca w snach pytanie: „a co gdybym wybaczyła?”. Moim zdaniem warto kierować się mądrością serca, a nie złością. Czasem to serce mówi: „tu już nic dla mnie nie ma, nie chcę tego”. Ale bywa i tak, że chce tej drugiej szansy, chce wierzyć, że zrobiło wszystko, co w jego mocy dla kogoś, kogo kochało. Nawet jeśli ponownie zostanie rozczarowane, wie, że może spokojnie zamknąć drzwi i zakończyć temat.
Podobnie bywa w relacjach przyjacielskich, które przeszły przez jakiś kryzys. Czasem ktoś z rodziny nas zrani pod wpływem rozmaitych okoliczności. To mogą być nawet rodzice. Kochając chcemy wybaczać. Ale chcemy też zobaczyć tę skruchę i zrozumienie niewłaściwego postępku. Otwarcie serca na prośbę o drugą szansę może przyjść tylko wtedy, kiedy widzimy szczerość i uznanie błędu. To też doświadczanie bycia wielkodusznym człowiekiem i karmiczna zasługa. Nawet jeśli zostaniemy ponownie oszukani, to spłacamy swoje długi. Ważne, by umieć wyjść poza gniew i uczyć się dostrzegać dobro w innych. Co inni z tym dobrem zrobią, to już ich wybór.
Jednak to rzecz indywidualna. Druga szansa dotyczy sytuacji, w której ktoś co prawda zawinił i wyrządził krzywdę, ale po jakimś czasie zrozumiał błąd. Ponieważ druga szansa nie jest podkładaniem się do kolejnego bicia. Jest uznaniem, że mylić się jest rzeczą ludzką i każdy ma prawo prosić o prawo do naprawienia szkód. Dlaczego zatem powiązałam to z nadstawianiem policzka? Ponieważ dając drugą szansę otwieramy się na niepewność doświadczenia. Wierzymy i chcemy zaufać, że na ten policzek spadnie ciepły pocałunek, który wynagrodzi miniony ból. Ale nie ma gwarancji, że nie otrzymamy drugiego uderzenia. Nikt nam takiej obietnicy nie da.
Dlaczego zatem ryzykować? Aby samemu mieć prawo oczekiwać tego od innych. Nikt nam nie zaufa, jeśli my nie będziemy ufać. Ale też po to, by doświadczać istnienia z całym jego pięknem. Druga szansa dawana innej osobie, to zawsze pewne wyzwanie. To ryzyko, które wyrzuca nas ze strefy komfortu i pozwala smakować pełnię wewnętrznego wzrastania – niepewność, lęk, miłość, przyjaźń, współczucie. Nie przeżyjemy tego w ciepłym fotelu omijając szerokim łukiem wszelkie wątpliwości i zagadki życia. Nie nauczymy się widzieć dobra w drugim człowieku, odcinając się od każdego, kto popełnił błąd.
Jednym z piękniejszych doświadczeń w naszym rozwoju jest zauważeniem Światła w kimś, kto został przez wielu potępiony. Dostrzec, poczuć i podążać za tym ledwo rozpoznanym blaskiem, pozwalając mu rozkwitać i lśnić coraz mocniej wtedy, kiedy inni go już skreśli. Pamiętajmy, że przepiękny kwiat lotosu wyrasta w błocie. Jego pędy przedzierają się przez grząski muł, aby finalnie odsłonić cud kwitnienia. Oczywiście trudne doświadczenia mogą nas poprowadzić na ciemną stronę mocy. Ale jeśli nie schodzimy ze ścieżki, jeśli dodatkowo ktoś podaje nam pomocną dłoń, to taki rozwój przynosi najlepsze owoce. Ponieważ ktoś, kto doświadczył negatywnych skutków własnych błędów, zapamiętuje tę naukę na zawsze.







