W energii Feniksa

Moja babcia często powtarzała, że zdrowy chorego nie rozumie. Jest w tym głęboka prawda wyrażana czasem w pogardliwym spojrzeniu ludzi uprawiających sporty i biegających na siłownię – na osoby, którym zdrowie nie pozwala na wysiłek. Na chorych patrzy się z góry i zarzuca im lenistwo. Często wyśmiewa się osoby z widoczną otyłością zakładając, że po prostu nie chce im się ćwiczyć i z głupoty leżą i żrą co popadnie. Żyjemy w świecie iluzji i szybkiego przyklejania etykietek. Jeśli ktoś nie podąża ślepo za modą, to wydaje się gorszy. Jednak uważam, że to wybór każdego człowieka, kogo słucha i z kim w ogóle wchodzi w dyskusję. Zamiast śledzenia wygłupów na TikToku, wolę rozmawiać z dojrzałymi ludźmi, którzy wiele w życiu doświadczyli. To prawdziwe życie. I prawda sama w sobie, a nie maski zakładane w sieci na pokaz.

Jest bowiem jeszcze inna prawda, nieco rzadziej powtarzana. Mówi ona o tym, by słuchać tylko tych, którzy przeszli w życiu przez ogień cierpienia, ponieważ tylko tacy ludzie mają wielkie, ciepłe serca i umieją przejawiać współczucie. Kto sam się sparzył, pamięta ten ból i z reguły nie życzy tego nikomu innemu. Moim zdaniem tego właśnie najbardziej potrzebujemy – chyba wszyscy: zwykłej życzliwości, bycia rozumianym i docenianym. Kiedy nie jesteśmy w szczytowej formie i nie odnosimy pasma sukcesów, chcemy akceptacji bardziej niż kiedykolwiek. Rzecz nie w użalaniu się, tylko z traktowaniu nas jak pełnowartościowych ludzi. Bo każdy człowiek zalicza czasem upadki. Życie toczy się jak koło fortuny – raz na górze, raz na dole.

Ludzie, którzy sami przeszli przez trudne doświadczenia, rozumieją innych. Kiwają spokojnie głową ze świadomością tego, co czuje osoba, która właśnie potknęła się i wywinęła orła na życiowym zakręcie. To mądrość i doświadczenie, których nie zapewnią żadne psychologiczne książki. Człowiek, który sam nie upadł, nie potrafi uczciwie ocenić, jak bolą potłuczone kolana. W pewien sposób dojrzałość ma tu przewagę nad młodością, ale wcale nie jest to regułą. Bywa i tak, że ludzie przechodzą przez skomplikowane doświadczenia już w młodym wieku. I chociaż każdy dramat ma inny scenariusz, ból często bywa taki sam. Kobieta zdradzona przez męża doskonale wie, co czuje ktoś zdradzony przez matkę, ojca, brata lub przyjaciółkę.

Kiedy mówimy o energii Feniksa, koniecznie musimy dodać jeszcze jeden aspekt – odrodzenie w tej samej lub często piękniejszej wersji. Chociaż nie lubię cierpienia – bo któż lubi? – i nie próbuję go racjonalizować jako czegoś niezbędnego do rozwoju, to obserwuję w swojej praktyce, że doświadczamy go wszyscy. W Prospericie także mówimy o otwarciu na ból w procesie uzdrawiania. Rzecz jednak nie w celowym cierpiętnictwie, ale spokojnym przejściu przez nieprzyjemny czasem proces oczyszczania. Obserwuję przy tym, że ból potrafi poprowadzić ludzi w ślepą uliczkę gniewu, zemsty, pretensji. Nie każdy wchodzi w agresję wobec swojego oprawcy, ale stłumienie tego gniewu nie jest w niczym lepsze – uderza przecież w ciało. Mnóstwo ludzi zamyka się w żalu, który również przynosi chorobę.

Feniks odradza się z popiołów tylko dlatego, że wybiera całkiem inną drogę: zostawia za sobą całe cierpienie i skupia się na tym, by zmartwychwstać. Popiół to spalony żal, gniew, pretensje i wszystkie sprawy, które wywoływały emocje. To spalone mosty do przeszłości i spalone wspomnienia. To odrzucone poszukiwanie winnych i wykluczone planowanie zemsty. To zamknięcie za sobą drzwi. Kiedy Feniks powstaje, to rodzi się nowy człowiek – bez przeszłości, bez wspomnień, bez cierpienia. Czysta karta, którą można zapisać na nowo pięknymi doświadczeniami.

Patrząc z tej perspektywy bycie Feniksem to wielka sztuka dostępna nielicznym. Tym, którzy umieją z lekkością wybaczać i w tej samej sekundzie zapominać o doznanej krzywdzie. Tym, którzy rozumieją sens bolesnych doświadczeń, umowy dusz i wszelkie duchowe kontrakty, wykluczające winę i karę – bo są tylko inspiracją do rozwoju. Tym, którzy z cierpliwością podejmują kolejne próby i wyzwania życia, pełni nadziei na udaną manifestację prawdziwej miłości. Tym, którzy mają świadomość unikalności swojego życia i wielkie pragnienie, aby było ono jak najpiękniejsze. Spalenie jest skasowaniem nieudanej próby doświadczenia czegoś. To pełny reset na wszystkich poziomach, aby zacząć na nowo z czystą kartą.

Nie każdy to zauważa. Często ludzie podnoszą się po upadku i mówią: „jestem jak Feniks, bo nadal żyję, nie pozwoliłem się złamać”. Potem wracają na ścieżkę istnienia pełni goryczy, żalu, nienawiści i głębokiego poczucia krzywdy. Próbują w tych negatywnych energiach poukładać siebie, odnaleźć jakiś sens istnienia, ale budzą się z krzykiem każdej nocy. I każdy dzień wydaje się brzydszy od poprzedniego. Coraz trudniej się podnieść, kiedy nadchodzi poranek i coraz trudniej odnaleźć motywację do życia. Nic nie ma sensu w świecie, w którym dzieje się tyle zła, a cierpienie dotyka uczciwych ludzi. To niestety nie jest energia Feniksa. To tylko powolna agonia. To jak podniesienie się po upadku tylko po to, by przeczołgać się pod ścianę i tam w cieniu spokojnie dokonać żywota.

Feniks to tylko symbol, ale obrazuje spalenie tego wszystkiego, co nie zdało egzaminu i co w żaden sposób nam służyć nie będzie. Nie bez powodu płonie doszczętnie nie zostawiając ani jednego pióra. Wie, że w takim wydaniu niczego nie osiągnie. Doznane cierpienie jest wykreowane przez zawartość pola energetycznego. W pewien obrazowy sposób Feniks pali wszystko, co w tym polu się znajduje. Tylko wtedy może powstać na nowo, z zupełnie innymi zapisami, z nowymi wzorcami, które dają mu szansę bycia kimś całkiem innym. On decyduje, by tworzyć swoje życie w sposób bardziej świadomy i przyciągać do siebie pozytywne wydarzenia.

Często przechodzimy taki proces nawet parę razy w życiu, ponieważ nie zawsze umiemy odkryć to wszystko, co nam nie służy i wyodrębnić to, co naprawdę nas wzmacnia. Uczymy się. Doświadczamy. Nie ma nic niewłaściwego w tym, że potrzebujemy więcej czasu. Przychodzę dzisiaj z tą piękną energią Feniksa i uczciwie przyznaję, że odrodziłam się naprawdę dopiero w ostatnich miesiącach, a przecież pracuję z duchowością już ponad trzydzieści lat. Dopiero dzisiaj zobaczyłam, że mam bardziej lśniące pióra niż trzydzieści lat temu i sześć lat temu, kiedy płonęłam i podnosiłam się na nowo. Musiałam spalić się jeszcze raz, aby wreszcie zrozumieć, co należy odrzucić. Mam nadzieję, że tym razem naprawdę urzeczywistnię to wszystko, co zabarwia Feniksa mocą, pięknem i niepowtarzalną jasnością.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 729
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu