Czym jest inicjacja w Reiki? Z całą pewnością trudno to naukowo wyjaśnić, bo sama praca z energią wymyka się racjonalnemu podejściu. Jednak słowo „dostrojenie” jest moim zdaniem bardzo dobrym określeniem. W moim odbiorze pracy z energią jest to proces, w którym mistrz Reiki z pomocą intencji i specjalnych znaków włącza ucznia w nurt Reiki. Najtrafniej rzecz ujmując przypomina to rzeczywiście dostrojenie do odpowiedniej wibracji.
Kiedy mówimy o klasycznym Reiki Usui widzę to dosyć klarownie. Pisałam już o tym. Każdy człowiek – ale także każde zwierzątko – pobiera energię ze Źródła. Spływa ona wąską strużką i wpada przez czakrę korony do układu energetycznego. Dostrojenie w Reiki powoduje, że ta strużka zamienia się w szeroki obfity wodospad. Zwiększenie ilości przepływającej energii powoduje te wszystkie cuda, których doświadczamy po zainicjowaniu – uczucie błogości, wrażliwość na inne energie, obudzenie postrzegania pozazmysłowego, moc uzdrawiania siebie i uruchamianie przepływu u innej osoby przez przyłożenie rąk do jej ciała.
Sam proces może przypominać zabieg energetyczny, kiedy Mistrz działając z pomocą znaków uruchamia dostrojenie do zwiększonego przepływu energii. Dla odbierającego jest przyjemny tak samo jak każdy przekaz energetyczny. Chociaż odbiór jest indywidualny, bo każdy z nas jest inny, to z całą pewnością jest to miłe uczucie. Niektórzy odczuwają to intensywnie, mają wrażenie światła, mocnego ciepła, słyszą piękne dźwięki, dostrzegają kolory, a czasem nawet cenne dla siebie przekazy. Inni poza lekkim ciepełkiem lub mrowieniem nie czują zbyt wiele i to też jest w porządku.
Moim zdaniem najlepiej przyjmować inicjację w stanie wyciszenia, wówczas najbardziej korzystamy. Zachęcam do tego, by usiąść z wyprostowanym kręgosłupem i nie krzyżować nóg, stawiając stopy płasko na podłodze. Dłonie kładziemy zwykle na kolanach otwarte wewnętrzną stroną do góry. Ale można też złożyć je w geście modlitwy na wysokości serca. Zwykle nauczyciel podaje dokładne instrukcje.
Najlepiej zamknąć oczy, aby odciąć się od wszelkich bodźców zewnętrznych i skupić na rozmaitych doznaniach, które mogą się pojawić. Niektórzy jednak medytują z otwartymi oczami, dlatego jest tu pewna dowolność. Jeśli ktoś woli mieć oczy otwarte – proszę bardzo. Ja sama często medytowałam w ten sposób i finalnie bardzo mi się ta umiejętność przydała, kiedy zaczęłam pracę w Kronikach Akaszy. W Kronikach jest zasada pracy z otwartymi oczami i wielu osobom sprawia trudność, kiedy chcą usłyszeć Mistrzów lub zobaczyć jakieś przekazywane obrazy, a nie mogą zamknąć oczu.
Fantastyczną rzeczą jest możliwość przyjęcia inicjacji w naturze. Nie ma lepszego miejsca niż kawałek trawy czy pień drzewa, a ostatecznie nawet ławka w parku. Las, park, łąka to wszystko jest jak świątynia, która nie wymaga żadnych odrębnych dekoracji. Po prostu oddychamy głęboko i pozwalamy, by kochająca energia natury otuliła nas ze wszystkich stron. To właśnie w naturze najłatwiej zobaczyć energię spływającą w czasie inicjacji. Sypie się na nas złoto – tak to nieco żartobliwie mogę opisać. Migoczą dookoła tęczowe iskierki i tańczą nad naszą głową. Warto pokusić się o ten cud, jeśli tylko pogoda pozwala. Faktem jest, że czyste błękitne niebo pozwala więcej zobaczyć, niż to zachmurzone. Ale nie ma w tym zakresie żadnych reguł.
Jeśli przyjmujemy inicjację w domu, warto stworzyć sobie „świętą przestrzeń” – podobnie jak robimy to podczas zabiegów, medytacji czy innych praktyk duchowych. W czasie inicjacji bezpośredniej wystarczy być. To Mistrz zadba o wszystko. Oczyści pomieszczenie, położy kryształy, ustawi obrazy ze znakiem Reiki, zapali świece. Z pomocą Reiki przygotuje stołek lub krzesło do inicjacji. Jeśli przyjmujemy dostrojenie na odległość możemy sami stworzyć odpowiedni energetyczny nastrój. Najważniejsza jest świeca, choćby najmniejszy tealight. I to wystarczy. Ale można oczywiście zapalić ich więcej. Duża świeca może palić się do końca dnia, podtrzymując nasze dobre intencje. Jeśli ktoś chce i lubi, może położyć koło siebie kryształy lub postawić kwiaty. Można umieścić w takiej przestrzeni obrazy lub figurki Aniołów – wszystko, cokolwiek podnosi nasze wibracje.
Czasem – kiedy inicjuję na odległość – uczeń pisze do mnie z dziwnym pytanie, czy będziemy się łączyć przez komunikator. Przyznaję się, że w takim przypadku nie wiem – śmiać się czy płakać. Bo jak inicjować przez komunikator? No jak? Przecież dostrojenie to proces medytacyjny. Uczeń ma się wyciszyć i przyjąć energię. Jak można się wyciszyć przy połączeniu przez WhatsAppa czy przez telefon? Przecież to niemożliwe. Stajemy się społeczeństwem tak elektronicznie zafiksowanym, że nie umiemy na 5 minut odłożyć komórki, żeby spokojnie pozwolić na wypełnienie energią.
Ale też nikogo nie obwiniam – wiem, że są tacy nauczyciele, którzy inicjują „przez ekran”. Dla mnie to absolutnie nie do przyjęcia, ale co kto lubi. Zatem jeśli są tacy i wiadomo, że tak robią, to uczeń pyta, czy ja też tak, no bo przecież nie wie, że ja umiem żyć bez ekranu i bez komórki. Komunikatory – jak nazwa wskazuje – służą do komunikacji. Inicjacja nie jest komunikacją. Inicjacja nie jest rozmową. Jest przekazem energetycznym. Wymaga wyciszenia i odprężenia u odbierającego. To moje zdanie, możecie mieć inne. Możecie sobie nawet przykładać dłonie do ekranu jak rosyjscy bioterapeuci z XX wieku. Każdy może mieć swoje podejście. Ja dzielę się tym, co wiem, co wypraktykowałam i w co wierzę.
Uczeń ma absolutne prawo do intymności i spokojnego przeżywania tego doniosłego doświadczenia. Ma prawo wejść sobie nawet w medytację i nie być w trakcie nagabywanym przez nauczyciela o to, co właśnie odczuwa. Sugeruję każdemu, kto umawia się na inicjację robioną na odległość i spotyka się z wersją inicjowania w połączeniu elektronicznym, aby wprost powiedział nauczycielowi, że na czas dostrojenia rozłącza się i oddzwoni po zakończonym procesie. Wtedy, kiedy uzna, że jest gotowy na połączenie, rozmowę i dzielenie się swoim odczuciem.
W trakcie pracy bezpośredniej miałam takie przypadki, że kończyłam inicjację i wracałam na swoje miejsce, a uczeń trwał w medytacji. Zawsze mówię półgłosem „dziękuję”, żeby inicjowany wiedział, że proces się zakończył. I bywało tak, że osoba siedziała jeszcze parę minut z zamkniętymi oczami, bez ruchu. Czekałam cierpliwie, aż poczuje się gotowa, by otworzyć oczy i dołączyć do mnie. Każdy ma do tego prawo. Komunikatory to ludziom odbierają. Na czas inicjacji powinny zostać wyłączone.
Nie będę w tym temacie podpierać się trzydziestoletnią praktyką w Reiki, tylko zwykłą logiką. Jeśli mam włączony telefon czy WhatsAppa, a po drugiej stronie ktoś siedzi i gada, to nie jest przestrzeń do jakiegokolwiek odbioru energetycznego. Nawet jeśli nie gada, ale słyszymy jego pełen napięcia i oczekiwania oddech – „no i co? No i jak tam? Jak było?”. Nie ma to sensu i pozbawia człowieka ciekawych doświadczeń. Już tak mamy, że kiedy ktoś na nas patrzy, to trudno nam jest się w pełni odprężyć. A dostrojenie bywa bardzo osobiste.
Nigdy nie dopytuję ucznia, jak było, co było? To jego intymne przeżycie. Dla mnie cenne jest samo doświadczenie, a ponieważ czuję przepływ energii, to nie musze sprawdzać, czy coś się odbyło. Każda inicjacja, którą robię jest prawidłowa. Każdego człowieka czuję w swoich dłoniach. Nie musi mi niczego potwierdzać. Nie musze się dowartościowywać pochwałami, jak dobrze to zrobiłam, bo to nie ja inicjuję tylko energia Reiki do której mam bezgraniczne zaufanie. Można przy mnie milczeć. Zawsze jest dobrze tak, jak jest.
Ale często uczniowie sami dzielą się ze mną opowieściami o swoich duchowych wędrówkach, jakie odbyli w czasie tych paru minut kontaktu z energią Reiki. Takie opowieści są szczególnie cenne, bo są spontaniczne, niewymuszone i dyktowane potrzebą serca. Można z tych pięknych wizji i cudownych historii ułożyć całą fascynującą książkę. Ale nie o to chodzi w procesie dostrojenia. Wiem i rozumiem, że mogli doświadczyć tej wyjątkowej magii tylko dlatego, że dostali ode mnie przestrzeń na to. I tego samego uczę swoich Nauczycieli Reiki. Inicjowani przez mnie Mistrzowie z szacunkiem odnoszą się do procesu dostrojenia, pozwalając uczniom na intymne przeżywanie tej cudownej chwili.







