Wolna wola

W Reiki panuje ważna zasada: nic na siłę i nic bez zgody przyjmującego. Temat oczywisty dla każdego, kto szanuje wolną wolę drugiego człowieka. Jednak w praktyce stale spotykam brak rozumienia. Ludzie chcą innych uszczęśliwiać na siłę. Uważają czasem, że wiedzą najlepiej, co jest dobre dla drugiej osoby, a przecież każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. O programie duszy nawet nikt nie myśli, bo przecież wszystko wydaje się takie oczywiste – zwłaszcza dla osób w średnim wieku. Życiowe doświadczenie zdaje się dawać prawo do rządzenia innymi, niezależnie od ich wieku. A prawda jest taka, że wiek nie zawsze przekłada się na wiedzę i mądrość. Aczkolwiek i tak nie ma tu znaczenia, kto ma rację, bo zasada samostanowienia pozwala zarządzać sobą nawet wtedy, kiedy podejmujemy decyzje pozornie pozbawione rozsądku.

Ze zdziwieniem obserwuję, że niektórzy chcą układać życie innych ludzi według własnego uznania. Chcą decydować za własne dorosłe dzieci. Chcą robić „Reiki na sytuację” tak, aby inni spełniali ich oczekiwania, nawet wtedy, kiedy ci inni wyraźnie mówią: „nie chcę tego, chcę tamto”. Wówczas dochodzi do głosu rodzicielska wyższość: „nie wiesz, co dobre, ale ja wiem”. Zapominamy przy tym, że to wszystko jest tylko paskudną manipulacją. Nawet jeśli rodzic ma rację, to dorosłe dziecko ma prawo do własnego wyboru. Ma prawo, by się potknąć, upaść, potłuc, a potem podnieść i pójść przez życie z własnym doświadczeniem.

Rzecz jasna dotyczy to nie tylko rodziców. Drugi stopień Reiki jak czarodziejska różdżka pozwala na działanie w dowolnej intencji dla innych osób. To ogromne pole do nadużycia, jeśli zapominamy o tej jednej prostej zasadzie: „nic, wbrew wolnej woli innego”. Bo możemy naprawdę wiele, ale jeśli próbujemy według własnego uznania zmieniać cudze losy, to tracimy tylko czas. Grzebanie w cudzym życiu bez zgody zainteresowanej osoby jest tworzeniem negatywnych zapisów karmicznych dla siebie.

Dobra wiadomość jest taka, że Reiki nie działa wbrew woli przyjmującego. Zatem uspokajam wszystkich niepotrzebnie strwożonych: nikt z pomocą Reiki nie zrobi Wam niczego złego. Reiki w ogóle nie czyni zła. Nie można przez Reiki nikogo ukarać, nie można nic zabrać, nie można nikogo skrzywdzić. Temat dotyczy tylko robiących Reiki, ponieważ niepotrzebnie tracą czas na bezsensowne działanie. Ale jest coś więcej: robiący Reiki wbrew woli innej osoby narusza karmę i w ten sposób szkodzi sobie. O złych życzeniach wobec innych nawet nie chcę pisać. Mam nadzieję, że nikt nie popełnia takiego błędu, by źle życzyć drugiej osobie i włączać w to energię. To dopiero strzał w stopę! A raczej we własną karmę!

Jest taka trudna karmiczna lekcja, która polega na tym, że chcemy rządzić całym światem. Wiemy co dobre, pilnie punktujemy wszelkie zło i naprawiamy cudze ścieżki na wszelkie możliwe sposoby. Tymczasem nie po to schodzimy tu na Ziemię, by wtrącać się w losy i programy innych dusz. Każdy jest tutaj dla siebie i żyje po swojemu. Nic nam do tego. Mamy zająć się samym sobą, ewentualnie swoimi niepełnoletnimi dziećmi. Tak modny obecnie trend „uzdrawiania i pomagania” dotyczy tylko i wyłącznie tych osób, które przychodzą do nas i proszą o to. Poproszenie o pomoc, prośba o zrobienie Reiki otwiera drzwi dla skutecznego działania energii. Bez tej prośby Reiki nie zadziała. Warto o tym pamiętać.

Z jednej strony w pełni rozumiem kogoś, kto mając Reiki patrzy na chorą osobę. Pokazuje temu choremu doskonały, przyjemny sposób na przyniesienie ulgi, a czasem nawet na pełne wyzdrowienie. A ten chory tego nie chce. To najtrudniejsze doświadczenie dla młodego adepta Reiki. Czujemy wówczas bezsilność i czasem nawet złość na upór tego kogoś, kto nie pozwala sobie pomóc. Im bardziej nam zależy na tej osobie, tym większy gniew i rozczarowanie. To trudne ponad wyobrażenie – patrzeć na cierpienie kogoś, komu można to cierpienie zdjąć z barków, ale… nie ma zgody na to.

Z drugiej jednak strony dojrzałość duchowa, której wymaga praca z Reiki, przyjmuje ludzkie prawo do decydowania o samym sobie. Uznaje z szacunkiem wolną wolę każdego człowieka. Jeśli ktoś chce cierpieć, to ma do tego prawo. I tutaj często wyjaśnieniem jest właśnie wybór duszy, która potrzebuje bolesnego doświadczenia, aby przerobić jakieś skomplikowane lekcje karmiczne. Czasem cierpienie lub choroba prowadzą do takich odkryć, które być może nigdy by się nie pojawiły, gdyby człowiek szybko wyzdrowiał. W mojej praktyce rzadko tak się dzieje, ale jednak się zdarza.

Prawo samostanowienia jest święte. Możemy pokazywać, opowiadać, zachęcać łagodnie, ale nie wolno nam nikogo namawiać. Jest tutaj jeszcze jeden powód – wejście w przepływ energii Reiki otwiera w człowieku strumienie świadomości i przyspiesza jego rozwój wewnętrzny. Nie każdy jest na to gotowy. I to spotykam najczęściej – osoby, które odmawiają poddania się uzdrawianiu Reiki, są na takim etapie, na którym nie umiałyby przyjąć całego dobrodziejstwa tej pięknej energii. Jesteśmy na Ziemi w drodze do Światła – wszyscy bez wyjątku, ale każdy jest na innym etapie tej drogi.

Reiki działa wielopoziomowo. Nie tylko uzdrawia ciało, ale rozwija duchowo. Osoba, która nie jest na ten wzrost gotowa, nie zrozumie tego, co się z nią dzieje. Będzie odczuwała na przemian rozkosz i niewypowiedziana tęsknotę, której nie umie zaspokoić. Zdarza się, że brnie na oślep w jakieś pokrętne metody i nisko wibracyjne treści, ponieważ nie umie wybrać właściwej ścieżki, nie umie odróżnić Światła od mroku. To tak, jak człowiek, który jest głodny, ale pozbawiony smaku i węchu, rzuca się na kamienie i grudki ziemi, byle czymś zapełnić usta.

Energia Reiki prowadzi, ale tylko wtedy, kiedy stale z nią pracujemy. Prowadzi także tych, którzy są w odpowiednim punkcie swojego życia, nazywanym gotowością na wyższe wibracje. Taki człowiek po zetknięciu z uzdrawianiem Reiki korzysta z niej dla swojego najwyższego dobra. Poddaje się temu uzdrawiającemu działaniu i nawet jeśli chce więcej, to otwiera się na energię, aby podążać w kierunku Światła, a nie wpadać w ciemne jaskinie mroku. Kluczem jest tutaj zaufanie i powierzenie. Bez tego pozostają nam tylko ślepe uliczki.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 729
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu