Wystarczy żyć

Warto być szczęśliwym tylko dlatego, że żyjemy. Prawda ta często jest niedostrzegana przez ludzi młodych i zdrowych, którzy biegną na oślep goniąc sukces, bogactwo finansowe albo romantyczną miłość. Nie umniejszam żadnej z tych rzeczy. To wszystko może mieć sens. Wszystko jest ważne. Wszystko może wnieść do naszego istnienia mnóstwo piękna. Nawet jeśli w tym pospiesznym zachłannym biegu gubimy inne cenne rzeczy. Bo każda ścieżka sama w sobie jest wielkim skarbem dla naszej duszy.

Istotą życia nie jest przysłowiowe „złapanie króliczka”, tylko sam bieg, czy raczej powolna droga z uważnym smakowaniem każdej chwili. Cele, które sobie z taką pasją wyznaczamy, służą jedynie nakreśleniu tej drogi. Bo to już tak jest, że zwykle chcemy wiedzieć, dokąd iść, a ja z uśmiechem dzisiaj przypominam, że nie ma znaczenia, czy dotrzemy do zaplanowanego miejsca, bo zawsze najważniejsza jest sama podróż i wszystko, czego w jej trakcie doświadczamy. Mogłabym powiedzieć wprost – nie ma znaczenia, czy cokolwiek osiągamy, zdobywamy, zaliczamy – najcenniejsze są bowiem chwile w drodze. Wszystkie uczucia, myśli, spostrzeżenia, refleksje. Momenty zachwytu, miłości, wzruszenia, gniewu i wybaczenia.

Przywykliśmy, by szukać i pragnąć czegoś wyjątkowego, co zabarwi nasze istnienie w niepowtarzalny sposób. Tymczasem jest coś ponad tym wszystkim, czego poszukujemy z takim zapałem. Zrozumienie, że niczego nie potrzebujemy, bo wszystko jest w nas na zawołanie. Ludzie szukają zabawek i doznań, bo wydaje im się, że to karmi ich błogość. Napychają nimi kieszenie i wypełniają dni, a następnego ranka budzą się znowu głodni i szukają kolejnych rzeczy, spotkań, wrażeń. Żeby więcej, żeby ciekawiej, żeby obficiej. Tymczasem nie trzeba niczego ścigać, chociaż wszelkie dążenia są twórcze i zaspokajają naszą potrzebę działania. Poczucie szczęścia jest stanem naszej duszy. Nie wymaga posiadania pieniędzy ani stanu zakochania, ani gromadzenia dóbr czy ludzkiego podziwu.

Żyjemy przecież dla siebie. Wystarczy być, oddychać, budzić się rano z uśmiechem i dostrzegać piękno drzew, które z miłością patrzą na nasze twarze. Wystarczy zachwycać się promieniami słońca, słuchać bicia swojego serca, poczuć aksamitny dotyk liści, wdychać zapach bzu, smakować uważnie dojrzałe truskawki. Wystarczy spojrzeć w oczy psa lub pogłaskać mięciutką sierść kotka. Natura jest najbardziej czysta i dostępna bez ograniczeń dla każdego. Jest darem od Stwórcy, który w ten sposób pokazuje nam swoją wielką miłość i uczy nas piękna, harmonii, miłości zamkniętych w każdym listku, kwiatku i futerku.

Ale można też zachwycać się cudami stworzonymi przez ludzkie dłonie i serca – słuchać wspaniałej muzyki, gładzić jedwabny szal, podziwiać obrazy zawieszone w galerii, czytać piękne książki, a nawet zachłysnąć się jazdą nowym samochodem. Nie ma nic niewłaściwego w cieszeniu się najnowszymi perfumami i piękną biżuterią. Liczy się przecież otwieranie serca na przepływ zachwytu i odczuwanie błogości istnienia dzięki cudownym zmysłom, którymi zostaliśmy tak hojnie obdarzeni.

To, co najważniejsze w naszym doświadczeniu, to rozumieć, że sami decydujemy o swoim szczęściu. Można opływać we wszelkie dobra, leżeć w doskonałym zdrowiu na miękkich jedwabiach, posiadać tysiące plików z najlepszą muzyką, jeść pyszności i pomimo tego narzekać na nudę i miałkość życia, bezskutecznie poszukując poczucia spełnienia. A można mieć jedną parę butów, siedzieć pod drzewem na pachnącej słońcem trawie i odczuwać wszechogarniającą miłość płynącą poprzez nasze serce do każdego listka, skrawka kory, do każdej mrówki pracowicie biegnącej wzdłuż naszych stóp. Można w szepcie wiatru w gałęziach i cieple dnia odnaleźć całe ogromne piękno życia i w uniesieniu odczuwać łzy pod powiekami. Można. To jest w nas. To my wybieramy. Zachwyt, uniesienie, miłość zaczyna się w nas. Nie na zewnątrz. Niczego nam do tego nie trzeba. Kto tego doświadcza, ten już wygrał wszystkie nagrody świata, ponieważ ma cały wszechświat w zasięgu ręki. Już zawsze może być szczęśliwy, bez względu na okoliczności.

Och, z pewnością łatwiej to odkryć, kiedy przeżyjemy jakiś dramat i podnosimy się jak Feniks z popiołów. Bo wtedy spadają zasłony iluzji i nasze oczy dostrzegają całą magię istnienia, na którą wcześniej były całkiem ślepe. Kiedy człowiek na chwilę umiera i wraca na powrót z nową szansą na życie, zaczyna doceniać przeogromny cud każdego oddechu. Każdy poranek zapowiada kolejny fantastyczny dzień, który czeka z radością w ramionach i obsypuje mnogością bajecznych doświadczeń. Odczuwamy wówczas wdzięczność za każdą chwilę i niczego więcej nie potrzebujemy, by poczuć w sercu zachwyt życiem. Jakoś tak jesteśmy skonstruowani, że strata szybciej uczy nas doceniania niż posiadanie.

Ale bez wątpienia lepiej rozpoznawać to samemu, zanim życie nas przewróci. Właśnie dlatego warto uczyć się spontanicznego zachwycania dobrem bycia, niezależnie od tego, co przynoszą nam kolejne chwile. Kiedy umiemy w codzienności odnaleźć radość i piękno, to mamy nieustające podłączenie do niewyczerpanej nigdy baterii wszechświata. Wówczas nawet w trudniejszych momentach jesteśmy w stanie dać sobie większą dawkę wspaniałej energii, która pomoże nam odrodzić się z popiołów i na nowo być naprawdę zadowoloną osobą. Ale to też gwarancja szczęśliwego życia – umiejętność uruchamiania w swoim sercu najwspanialszych uczuć. To, co zawsze możemy sobie samym ofiarować jak najpiękniejszy dar. I dzięki czemu możemy pełnymi garściami czerpać cuda z codzienności, nie oczekując niczego od nikogo.

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 729
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu