Napisałam kiedyś naprawdę dobrą książkę: „Sposób na szczęśliwe życie”, w której podzieliłam się swoim doświadczeniem w tym temacie. To nie jest suchy psychologiczny poradnik pełen wydumanych zasad, tylko moje własne doświadczenie obejmujące wszystkie obszary życia: pieniądze, zdrowie, związki, traumy przeszłości. Odkąd odkryłam, jak wielki mamy wpływ na swoje szczęście i to jak możemy zmieniać życie na lepsze, dzielę się tym. Chciałabym, żeby innym śmiech, lekkość, zachwyt i radość przychodziły równie łatwo, jak mi. Bo ja kiedyś nie miałam o tym pojęcia i czekałam aż trzydzieści lat, żeby się o tym dowiedzieć. Szkoda przecież każdego dnia.
A dzisiaj o tym, co charakteryzuje szczęśliwego człowieka. Po czym go poznać i jak bardzo to miłe, mieć spokojne pogodne życie. I na pierwszym planie jest oczywiście dystans do ludzkich oczekiwań i osądów. Bo człowiek szczęśliwy nie przejmuje się ludzkim gadaniem. Ludzie mówią jakieś dziwne rzeczy o tym, że mamy brzydkie włosy albo nogi albo niewłaściwą pracę czy zainteresowania. A my powinniśmy to traktować jak brzęczenie muchy i nadal robić to, co uważamy za słuszne. Tak zwyczajnie trzeba ignorować to całą sobą i kompletnie nie dawać tym złośliwościom uwagi. To niesamowicie uwalnia i naprawdę uszczęśliwia. Spróbujcie. Dystans smakuje lepiej niż lody pomarańczowe.
Człowiek szczęśliwy opiera się stabilnie na wysokim poczuciu wartości i kompletnie nie przejmuje się oceną innych. Ktoś mówi, że jestem gruba? Że mam niemodny makijaż? Że mam nieładną fryzurę? To przede wszystkim nie jest wbrew pozorom moja sprawa, ponieważ każdy mówi o sobie. Czyli postrzega mnie poprzez pryzmat własnych brzydkich i smutnych myśli. I to, o czym trzeba pamiętać – w złośliwych uwagach i w krytyce nie ma nigdy – ale to nigdy – żadnego obiektywizmu. Jest tylko subiektywna ocena, sklecona z zawiści, kompleksów i próby dowartościowania się naszym kosztem. To tak działa. Przecież wszyscy to wiemy, a pomimo tego często pozwalamy sobie na to, żeby było nam przykro. Po co?
Pamiętam taką sytuację z młodości, kiedy miałam bardzo długie włosy. Pewien znajomy kolega, który trochę mi się podobał, dał mi wyraźnie do zrozumienia, że włosy nie są moją ozdobą. Stawiał mi za przykład znajomą o krótkiej kręconej czuprynie. Zastanawiałam się nad zmianą fryzury tak długo, dopóki inny zakochany we mnie chłopak nie powiedział, że moje włosy są jak promyki słońca. Bawił się moimi pasmami przesuwając je z niekłamanym zachwytem między palcami. Wtedy zrozumiałam, że każde ocenianie jest bzdurą. To, co jeden krytykuje, drugiego zachwyca i zapewne odwrotnie. Ale to dowód, żeby ufać swoim wyborom i kompletnie nie dawać wiary tym, którzy nas nie umieją docenić. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto ufa sobie, docenia siebie i dostrzega własne piękno, nie zwracając uwagi na zdanie innych ludzi. Bo to zdanie – jak pisałam wcześniej – całkiem subiektywne. Po co temu dawać uwagę?
Każdy ma inny gust i może podobać mu się coś innego. Dla nas to informacja tylko o tym, że mamy prawo być sobą i wierzyć, że jest w nas piękno. To piękno zobaczą tylko ci, którzy zechcą. Nic na siłę. Zawsze będą ludzie, którzy wybiorą ciemną stronę i będą nas krytykować, ponieważ ktoś kto nosi w sobie smutek, ciemność, brzydotę tylko to widzi. I teraz uwaga – ktoś kto ma inny gust i podoba mu się inne uczesanie, inny wygląd, inne kolory, ale nie ma w sobie ciemności nie krytykuje nas. Pamiętajmy – człowiek wypełniony dobrem nie skupia się na ocenianiu. On ma swoje upodobania i nawet jeśli się nami nie zachwyca, to też nie zajmuje się ocenianiem nas, dając światu prawo do różnorodności.
Spójrzmy na to też w ten sposób: ileż to razy widzimy coś, co kompletnie nam nie odpowiada, ale jeśli nas nie dotyczy, to nie biegniemy wytykać tego palcami. Zostawiamy. Właśnie dlatego wszelkie nieproszone ocenianie, wszelkie złośliwe krytykowanie rodzi się z mroku w drugim człowieku. Czasem ludzie są tak mocno zanurzeni we własnym smutku, zniechęceniu i brzydocie wewnętrznej, że nie umieją zauważyć i docenić niczego wokół siebie. A wytykanie palcami innych daje im namiastkę bycia kimś lepszym. Takie dowartościowanie siebie cudzym kosztem. A czy warto dawać uwagę temu, co pochodzi z ciemności?
I żeby być sprawiedliwą dodam jeszcze jedno wyjaśnienie. Czasem to nie mrok, tylko racjonalizacja. Ten chłopak, który krytykował w szkole moje włosy, był zakochany w koleżance z krótką czupryną. Ponieważ wiedział, że mi się podoba, chciał jakoś przed samym sobą uzasadnić, czemu wybiera inną – powiedział o włosach. A tak naprawdę to nie miało znaczenia. Ona podobała mu się cała, a ja nie i tyle. Gdyby nie był wtedy nastolatkiem tylko dojrzałym rozsądnym mężczyzną, być może ugryzłby się w język i nie powiedział nic? Bo przecież mamy prawo kochać bez uzasadniania tego czymkolwiek. Dzisiaj rozumiem te mechanizmy i tylko się uśmiecham, bo kiedy kochamy, to nasza wybranka jest dla nas idealna. Mogłaby być ogolona na łyso i też byłoby to piękniejsze od najcudniejszej fryzurki.
Swoją drogą to jest wspaniałe – móc kochać i zachwycać się tym, co kochamy. I to właśnie kochanie jest najciekawszym uzasadnieniem dla tego wszystkiego, o czym tutaj piszę. Bo nasz gust i nasze upodobania są przez miłość wzmacnianie. Ale przede wszystkim dopiero miłość pokazuje, że każdy jest piękny i każdy nosi w sobie mnóstwo aspektów zasługujących na zachwyt. Dopiero zakochane oczy wydobywają ten świetlisty cud na zewnątrz. Gdyby piękno było takie obiektywne, jak się niektórym wydaje, to zawsze byłyby takie osoby, które nikomu się nie podobają. A to nie jest prawda. Po prostu mamy rozmaite preferencje. A jeśli tak, to nikt nie ma prawa do oceniania drugiego człowieka. Szczególnie w zakresie wyglądu.
Czym innym jest działanie. Czasem bywa niewłaściwe i wymaga korekty. Służy temu konstruktywna krytyka, ale jest ona wyrażana w sposób wyważony i konkretny. Nie zawiera emocji i nie rani. Pokazuje, co można poprawić. Są do niej uprawnione wyłącznie osoby, którym dajemy do tego prawo pytając je o zdanie. A także nasi przełożeni i nauczyciele, którzy odnoszą się do naszej pracy i nauki, a nie do naszego wyglądu. Warto jednak pamiętać, że o ile profesjonalne pokazanie punktów wymagających zmiany podejścia w kwestiach zawodowych jest wartościowe, o tyle już ocena wyglądu zawsze jest subiektywna. Zatem szefowa, która sugeruje, by ściąć włosy na krótko, wypowiada się przez pryzmat własnych doświadczeń. W tym także swoich prywatnych traum i skojarzeń. Nie musi być wiarygodna.
Zobaczmy zatem, jak niewiele jest sytuacji, w których ktoś ma prawo wypowiadać się o nas – o naszym wyglądzie, naszych wyborach, naszym podejściu, naszych poglądach. A w realnym życiu spotykamy się z tym wcale nie tak rzadko. To zazwyczaj nieuprawnione wypowiedzi płynące – jak wspomniałam wcześniej – z ciemności w drugim człowieku. Z zagubienia. Z niskiej samooceny. Ze smutku. Z rozdrażnienia i rozczarowania. Dostajemy krytykę rykoszetem od kogoś, komu jest źle na Ziemi i kto nie umie sobie z tym stanem skutecznie poradzić. Bo człowiek szczęśliwy nie zajmuje się ocenianiem i krytykowaniem drugiej osoby. Jest za bardzo zajęty fajnymi aspektami swojego życia.







