Radość to natura człowieka. Albo się cieszymy ze wszystkiego albo uznajemy, że życie jest zbyt poważne, by robić sobie żarty i szczerzyć zęby tylko dlatego, że świeci słońce. Każdy z nas ma w sobie tego ponurego osobnika, który stara się stłumić naszą wewnętrzną radość tylko dlatego, że: „nie wypada”. Większość z nas uważa, że to w oczywisty sposób normalne, bo dojrzałość powinna być poważna i stateczna. Mądrość powinna wyrażać się spokojnymi wyważonymi gestami i odpowiednim szacownym wyrazem twarzy. Tak mówi tradycja i powtarzamy to wszyscy, bo uważamy, że jest w tym sens.
Mam świadomość, że jest wiele sytuacji wymagających od nas skupienia i odpowiedniego zachowania. Umiem być spokojna i odpowiedzialna, bo rozumiem, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Ale jestem też zwolenniczką spontanicznej radości wszędzie tam, gdzie mogę sobie na to pozwolić. Uwielbiam się śmiać i odkąd pamiętam, zawsze najbardziej podobali mi się ludzie z nieograniczonym poczuciem humoru. Często wspominam pewnego sympatycznego wujka – potrafił każdego rozbawić i na bieżąco obracał wiele sytuacji w żart. Był moim idolem. Uwielbiałam, kiedy przychodził w odwiedziny, bo dom trząsł się wtedy od śmiechu. Nie każdy tak potrafi, to też dar.
To trochę zabawne spostrzeżenie, ale któregoś dnia uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie oceniałam członków rodziny właśnie pod względem poczucia humoru. Nawet ustawiłam ich sobie w głowie w pewnej kolejności – od tego właśnie przezabawnego wujka zaczynając do tych najbardziej poważnych osób, głównie kobiet. Osoby z początku listy darzyłam największą sympatią, bo przy nich czułam się najbardziej szczęśliwa. Od zawsze śmiech mnie karmił i uzdrawiał. I co ciekawe – w moim rodzie to kobiety miały problem z cieszeniem się życiem, a mężczyźni umieli żartować na zawołanie. Nie chcę wyciągać z tego faktu takiego wniosku, że kobiety mają cięższe życie, bo to nie jest dobry program. Radość nie powinna zależeć od płci.
Ale wracam w tym miejscu do tego, co nazywa się czasem powagą życia i odpowiedzialnością. Dla wielu osób to ponura mina. A właśnie kobiety w ubiegłym wieku naznaczonym dwiema wojnami niosły w sobie wielki ciężar przetrwania i ochrony własnych dzieci czy rodziny. To w jakiś sposób mogło zapisać w kobiecym polu energetycznym napięcie i potrzebę poważnego skupienia. Obserwowałam też, że śmiech u kobiet był traktowany czasem negatywnie. Radosna kobieta była klasyfikowana jako nieodpowiedzialna flirciara. To już na szczęście przeszłość. Dzisiaj poczucie humoru nie oznacza wcale nieodpowiedzialności czy złego prowadzenia.
W istocie każdy człowiek może umieć żartować, czyli patrzeć na świat poprzez pryzmat lekkości, zabawy i uśmiechu. Można to też nazwać w ten sposób: każdy człowiek może rozwinąć w sobie poczucie humoru. Zapewne jest z tym nieco podobnie jak z każdym talentem. Jedni rodzą się z takim darem i przychodzi im to zupełnie naturalnie. Inni muszą świadomie postarać się tego nauczyć. W efekcie i tak zawsze się różnimy w tym, jak manifestujemy tę naszą wesołość. U kogoś to bywa spontaniczne, u kogoś innego trochę sztuczne. Ale zawsze bez wyjątku lepiej śmiać się szczerze i umieć dostrzegać wszędzie do tego śmiechu powody.
Oczywiście radość nie ogranicza się do poczucia humoru. To także spontaniczny uśmiech na widok słońca przenikającego przez gałęzie drzew albo na dźwięk ptasiego śpiewu. To taka naturalna reakcja na piękne drobiazgi wokół nas: bukiet kwiatów w wazonie, kryształy ułożone na talerzyku, wiadomość od przyjaciela, zdjęcie gór zobaczone w sieci, szklankę świeżo zaparzonej herbaty. Radość to cieszenie się nowym dniem – tak po prostu, chociaż to zwyczajny dzień. To poczucie jasności, które nosimy w sercu i nie zawsze swobodne żartowanie wyraża tę radość. Czasami ukrywa głęboki smutek. Ale jeśli jest szczere i spontaniczne, może obudzić w nas prawdziwą radość.
Zawsze trzeba wykonać pierwszy krok. Jeśli śmiech nie jest nasza naturą, jeśli cenimy sobie powagę, warto zerwać te wszystkie smutne maski i odnaleźć w sobie rozbrykane, roześmiane dziecko, które cieszy się z każdego drobiazgu. To moim zdaniem wielki dar – umieć odczuwać radość z powodu otrzymanego lizaka albo tylko dlatego, że świeci słońce. A przecież dzisiaj mamy dostępnych tyle fantastycznych narzędzi, by zamienić smutny i poważny dzień w roześmiany pogodny czas. Po pierwsze: można obejrzeć dobrą komedię. Po drugie dowolny kabaret czy stand-up – zależnie od preferencji. Po trzecie: przeczytać zabawną książkę czy artykuł. A po czwarte: można posłuchać dobrej muzyki. Na to zawsze warto mieć przestrzeń.
Śmiech nie jest i nie powinien być zależny od metryki, ale jednak myślę, że dzieci lepiej czują swoją prawdziwą boską naturę i dlatego dziecko szczęśliwe i swobodne bywa roześmiane i kochające. Kiedy myślę o naturalnej dziecięcej energetyce, to widzę maluszka z zachwytem w oczach wywołanym tylko tym, że motyl usiadł na kwiatku. A nas dorosłych to w ogóle nie obchodzi, mamy głowę pełną spraw, zmartwień i problemów. Tymczasem miłość i radość to nasz boski rodowód. Nosimy to w sobie zawsze jak najcenniejszy skarb. Gdybyśmy nie dorastali w okowach zasad wymyślanych przez smutnych ludzi, to jako dorośli umielibyśmy się bardziej cieszyć każdym drobiazgiem. I ten motyl na kwiatku nadal umiałby nas zachwycić.
Dostrzegam w tym sposób na piękne życie. Takie obudzenie w sobie roześmianego, pogodnego dziecka może zaprowadzić nas do bram naszego raju tutaj na Ziemi. Wystarczy zachować w sobie ten wdzięk i beztroskę. Wystarczy przypomnieć sobie, jak zachwycać się blaskiem słońca, śpiewem ptaków, tęczą nie tylko na niebie, ale nawet w kałuży. To nie jest trudne. Można się tego zwyczajnie nauczyć i stworzyć w sobie taki nawyk, by każdy dzień zaczynać od radosnego uśmiechu w stronę drzew rosnących za oknem. Po pewnym czasie to stanie się czymś naturalnym i wtedy cała nasza istota stanie się lżejsza i bardziej szczęśliwa.
Wielokrotnie pisałam o tym, że radość uzdrawia, że jest pomostem do kochania. To potężna moc, ponieważ jest prawdziwą jakością serca. Czyli taką energią, która podnosi nasze wibracje i zbliża nas do naszej prawdziwej istoty. A przy tym – jakie to oczywiste – jest zjawiskiem niesamowicie przyjemnym. Bo czy nie lubimy się śmiać? Czy nie lubimy żartować? Smutek, o którym niektórzy piszą, że jest właściwy, zabiera nam energię. Radość dodaje nam sił, a dzięki pozytywnej zmianie wibracji przyspiesza regenerację na poziomie komórkowym. Gelotologia – została już uznana i opisana. Warto zatem cieszyć się każdą chwilą.







