Piękno świata

Niedawno miałam krótki, ale niezwykły sen, który zainspirował mnie do podzielenia się przemyśleniami. Śniło mi się, że idę na jakieś spotkanie pchając przed sobą fotel na kółkach – coś w rodzaju wózka inwalidzkiego, ponieważ siedziała w nim jakaś znajoma osoba. Szłam piaszczystą ścieżką omijając uważnie wystające kamienie, aby nie najechać na nie kółkiem. Droga wiodła nad wodą, a dookoła rosły przecudne drzewa i cała okolica była niesamowicie piękna. Równolegle do ścieżki – w odległości może 40-50 metrów biegła asfaltowa droga z równym chodnikiem. Ale ja celowo wybrałam ścieżkę, ponieważ zachwycała mnie przyroda.

Kiedy się obudziłam, chciałam natychmiast zasnąć z powrotem i znaleźć się znowu w tej cudownej okolicy. Chciałam zobaczyć tę wodę, te drzewa, to miejsce, które tak urzekło moje serce. Na pewno znacie to uczucie, kiedy śnicie wyjątkowo piękny sen i po przebudzeniu zaciskacie powieki, aby do niego wrócić. Czasem to się nawet udaje i wracamy w ten sam senny wymiar. Zafascynowało mnie to śnienie, chociaż było bardzo krótkie. Miewam dłuższe sny i przeżywam w nich wiele ciekawych rzeczy, a tutaj tylko sobie szłam i zachwycałam się okolicą. Ale właśnie dlatego doceniam, że ta krótka migawka zrobiła na mnie takie mocne wrażenie.

I co ciekawe – nie wiem, kto siedział w fotelu, jedynie, że to jakaś znajoma mi kobieta. Nie wiem dokładnie, dokąd jechałyśmy. Pchanie wózka nie sprawiało mi żadnego kłopotu, nie było w ogóle męczące. To wszystko było bez znaczenia – dziwię się, że w ogóle pamiętam te szczegóły. Natomiast mój zachwyt okolicą, wodą, drzewami był tak ogromny, że moje serce aż śpiewało z radości. Gdyby nie aspekt pchania jakiegoś krzesła, opisałabym ten sen, jak spacer po raju. I to jest moim zdaniem kluczowe – ten wózek pojawił się tylko po to, bym nie pomyliła mitycznego raju z życiem.

Tak krótki i prosty sen nie wymaga interpretacji, ale w wielkim skrócie ją pokażę. Każda senna podróż – także piesza wędrówka – oznacza życie. Każdy z nas pcha lub ciągnie jakieś swoje tematy. Ja też pcham swój życiowy wózek, ale co ważne – nie sprawia mi to trudu, muszę tylko omijać wystające duże kamienie. Siedząca w nim kobieta to jakiś aspekt mnie, który wymaga opieki i bycia transportowanym na wózku – to też dla mnie czytelne. Ale kluczowa zawsze jest podstawowa emocja, która pojawia się we śnie. U mnie to przeogromny zachwyt otoczeniem, tym wszystkim, co mijam idąc. Jest też ogromna radość z możliwości spaceru nad wodą i wśród drzew.

Ten zachwyt był tak silny, że po obudzeniu poczułam wręcz tęsknotę. Ale to nie skrawek raju ani nieba, bo w raju nie pchamy wózków i nie nosimy ciężarów – w sensie symbolicznym to niemożliwe. To życie takie, jakie jest. I co w moim życiu jest kluczowe? Zachwyt oczywiście. Zachwyt przyrodą, zielenią, zapachami, śpiewem ptaków i oczywiście wodą, która kocham ponad wszelkie wyobrażenie. Ta senna metafora jest dla mnie tak przejrzysta i oczywista, że aż się uśmiecham na myśl o tym, co pokazuje mi moja podświadomość w czasie sennych wędrówek.

Nie zaskakuje mnie taki sen w maju, kiedy co chwilę uśmiecham się podnosząc głowę znad klawiatury i spoglądając w okno, za którym zielenią się moje ukochane drzewa. Albo kiedy słysząc śpiew ptaków odruchowo im odpowiadam, śpiewając nieco podobnie – chociaż o wiele mniej melodyjnie – pod nosem. Tak, należę do tych osób, które rozmawiają z ptakami, „odśpiewując” im po swojemu. Robię to odruchowo, jakbym chciała im powiedzieć, że je słyszę i że jestem im ogromnie wdzięczna za ciepło, które ogarnia moje serce, kiedy śpiewają. Tworzę zatem wyrazy dźwiękonaśladowcze, bo oczywiście nie umiem powtórzyć ptasich głosów dosłownie. A są tacy, którzy umieją – miałam przyjemność to słyszeć.

Wędrówka piaszczystą ścieżką, podczas kiedy obok biegnie równa kamienna droga, po której na pewno o wiele łatwiej pchać wózek, to świadomy wybór piękna zamiast wygody. Ale to piękno jest niekwestionowane, jest urzekające, oszałamiające i niemal zatykające dech w piersi. Jak realizacja marzeń. Często piszę o tym, że mam dobre życie – sen ten potwierdza, że nie nadrabiam miną dla zachowania pozorów, lecz naprawdę w głębi siebie czuję piękno świata każdym skrawkiem swojego istnienia. To jest zatem coś, co mogę polecić każdemu z własnej praktyki: warto dostrzegać ten cud w swoim życiu. Warto się nim zachłysnąć i napełnić, docenić możliwość bycia w tu i teraz na najpiękniejszym ze światów.

Istnienie jest jakie jest – zawsze mamy w nim coś do pchania. To też ważne, by uświadomić sobie, że jedno drugiego nie zmienia. Pokonywane trudności, które nikogo przecież na tym świecie nie omijają, nie umniejsza piękna, jakiego dotykamy każdego dnia, kiedy tylko otworzymy oczy. Myślę, że często popadamy w stereotyp postrzegania polegający na rzekomo koniecznej adekwatności. Czyli takie podejście, w którym, aby być szczęśliwym, trzeba doświadczać spełnienia oczekiwań. A jeśli coś idzie nie tak, to przecież poczucie zadowolenia czy zachwytu byłoby oszustwem.

A to nie jest właściwe podejście i nie jest – moim zdaniem – też prawdziwe. Mam wiele zastrzeżeń do tego, co ludzie nazywają prawdą. Nie ma obiektywnej prawdy – jest natomiast to, co czujemy. I zawsze to my sami wybieramy to, co jest naszą rzeczywistością i naszą adekwatnością. Mamy władzę nad swoimi myślami, a w ślad za tym, mamy tez władzę nad emocjami. Trzeba sobie to tylko uświadomić, a potem spokojnie i z pełnym zaufaniem do własnej suwerenności zwyczajnie się tego nauczyć. Można być szczęśliwym nie mając zbyt wiele pieniędzy. Można doświadczać radości nie będąc w związku. Można zachwycać się otaczająca rzeczywistością chorując przewlekle. Wszystko można. To zawsze my wybieramy.

Opowiedziałam swój sen tylko dlatego, że w moim odczuciu niesie przeslanie dla każdego człowieka na tej Ziemi. Nie tylko dla mnie. Pokazuje, że największe szczęście, płynące na przykład z zachwytu, od którego aż drży serce, jest dostępne każdego dnia, na każdym kroku. Także wtedy, kiedy stąpamy nierówną ścieżką ostrożnie omijając przeszkody i kiedy dźwigamy – ciągniemy, pchamy – swoje ludzkie sprawy. Życie jest, jakie jest i wyzwania zawsze znajdą w nim swoje miejsce. Ale to w żaden sposób nie wyklucza doświadczania szczęścia i zachwytu. Nie można o tym zapominać w codziennym zmaganiu z jakimiś sprawami.

Świat jest bezbrzeżnie piękny. Każdego dnia możemy z łatwością wyliczyć kilkadziesiąt rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni i które warto kochać. Każdego dnia możemy doświadczać zachwytu patrząc na kwitnące drzewa, na zieleń liści, na spokojna taflę wody, na deszcz bębniący o parapet, na tęcze w kałuży, na uśmiech dziecka, na zabawy kociąt i figle psów, na taniec pięknej kobiety i sportowy wysiłek mężczyzny, na całująca się parę, na tęczę na niebie, na kalejdoskop obłoków, na górskie szczyty, na trzmiela unoszącego się z kwiatów koniczyny, na szachownicę pól, na łany rzepaku, na sto innych cudów, które rozpościerają się wokół nas. Wystarczy pamiętać, by rano otworzyć oczy i nie tylko patrzeć, ale także widzieć. Widzieć piękno świata.

 

Bogusława M. Andrzejewska
Bogusława M. Andrzejewska

Promotorka radości i pozytywnego myślenia, trenerka rozwoju osobistego i duchowa nauczycielka. Pisarka i publicystka, Redaktor Naczelna elektronicznego magazynu „Medium”. Autorka wielu poradników rozwoju. Astropsycholog i numerolog oraz konsultantka NAO. Prowadzi szkolenia na temat wiedzy duchowej i prosperity. Pracuje z Aniołami, robi odczyty w Kronikach Akaszy. Jest nauczycielką Reiki i miłośniczką kryształów, kotów oraz drzew. W wolnym czasie pisze wiersze.

Artykuły: 733
0
    0
    Twój koszyk
    Nie masz żadnych produktówPowrót do sklepu