ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Niewdzięczność

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

 

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Metoda Evelyn Monahan

Terapie inne

 

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Dobroć jest tak oczywistą rzeczą, że wydawałoby się nie trzeba niczego na ten temat pisać ani mówić. Każdy wie doskonale, że warto być dobrym. Nie tylko dla własnej satysfakcji i odpowiedniego wkładu w rozwój wszechświata. Także dlatego, że czynienie dobra uruchamia pozytywną spiralę pomyślnych wydarzeń, jako że podobne przyciąga podobne. A przede wszystkim podnosi nam poczucie wartości, bo kiedy robimy komuś przysługę, czujemy się lepsi, potrzebni i wspaniali. To jest po prostu przyjemne.

Tymczasem życie weryfikuje nasze poglądy, bo równie często jak z docenianiem, spotykamy się z niewdzięcznością. To boli bardziej niż konkretny atak nieprzyjaznej nam osoby i sprawia, że powstają nawet negatywne hasła o tym, że „każdy dobry czyn musi zostać ukarany”. Błędne to zdanie, ale przecież nie powstało przez przypadek. Wiele takich zdarzeń doświadczają ludzie, skoro zaczynają tworzyć na ten temat przysłowia. Warto zatem pokusić się o krótką analizę i znaleźć odpowiedź, jak sobie z tym radzić.

Moja znajoma miała nieco młodszą od siebie przyjaciółkę, którą wspierała w każdy możliwy sposób. Załatwiła jej pracę, pożyczała pieniądze, kosmetyki i sukienki na randki. Niemal każdego dnia gościła ją u siebie na kawie i częstowała ciastem. Kiedy owa przyjaciółka przespała się z mężem mojej znajomej, ta znienawidziła ją całą duszą. Przyznała mi się, że mogłaby ją zabić gołymi rękami. Proponowane przeze mnie techniki wybaczania nie przynosiły efektu. Powiedziała mi wyraźnie, że sam czyn nie ma tak wielkiego znaczenia, jak to, że dopuścił się go ktoś, komu dała z siebie tak dużo. I chociaż oczywiście do męża też miała wielki żal, był on niczym w porównaniu do ogromnego rozczarowania wobec dziewczyny, której wyświadczyła tyle dobra.

Z jednej strony to zdrada podwójna – jest to coś, co łamie serce i duszę. Przestajemy komukolwiek wierzyć, to jasne. Z drugiej jednak – kobiety chcą ufać innym kobietom, podczas kiedy facet to dla nich ktoś, kto prędzej czy później zrobi coś takiego. Jakoś to mężatek nie dziwi, jakby z góry zakładały, że mężczyzna zgrzeszyć musi. Badania psychologów dowodzą, że żony szybko wybaczają mężom niewierność, a cały impet nienawiści i pretensji kierują w stronę kochanki, jakby ta zrobiła wszystko sama, bez żadnej współpracy i chęci ze strony mężczyzny. Moja znajoma także szybko pogodziła się z mężem i każdą wolną chwilę zapełniała marzeniami o rozszarpywaniu „wrednego babska” na kawałki.

Ale jest w tym niewątpliwie element wielkiego zaprzeczenia wszystkiemu, w co wierzymy. Pojawiają się pytania: po co pomagać innym? Po co być dobrym? Czy nie lepiej zamiast się troszczyć i wspierać, kopnąć w tyłek z taką siłą, by ta osoba zapomniała naszego adresu? Dlaczego zamiast dobra, wraca do nas ból i cierpienie? Jak trudno wtedy znaleźć właściwy argument, który udowodniłby, że to, co robimy, określa nas samych, bez względu na wymierne efekty. Moja znajoma kiedyś głośno powiedziała: nie chcę już być dobra, tylko szczęśliwa.

Dostrzegam tu też inne rozczarowanie. Chociaż dobro wyświadczamy najczęściej spontanicznie i bez wyrachowania, jednak na poziomie podświadomym wierzymy, że dzięki temu jesteśmy lepsi. To niejako gwarantuje lepsze życie, bo przecież takie wspaniałe osoby powinny zostać przez wszechświat wynagradzane. Moja znajoma czuła żal nie tylko do tamtej kobiety, ale także i do Boga, i do losu. Proces wybaczania, który wreszcie podjęła, musiał zatem objąć nie tylko fałszywą przyjaciółkę, ale także inne aspekty. Jej zdaniem najwięcej bólu wywołało poczucie niesprawiedliwości czy tez nieadekwatności, ponieważ nigdy nie zrobiła nic złego osobie, która ją skrzywdziła.

W tym miejscu warto zauważyć, jakkolwiek to zabrzmi, że pojawiło się w niej nieświadome oczekiwanie wynagrodzenia w zamian za świadczone dobro. Gdyby rzeczywiście nie miało to znaczenia, nie byłoby rozczarowania. Ludzie bywają różni, a ich zachowania są czasem skrajnie podłe i egoistyczne – wie to każdy z nas. Jeśli komuś pomagamy, a ten ktoś zamiast podziękowania, robi nam coś złego, wystarczy wzruszenie ramion i konstatacja: widocznie inaczej nie potrafi. I tyle. Możemy tę osobę omijać z daleka. Możemy i powinniśmy nazwać i przerobić swoje lekcje, jeśli poruszyła nasze emocje. Ale nie warto tracić energii na niepotrzebny żal, który niczego nie zmieni. Dobro, które czynimy, czynimy dla siebie, dla wszechświata, a głównie po to, by określić Kim W Istocie Jesteśmy. Ono zawsze wróci do nas pomnożone, nawet jeśli podstawowy odbiorca nie raczył go docenić i odwrócił się plecami. Nie należy czynić dobra w oczekiwaniu na wynagrodzenie. To tak nie działa.

Kluczowe moim zdaniem jest tutaj znowu poczucie wartości. Kiedy jest na odpowiednim poziomie, nie musimy dowartościowywać siebie pomaganiem innym. Jeśli kogoś wspieramy, to tylko dlatego, że tak chcemy, czujemy i uważamy to za właściwe. Niczego w zamian nie oczekujemy. A trzeba też pamiętać, że wiara w siebie i traktowanie siebie z szacunkiem powoduje, że ludzie umieją okazywać nam wdzięczność. Działa tutaj zasada lustra. Kiedy odnoszę się do siebie z miłością, to także inni nie chcą mnie krzywdzić. Moja znajoma musiała zacząć od podnoszenia samooceny. Dopiero kiedy przerobiła tę lekcję, mogła rozpocząć medytacje wybaczające, ponieważ dopiero wtedy zrozumiała, że dziewczyna, która przespała się z jej mężem, nic jej nie jest winna.

Na koniec jeszcze jeden element, który pojawia się bardzo często w przyjacielskich i małżeńskich układach, a mianowicie – równowaga pomiędzy dawaniem i braniem. Kiedy zostaje zachwiana, niszczy układ. Nie jest wykluczone, że w omawianym przykładzie, owa fałszywa przyjaciółka weszła w poczucie winy, ponieważ stale była wspierana i obdarowywana, a sama nie mogła się za to zrewanżować. Być może poczuła się tak źle, że podświadomie szukała powodu do kłótni i znienawidzenia hojnej znajomej. Doszła do tego zazdrość, że przyjaciółka ma wszystko: pieniądze, udane małżeństwo, zdrowie, radość, pracę…  Zdecydowała się więc, by nieco tego dobra „uszczknąć” i poczuć się dzięki temu lepiej.

Bardzo to przewrotne myślenie – wiem. Wiele lat nie mogłam pojąć takiej postawy, ale jako psycholog chciałam zrozumieć także i tych, którzy wybierają najgorsze rozwiązania w swoim życiu. Rozmawiam też z ludźmi, którzy z premedytacją krzywdzą innych. Zawsze mają na to argument, który zaskoczyłby bardzo ich ofiary. Zakładam więc, że i tutaj oprócz oczywistego egoizmu, pojawiła się zazdrość i poczucie winy.

Dlatego zachęcam do pilnowania równowagi pomiędzy dawaniem i braniem. Jeśli kogoś wspieramy, domagajmy się od tej osoby czegoś ważnego dla siebie, bo dopiero to tworzy prawdziwą więź. Ludzie lubią obdarowywać, lubią być swoistymi energetycznymi wierzycielami. To im podnosi poczucie wartości, a z tego niechętnie się rezygnuje. Moje doświadczenie wskazuje, że gdyby to owa fałszywa przyjaciółka stale obdarzała różnymi dobrami moją znajomą, zdecydowanie zawahałaby się przed pozwoleniem sobie na intymność z jej mężem. Po pierwsze z przyzwyczajenia  do świadczenia dobra tej osobie, po drugie z podświadomej odpowiedzialności za człowieka, o którego się troszczy. A po trzecie – właśnie dlatego, by nie przestać czuć się dobrą i ważną, co daje mnóstwo siły i przyjemności.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Wybaczanie

Pojednanie

Wybaczyć niewybaczalne

Duchowo o wybaczeniu

Ho'oponopono

Poczucie winy

Zemsta czy współczucie

Niewdzięczność

Harmonia wybaczania

Wybaczyć rodzicom