Główna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Healing Art  Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Sen obietnica

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Czakra 1

Czakra 2

Czakra 3

Czakra 4

Czakra 5

Czakra 6

Czakra 7

 

Numerologia

Systemy

Obliczanie

Liczby zwykłe

Liczby Doskonałe

Liczby karmiczne

Numerologia par

Nazwa firmy

Imiona

Kryształ

Cykle

Magiczne daty

Karmiczne warunki wcielenia

Liczby kobiecości

Harmonizacja

 

Astrologia

Astropsychologia

Karmiczna

Prognoza

Etyka

Domy lunarne

Punkty astrologiczne

Astrologia domów

Energie planet

Energie znaków

Energie domów

 

Astrologia Wedyjska

 

Sny

Sen o mocy

Sen o zdradzie

Sen obietnica

Sen o śmierci

Sen o samochodzie

Sen o matrixie

Sen o dziecku

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Sny potrafią zapowiadać również dobre rzeczy. I to z kategorii tych, które wydają nam się cudem. Jak wygrana w totka. Albo wycieczka na Bora Bora ze skromnej pensji urzędniczki. Albo jeszcze większy cud, jak u jednej z moich klientek...

To jest kobieta mniej więcej czterdziestoletnia. Po przejściach. Z dwójką dorastających dzieci. Mąż nie najgorszy, ale za to z problemem alkoholowym. Problem z kolei niekoniecznie książkowy. Mąż nie przepijał rodzinnego majątku, nie bił, rzadko robił awantury, ale prawie codziennie wracał z pracy pijany i zasypiał nad talerzem. Rano trzeźwiał i obiecywał poprawę, zapewniając o miłości do rodziny. Moja klientka zrobiła już wszystko, co się da, aby męża skłonić do leczenia. Od rozmów, płaczu i gróźb, poprzez składanie papierów rozwodowych, po wszywki. Bez większego rezultatu. Kilka dni spokoju, a potem to samo co zawsze...

Któregoś dnia, a właściwie któregoś wieczoru, zasnęła spłakana po długiej gorącej modlitwie. I oto przyśnił jej się magiczny złoty sen... 

W tym śnie jej mąż wraca z pracy z kwiatami, zupełnie trzeźwy. Siada naprzeciw żony i poważnie patrząc jej w oczy zaczyna mówić to wszystko, co ona zawsze chciała usłyszeć. Mówi jej, że zmarnował kilka lat swojego życia, chodząc nieprzytomny. Mówi, że bardzo kocha ją i dzieci, a ucieczka w alkohol jest głupotą i on już wie o tym. Wie naprawdę. Tym razem nie będzie kilkudniowych przerw w piciu. Tym razem on faktycznie kończy z nałogiem. Na zawsze. Przytula ją ciepło i obiecuje zupełnie nowe życie. W tym przytuleniu jest prawda i ciepło, i miłość. A jej mąż jest taki rozświetlony, taki magiczny, taki złocisty.

Rano moja klientka zadzwoniła do mnie, żeby mi ten sen opowiedzieć. „Nie wierzę w to ani trochę, ale to było takie cudowne! Mogłabym tak śnić całe życie!” – powiedziała i poprosiła mnie o interpretację. Bardzo jednoznacznie wydawało mi się, że to tylko jej oczywiste pragnienia. Jeśli czegoś bardzo chcemy, to się pojawia we śnie. To naturalne. Jednak  powiedziałam jej zupełnie coś innego. Powiedziałam, że to być może proroczy sen, a jej życie może faktycznie zmienić się na lepsze. Chciałam jej dać nadzieję, a jednocześnie czułam, że zbyt realistyczny ten sen, aby był tylko tworem pragnień i wyobraźni. „Nie wierzę, ale sen był cudowny” – powiedziała mi na to kobieta.

Po tygodniu lub dwóch od owej nocy i tego snu okazało się, że życie potrafi nas zaskoczyć. Po kolejnej awanturze i groźbie rozwodu, mąż mojej klientki przestał pić. Dzielnie trzyma fason już kilka lat. To cud! Większy niż wygrana w totka. Większy niż wycieczka na Polinezję.

I jak tu nie wierzyć w sny?

Bogusława M. Andrzejewska