Główna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Kroniki Akaszy  Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Sen o bliskości

 

Do poczytania:

Prosperita

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Boskie Portfolio

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

 

Sny

Sen o mocy

Sen o zdradzie

Sen obietnica

Sen o śmierci

Sen o samochodzie

Sen o matrixie

Sen o dziecku

Sen o Mistrzu

Sen o wspinaczce

Sen o miłości

Sen o bliskości

 

Anioły

Reiki

Kroniki Akaszy

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Kilka razy w roku mam sen o ... miłości? bliskości? przyjaźni? Trudno mi zdefiniować to uczucie, ale jest chyba najbliższe bezwarunkowej miłości. Nie ma w tym erotyzmu, tylko czyste kochanie, które w najpiękniejszy sposób kołysze serce. To, co te sny wyróżnia, to zupełnie mi obcy obiekt tych uczuć. Zwykle jest to jakaś osoba, którą ledwo znam z nazwiska. Jakiś raz widziany znajomy, dawny szkolny kolega, z którym nie mam kontaktu albo jakaś postać znana z filmu czy programu telewizyjnego.

Kiedy byłam młodsza takie sny budziły we mnie zakłopotanie, bo uczucie było tak przemożne, że nosiłam je w sobie cały dzień. A przecież obok siebie miałam kochanego i kochającego mnie partnera. Nie tęskniłam za miłością, bo nie miałam potrzeby. Nie rozumiałam jednak, co oznacza takie śnienie o obcym mężczyźnie i odczuwanie czegoś tak potężnego, że zadawałam sobie pytanie: "co przeoczyłam? co się dzieje ze mną?". Trudno było przyjąć, że podświadomie w kimś tam się podkochuję, bo obiektem uczuć były osoby całkiem mi obce. Być może Wy też tego czasem doświadczacie, dlatego dzisiaj interpretacja takiego przykładowego snu. Jego bohaterem jest mój dawny znajomy ze szkoły, z którym nigdy nic mnie nie łączyło i z którym nie mam dzisiaj żadnego kontaktu. Dajmy mu na imię Adam.

W tym śnie jestem w liceum. Mamy właśnie dużą przerwę i rozmawiam z koleżankami o tym, że mam ochotę na gorącą herbatę. "Idź do baru" - mówi jedna z nich, przypominając że na parterze szkoły mamy taki sklepik z napojami, herbatą i kanapkami. Sprawdzam, czy mam w torbie portfel z pieniędzmi i wtedy odzywa się Adam. On też ma ochotę na herbatę. "Chodź, postawię ci" proponuję wspaniałomyślnie i wychodzimy razem z klasy.

Wyprawa do sklepiku – jak to we śnie bywa – okazuje się długą wycieczką przez różne dziwne pomieszczenia. Mijamy długie korytarze, schody w górę i dół, pralnię z pracującymi tam kobietami, które patrzą na nas zdziwione, jakąś kuchnię, potem podwórko jedno i drugie, jakieś ulice... Po drodze rozmawiamy niezobowiązująco, ale z ogromną sympatią. Żartujemy. W pewnym momencie bierzemy się za ręce. Wypełniają mnie coraz cieplejsze uczucia.

Kiedy docieramy do celu, to nie jest szkolny bar, lecz kawiarnia w centrum miasta, a my oboje jesteśmy dorośli, mamy swoje rodziny. Łączy nas piękna bliskość – wspaniałe, cudowne uczucie, które trudno opisać. Rozmawiamy nad herbatą o tym, co ważne w naszym życiu. W pewnym momencie przytulamy się do siebie z ogromnym ciepłem. Potem Adam zaprasza mnie do domu. "Poznasz moją rodzinę" mówi. I rzeczywiście – na progu wita nas jego córka. Jest piękną kobietą w zaawansowanej ciąży. Mówię jej kilka ciepłych słów i ona z ogromną życzliwością przytula mnie i zaprasza do środka. Akurat trwa Baby Shower, więc pokazuje mi rozmaite prezenty dla swojego dzieciątka.

Potem zostajemy sami z Adamem. Znowu rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się i przez cały czas czuję piękne cudowne uczucie bliskości, przyjaźni, bezwarunkowej miłości. Na chwilę wchodzę do łazienki, aby umyć ręce, ale Adam pyta, czy może mi towarzyszyć i tam. Śmieję się, bo kto wchodzi za inna osobą do łazienki, by nadal rozmawiać? Ale zgadzam się oczywiście, przecież wypełnia mnie takie silne uczucie.

Pod koniec snu, w domu Adama pojawia się mój mąż, który po mnie przyjechał. To jest w porządku, cieszę się na jego widok i pytam, gdzie zaparkował. Wychodzimy razem. Potężne uczucie do Adama nie przeszkadza mi kochać męża.

Obudziłam się z tym ogromnym uczuciem w sobie i towarzyszyło mi ono cały dzień. Biorąc pod uwagę wydarzenia ze snu, to czysta przyjaźń. Jednak to, co czułam, daleko wykracza poza wszelkie znane mi ziemskie przyjaźnie. Prawdę mówiąc w takich snach uczucia są o wiele mocniejsze, niż te, których doświadczam na jawie. Wiem, że w ten sposób moi Opiekunowie pokazują mi, czym jest prawdziwa bezwarunkowa miłość.

Kiedyś skupiałam się na osobach, które we śnie kochałam. Szukałam odpowiedzi na pytanie, kim jest dla mnie ten człowiek. Można oczywiście przyjąć, że w innym wymiarze w innym wcieleniu taki Adam był moim miłosnym partnerem. Wędrówka do baru trwająca wiele lat może pokazywać wspólne losy lub trwającą całe życie niespełnioną miłość i założenie rodziny z innymi osobami. Można tak to widzieć, jasne.

Dzisiaj jednak skupiam się na sennym uczuciu, a nie na osobie, ponieważ te osoby stale się zmieniają. Gdyby we śnie wracał do mnie jeden człowiek przyjęłabym, że to ślad poprzedniego wcielenia. Jednak za każdym razem jest to ktoś inny. Czy można kochać pół świata? Można, ale nie jest to żaden związek romantyczny, żadne spełnione czy niespełnione uczucie, tylko właśnie miłość do ludzi. Potwierdzeniem tego faktu ze snu jest pojawienie się tam mojego obecnego partnera i córki Adama. W tej sennej historii nie ma zdrady, nie ma trójkąta. Jest czyste kochanie poza wszelkimi ziemskimi związkami. Adam i inne osoby, które kocham w innych snach są tylko symbolem "człowieka", a nawet powiedziałabym: "innej duszy".

Takich kochanych i kochających dusz spotykamy w życiu setki. Jednak miłość jest głęboko ukryta pod odgrywaną na Ziemi rolą i maską ego. Wiele razy przez krótki moment czułam silne uczucie do kogoś. Tak silne, że chętnie bym tego kogoś gorąco przytuliła do serca. Ale nie zrobiłam tak, bo ...to był czyjś mąż lub partner. Ja też mam męża. Nie byłoby to właściwe w strukturach, w których żyjemy tu na Ziemi. Wiem natomiast, że żyłam kiedyś w takim wymiarze, na takiej planecie, gdzie można było okazywać uczucia każdemu i kochało się wielu. Nie ma to nic wspólnego z poligamią, bo taka miłość nie jest fizyczna. Można fizycznie być związanym z jedną osobą, a sercem kochać wielu. To wyzwanie nowej ery nauczyć się kochać jak najwięcej istnień i okazywać to w taki sposób, by nikogo nie ranić. Aczkolwiek... miłość nie rani, to oczekiwania ranią. Myślę, że mój sen w pewien sposób już przenosi mnie w tę nowa erę.

Na koniec dodam, że takie kochanie obejmuje każdego człowieka bez względu na płeć. Sny o kochaniu bezwarunkowym kobiet też miewam, chociaż dużo rzadziej. Zapewne dlatego, że to nie jest tabu. Moim dobrym przyjaciółkom mogę otwarcie powiedzieć, że je kocham, że są mi bliskie. Odwzajemniają mi się tym samym. Mężczyznom tego mówić nie mogę, aby nie zostać źle zrozumianą. Taki to świat, ale chyba pomału zaczyna się zmieniać. Uważam, że takie sny pokazują mi moją prawdziwą naturę i pochodzenie z miejsca, gdzie miłość jest wszędzie i do każdego niemal człowieka. Jeśli śnicie podobnie, to też i Wasze miejsce.

Bogusława M. Andrzejewska