Główna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Healing Art  Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Cielesność

 

Do poczytania:

Prosperita

Szczęście 

Miłość 

Radość

Skuteczność 

Działanie 

Dobrobyt 

Harmonia

Wdzięczność

Mądrość

Zdrowie

Bezpieczeństwo

Spełnienie

Łagodność

Pracowitość

Lenistwo

Samoakceptacja

Samoocena

Dawanie i branie

Pozytywnie

Dualizm

Pieniądze

Otwarcie na ból

Marzenia

Możliwości

Relacje

Tolerancja

Ludzie

Oddech

Wolność

Myślenie

Zmiany

Akceptacja

Tworzenie

Bogactwo

Decyzje

Programy

Zachwyt

Mity Prosperity

Duchowość

Materia

Dobrostan

Długowieczność

Niezależność

Kobiecość

Energiaów

Praktyka

Polityka

Zadowolenie

Ocenianie

Motywacja

Życzliwość

Dobroć

Komfort

Boskość

Ciepło

Sprawiedliwość

Siła

Pokój

Zaufanie

Asertywność

Poziom

Skupienie

Samopoczucie

Piękno

Odczuwanie

Dostrzeganie

Granica

Czas

Tęsknota

Obowiązek

Cielesność

Moralność

Kochanie

 

Deepak Chopra

Doreen Virtue

Wayne W. Dyer

Joe Vitale

Sandra Anne Taylor

 

Myślenie kwantowe

Dwupunkt

Synchronizacja

Koherencja

Kwantowa prosperita

Energia sukcesu

Inne wcielenia

Kwantowe lajki

Transformacja

Kwantowe zdrowie

 

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Tym razem o seksie, ale nie psychologicznie w kategoriach terapii związków, lecz z poziomu duchowego nauczyciela i może nieco socjologicznie. My ciągle nie umiemy o tym mówić, ciągle się wstydzimy. Zaskakuje mnie, że nawet niektórzy duchowi nauczyciele zakładają jakieś dziwne maski i gorączkowo zmieniają temat. Najczęściej spotykam się z postawą: "wszystko jest cacy, niech sobie ten seks będzie, oczywiście, że jest OK, byle bym nie musiała o nim słyszeć ani go widzieć i żeby nikt mi nic nie pokazywał i do mnie nie mówił o tym". W istocie nie jest to kwestia numer jeden i mamy wiele ciekawszych zajęć, ale jeśli już wypływa na wierzch na mocnej energetycznej fali, warto się nad nim z uwagą pochylić.

Temat ten domaga się uzdrowienia właśnie teraz u schyłku 2017 roku. Widać to, ponieważ jest nagłaśniany w mediach. Nagle cały świat zaczyna się tym interesować, ale inaczej niż w czasie seksualnej rewolucji w latach 50-tych. Trochę wygląda to tak, jakby chciano na powrót ustawić wąsko granice przesunięte szeroko w połowie ubiegłego wieku. Co chwilę słyszmy o molestowaniu przez znane osoby i jakimś zachowaniu seksualnym, którego akceptować nie chcemy. Zaczynamy zastanawiać się, co naprawdę wolno, a czego nie... Do tego powszechna akcja "metoo" i wszędzie wokół nas mniejsze i większe wydarzenia.

Żeby jednak była jasność, nie chcę wypowiadać się na temat gwałtów, przemocy, molestowania nieletnich czy rozmaitych dewiacji. To nie podlega dyskusji. Chcę tu napisać kilka słów o naturalnym seksie pomiędzy dorosłymi ludźmi, ponieważ uważam, że to całkiem zdrowe i naturalne zjawisko także dostaje po głowie. Trochę przypomina mi to wylewanie dziecka razem z kąpielą. Niektórzy ludzie wchodzą w dziwny proces bronienia się przed zagrożeniem poprzez całkowitą eliminację tematu. To tak, jakby przestać używać noży czy ognia, aby się nie skaleczyć i nie poparzyć. I to na co chcę zwrócić uwagę, to docenienie ważności dobra seksu w naszym życiu. Piszę o tym także tutaj i tutaj.

Jest dla mnie oczywiste, że mamy różne libido, a więc i zainteresowanie seksem może być odmienne. Rozumiem osoby, które mają już wnuki i zajęły się jakąś życiową pasją, dającą im o wiele więcej radości niż intymne pożycie. To zresztą nie zależy wcale od wieku, ale od indywidualnych preferencji. Nie każdy z nas musi stawiać przyjemność cielesną na pierwszym czy drugim miejscu. Wszystko jest w porządku, dopóki traktujemy seksualność normalnie i pozwalamy, by była ważna dla innych. Natomiast widzę wyraźnie, że sporo osób jest nadal osadzonych w patriarchalnym średniowieczu, w którym samo słowo „seks” budzi dreszcz obrzydzenia. W XXI wieku jest to dla mnie przejawem sporego zacofania.

Dlaczego? Zamknij oczy i wyobraź sobie, że stoisz nago na trawie, blisko rzeki lub jeziora, skąpana/skąpany w ciepłych promieniach słońca. Poczuj pod nogami miękkość ziemi i łagodność trawy. Poczuj na skórze dotyk słońca i powiew lekkiego wiatru. Poczuj, że jesteś. Kim jesteś? Częścią natury. Jesteś jednością z wiatrem, ciepłem słońca, wilgocią wody i ziemią pod stopami. Twoja seksualność jest częścią natury. Tak samo jak głód, pragnienie i wszystkie twoje zmysły.

Pogląd, że seks jest zły czy brudny ciągnie się za nami jak echo od czasów, kiedy przywódcy religijni próbowali narzucać nam wstrzemięźliwość cielesną. Co robili sami pod płaszczykiem rzekomego celibatu, mówić tutaj nie będę. Istotne jest to, że zbliżenie fizyczne nie jest niczym paskudnym, a wręcz przeciwnie: jest przede wszystkim uhonorowaniem miłości, między dwojgiem ludzi. Także w wolnych związkach jest przypieczętowaniem bliskości. Istnieją duchowe szkoły tantry, w której energia seksualna jest kierowana tak, by prowadziła do oświecenia. Jest to piękna i dobra energia. Dlatego też nawet jeśli ktoś sam ma inne priorytety i nie interesuje się cielesnością, powinien pozwolić  innym ludziom na to, by cieszyli się seksem, rozumiejąc, że to jest coś pięknego. A nie obrzydliwego.

A takie informacje do mnie docierają. O dorosłych kobietach, matkach, może babciach, które ze średniowieczną pruderią, mówią „a fe!”. Nasuwa się od razu i bez najmniejszej złośliwości myśl, że być może mają za sobą trudne doświadczenia albo wypełnia je gorycz niespełnienia. A może nieuświadomiona zazdrość, że im nie było dane? Że mąż nigdy nie umiał sprawić, by wiły się z rozkoszy, po której kobieta cały dzień uśmiecha się z rozmarzeniem sama do siebie? Tylko osoba traumatyczna i zakompleksiona może z obrzydzeniem mówić o tym, że ktoś za ścianą uprawiał seks – przecież to zwyczajna rzecz, robią to niemal wszyscy. I nie ma w uprawianiu seksu braku szacunku dla nikogo. Co ma seks wspólnego z szacunkiem?! Może w nim być miłość, tęsknota za bliskością lub zwyczajne fizyczne pożądanie. Może być też zdradą, ale to nadal nie ma nic wspólnego z szacunkiem do kogoś, kto przypadkiem takie odgłosy usłyszał, bo najpewniej winowajcy pojęcia nie mieli, że ktoś ich słyszy.

Można też wcale o tym nie mówić i udawać, że niczego się nie słyszało, by nie budzić skrępowania u innych. Ja tak właśnie robię. Pisałam już o tym – kiedy jeździłam na szkolenia, jako drugi wykładowca towarzyszył mi bardzo jurny kolega. Na każdym wyjeździe zapraszał kogoś do swojego łóżka, a w hotelu dzieliły nas cienkie ściany. Nauczyłam się wozić ze sobą stopery do uszu. Nigdy nie komentowałam jego przygód ani nie zwracałam mu uwagi. Był dorosły. Seks uprawiał z dorosłymi i nie słyszałam nigdy z jego pokoju krzyków wzywania na pomoc. Nie ukrywam, że czasem uśmiechałam się pod nosem, bo ludzie obok po prostu dobrze się bawili.

Człowiek pozytywnie myślący nie potępia nikogo za uprawianie seksu. Szczególnie jeśli sam jest w tej materii spełniony, a ja po szkoleniach wracałam do męża, który do dzisiaj jest dla mnie wspaniałym kochankiem. Kiedy mój kolega rytmicznie tłukł swoim łóżkiem o ścianę mojego pokoju, nie czułam ani złości, ani zazdrości, ani pogardy. Seks to seks i tyle. Wkładałam do uszu stopery, aby nie uczestniczyć w pornograficznej audycji i szłam spać. Myślę, że tak właśnie wygląda zarówno tolerancja, jak i prawdziwa akceptacja zjawiska seksualności.

Powtórzę raz jeszcze, że mówię tu o zgodnym współżyciu między dwiema dorosłymi osobami, a nie o gwałtach czy dewiacjach. Zdaję sobie też sprawę, że w tym obszarze, jak w każdym innym, dochodzi do rozmaitych nadużyć. Jednym z nich może być oczywiście zdrada małżeńska, ale takie zjawisko nie umniejsza wartości seksu samego w sobie. Pokazuje jedynie, że w relacjach mierzymy się z różnymi doświadczeniami.

Ciekawą rzeczą w tym temacie jest fala „metoo”, która przetoczyła się przez portale społecznościowe. Z założenia miała pokazać, że są ludzie, którzy przekraczają granice nietykalności seksualnej. Jasne, tylko ta granica nagle zaczęła się przesuwać. Czymś zupełnie innym jest dla mnie gwałt, a czymś innym to, że ktoś za mną na ulicy zagwiżdże. I chociaż bycie obiektem do gwizdania czy wołania „te lala!” niczym przyjemnym nie jest, to nie jest też zbrodnią. Ja po prostu nie zwracam na to uwagi i nie zasilam tego zjawiska niepotrzebnym robieniem dramatu z drobiazgów.

Nie utożsamiam się z tym ruchem, nie czuję go i nie popieram. Głównie dlatego, że swoją myślą tworzę swoją rzeczywistość. W moim świecie mężczyźni szanują kobiety i nie naruszają ich granic. W to wierzę i tego właśnie doświadczam. Myślę ponadto, że akcentowanie negatywnych doświadczeń może powodować ponowne przyciąganie takiego zdarzenia. Wielu duchowych nauczycieli pisze o tym w swoich publikacjach. Warto nie tylko zamieszczać wyszukane cytaty, ale także stosować w praktyce to, co się w mądrej książce wyczytało. Ruch „metoo” jest podświadomym wołaniem: „jestem ofiarą, chodź zboczeńcu i mnie puknij. Bo to mój ważny wzorzec, z którym nie chcę się rozstać.” Przepraszam za dosadność, ale to takie oczywiste, że muszę aż tupnąć nogą! Bo ile razy można tłumaczyć, na czym polega Prawo Przyciągania? Zawsze się znajdzie jakaś ofiara, która chce za wszelką cenę skupić na sobie uwagę i litość, bo się tym karmi. A inni idą za nią jak owce…

W tym klimacie pojawił się w sieci materiał młodej, ładnej kobiety, zawierający zdjęcia wszystkich obleśnych typków, którzy ją zaczepiali na ulicy. Żadna z nas tego sobie nie życzy, ale nie pomogą nam zdjęcia, jeśli nie stworzymy w sobie odpowiedniej energetyki. Jeśli mamy wysokie poczucie wartości i prawdziwy szacunek do siebie, to tacy ludzie nas po prostu nie zauważają. Wiem, sprawdziłam. Dzisiaj już jestem starszą panią, ale był czas, że za mną też leciały gwizdy i pokrzykiwania. Aby zmienił się otaczający nas świat, zmieniamy siebie i swoje wzorce.

Na koniec sparafrazowana przypowieść. Do mędrca buddyjskiego, który siedział w sali razem ze swoimi uczniami, wtargnął nieoczekiwanie jakiś człowiek i zaczął głośno proponować mu seks. Pogwizdywał, wysuwał język i wykonywał palcami jednoznaczne gesty. Rzucał w stronę mędrca obleśne propozycje, nazywał go tak, jak nazywają się intymne części ciała i nachalnie domagał się zbliżenia. Mędrzec spokojnie milczał. Kiedy znudzony prowokator machnął ręka i opuścił pomieszczenie, uczniowie jeden przez drugiego pytali nauczyciela:

– Mistrzu, dlaczego na to pozwoliłeś? Dlaczego go nie ukarałeś i nie przepędziłeś? Dlaczego go nie przekląłeś, tylko pozwoliłeś mu robić takie rzeczy?

– Jeśli ktoś przychodzi z prezentem, a ty go nie przyjmujesz, to do kogo należy prezent? – zapytał nauczyciel.

– Do darczyńcy – odpowiedzieli uczniowie.

– To samo dotyczy obelg, obrzydliwości i obleśnych propozycji – odpowiedział Mistrz. – Jeśli ich nie przyjąłem, są własnością tego, który z nimi przyszedł. Niech je sobie trzyma.

Nic nie może nas obrazić, jeśli nie dajemy na to przyzwolenia. Osoba, która rozwija się duchowo, wychodzi poza urażone ego i umie dostrzec w zaczepiającym ułomnego człowieka, który w niewybredny sposób wyraża swoje potrzeby. Jest jednak świadoma, że wszyscy jesteśmy jednym zaczepiany i zaczepiający, molestowany i molestujący. Za każdym razem dotykamy lekcji wybranej dla nas przez duszę.

W ten oto sposób można spojrzeć na temat seksualnych zaczepek z poziomu duchowego. Jednak powtórzę, że jeśli nam się to przydarza, warto jak najszybciej podnieść poczucie wartości i mocno osadzić w sobie szacunek do siebie. To najbardziej skuteczna metoda, aby nie doświadczać więcej takiego zjawiska.

Bogusława M. Andrzejewska