ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Moja poezja

 

 

 

LOT

 

Kiedy zasypiam na twoim ramieniu

kołysana czułym szeptem

Ciepłym oddechem unosisz mnie lekko

pod sufit

Tańczę

Wiruję w smudze światła

a potem jak piórko niesione wiatrem

Wylatuję przez okno

Gładzę szczyty drzew

Skubię chmury

Dmucham na gwiazdy

Aż wreszcie roztapiam się w czerni nocy

zapomnianą kropelką rosy

Dopóki nie ściągniesz mnie na ziemię

gorącym uściskiem

kochających ramion

 

JESTEŚ CIEPŁEM

 

Ciepłem jesteś i jasnością

mocą światła rozszerzasz czas

Jednym uśmiechem jak nikt potrafisz

odmierzyć cudowne istnienie

Budujesz dla mnie nowe życie

wypełniasz szczęściem dłonie

zamykasz przeszłość bezpowrotnie

uśmiechem wskazujesz

najkrótszą drogę do Raju

Jesteś wszystkim

czego nie umiałam odnaleźć

w starych księgach czarownic

Jesteś oceanem

w którym utonęłam na zawsze

rozmodlonym snem

z którego nie chcę się obudzić

 

OCZY

 

W zielonych liściach

zagubione oczy

uciekają przed zachodem słońca

wiernością uparte

wypatrują deszczu

który na nowo poderwie je do lotu

Kochają cię każdą nutą

wyśpiewaną do wtóru szumiącym drzewom

pragną cię każdym oddechem

który słoneczne błyski zapala w kałużach

tęsknią bólem jasnym

wyrytym ognistą pożogą

Nie wiedzą czym są

ile ważą

unoszone porywistym wiatrem

Pamiętają tylko twoje imię

napisane na mokrym piasku

 

DZIEŃ Z TOBĄ

 

Świt rozpala ogień na niebie

mleczna mgła otula miasto

Zmęczeni miłością zapadamy w sen

śniąc o kolejnych ciepłych dniach

czułych szeptach i kaskadach westchnień

Chmury jedwabiem otulają błękit

różowym światłem rozjaśniają twarze

Dzień chyłkiem przemyka

w twoim uśmiechu

W splecionych ramionach

budzi się noc

gwiezdny pył sypie na rzęsy

Płomieniem świecy

malujesz moje ciało w złote kwiaty

Wyciągasz dłoń

wilgotną od rosy ścieżką

prowadzisz mnie na szczyt

 

PRZYBYCIE

 

Kiedy znowu srebrną łodzią

docieram do bram raju

czekasz na mnie

zapalając białe świece uśmiechu

Pozwalasz mi dotknąć

drżącej nutki uczuć

zawieszonej na twoich rzęsach

Otulasz mnie pachnącym wiatrem

i wchłaniasz na zawsze

Nierozerwalnie złączona

z twoim silnym ciałem

staję się twoją skórą

twoim ciepłem i zapachem

W twoich zmrużonych oczach

przeglądam wszystkie swoje wcielenia

potem z cichą radością

odpływam w nieistnienie

SEN

 

Zwilżam usta

oceanem twojego spojrzenia

uśmiechem

opadam do twych warg

Zanurzona w nich bez reszty

odlatuję

nad szczyty wzgórz

pokrytych wrzosem

nad słoneczne strumienie

i księżycowe ścieżki

nad puszyste chmury

otulone wiatrem

Budzi mnie dreszcz

budzi mnie szept

W miękkiej pościeli twoich dłoni

czekam

na kolejny wschód słońca

RÓŻA

 

Zapatrzona w różę

ciepłym westchnieniem

przywołuję wspomnienia

wczorajszej słodyczy

minionego dnia

delikatności spojrzenia

Srebrnej rosy krople

dotykają dłoni

najlżejszym pocałunkiem

jak twoje usta

na skraju moich ud

Szmaragdy liści

kołyszą się miękko

aksamitną powierzchnią

twojej skóry

Stęskniona

spragniona

nie mogę doczekać jutra

by zanurzyć się znowu

w dzbanie twoich ramion

PRZY KOMINKU

 

Wieczorem przy kominku

rozścielasz mi marzenia

o najlepszych dniach

Zapalasz świece

w lichtarzu nadziei

dobry los

układasz na talerzach

Przy tobie wszystko jest proste

jasnością

otwierasz mi drzwi do raju

dzień traci znaczenie

życie zmienia sens

Rozkładasz dłonie

unosisz moje myśli

ponad wszystko co we mnie

Stapiasz się w jedno

z moją duszą

tylko cichy zawrót głowy

przypomina

że najsłodszym ciepłem

swoich ramion

chronisz mnie

przed upadkiem z twoich kolan

PORANEK

 

Kiedy świt rozjaśnia niebo

cichym szeptem

wkradasz się pod powieki

budzisz mnie ze snu

Światłem najlżejszego uśmiechu

zamyśleniem

malujesz wzory na czole

W znak zapytania

układasz palce na kołdrze

przytulasz mnie

i miękko unosisz do góry

moje zmęczone miłością

zabiegane serce

Jeszcze nie teraz

jeszcze nie dzisiaj

kiedy?

Zobaczysz uwierzysz

gdy noc zapadnie

wyczaruję dla ciebie

tysiące gwiazd

z płonącego na kominku ognia

STRACH

 

Z płomienia świecy wyrastasz

pulsujesz cierpko

słodkim dymem kadzidła

oszałamiasz moje zmysły

wprowadzasz

w narkotyczną ekstazę

Uwodzisz mnie

z lekkością motyla

sprawiasz

że z każdą chwilą pragnę cię

mocniej i mocniej

Jak medytacyjna iluminacja

przepajasz moje ciało i duszę

dajesz mi szczęście i siłę

i bezsilną czynisz

wobec jednego twojego spojrzenia

Strach wiąże mi ręce

z lękiem budzę się nad ranem

że tylko mi się przyśniłeś

że nie ma ciebie naprawdę

MIĘKKOŚĆ

 

Kocim futerkiem

dotknąć twego ciała

pluszem nieba

owinąć twe oczy

pajęczą siecią

dłonie ci splątać

gwiazd światło

w tobie zanurzyć

To wszystko nie odda

tego ciepła i spokoju

kiedy z lekkim uśmiechem

puszczasz do mnie oko

Choćby wiatrem

namalować zorzę

i szczyty gór

z radością otworzyć

choćby szumem lasu

wyścielić korytarz

zapach łąki

wysypać z koszyka

To wszystko niczym

wobec blasku

jaki bije w tobie

kiedy pochylasz się nade mną

zamykając mój zachwyt

pocałunkiem

 

Wierszy miłosnych napisałam kilkaset. Tak łatwo pisać o uczuciach ... Wystarczy kochać, a słowa układają się same. Publikuję tutaj kilka, aby podzielić się z Wami tym, co w moim życiu najpiękniejsze. Jeśli ktoś zapragnie więcej - wybór moich wierszy został opublikowany w tomiku "Szepty serca". Tomik można zamówić u mnie lub w wydawnictwie Radwan.

 

Jestem autorką wszystkich zamieszczonych tutaj wierszy. Nie zastrzegłam sobie żadnych praw, ale będę wdzięczna, jeśli powielając je gdziekolwiek, umieścicie pod nimi moje nazwisko.

Bogusława M. Andrzejewska