ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Healing Art   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Harmonia spełnienia

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Pure Art

Związki miłosne

Prawdziwe uczucie

Kompromis

Trójkątny dramat

Zazdrość

Wiecznie młodzi

Przyciąganie partnera

Duchowo

Test na związki

Wspólne wakacje

Dlaczego się zakochujemy?

Kobieta Utopiec

Kochając zołzę

Przytulanie

Kochać na nowo

Kochać świadomie

Otwórz serce

Bez ślubu

Mężczyzna w związku

Ostatni raz

Po rozstaniu

Po rozwodzie

Ideał

Równowaga

Etapy uczuć

Stałość

Prostota

Komunikacja

Uprzejmość

Intymność

Inteligencja seksualna

Korzyści z seksu

Fatalne partnerki

Manipulacje

Udawanie rozkoszy

Seksualność

 

Harmonia serca

Iluzje

Zaufanie

Harmonia natury

Harmonia celu

Harmonia pragnień

Soul coaching

Wu-Wei

Moja harmonia

Harmonia wyglądu

Harmonia słów

Harmonia odtwórcy

Sens życia

Harmonia energii

Harmonia Światła

Duchowa harmonia

Harmonia spełnienia

 

Emocje

Inteligencja emocjonalna

Gry emocjonalne

Plusy emocji

Bez lęku

Magia spokoju

Gniew

Zawiść i zazdrość

Chwila

 

NAO

Analiza z wyglądu

Mowa ciała

Analiza wypowiedzi

Psychografologia

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Wszyscy mamy marzenia. Często to właśnie one są siłą napędową naszego rozwoju i pozwalają wytyczać coraz to nowe cele w życiu. Dzięki marzeniom nasze istnienie nabiera blasku, ale i sensu, bo oto wiemy, czego tak naprawdę chcemy. I nikt nie może nam zarzucić, że snujemy się tutaj nie wiadomo po co. Wiadomo! Mamy przed sobą plany do zrealizowania.

Kiedy cierpliwie pracujemy z zasadami Prosperity, to czasem przychodzi taki moment, w którym odkrywamy, że pomimo różnorodnych marzeń, jesteśmy całkowicie spełnieni tu i teraz w tym momencie. Niczego nie potrzebujemy do szczęścia, bo sami jesteśmy szczęściem i realizacją. Można to przyrównać do cichej akceptacji i odnalezienia swojego miejsca w tym, co jest.

Nie ma też dla nas znaczenia cokolwiek jest w naszym życiu, co posiadamy, co nas otacza. Nie ma znaczenia stan zdrowia, czy wiek albo związki, w których jesteśmy. Tak jakby szczęście nas odnalazło, kiedy wracaliśmy ze skromnych zakupów z Biedronki. W pewnym sensie to właśnie cel naszego rozwoju – dobrostan, który wyrasta z codzienności i niczego nie oczekuje. Więcej piszę o tym w swojej najnowszej książce: „Sposób na szczęśliwe życie”.

Ponieważ może brzmieć to trochę tak, jakbym odleciała poza realne istnienie, zdecydowałam się napisać o tym zjawisku i pokazać, skąd się bierze, jak wygląda oraz jak bardzo każdy z nas może tego dotknąć. Bo jest to coś, po co warto sięgnąć. Ale co ważniejsze – większość z nas ma do tego dostęp, tylko nie zauważa swojego szczęścia.

I od razu taka dygresja: nie przesadzam z tym, że można nie zauważyć. Widać to nawet w horoskopie. Wystarczy, że człowiek ma Jowisza w XII domu i zaczyna mieć problem z byciem szczęśliwym, co oznacza, że nawet jak się zakocha albo wygra na loterii, to i tak nie odczuje szczęścia. Czasem sam pyta siebie: o co chodzi, czego ja chcę od życia, dlaczego tak mi smutno? Wówczas warto wziąć kartkę, długopis i wypisać ze zrozumieniem: czym dla mnie jest szczęście? Dla każdego to może być coś zupełnie innego. Nawiasem mówiąc – wielu z nas niezależnie od położenia Jowisza nie ma pojęcia, co go uszczęśliwia. Cieszymy się, kiedy bawimy się w dobrym towarzystwie, kiedy wygrywamy pieniądze lub jesteśmy zakochani. Mówimy: mam fart. Ale szczęście to coś o wiele więcej i żeby to odkryć, trzeba zadać sobie to pytanie. No, bo jak dosięgnąć szczęścia, jeśli nie mamy pojęcia, czym jest?

Poczucie szczęścia można w sobie rozwinąć. Tak samo, jak rozwijamy uczucie wdzięczności czy nawyk pozytywnego myślenia. To coś, czego łatwo się nauczyć. Ale spełnienie to jeszcze coś innego – to poczucie samorealizacji, to odnalezienie sensu w swoim życiu i totalna satysfakcja, że oto… dokonało się. Jest! Dokładnie to, co miało być. Pokażę to na własnym przykładzie.

Zacznę od tego, że mam marzenia. Oczywiście mam i co roku z radością czekam na lato i możliwość kąpieli w jeziorze. Uwielbiam leżeć pod drzewem na nagrzanej słońcem trawie i co chwilę wskakiwać do wody, uwielbiam pływać. A jeszcze bardziej kocham południowe kraje, gdzie woda w morzu czy oceanie jest zawsze ciepła, a piasek cudownie gorący. Kocham ciepło i marzę o zwiedzaniu cudownych miejsc, lśniących od słońca. Grecja. Bora-Bora. Seszele.

Ale mogę też chodzić zimą na basen, a w pochmurne i deszczowe dni zajmować jedną z moich ulubionych rzeczy – pisaniem. Niezależnie od pory roku, pogody i miejsca na Ziemi, jestem zajęta czymś, co sprawia mi mnóstwo radości. Oto jedna z prostych recept na bycie szczęśliwym człowiekiem – posiadanie pasji, których realizacja sprawia, że Niebo schodzi na Ziemię. Kiedy kochamy to, co robimy, podnosimy swoja energię tak, że odnajdujemy szczęście. Bycie tu i teraz też może być celem samym w sobie. I nie chodzi wcale o to, aby leżeć do góry brzuszkiem i nic nie robić, chociaż lenistwo też niesie nam cenną lekcję. Można nauczyć się czerpać radość z samego istnienia. To wielka duchowa sztuka.

Był taki czas, że odliczałam dni do lata i zimą czułam się średnio, jakby czegoś bardzo mi brakowało. Jakbym była niepełna. Był też taki czas, że zamieniałam marzenia na cele i od nich uzależniałam swoje poczucie zadowolenia. Ot, taki cel jak wydanie książki czy wyjazd na przepiękną wyspę Santorini. Dopóki cel był przede mną, nie czułam się wcale do końca szczęśliwa, bo był we mnie brak. Warunkowałam pozytywne samopoczucie tym, aby się udało to coś osiągnąć.

Dopóki jesteśmy w drodze do celu, możemy czuć presję i napięcie, a cały świat jest… „nie taki”. Dopiero kiedy osiągniemy metę, rozglądamy się za kolejnym celem, aby znowu biec… Myślę, że wielu trenerów rozwoju wrzuca nas w taką pułapkę. To modna i powszechnie powtarzana zasada: wyznaczanie i realizacja celów to podstawa. Musimy bowiem mieć po co istnieć. Musimy gonić jakiegoś króliczka, nawet jeśli nauczyciel jest na tyle mądry, że pokazuje palcem radość samej gonitwy, a nie tylko złapanie zwierzątka za uszy. I chociaż cele są nam potrzebne, tak samo jak marzenia, to nie powinny nas warunkować, a jedynie motywować do działania.

Czasem też chodzi o to, by poczuć swoją misję i ją dopełnić. Coś szczególnego, po co zeszliśmy tutaj na Ziemię. Zatem przyznaję, że przez większość życia chciałam pisać książki i w końcu zostać znaną pisarką. Taki ambitny cel, który zrodził się w mojej głowie, kiedy jeszcze byłam dzieckiem. Wymyśliłam sobie, że po to tu jestem, chociaż mój horoskop karmiczny wyraźnie mi pokazywał, że swój program od dawna realizuję i to wcale nie przez pisanie. Ale przecież mamy marzenia. A takie właśnie było moje i skupiona na tym, czego chcę, nie zauważyłam, jak wszechświat daje mi znaki. Dopiero, kiedy mój Anioł Stróż kopnął mnie mocno w kostkę i zaryłam nosem o glebę, zrozumiałam. Chociaż i na to potrzebowałam czasu.

Bardzo często dostaję od swoich klientów listy z podziękowaniem za pomoc, za ułatwienie zmian w życiu, za odblokowanie jakiegoś obszaru, za to, że po pracy ze mną jest im po prostu lepiej. Jeszcze częściej dostaję podziękowania za stronę o Prospericie, ponieważ czerpią z niej dobrą energię ludzie, którzy poza tym wcale nie czują potrzeby zamawiania u mnie czegokolwiek. Wiedza tu podana wystarcza – otwiera im oczy, potwierdza przeczucia, rozjaśnia świat, poprawia nastrój, kieruje w najlepszą dla nich stronę.

Za którymś razem, kiedy pewna miła osoba podziękowała mi za pomoc i uzdrowienie, otworzyło mi się w umyśle okienko. Doznałam prawdziwego olśnienia i urzeczywistniłam je. To właśnie nazywam spełnieniem – poczucie dobrze przeżytego życia, zrealizowanie życiowej misji i tego, po co schodzi się na Ziemię. Dla mnie to właśnie usuwanie blokad u innych ludzi, którzy sami nie umieją tego zrobić. To pokazywanie kierunku do szczęśliwego życia. Nie jestem tu po to, by w świetle reflektorów odbierać literackie nagrody. Jestem tu po to, by ukryta w cieniu podnosić tych, którzy przewrócili się na swojej życiowej drodze.

Oto moje Niebo na Ziemi. Zrozumiałam, że już jestem całkowicie spełniona. I chociaż jestem jeszcze młoda, ciągle pełna radości, a przede mną wiele szczęśliwych lat, to tu i teraz już zrealizowałam zadanie, jakie wybrała sobie moja dusza. Rzecz jasna dusza chce uczyć się i doświadczać – lekcji nigdy dość, więc czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy i zdobywania fascynującej wiedzy. Ale to osobny temat. Jestem spełniona i tylko to się liczy. Tym chciałam się z Wami podzielić.

Być może niejeden z Was osiągnął coś, co dla niego ważne, lecz nie docenił i nie zauważył tego w ciągłej pogoni za realizacją coraz to nowych rzeczy. Tak jesteśmy nauczeni: zdobyłeś jakiś szczyt, biegnij zdobywać następny… i następny. Jeśli pojmujemy to mądrze, to nasze życie jest pełne pasji. To pięknie marzyć, zdobywać i poszukiwać. Ale warto też robić to z wewnętrzną harmonią i pełnym luzem. Zdobywać szczyt dla radości stawiania każdego kroku, z lekkim uśmiechem pozwalać, by się działo dokładnie tak, jak się dzieje. Bez presji. I dostrzegać sens w swoim tu i teraz.

Poczucie spełnienia nie odebrało mi marzeń i planów. Mam nawet wrażenie, że pracuję o wiele więcej niż kiedyś i robię mnóstwo nowych rzeczy. Ciągle mam nowe pomysły. Różnica polega na tym, że wszystko to robię bez napięcia i pośpiechu. Jestem w pełni zrealizowana, nie muszę się martwić, czy przed śmiercią zdążę to czy tamto. Robię to, co kocham i na kochaniu się skupiam, na radości tworzenia. Akceptuję, że wszechświat daje mi to, co dla mnie dobre, a nie to, co ja uważałam za wartościowe. Odpuściłam też czas… Pozwalam, by sobie płynął swoim rytmem. I wtedy życie znowu staje się lepsze i lepsze, i lepsze…

Bogusława M. Andrzejewska