ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Inteligencja emocjonalna

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Metoda Evelyn Monahan

Terapie inne

 

Związki miłosne

Prawdziwe uczucie

Kompromis

Trójkątny dramat

Zazdrość

Wiecznie młodzi

Przyciąganie partnera

Duchowo

Test na związki

Wspólne wakacje

Dlaczego się zakochujemy?

Kobieta Utopiec

Kochając zołzę

Przytulanie

Kochać na nowo

Kochać świadomie

Otwórz serce

Bez ślubu

Mężczyzna w związku

Ostatni raz

Po rozstaniu

Po rozwodzie

Ideał

Równowaga

Etapy uczuć

Stałość

Prostota

Komunikacja

Uprzejmość

Intymność

Inteligencja seksualna

Korzyści z seksu

Dojrzała erotyka

Manipulacje

Udawanie rozkoszy

Seksualność

 

Harmonia serca

Iluzje

Zaufanie

Harmonia natury

Harmonia celu

Harmonia pragnień

Soul coaching

Wu-Wei

Moja harmonia

Harmonia wyglądu

Harmonia słów

Harmonia odtwórcy

Sens życia

 

Emocje

Inteligencja emocjonalna

Gry emocjonalne

Plusy emocji

Bez lęku

Magia spokoju

Gniew

Zawiść i zazdrość

Chwila

 

NAO

Analiza z wyglądu

Mowa ciała

Analiza wypowiedzi

Psychografologia

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Artykuły

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Kiedy zajmujemy się różnymi metodami duchowego rozwoju nie zawsze przychodzi nam do głowy, że jedną z podstawowych ścieżek jest praca z emocjami. Czasami postrzegamy emocje – głównie te negatywne, które nas męczą – jako dowód na konieczność popracowania nad sobą. Zazwyczaj odbieramy je jako „oczyszczanie” lub „atak negatywnych energii”. Rzecz jasna oba te czynniki mogą się nam zdarzyć. Najczęściej jednak problemy emocjonalne pokazują jakiś obszar psychiczny, który wymaga korekty.

Patrząc na to z poziomu duchowego, można powiedzieć w przenośni, że negatywne emocje to nasi duchowi nauczyciele. Albo raczej drogowskazy. Każda z nich ma nam coś do pokazania. Jeśli się pojawia, jeśli cierpimy odczuwając złość, zazdrość, żal, to trzeba zabrać się do roboty i zmienić cos w sobie. Zmienić na lepsze. Emocja pokazuje co i gdzie. Nam pozostaje wybór narzędzi i zdecydowanie: w jaki sposób. Jest to zadanie ważniejsze niż całe godziny medytacji czy rozwijanie widzenia aury.

Z jednej strony medytacja jest sama w sobie czynnikiem uzdrawiającym, więc oczywiście medytujmy. Jednakże negatywna emocja pokazuje ważna lekcję do przerobienia. Medytacja nas wyciszy, pomoże odnaleźć odpowiedzi na ważne pytania, ale najpierw trzeba zauważyć problem i owo pytanie zadać. Wszechświat tak został skonstruowany, że dał nam emocjonalne narzędzia do rozpoznawania siebie i nie przeskoczymy tematów dotyczących rozwoju wewnętrznego za pomocą na przykład tylko modlitwy.

Jak zatem wykorzystać swoje emocje? Otóż najpierw wypada nauczyć się nieco dystansować. Nie należy się z nimi identyfikować i „być złym”, „być rozżalonym”, „być smutnym”. Można jedynie odczuwać złość, rozżalenie, smutek. Różnica istotna. To tak, jak stać po pas w rzece lub stać na moście i patrzeć na przepływającą rzekę.

Jedna z moich nauczycielek mówiła: obserwuj emocje jak spacerującą po liściu biedronkę. Zwróćmy uwagę, że w obserwacji biedronki jest zarówno akceptacja, jak i odrobina życzliwego zainteresowania: dokąd ona pełznie? To ważne! Najczęściej popełnianym błędem bywa odżegnywanie się od odczuwania emocji. Świeżo upieczeni adepci „kursów duchowych” typu „Otwieranie trzeciego oka” za nic w świecie nie przyznają się, że czują gniew lub zazdrość. To przecież takie ... nie-duchowe! Tymczasem podstawą uzdrowienia siebie poprzez emocje jest zauważenie, że one są! Podobnie jak uleczenie alkoholizmu nie jest możliwe u ludzi, którzy nie widzą u siebie uzależnienia. Dlatego terapie alkoholowe wymagają tak śmiesznego rytuału, jak powtarzanie ciągłe: „jestem Janek, jestem alkoholikiem”. Cóż za afirmacja... Niestety konieczna.

Kiedy już zaakceptujemy fakt, że odczuwamy np. gniew, nie dajmy się wpędzić w poczucie winy. Nie myślmy kategoriami: "nie wolno mi się złościć, jestem przecież joginem, mistrzem Reiki, (bądź innym dumnym adeptem duchowych ścieżek). Pewnie za rzadko ćwiczę, za mało medytuję... Cieszmy się, że mamy drogowskaz. I skupmy się na tym, co pokazuje. Zadajmy sobie pytanie, kto nas rozzłościł i czym, dlaczego nas to denerwuje. Miejmy przy tym świadomość, że niemal pod każdą negatywną emocją, na samym dnie czai się lęk. Nad tym lękiem możemy popracować, zlikwidować go w sobie. Może wydawać się to nieprawdopodobne, bo przecież gniew czy smutek maja zupełnie inne źródło niż lęk. Gniew odczuwamy, kiedy ktoś zaatakuje nas, nasze systemy wartości, nasze przekonania, przyczyną smutku jest strata. A jednak...

Przykładowa sytuacja: Basia czuje złość, ilekroć jej mąż zostaje z kolegami na piwie dłużej wieczorami. Przyczyna zewnętrzna: robi coś, w czym ona nie uczestniczy, pozbawia ją swojego towarzystwa na rzecz kolegów (a więc i elementy zazdrości?) Przyczyna prawdziwa: Basia boi się, że traci nad mężem kontrolę, a co za tym idzie, nie może być go pewna, boi się, że mąż mając własne życie i kolegów nie będzie jej potrzebował. Boi się, że przestaje być dla męża atrakcyjna, że on woli kolegów, ponieważ ona wydaje mu się nudna. Oczywiście Basia nie przyzna się głośno do przyczyn prawdziwych, bo to wstyd. Basia rozwija się duchowo i wzdycha, że to pewnie związek karmiczny, że mąż uczy ją cierpliwości, a ona ma za zadanie oduczyć go chodzenia na piwo z kolegami...

Może nawet sobie nie uświadamia prawdy? Tymczasem uchwycenie jej i zrozumienie to prosta droga do uzdrowienia. Aby zlikwidować lęki Basia może rozwinąć swoje poczucie wartości. Popracować nad tematem: jestem atrakcyjna i interesująca. Wymaga to trochę wysiłku, ale bardzo się opłaca! Ponadto może pozbyć się potrzeby kontrolowania. Po co to robić? Jeśli mamy w sobie poczucie bezpieczeństwa, nie musimy nikogo kontrolować. Ufamy, że wszystko toczy się zgodnie z harmonią wszechświata, a ten dostarcza nam wszystkiego, co dla mnie ważne. Takie podejście również można sobie wypracować. A negatywne emocje pokazują, że w przypadku Basi jest to potrzebne, że tego właśnie jej brakuje. Gdyby nie odczuwała gniewu, nie mogłaby tego braku zauważyć... 

Na poziomie duchowym są tylko dwa bieguny: miłość, jako pozytywny kreujący wzorzec i lęk, jako matryca destrukcyjna. Ważne, by umieć odkryć sedno swojego najgłębszego lęku i zamienić go na poczucie bezpieczeństwa. Umiejętność dotarcia do głębi jest nie do przecenienia. Takie działanie, to pokonanie kolejnego stopnia duchowego rozwoju. Bo jesteśmy tu na ziemi po to, by się doskonalić i usuwać kolejne ograniczenia. 

Zadajmy sobie pytanie: jaka jest osoba duchowo rozwinięta? Jak się zachowuje? Dla mnie doskonałym przykładem jest Dalaj Lama. Zawsze uśmiechnięty, pełen ciepła, opanowany, wyciszony – a jednocześnie z dużym poczuciem humoru, traktujący ludzi serdecznie. Ten ostatni czynnik jest w moim pojęciu ogromnie ważny. Nie wyobrażam sobie, że można być duchowo rozwiniętym i jednocześnie „warczeć” na ludzi, którzy myślą inaczej niż ja lub postępują niezgodnie z moimi oczekiwaniami. Zatem choć odczuwanie emocji jest rzeczą normalną i ludzką, to „wyżywanie się” na innych na pewno nie świadczy o emocjonalnej inteligencji. Zatem relacje z innymi bardzo wyraźnie pokazują poziom naszego rozwoju.

Inteligencja emocjonalna to z definicji umiejętność rozpoznawania emocji w sobie i w innych, radzenie sobie z tymi emocjami, szczególnie w związkach, w relacjach a także motywowanie siebie do działania. Widać z tego, ze im ktoś jest większym raptusem, cholerykiem, im ktoś bardziej przypomina brakiem taktu gruboskórnego nosorożca, tym niższa jego emocjonalna inteligencja. Tutaj nasuwa się jeszcze jedno skojarzenie: z definicji dojrzałość rozpoznajemy miedzy innymi po tym, jak człowiek reaguje na stres, jak rozwiązuje problemy – czy wpada w szał lub w histerię czy też uruchamia swoje intelektualne zdolności. Podsumowując: jeśli chcemy uchodzić za duchowo rozwinięta osobę, nie możemy grzeszyć emocjonalną niedojrzałością. Choćby dlatego, ze w ślad za nią idą beznadziejne toksyczne relacje z innymi oraz nieświadomość własnych nieprzerobionych problemów. A to ma się nijak do duchowości...

 

Bogusława M. Andrzejewska