ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Potęga słowa

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Roksolana

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Na początku było słowo” – ten biblijny cytat zna każdy, nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, ile magii ów zwrot odsłania. Słowo ma niezwykłą moc, moc niejednokrotnie sprawczą. Na pewno zdarzyło nam się w życiu doświadczyć jego negatywnej siły. Chyba nikt nie ma wątpliwości, jak bardzo słowo złe lub powiedziane w niewłaściwym momencie może człowieka zranić i skrzywdzić. Przysłowia, będące wszak mądrością narodów, stwierdzają, że „słowo wylatuje jaskółką a powraca wołem”, że „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. Wiele kłótni zaczyna się od jakiegoś nieprzemyślanego słowa, żartu, powiedzenia. Kiedy rozmawiamy z kimś, na kim bardzo nam zależy starannie dobieramy wszystkie wyrazy, uważnie kształtujemy wypowiedź, aby wypaść jak najlepiej, aby nie urazić tej osoby lub się nie ośmieszyć. Mniej wymowni zazdroszczą elokwentnym zasobu słów i łatwości komponowania wypowiedzi.

Kiedy sięgniemy do historii, musimy prędzej czy później spotkać najbardziej chyba jaskrawy przykład potęgi wypowiadanych wyrazów, czyli klątwy. Klątwa z reguły ma okropny skutek. Poddany jej działaniu człowiek rzeczywiście ubożeje, choruje, ślepnie... zależnie od treści wypowiedzianych słów. Na przykład francuski pianista Dupois przeklęty przez celtyckiego kapłana stracił władzę w palcach dłoni w czasie koncertu. Lekarze nie mogli zdiagnozować żadnego schorzenia, gdyż ręce pianisty były całkowicie zdrowe i sprawne, dopóki nie siadał on do fortepianu i nie próbował grać.

Dzisiaj wiemy już, że ma to związek z reakcją podświadomości, dla której klątwa jest równoznaczna z wydaniem wyroku. Słowa klątwy stają się kodem, który zaczyna się realizować. Dzisiaj klątwom łatwiej się oprzeć, bo znając białą magię, możemy wykonać rytuał ochronny i oczyścić podświadomość z negatywnych przekonań, zanim zaczną one realizować się w materii.

Jako przykład niech posłuży historia opowiedziana przez nieżyjącego już dzisiaj twórcę metody doskonalenia umysłu Jose Silvę. Zwiedzał on kiedyś wyspy leżące u wybrzeży Ameryki. Żyjący tam ludzie zachowali tradycje plemienne i szacunek oraz głęboka wiarę w moc czarowników. Przypadek sprawił, ze Jose Silva trafił do wioski, gdzie umierał człowiek przeklęty przez szamana. Mężczyzna ten po usłyszeniu klątwy, po prostu położył się do łóżka i zaczął umierać. Jego ciało w ślad za psychiką wykonywało posłusznie „rozkaz” wydany za pośrednictwem przekleństwa. Ponieważ Jose Silva był już w owym czasie znany na obu półkulach, postanowił wykorzystać swoją popularność. Wszedł do chaty, w której umierał ów człowiek i powiedział mniej więcej takie słowa: „Jestem Wielkim Szamanem, największym na świecie. Moja potęga jest o wiele większa niż siła twojego czarownika. Zdejmuję z ciebie klątwę i nakazuję ci wrócić do zdrowia.” Wypowiedź ta sprawiła, że ów bliski już śmierci człowiek zaczął zdrowieć i w przeciągu kilku dni wstał z łóżka i wrócił do swoich normalnych zajęć. Nikt nie ma wątpliwości – i nie miał ich również sam mądry Jose Silva – że nie zadziałała tu żadna inna magia, poza magią słów.

Wracając znów do czasów zamierzchłych, znany jest przypadek celtyckiej czarownicy, która w odpowiedzi na wyrządzona jej krzywdę, przeklęła jednego z możnych panów, życząc mu wygaśnięcia jego męskiej linii. Klątwa dosięgła oprawcę. Przez kilka pokoleń w tym rodzie przychodziły na świat wyłącznie dziewczynki, a kiedy po latach urodził się chłopiec – zmarł jako niemowlę. Inna celtycka klątwa rzucona na szkockiego regenta sprawiła, że spłonęła mu bogata rezydencja, a na świat przychodziły wyłącznie niewidome dzieci. Ten ród także szybko wygasł. Pojawia się pytanie o tajemniczy mechanizm, który sprawia, że klątwa działa także na kolejne pokolenia oraz na przedmioty. Tu już trudno podejrzewać działanie wyłącznie podświadomości. Badacze zjawisk paranormalnych wiele lat spędzili dociekając, jak to się dzieje. Doszli do wniosku, że istotę stanowią tzw. „myślokształty”. Ich zdaniem myśl zasilona energią ogromnego cierpienia wchodzi w strukturę atomową domów, murów, a także w bioenergię ofiary. Potem najprawdopodobniej zostaje przekazana potomstwu i zagnieżdża się na stałe w ich genach, opanowując w ten sposób losy całej rodziny i kolejnych pokoleń. Klątwa zanika, gdy wyczerpie się ta energia pierwotnego „myślokształtu”. Warto jednak przy tym wziąć pod uwagę, ze głęboka wiara w przekleństwo i związany z nim lęk są pożywką wzmacniającą ów „myślokształt” i na bieżąco zasilają go energią, nie pozwalając mu na zniknięcie.

W Laboratorium Zjawisk Paranormalnych we Lwowie przeprowadzono pewne doświadczenie z nasionami rzeżuchy. Przez kilka minut dwie osoby wykrzykiwały pod adresem ziarenek najgorsze przekleństwa. Kiedy potem poddano nasiona badaniu, okazało się, ze otrzymały one dawkę promieniowania o mocy 40 tysięcy rentgenów! Większość nasion obumarła, pozostałe stały się mutantami. Warto przypomnieć sobie ten eksperyment, kiedy mamy ochotę w gniewie miotać na kogokolwiek przekleństwa. Co prawda człowiek jest dużo większym i silniejszym organizmem niż ziarenko rzeżuchy, niemniej „kropla drąży skałę”. Poza tym wszystkie żywe organizmy funkcjonują według takiego samego programu, a kod genetyczny człowieka jest równie podatny na uszkodzenie jak kod roślin, na których przeprowadzano doświadczenia. Nic zatem dziwnego, że ludzie przebywający w nieprzychylnym dla nich towarzystwie, znoszący ciągłe poniżanie, krzyki i złośliwości są nie tylko zamknięci w sobie i nieszczęśliwi, ale także chorują na poważne dolegliwości fizyczne.

Badania przeprowadzone w Laboratorium wykazały, że słowa są w stanie zmienić budowę wody, a przecież ciało ludzkie w 90% złożone jest z tego właśnie składnika. Energia przekleństwa może zamienić poczciwe H2O w trujący napój, a z kolei błogosławieństwo i modlitwa czyni z niej lekarstwo. I w ten sposób przechodzimy do bardziej pozytywnego aspektu magicznego oddziaływania słowa. Skoro energia zawarta w słowach może zmienić kod genetyczny człowieka na negatywny, to może także zmienić go w sposób przez nas pożądany. Nasuwa się myśl, że słowo może naprawiać i uzdrawiać...

Podstawowymi technikami wykorzystującymi słowo jako nośnik dobrej energii są modlitwa, afirmacja i mantra. Pełne wiary odmawianie modlitwy jest równoznaczne z napełnianiem całego pomieszczenia dobrą energią. Badania przeprowadzone w Laboratorium nad chorymi nasionami pszenicy, nad którymi przez długi czas odmawiano litanie i inne pacierze, pokazały, ze nasiona wzmocniły się i wykiełkowały jakby były zupełnie zdrowe. Zatem słowo jako nośnik energii nie odbiega w tym wypadku od efektu jaki osiągnęlibyśmy, poddając nasiona działaniu bioenergii czy Reiki.

Afirmacja, czyli twierdzenie o pożądanym przez nas stanie czy sytuacji, koduje w podświadomości to, czego pragniemy. Podparta głęboką wiarą pomaga przekształcić negatywy w pozytywy. Zbudowana jest ze zwykłych codziennie używanych słów. Jej znaczenie opiera się na pozytywnym sensie wypowiedzi. Warto nie tylko myśleć pogodnie, ale i swoje wypowiedzi kształtować tak, aby przyciągały do nas tylko dobro.

 Mantra natomiast związana jest z magią dźwięku, z którego zbudowane są słowa. Powtarzanie lub śpiewanie określonych wyrazów powoduje, że umysł przechodzi w specyficzny stan wyciszenia i odprężenia. Badania przeprowadzone na ludziach odmawiających mantry wykazały, że w tym czasie zmienia się elektryczna oporność skóry, następuje spowolnienie akcji serca, wzrasta przepływ krwi przez mięśnie. EEG wykazuje, że w ciągu kilkunastu sekund wymawiania mantr zmieniają się całkowicie funkcje mózgu. Nic zatem dziwnego, ze są one najpopularniejszym środkiem wykorzystywanym w praktykach prowadzących do osiągnięcia oświecenia.

Naukowcy uważają, że cywilizacje, które bazują na sanskrycie są w stanie osiągać inne stany świadomości, korzystając ze specyfiki tego języka. Podobno teksty duchowych praktyk napisane w sanskrycie samą melodycznością, kolejnością następowania samogłosek i innych poszczególnych dźwięków poszerzają zdolności ludzkiego umysłu. Najpopularniejsza mantra „OM” jest podobno dźwiękiem towarzyszącym początkom istnienia wszechświata. Jej uzdrawiający, uspokajający wpływ jest powszechnie znany. Wystarczy śpiewać ją przez kilka minut w stanie rozluźnienia i pozwalać, by głoska „m” wibrowała w każdej komórce, a na pewno poczujemy, jak ta wibracja odświeża i wzmacnia całe nasze ciało.

Sylaba „OM” wchodzi w skład wielu mantr stosowanych w religiach Wschodu. Praca z mantrą współczucia „OM MANI PEME HUNG” chroni przed wszelkimi negatywnymi wpływami oraz przed chorobami. Buddyści wierzą, ze każda z sylab ma wielką moc przeobrażania różnych aspektów naszej istoty, transformując dumę, zazdrość, pożądanie, chciwość, głupotę i gniew w najwyższą mądrość. Mantra Buddy Padmasambhawy „OM AH HUNG BENDZA GURU PEMA SIDDHI HUNG” w swoich dwunastu potężnych sylabach niesie błogosławieństwo dwunastu rodzajów nauk Buddy, będących istotą 84 000 pism – wyrecytowanie jednej mantry jest zatem równoważne błogosławieństwu, jakie przynosi praktyka wszystkich nauk Buddy. Dla buddystów mantra ta jest emanacją samego Padmasambhawy, który pojawia się w formie dźwięku i w swoim niezmierzonym współczuciu otacza opieką wzywające jego pomocy istoty.

Zarówno antropolodzy, jak i neurolodzy czy psycholodzy są zgodni, że struktura mózgu odpowiadająca za wypowiadany dźwięk jest jednakowa u wszystkich ludzi na świecie niezależnie od rasy czy kultury. Zatem magiczne działanie słów może być stosowane przez każdego człowieka i mieszkańcy Zachodu z powodzeniem mogą wypowiadać buddyjskie mantry, osiągając dzięki temu stan wyciszenia i koncentracji.

Ezoterycy, korzystając z tej informacji, opracowali własne „słowa mocy”, które maja pomagać ludziom w osiąganiu różnych stanów psychicznych i fizycznych. Jednym z takich magicznych słów jest „LOTOS” – w sanskrycie „padma” lub „pema”, który wchodzi w skład podanych powyżej buddyjskich mantr. Systematyczne i częste powtarzanie słowa „LOTOS” połączone z wyobrażaniem sobie ukochanej osoby lub upragnionej sytuacji, zapewnia człowiekowi połączenie z tą osobą lub pojawienie się wymarzonej rzeczy. Kolejnym słowem zapewniającym powodzenie i osiągnięcie sukcesu jest słowo „SZCZYT”. Sugerowana wizualizacja to opromieniony słońcem szczyt pięknej góry. To słowo ma moc potęgowania wiary w siebie i gromadzenia siły do osiągnięcia sukcesu. Słowem sprzyjającym sprawom finansowym jest słowo „DOBROBYT”, które często powtarzane razem z wizją pełnego portfela zapewnia przypływ gotówki.

Słowa są nośnikiem energii, jakie staramy się w nie włożyć. Na to nakłada się niewątpliwie energia dźwięku. Jeśli uwierzymy, jak wielką siłę zawierają w sobie wypowiadane przez nas wyrazy, okaże się, że mamy przy sobie kolejne znakomite narzędzie, dzięki któremu przyciągamy do siebie wszystko, czego pragniemy. Zacznijmy zatem zwracać uwagę na to, co mówimy. Zamiast skarżyć się codziennie: „taka jestem zmęczona, tak źle się czuję, takie to wszystko drogie”, proponuję powtarzać od rana do wieczora: „opływam w dobrobyt, mam fart na każdym kroku, świetnie się czuję, świat jest piękny”. Po paru tygodniach będziemy zaskoczeni korzystnymi zmianami, jakie pojawią się w naszym życiu.

 

Bogusława M. Andrzejewska