Główna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Kroniki Akaszy  Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Noworoczny smutek

Do poczytania:

Prosperita

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Boskie Portfolio

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

 

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

Anioły

Reiki

Kroniki Akaszy

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

O dzieleniu się wiedzą

Złe lektury

Facebook kulturalnie

Lubię święta

Trollowanie

Kapelusz Żebraka

Po kobiecemu

Babcia

Ludzie w kolorze

Komentowanie

Noworoczny smutek

Pokój

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Roksolana

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Zastanawiam się czasem, skąd bierze się w ludziach obojętność na cierpienie drugiej osoby czy zwierzęcia? Obojętność, która popycha człowieka do zła. Od dziecka myślę o innych i staram się nikogo świadomie nie krzywdzić. Świadomie, bo nieświadomie zrobiłam to pewnie wiele razy, jak każdy. Dopóki czegoś nie zauważamy, nie można mieć do nas o to pretensji. Liczy się wola.

Pisząc o egoizmie wcale nie myślę o poszukiwaniu dla siebie wygody z pominięciem potrzeb innych. To zrozumiałe, że dbamy przede wszystkim o nasz własny komfort. Logiczne też jest, że każdy powinien troszczyć się o swoje sprawy. Na tym polega rozwój i nauka asertywności czy miłości do siebie. Mamy obowiązek kochania siebie i zauważania tego, co ważne dla naszego dobra.

Ale dzisiaj o rzeczy błahej, która zamienia się w cierpienia tysięcy. Jak co roku, w okolicy Nowego Roku zadaję sobie pytanie, dlaczego tyle żywych istnień ginie i cierpi dla prostej nikomu niepotrzebnej rozrywki, jaką są fajerwerki? Towarzyszące sylwestrowej zabawie potworne huki nie są niezbędne do życia. Nie dają jedzenia ani zdrowia. Nie zapewniają dachu nad głową. Można się bez tego całkiem spokojnie obejść. Po co to zatem?

Kocham ciszę. Huk fajerwerków co roku bardzo mnie męczy. Ale ja przecież mogę to wytrzymać. Jednak boli mnie ogromnie cierpienie tych wszystkich zwierząt, które w wielkim strachu trzęsą się i kulą, a nierzadko umierają na zawał serca. Jako empatka mocno czuję to wszystko i co roku odchorowuję. Ale przecież nie o moją chorobę tu chodzi. Ale o niepotrzebne cierpienie setek istnień, które jest co roku świadomie prowokowane przez egoistycznych ludzi.

Nie jestem święta i chociaż sama nigdy nie bawiłam się fajerwerkami, to nie przeszkadzały mi dawniej. Ktoś z mojej rodziny nawet je kupował. Do czasu, dopóki koleżanka nie powiedziała mi, jak bardzo cierpią jej psy z tego powodu. Ta jedna informacja wystarczyła, bym wyrzuciła wszystkie race do śmieci i dopilnowała, by moje dzieci jak dorosną, nigdy czegoś takiego nie robiły. Dobro innych było dla mnie ważniejsze od kolorowych światełek.

Taka decyzja jest dla mnie tak oczywista, że nie rozumiem kompletnie, dlaczego tak wielu ludzi nadal to czyni, chociaż dzisiaj nie ma już chyba nikogo, kto nie wiedziałby, jak bardzo jest to szkodliwe dla różnych zwierząt. Szczególnie dla tych dzikich w lasach i parkach, którym nie można podać leków na uspokojenie.

Staram się nikogo nie oceniać i rozumieć, że ludzie chcą się bawić i świętować w ulubiony sposób. Wierzę, że to tylko bezmyślność i założenie, że obrońcy zwierząt po prostu przesadzają i nic złego się nie dzieje. Ot, parę martwych ptaków i trochę histerii. Nie zakładam, że każdy jest okrutny. Myślę, że po prostu egoistycznie nie chce słyszeć, że taka forma rozrywki jest paskudną torturą dla połowy psów i kotów domowych, dla wszystkich bezdomnych i większości dzikich zwierząt, których siedliska znajdują się w pobliżu miast i miasteczek. Brak świadomości. Egoistyczne zaprzeczanie podawanym przez media informacjom.

Myślę też, że można znaleźć jakiś kompromis na przykład strzelanie tylko przez niecałą godzinę. Zacząć przed północą i skończyć kwadrans po. Tymczasem egoizm ludzki przejawia się tym, że kanonada rozpoczyna się w moim mieście już w ciągu dnia, około godziny 17. Potem przez wiele godzin nasze domowe zwierzęta siedzą skulone za łóżkami i szafami. A co się dzieje w pobliskich lasach i parkach? Nawet nie chcę sobie wyobrażać tego piekła i znowu wstyd mi za ludzi.

Jest tyle sposobów na dobrą zabawę. Opracowano nawet laserowe bezgłośne fajerwerki. Są metody wyświetlania na niebie pięknych obrazów. Wierzę, że każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Wystarczy chcieć. Ale miłośnicy huku nie chcą. Nie ma popytu na wynalazki, ponieważ ta egoistyczna część naszego społeczeństwa nie wyobraża sobie świętowania bez hałasu. Jeśli nie ma popytu, to nikt nie pracuje nad znalezieniem innej formy kolorowych światełek na niebie

Jest to pewna określona jakość myślenia. Działa podobnie u ludzi, którzy nie wyobrażają sobie dobrej zabawy bez alkoholu czy dragów. A przecież naprawdę można znaleźć inne wartości, które rozjaśniają serca i duszę, a nie tylko oszałamiają mózg. I powiem szczerze, że takie myślenie jest dla mnie o wiele bardziej przykre niż sylwestrowe fajerwerki. One trwają raptem kilka godzin w roku.

Przykre jest dla mnie, że ciągle tak wiele ludzi żyje w niskiej energii egoizmu i zaślepienia. Wiem, że każdy ma prawo wolnego wyboru i wybiera zgodnie ze swoim poziomem. Wiem, że wszystko jest w harmonii i nisko wibracyjne wybory są nam potrzebne do rozwoju. Wiem to wszystko. Ale i ja egoistycznie pragnęłam za życia zobaczyć dobry świat z dobrymi, empatycznymi ludźmi. Zapragnęłam zobaczyć, że większość ludzkich istnień jest przepełniona miłością i troszczy się o dobro i bezpieczeństwo zwierząt.

Tymczasem według matematycznych danych w tym roku w naszym kraju wydano na zakup fajerwerków ok. 700 milionów. To jest trzykrotnie więcej niż wydajemy na fundację wspierającą służbę zdrowia. Takie dane zasmucają. Moje egoistyczne pragnienie zobaczenia Złotej Ery pełnej miłości nie zostanie zapewne zaspokojone, skoro ludzie dokonują takich wyborów. Urodziłam się za wcześnie. Zachowam jednak nadzieję, że za kolejne sto lat huk przestanie bawić ludzi, a świat stanie się lepszy.

Pamiętajmy jednak, że na tym świecie istnieje Dobro. Istnieje empatia. Niektóre duże markety całkiem wycofały ze sprzedaży fajerwerki. W niektórych miastach wydano zakaz ich używania. Wierzę głęboko, ze mądrość i współczucie pomalutku torują sobie drogę do ludzkich serc. To tylko kwestia czasu. Być może trzeba poczekać dłużej niż chciałam, ale ja z natury jestem niecierpliwa. Ważne, by zmiana na lepsze w końcu nastąpiła.

Bogusława M. Andrzejewska