Główna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Kroniki Akaszy  Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Lubię święta

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

Anioły

Reiki

Kroniki Akaszy

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

O dzieleniu się wiedzą

Złe lektury

Facebook kulturalnie

Lubię święta

Trollowanie

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Roksolana

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Uwielbiam święta. Kocham ten cudowny klimat wypełniony blaskiem kolorowych światełek,  zapachem świerkowych gałązek i gotujących się grzybów. Kocham te wszystkie bajeczne ozdoby i błyskotki, które radują moje wewnętrzne dziecko. Serce mi trzepocze roześmiane na wszystkie „Jingle bell…” i „Last Christmas”. Z kolei nasze polskie kolędy otwierają w pamięci zakładkę sprzed wielu lat – dobrą zakładkę. Czuję wzruszenie i to są miłe uczucia. Być może ma na to wpływ szczęśliwe dzieciństwo, w którym święta zawsze były wypełnione miłością, radością i prezentami. A może po prostu mam pozytywne podejście do życia i lubię to, co piękne, barwne i radosne? Bo czegóż tu nie lubić? Niechęć to można odczuwać do hałasującej za ścianą wiertarki, do śliskich od lodu ulic albo przeklinających publicznie ludzi. Ale do świąt? Jak można nie lubić świąt? Są cudowne.

Lubię święta przede wszystkim za wolny od pracy czas. Są dla mnie jak każdy urlop, kiedy nie muszę robić szkoleń, horoskopów, konsultacji, tylko mogę zając się sobą i tym, co kocham – pisaniem, czytaniem książek, malowaniem. Nie muszę patrzeć na zegarek, bo z nikim się na święta nie umawiam. Mogę ułożyć się wygodnie w ramionach męża i patrzeć na choinkę. Albo bez końca tulić kota. Albo przekomarzać się z córkami. Albo oglądać z wnukiem nasze ulubione seriale. Mój wnuk chodzi o szkoły i ma obowiązki, jak każdy dorosły – taki to świat. Święta są dla nas czasem luzu, kiedy możemy pośmiać się beztrosko i pobyć ze sobą nawet do późna, bez spiny, że… „jutro do szkoły, do pracy…”. Lubię zatem święta za to, że mamy siebie dla siebie więcej niż zwykle. Kocham moich bliskich i bycie z nimi zawsze mnie cieszy. Święta nie są dla mnie zadaniem do wykonania, lecz urlopem i darem do wykorzystania z miłością.  

Lubię święta za ich piękno i blask. Lubię je, ponieważ niosą ze sobą dobre wspomnienia. Chociaż przeżyłam wiele takich spotkań nad barszczem z uszkami i czasem bywało też smutniej czy trudniej, to generalnie ten specyficzny klimat zawsze kołysze mi serce. Jest w nim wiele ciepła i jest też dziecięca radość z prezentów pod choinką. Obdarowujemy się z córkami i przyjaciółmi cały rok i bez okazji. Ale w ten świąteczny wieczór spływa cały wodospad obfitości, bo każdy każdemu coś… Choćby drobiazg, jak pudełko Ptasiego Mleczka czy nowe ciepłe rękawiczki. Bo przecież rzecz nie w tym, by wydać wszystkie pieniądze, ale by sprawić komuś radość.

Moje córki są w tym zakresie prawdziwymi Mistrzyniami. Wybierają prezenty na wiele tygodni wcześniej. Podpytują dyskretnie i szukają tego, co naprawdę najbardziej ucieszy obdarowanych. Nigdy nie zapomnę naszyjnika, który moja córka robiła specjalnie dla mnie całą noc. Nie pracowała wówczas, nie miała własnych pieniędzy, więc własnoręcznie przez wiele godzin nawlekała kamienie półszlachetne na żyłkę. Mam go do dzisiaj i wzrusza mnie ogromnie każde na niego spojrzenie. Dla takich chwil warto żyć… Kocham święta za takie bezcenne momenty.

Doceniam to też z zachwytem w każde imieniny i każdy Dzień Matki.  Jednak pod choinką znajdzie się radość jednocześnie dla każdego z nas i to jest piękne – wielki fajerwerk śmiechu i wdzięczności. Przecudna energia! Widzę swoje święta dokładnie tak, jak w tych rozświetlonych, telewizyjnych reklamach. Może na stole mniej potraw, może ubrania skromniejsze, może mieszkanko malutkie – ale miłości, radości, tulenia jest mnóstwo. Jak nie kochać takiego czasu?

Kiedyś było mi trudniej tak zwyczajnie cieszyć się tym cudownym okresem, bo byłam po prostu bardzo zmęczona. Rozumiem też każdą kobietę, która mówi mi, że pada z nóg i nie ma siły, by cieszyć się czymkolwiek, marzy wyłącznie by zasnąć na kilkanaście godzin. To nie są święta, tylko jakaś martyrologia w imię tradycji. Kilka lat uczyłam się, jak przygotować wszystko tak, aby te święta były i dla mnie. Jasne – łatwiej mi, bo mam dwie cudowne córki, które biorą na siebie lepienie pierogów i uszek, czy pieczenie ciast. Dzisiaj to w ogóle nie problem, bo dzielimy wszystkie prace na trzy. Ale kiedyś one były malutkie. Potem starsza córka mieszkała kilka lat daleko ode mnie. Poradziłam sobie. Najpierw wyeliminowałam to wszystko, co zbędne. Bo czy musi być dwanaście potraw na stole? Nie musi! Czy ważniejsza jest własnoręcznie upieczona drożdżowa strucla, czy radosne tulenie się do bliskich w święta? Wybrałam to drugie i makowce kupuję gotowe w dobrej cukierni.

Okna można umyć miesiąc wcześniej. Porządek w domu można utrzymywać. Ciasto można kupić gotowe. Pierogi też można zamówić (osobiście znam Anioła, który robi na zamówienie pyszne pierożki). A struclę robię w inny czas, kiedy nie ma świątecznego urwania głowy. Lubię zapach drożdżowego ciasta i robimy je w ciągu roku, czyniąc zwykły dzień bardziej odświętnym. Bo skoro kochać można codziennie, to wyjątkowe ciasto z makiem też można zjeść w lipcu albo  w kwietniu, prawda? Okazuje się wtedy, że przed świętami jest ciut więcej pracy niż zwykle. Ciut. I zostaje mnóstwo sił na radość z bliskimi. To zawsze nasz wybór: czy chcemy mieć przepełniony stół, czy cieszyć się wolnym czasem.

Czasem święta mogą być smutne, bo zabrakło kogoś przy stole. Puste krzesło to zawsze powód do zadumy i uronionej ukradkiem łzy. Jednak poza takim wyjątkiem, święta może wypełniać miłość, a nie dramat. Warto tak je zaplanować, aby być z tymi, których kochamy. Spotykałam się w różnym gronie, ale najczęściej wigilia była czasem dla najbliższych. Nie dla teściów. Nie dla rodziców. Nie dla szwagrów, ale dla męża i dzieci. Tak wymyśliłam. Tak chciałam. A ja już tak mam, że sama kreuję swoje życie, więc mam tak, jak zechcę. Może dlatego zawsze było radośnie i przyjemnie?

Myślę jednak, że warto na ten magiczny czas odłożyć wszystkie fochy i spory. Nie bez powodu mówi się tyle o tym, że to okres bliskości, miłości i zgody. Czasem opłatek może być pretekstem do pojednania. Warto docenić taką sposobność i wybaczyć. Bo jeśli nie w święta, to kiedy? Nie jest ważne, w co wierzymy. Wszyscy jesteśmy utkani z kochania i pragniemy tego kochana ponad wszystko. Dobre słowa, szczypta życzliwości, szczere życzenia - przełamują wszystkie lody. Jestem coraz starsza, a kiedy mój wnuk przytulając mnie, patrzy na mnie z góry, wiem, że doświadczyłam mnóstwo, mnóstwo… Nauczyłam się patrzeć sercem i wiem, że jeśli się chce, można żyć w zgodzie. W poprawnej zgodzie, jeśli ktoś inny broni się przed dobrą energią rękami i nogami. Wiem też, że kiedy pojawia się ta niezwykła świąteczna atmosfera, ludzkie serca miękną, oczy wilgotnieją i jest o wiele łatwiej wziąć się za ręce.

Uwielbiam wszelkie święta i każdą radosną celebrację również dlatego, że wiem, jak pięknie działa to na podświadomość. Mądrzy nauczyciele duchowi powtarzają, by świętować wszystko, co ważne dla nas. To działa jak zakotwiczenie nowego wzorca. Święta, które obchodzi połowa współczesnego świata, tworzą specyficzną energię umacniającą wszystko, co zabarwimy emocjami. Właśnie dlatego szczere życzenia, wyrażanie miłości i sympatii czy czułe spędzenie czasu z ukochaną osobą mogą w tym okresie stworzyć cudny program na resztę życia. Właśnie dlatego od stuleci w tym czasie ustawiano na stole miód, orzechy i tysiąc innych symboli dobrobytu. Bo to czas umocnienia Dobra i Bogactwa. Dlatego od wieków pilnowano, by w wigilię nie kłócić się, nie zgubić nic i nie płakać – to miała być wróżba na cały rok. A my wiemy: nie wróżba, tylko program, zakotwiczony magią ludzkiej energii pulsującej w rozświetlonym od życzeń i modlitw powietrzu. I dodam – niezależnie od wyznania. Bo moc umysłu jednakowo służy tym, dla których to Boże Narodzenie i tym, którzy świętują Szczodre Gody, czy cokolwiek innego.

Jeśli ktoś nie lubi świąt, ma do tego prawo. Ale warto też wiedzieć, że to tej osobie nie służy i nie ma po co jej naśladować. To ślepa uliczka. Powielajmy mądre pomysły, a nie traumy innych. Powtarzanie, że kocha się i dobrze życzy cały rok, a nie tylko w święta to demagogia. Każdego dnia składam Wam życzenia na FB. Każdego dnia mówię Wam o miłości. Każdego dnia przytulam moją córkę, a drugiej mówię przez telefon, że ją kocham. Czym różnią się święta? Tym, że nie pracuję i mam więcej czasu dla bliskich. Tym, że tulimy się mocniej i więcej, bo jesteśmy razem. Tym, że do mojego kochania cudowna, rozświetlona dźwiękami magia świąt dodaje swoją moc. Bądźcie poza demagogią. Kochajcie całą Mocą Waszych serc. Dzisiaj. Jutro. I zawsze. I niech wszystkie święta błogosławią Was swoim pięknem.

Bogusława M. Andrzejewska